mydziecisieci blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 9.2001

    cos

    2 komentarzy

    cos mi chodzi po nocach we lbie.
    to puls terazniejszosci.

    sa wszedzie. takie male, ze az niewidoczne. ale kiedy zbiora sie do kupy staja sie naprawde niebezpieczne. przejmuja kontrole nad umyslem czlowieka. bity, bo o nich tu mowa stanowia najmniejsza jednostke informacji przekazywana droga elektroniczna, przelewaja sie nieskonczonym cyberoceanem danych dookola nas, zataczajac swoimi falami okregi morderczego zniwa bombardujace rytmicznie nasze mozgi. jestesmy w to wkleszczeni – czy chcemy, czy nie chcemy – nawet ci z nas, ktorzy pragnac przed tym uciec schronili sie tam, gdzie nie ma komputerow. ale nie przewidzieli, ze fale nadajnikow satelitarnych docieraja nawet i na wies polska i jesli taka bedzie wola wszechswiatowego syndykatu adminow, moga za pomoca jednej, skoncentrowanej wiazki w ciagu paru nanosekund zaladowac do glowy caly serwer onetu pastuszkowi, ktory nigdy nie widzial na oczy monitora. tak wiec nie ma dokad uciec, a zyc caly czas w berecie chroniacym przed naplywem obcych danych jest po pierwsze niewygodne, a po drugie na dluzsza mete i tak okazaloby sie nieskuteczne.

    pelna jestem obaw co stanie sie ze mna i ze swiatem w najblizszym czasie, czyli wkrotce. byc moze bedzie jakas wojna, a moze dalej bedzie po staremu, a to tez nie najlepiej wrozy. ostatnio spedzam nawet do szesnastu godzin na i-er-ce, rozmawiam o wszystkim, wymieniam informacje o sobie z przypadkowo napotkanymi wedrowcami. zanika moj i tak watly kontakt z realem. w kazdym razie czuje po kosciach, ze z moim zyciem musi nastapic jakas zmiana, bo inaczej zamecze sie na smierc, albo zeswiruje. jutro postaram sie opowiedziec cos wiecej o nekajacych mnie tarapatach.

    zanim ziemia zmieni swoje polezenie tak, aby promienie slonca oswietlily te jej czesc, w ktorej obecnie sie znajduje, zanim zakonczy sie ta noc dluga i pelna udreki, zanim klujace promienie brzasku polechca niemile me zaczerwienione oczy wypije kolejna herbate z duzego kubka 0,75, zagryze garscia czipsow ze srebrnej paczuszki i przemierze kolejnych kilkadziesiat odcinkow swiatlowodu miedzy routerami w mojej bezkresnej, uporczywej wedrowce wiodacej infostrada ku samozagladzie swiata jaki znamy i @linki jaka kochamy… waham sie, waham, czy zaczac opisywac wszystko to, czego doswiadczam od czasu kiedy poznalam demona i-er-ce, kiedy zaczelam chatowac w kolko po nocach i poznawac wspolbraci z nocnej cyberpartyzantki… wahac sie bede tak nadal, az sie zdecyduje i wtedy uslyszycie moja wstrzasajaca historie, co sie ze mna porobilo od kiedy pierwszy raz wstukalam moj nick w pole user…

    ojezu

    1 komentarz

    ojezu, walka trwa. glowy wolnego swiata mozdza jak dojebac w afganistan. ci to maja – najpierw ruscy, potem amerykanie, a sami miedzy soba tluka sie bez przerwy i jeszcze sasiadow zaczepiaja. jesli kiedys przyfruna do nas kosmici to tez pewnie zaczna od pierdolniecia z laserowej armaty w kabul i okolice. za to kiedy chinczyki przekrocza bariere dziesieciu zilionow indywidualnych czlonkow narodu i rozleja sie po planecie jako centralnie sterowana zolta galareta zalutowana w bojowe wozy piechoty to jedynym panstwem jakie sie im oprze bedzie talibistan. a ja to wszystko wiem z sieci. bo siec to sa informacje, przelewajace sie nieskonczenie i tworzace z wlasnych tresci nowe konfiguracje. niewidoczne dla wszystkich, a kto je umie dostrzec ten korzysta. cena jest nalog. cena nalogu jest degeneracja biologiczna organizmu i rozpad psychiki. po co nam organizm, po co nam psychika, zapytacie. otoz, skoro nie dano nam na razie zadnych lepszych nosnikow informacji, musimy korzystac z tych biologicznych truchel. a ja tak bym chciala wyzwolic sie, przetransformowac swoje istnienie w czysta informacje i stac sie jej uniwersalna matryca dzialajaca na wszystkich kanalach i-er-ce i przybierajaca ksztalt kazdego umyslu, ktory sie na nia natknie. moje prozne chciejstwa napotykaja na opor srogiej materii wiezacej mnie w tym ciele i w tej duszy. kresle te slowa na zakurzonej klawiaturze z epoki ejti, co oznacza ze jednak we mnie jest jeszcze troche romantyzmu, ze jeszcze potrafie dostrzec cos takiego drobnego, taka rzecz zwykla, codzienna, prozaiczna, ktora jednak potrafi porzadnie za serdce capnac.

    i to juz z samego rana…

    gina psy
    ludzie sie gubia
    ciagle kradzieze

    nie ma pewnosci
    na tym swiecie

    znowu kogos zabili
    w telewizji.

    jesukriste co za czasy. za namowa kolegi z i-er-ce patrze sobie na gazete wyborcza, dzial kulturalny, i tam sa nominowani, zeby im udzielic nagrody za pisarstwo. nagroda jest duza suma pieniedzy oczywiscie. i kogo my tam widzimy? mamy zatem samych msciwych holokaustowcow, jednego wspolczesnego homosexualiste, jednego protestanta-alkoholika, einen kleinen kryptohitlerowca aus stettin i jedna nazi-feministke. spojna grupa o skladzie dobranym wedlug wiadomego klucza. az podnosi sie oburzenie jak najbardziej sluszne – a gdzie nasi?! gdzie brzoza, malenstfo, sloneczko, june, karat, madpart i wampirzyca? czy oni sobie mysla, ze moga tak bezczelnie pomijac naszych ukochanych klasykow i nikt tego nie zauwazy i nikt nie zaprotestuje? niemy krzyk wieznie w ciasno zaschnietym gardle. zredagowaszy te watla i bezsilna notke, udam sie zaraz w kraine malych swiatow osobistych, jakie nam tutaj prezentuja prawdziwi polscy autorzy wspolczesni, tak pogardliwie pomijani przez kolegow adama michnika. kiedys im wszystkim pokazemy. niech zyje polska, niech zyja bialo-czerwone, to barwy niezwyciezone!!!

    pisac codziennie nie moge, tylko wtedy kiedy nalog mi pozwala. demon i-er-ce posiadl mnie na wszystkie sposoby i robi ze mna co zechce, tak latwo czyniac sobie z mojej cudem uratowanej osoby jedna z miliona poslusznych niewolnic w swoim haremie. nieprzeliczone zastepy nastolatek zalogowane do sieci laczacej system babilonu w drapiezna pajeczyne wstukuja do niej swoja dzisiejsza mlodosc i swiezosc, sprowadzajac ja do krotkich sekwencji osmiobitowych wyznan o naturze fantazyjno-softerotycznej. drobne chwile wytchnienia jakie mi zostawi ta piekielna machina, obiecuje sobie poswiecic na te zdawkowe wpisy ku potomnosci. zeby co zostalo po mnie, zeby taka cala nie przeminac, zeby zaiskrzyc przez chwile swoja osobowscia, ktora wkrotce zostanie starta na proszek przez coraz szybsze procesory, jak rocznik zoltych gazet przez rodzine myszy ze stryszku. osobiscie uwazam, ze zemsty na amerykanach za zbojstwo diany dokonal multimilioner dodi al fayed, ktory nie mogl sie pogodzic, ze cia zabilo jego syna i synowa aby uniemozliwic miedzyrasowy mezalians wsrod angielskiej arystokracji. ale wiecej szczegolow w nastepnym serwisie, bo oto wzywa mnie moj bog i moj wladca, moj demon i moj lubiezny program na zycie – i-er-ce.

    moja noc trwa pol godziny od dziewietnastej trzydziesci do dwudziestej zerozero. przed snem, zeby stwardnie troche zyciowo powtarzam sobie – ja wam kurwa pokaze. kiedy zasypiam, zycie zamarza jak rzeka na zime. jest to sen smiertelny, adresy mojej pamieci wewnetrznej sa resetowane do zera i zapelniane od nowa przypadkowymi informacjami, jakie powstaja na styku polaczen. co rano budzi mnie rwacy krwotok danych. zachlystuje się gwaltownie i polykam, aby stawic czola nowemu dniu, który niczym się nie rozni od dni poprzednich. loguje sie do mojego polswiadomego stanu biocyberdreamrealu. tysiace razy wduszam male guziczki na klawiaturze i dodaje kolejne pare metrow do przebiegu myszy po ograniczonym terenie o przekatnej pietnastu cali. to zyciowa przestrzen mojego ciala siedzacego na krzeselku z dermy w tym dusznym i zaniedbanym pomieszczeniu. ale cala ja, cala @linka, jest naprawde gdzie indziej, bo jest w sieci. o jezu pozniej wam to wytlumacze, bo wlasnie odkrylam cos nowego, cos co mna zawladnelo potega swoich mozliwosci, cos gdzie mogę odnalezc wspolnote z ludzmi podobnymi do mnie, z wyrzutkami na pokoleniowy margines walczacymi jak ja z bezdusznym, tlamszacym, wszechogarniajacym oceanem bitow – nazywa się i-er-ce.

    teraz wiecej smutku! jestem cyber. czuje sie jak stary i nikomu niepotrzebny komp, najchetniej czterobitowy z gumowa klawiatura i magnetofonem. zamiast wlosow mam kable. zamiast palcow mam kable. zamiast zyl mam kable. mysli odmierzam w bitach. moje marzenia zbudowane sa z pikseli. ludzie mowia do mnie w real audio. cala moja jazn jest brutalnie skompresowana ze stanowczo zbyt duza strata jakosci. a ja tak chcialabym wyjsc na jakas umajona kwieciem lake, duszkiem wypic sagan zrodlanej maslanki, wziac do pluc pare machow swiezego, wiejskiego powietrza i pogadac tak normalnie, tak po ludzku. ale juz chyba nie moge, bo jestem wtopiona w kwarcowe drgawki iluzji generujace moja cybernetyczna rzeczywistosc, gdzie czuje sie bezwolna jak glistabobas w matczynej macierzy matematycznego lona, podlaczona do szerokiego kabla pepowiny, ktora sse dane szerokim laczem od jakiejs pracybergretkowskiej. o jezu, moze przesadzam, moze po prostu jestem slaba albo pojebana, ze inaczej zyc juz nie umiem? takie moje czasy, moje losy, moje pokolenie. doomed for tepsa, a mlodosc mija z predkoscia 28800 bps. ech, zobacze co tam na innych blogach ciekawego cybermlodziez pisze nocna pora…


    • RSS