mydziecisieci blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 10.2001

    minely kolorowe lata osiemdziesiate, minely mroczne lata dziewiecdziesiate, nadeszly szestnastkowo kodowane lata zerojedynkowe, binarna era lat dziesietnych. wypada wspolczuc tym, ktorzy wlasnie sie maja urodzic, ktorym wypadnie akurat dziecinstwo, przydarzy sie mlodosc, odbedzie sie kawal zycia wlasciwego lub nadejdzie tak dlugo oczekiwana, spokojna uhehehe starosc. napieraja takie lata, jakich jeszcze nie bylo – rajski poligon dla apokaliptycznych swirow, ktorzy dostana do beta testow wszystkie wymarzone zabawki i gwarancje transmisji na zywo na wszystkich kanalach. ogladajcie lata zerojedynkowe!

    jestem sama i boli mnie nos.
    wagliki harcuja i pochlaniaja kolejne ofiary, po ktorych zostaja tylko archiwa i slady w ksiegach gosci.
    na chuj komu takie zycie co jest nowela, widze cos za oknem, to pewnie jego kres, nic nie dokonalam poza paroma wpisami na blog.
    a mialam zostac slawnym lekarzem, wynalezc lekarstwo na raka albo na homoseksualizm.

    oglaszam, ze gosciem numer 666 bylam ja sama – znana i lubiana @linka i nie bedzie z tej okazji zadnych specjalnych fajerwerkow. probujcie dalej, nastepna szczesliwa liczba wynosi 999 i szczesliwiec, ktory ja nabije (a statystka nie klamie) ma szanse wykrztusic z siebie jedno zyczenie, ktore spelnie w granicach przyzwoitosci, wy oblesne swintuchy.

    oddajemy na chwile glos do studia, halo warszawa, halo darek szpakowski:
    mowi dariusz szpakowski: witam panstwa. był kiedys wsrod nas geniusz. geniusz literatury, ktory odszedl na zawsze zabierajac ze soba wszystkie swoje archiwa. mlody ow czlowiek rodem z krosna pozostawil nas w glebokim smutku kasujac swoj blog dnia osiemnastego pazdziernika roku pamietnego.
    jakze inny jest teraz blogdotcompl, jaki pusty, jaki nijaki. nikt juz nie donosi o wyprawach do tarnowa, rzeszowa i krakowa. nikt nie oddaje z fotograficzna precyzja opisow hiphopowego wyjebania warzywniaka, recenzji filmow na polsacie czy dramatycznych sprawozdan z rodzinnych potyczek. wsrod czytelnikow panoszy sie oslupialy, niemy glos pytajacy echem na pustkowiach cybergluszy: gdzie jestes jaco, wielki maly rycerzu?
    podobnie jak wielu innych artystow przekletych, niedocenianych przez konsumpcyjnie zmanierowane spoleczenstwo i nierozumianych przez odleglych sobie swoich najblizszych, jaco ciskal sie dziko po zyciu. a zaprawde on kochal zyc, brac je pelnymi garsciami, czesto przekraczajac kolejne bariery. nie tylko gramatyczne i syntaktyczne normy jezykowe, takze nie stronil od podejrzanych narkotykow, alkoholu zza wschodniej granicy, dzikich burd na swoim osiedlu. tak tez bylo i ostatniego dnia jego zycia.
    zaklada sie, ze jaco poniosl smierc zbytnio szarzujac na deskorolce.
    - jacus pojechal dyskorolka na deskoteke – wspomina jego babka.
    - i jebnal go star – dodaje wuj.
    - smierc byla szybka i bezbolesna – uzupelnia stara ocierajac matczyne suche lzy.
    nas to jednak nie pociesza. my chcemy go znowu i gleboko wierzymy, ze dusza jaco wcieli sie jeszcze raz w jakis nowy nick i dopierdoli komu trzeba. jak john lennon, who’s maybe gone, but his music lives on, tak i ten mlody, zbuntowany, nieoszlifawny talent przeminal byc moze doszczetnie z dyskow fizycznych i folderow kaszy, ale wirtualnie bedzie zyl wiecznie w naszych sercach i w operacyjnej pamieci zbiorowej polskich internautow, i wierzymy ze zagra z znowu, ze odezwie sie, jak john lennon ze starych tasm cudownie odnalezionych na stryszku jego ciotki z liverpool. a jesli go gdzies spotkacie, w drodze do nieba, to skopcie mu dupe serdecznie i powiedzcie, zeby slal chociaz puste esmesy. tesknimy za nim jak glodne psy.
    a teraz ponownie laczymy sie ze stadionem santiago barnabeu.

    do czasu kiedy uda sie ustalic pod jakim nickiem reinkarnowal sie jaco, funkcje ducha swietego sprawowac bedzie nadszyszkownik. ma sporo ciekawych przemyslen, jednak jezyk, w ktorym je spisuje jest za malo wykurwiasty.

    wypracowania z polaka, zadania z majmy, praca-technika – tanio, skutecznie, niepowtarzalnie.

    ::
    ::[05] kto kontroluje procesy rozmnazania, ten kontroluje ludzkosc. admini blodotcompl wiedza o tym doskonale. dlatego od dawna juz badali wasze zachowania godowe, aby uderzyc tu i teraz, tworzac ten darmowy serwer-pulapke, jeden z filarow systemu echelove. rozejrzyjcie sie dookola swoich blogow. tu i owdzie rodza sie e-romanse, cyberseks ropoczety na blogu przenosi się na irc i icq. a raz posiane ziarno puszcza pedy, rosnie i wydaje owoce, ktore wracaja do rozmyslnego siewcy. wam moze sie wydawac, ze to nic takiego, ze to calkiem naturalne. tymczasem, ci ktorzy widza, potrafia dostrzec drugie dno tej zdehumanizowanej gry, tej okrutnej maskardy. w zdecydowanej wiekszosci, zwlaszcza na poczatku była to intryga snuta przez internetowe boty, a nie przez ludzi. ludzie wlaczyli się w to znacznie pozniej, już tylko w charakterze przypadkowych ofiar. na podstawie pilnie sledzonych takich e-romansow powstaly specjalne algorytmy rozwoju sytuacji. stosujac je w polaczeniu z matrycami osobowosci jakie zestawili sobie konfratrzy z evil admins syndicate, moga oni już po paru pierwszych wpisach z duzym prawdopodobienstwem wyczuc charakter nowego czlonka spolecznosci blogerskiej i zaaplikowac mu przynete w postaci idealnego kochanka, ktorym w istocie jest odpowiednio nazwana instancja jednego z prekonfigurownych botow. kazdy kto odpowiada na takie zaczepki przyczynia się tylko do udoskonalenia matryc i procedur systemu echelove. dlatego, jesli w twoim blogu zacznie się czesto pojawiac jedna i ta sama osoba plci przeciwnej wstawiajac latwe do roszyfrowania dopiski majace zwrocic twoja uwage na te osoba, jedyna twoja bronia będzie calkowita ignorancja! mozna bowiem zagwarantowac, ze nie jest to zaden zywy czlowiek z gdanska ani ze szczecina tylko bot napisany we wroclawiu przez satanistycznych moznowladcow tego servera. o co im chodzi powiem wam wkrotce.

    [cybergospel for the polish e-youth fucked-up-in-the-head generation]

    zaraz kiedy tylko jezus zstapi ponownie na ziemie, zalozy sobie konto na blodotcompl. w szesc godzin po nim podobnie zrobi antychryst. od tych niewinnych wypadkow zacznie sie najgrozniejsza w dziejach swiata i zarazem konczaca jego historie zadyma. a imie jej bedzie straszne. apokalipsa {!– 010101 run theendoftheworld ; }. z tych dwoch blogow kazdy bedzie inny do drugiego. jeden bedzie glosil swoje ewangielie, good newsy, radosne nowiny, allelujiczne glorie. szczodrze obdarzy czytelnikow apletami ukazujacymi swiatelka w tunelu infostrady, z popupow ich przegladarek wytrysna hektary wiary, kilogramy nadziei, litry milosci. drugi bedzie rozpierdalal. sial wirusy, plodzil trojany, sadzil wormy. browsers crashing, server flushing, mailbomb hailing, system failing, files missing, admins pissing. hekatomby. horror. holokaust. hektolitry krwi. homoseksualizm. heksagonalne pierscienie narkotycznych substancji zaciskajace sie na umyslach tych, ktorzy mu zawierza. zapanuje zawierucha. blogadotcompl stanie sie centrum internetu i zacznie cudownie mowic wszystkimi jezykami swiata. glossolalia, uzdrowienia, cudowne konwersje. komentarze pod wersetami, ksiegi gosci zaczna sie zapelniac wyznaniami wiary, uwielbienia i oddania. powoli spolaryzowany zostanie caly cyberswiat, blogi indywidualne obumra i znikna i pozostana tylko dwa wielkie powerblogi – czarny i bialy. mesjasz i antychryst. zlo i dobro. jasnosc i ciemnosc. pepsi i cola (sorry zartowalam). wracajac do poprzedniego watku bedzie zatem tylko zlo i dobro. jasnosc i ciemnosc. legia i widzew. no kurwa co mi dzisiaj jest, zdania porzadnie nie moge napisac. jeszcze raz, teraz juz bez jaj. przeto w domenie blogdotcompl ostana sie tylko dwie poddomeny. jedna zdominowana przez niebianskie sily dobra, do ktorej haslo posiadac bedzie mesjasz, syn bozy, ktory zstapil na ziemie zaprowadzic pokoj i spokoj oraz drugi, opanowany przez ksiecia piekiel. ksiecia ciemnosci, podstepnego saurona, cybergagatka, lucypera, vadera, rogatego jokera. powoli wszystko inne przestanie byc wazne. kazda informacja nie odnoszaca sie do starcia dwoch wielkich poteg, bedzie sie wydawac nic nie znaczacym pasikonikiem, kiedy scieraja sie zagony kawalerii swiatowego rycerstwa. nie bedzie gazet, nie bedzie telewizji, nie bedzie plotkowania przed klatkami schodowymi. bedzie tylko internet. a w nim tylko jeden serwer. a na nim tylko dwie strony. i wszyscy codziennie bedą chcieli wiedziec kto prowadzi. kto co powiedzial. kto co dopisal. ile na liczniku. ilu w ksiegach gosci. co za jedni i skad nadaja. i kiedy strona swiatla zostanie odswiezona po raz 666 razy 666, wtedy serwer padnie, a w miejscu gdzie była nasza cywilizacja, gdzie były piekne kwiaty i ksiazki na szeleszczacym papierze i ptaki nadajace niezobowiazujace komunikaty analogowe i 3d wschody i zachody slonca i kobiety w lozkach i na ulicach nie inspirujace sie e-pornografia i sprawy ktore sie zalatwialo bez myszki w dloni, w tym wlasnie pustym obecnie miejscu bedzie tylko wielka czarna dziura. a na jej dnie maly ekranik lcd z napisem „planet erroarth 404”. i nic kurwa wiecej.

    palec

    Brak komentarzy

    jeden palec, prawy wskazujacy, mam taki nieczuly, ze moge wyciagac torebki herbaty ze szklanek wypelnionych wrzatkiem nie dalej jak trzy minuty temu.

    z platformy win2k startujemy w cosmos
    po paru latach sluzby dla korporacji ladujac na zyciowej bocznicy

    jak express do warszawy, niegdys dumnie prujacy trase przez stargard, choszczno, krzyz, chujowe tereny podpoznanskie, pola i zielone laki okolic konina, szare struktury kutna, uprzemyslowiona warszawe zachodnia, w oknach firanki z czerwonego atlasu i wesole slonce pierwszego dnia wakacji, kelnerzy w warsie grzeczni i schludni, czarne spodnie, biale koszule, zaczesane fryzury, nienaganne baki, zimne piwo w malych buteleczkach, na sciankach przedzialow obrazki z tatr, z glosnikow przemawial kierownik skladu jan suzin zyczac podroznym milej podrozy, po korytarzach chodzily eleganckie, ladnie pachnace kobiety, i caly ten piekny, ciemnozielony express energicznie przemierzajacy umilowany kraj wydawal sie tak zajebiscie zajebisty jak ukazany na sklepowej wystawie pentium kurwa bez mala piec z szybkim dyskiem i plaskim monitorem 25 cali, albo jak nowo nabyty mikrotelefon komorkowy z malymi guziczkami, bez antenki i z bajeranckim wyswietlaczem. obecnie pociag ten stoi wyruchany przez dokp 2k przed stacja szczecin glowny, z okien rosna mu krzaki, do przedzialu czasem wejdzie menel z zapuszczonymi bakami (skad znamy te twarz, zaraz zaraz, czy to nie ten mily kelner z warsu?) zeby cos wyrwac lub podpalic gabke z siedzen, kobiety powychodzily za maz, na korytarzach panoszy sie nocami zimny, pazdziernikowy niz znad baltyku, a na odrapanej burcie jakis cynik wykonal graffiti „vita brevis”.

    i po co tak zapierdalac?

    ps. ja nie tesknie, ja sie wkurwiam


    • RSS