mydziecisieci blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 4.2002

    wino

    1 komentarz

    wino dobrze mi zrobi
    (miedzy dwoma dluzszymi textami)

    to co teraz moze nie jest nic nowego i odkrywczego, ale nie czytam machiny i nie jestem na biezaco, licze jednak ze moze jednak.
    zaczyne od pospolitych faktow, z ktorymi kazdy sie zgodzi: rozwoj muzyki przebiegal w swoich meandrach rownolegle do rozwoju technologii, ktorej rozwoju moznaby w ogole nie oddzielac od rozwoju uzbrojenia. pierwsze instrumenty i pierwsze egzemplarze broni nalezaly do rodziny perkusyjnych – rozne piesciaki, maczugi, bebny, kolatki itd. dalej ktos zrobil luk, ktos zaczal brzdakac na cieciwie, a jego kolega, a moze nawet on sam zmajstrowal na tej podstawie gitare. rozwoj technik wytopu rudy, oznaczal rozwoj gladkolufowej broni palnej, ale takze okres rozwoju roznych blaszanych instrumentow detych, najpierw prymitywnych jak pierwsze arkebuzy i muszkiety, pozniej coraz doskonalszych jak dzisiejszy flet, klarnet, uzi czy m16. wiek XX, to juz calkiem nowe technologie, elektryka, a w koncu elektronika zaczely dominowac – w wojsku, medycynie i na estradzie. to oczywiscie zadne odkrycie – wiadomo ze nowe technologie znajdowaly zastosowanie w roznych dziedzinach zycia, ale chodzi o to, ze muzykanci zawsze sie na taka przemiane zalapywali i to w miare szybko, czesto nawet jako pionierzy. (np. jean-michel jarre i vaneglis nagrywali swoje elektroniczne hity zanim zelektronizowaly sie blogi, gry, transmisje z meczow, taksometry, nosniki danych czy pkp). wiedzac, ze kolejnym, waznym przelomem technologicznym beda praktyczne zastosowania rozwiazan z dziedzin takich jak nanomechanika, inzynieria genetyczna czy kwantowe komputery, mozna przewidywac, ze muzyka niedalekiej przyszlosci bedzie nie tylko inspirowana, czy rejestrowana, ale takze tworzona na poziomie molekularnych, atomowych czy nawet kwantowych manipulacji. nie oznacza to ze kazdy dj bedzie inzynierem, na pewno dostana do lap jakies malpie interfejsy, moze nawet beda to klawiatury, ale rewolucyjnie nowej jakosci i nie chodzi tylko o techniki studyjne – bedzie to rewolucyjnosc porownywalna z wprowadzeniem do uzytku publicznego jako muzyki, plastikowych kawalkow z sekwencera – otworza sie przed nimi drzwi percepcji i kazdy bedzie mogl zostac jimem morrisonem – bo wiadomo, ze molekul nic nie konfiguruje lepiej niz dragi. mozna wiec zalozyc, ze taki instrument juz za pare lat bedzie mial postac jakies zamknietej struktury, w ktorej zachodzic beda rozne procesy fizyczne, chemiczne, moze nawet biologiczne typu zywe kultury baterii z jogurtu bacoma, plesniak kwitnacy na serze czy tkanka z nogi kota albo wrecz nanobotoresamplowana muzyka organow wewnetrznych jej autora. do takiej struktury muzyk czy dj czy jak mu tam, wprowadzac bedzie narkotyki czy inne aktywne substancje, ktore beda w mniej lub bardziej okreslony lub przypadkowy sposob ingerowac w te procesy. calosc zjawiska bedzie rejestrowana i na biezaco konwertowana na system dzwiekowy, ktorego harmonie, skale i gamy moga byc defaultowe, a moga byc konfigurowane przez operatora muzyki. muzyka molekularna bedzie musiala sie charakteryzowac niezwykla zlozonoscia, bogactwem form i harmonii, nowatorskimi, ale naturalnymi rozwiazaniami w algorytmach, ktore praktycznie nie sa do osiagniecia na drodze mechanicznej czy elektronicznej obrobki dzwiekowych mecyj. oczywiscie nowe klasy urzadzen odsluchowych beda niezbedne, aby te wszystkie niezwykle zlozone procesy swiadomie wygenerowac, zapisac i przedstawic uchu ludzkiemu, ale to juz szczegol techniczny. na razie sa to dla mnie czyste teorie, ale byc moze ktos juz nad tym pracuje, nagrywa taka muzyke – nic o tym nie wiem i nie jest to teraz najwazniejsze.
    przejdzmy do drugiej czesci. byc moze rowniez nie jest to nic nowego i odkrywczego, ale nigdzie wczesniej tego nie czytalam, wiec zaryzykuje. daje sie zaobserwowac pewna prawidlowosc w czestotliwosci z jaka zmieniaja sie gusta muzyczne wsrod mlodziezy. moznaby nawet narysowac wykres tendencji w muzyce popularnej, ktory przyjalby postac sinusoidy luzno pokrywajacej sie z dekadami od lat 60tych ubieglego wieku do czasow obecnych. zmiany charakteryzuja sie tym, ze muzyke poprzedniej dekady kwalifikuje sie jako zenujace wiesniactwo, podczas gdy przywoluje sie jako cool kwasy muzyke sprzed dwoch dekad, ktora byla nagrywana kiedy obecni didzeje byli u mamusi w brzuszku lub wlasnie zaczynali raczkowac i ich skorupy nasiakaly pierwszymi trwalymi wrazeniami. przykladowe przyklady to na przyklad: popularnosc muzyki lat 60tych w latach 80tych – jive bunny, roy orbison, skladanki tego typu oraz revival wojciecha gassowskiego i innych dinozaurow. nastepnie w latach 90tych absolutnym szczytem wiesniactwa byli lata 80te, cyndi lauper, lombard, shakin stevens, za to wrocily do mody spodnie dzwony, power flower, janis joplin z kolezankami, black funky disco i imprezy doorsowy. obecnie zupenie zniknely z ulic kraciaste koszule, obszarpancow jest mniej, a zachodnie telewizje niby dla smiechu, ale juz bez zenady nadaja teledyski z lata 80tych, ktore teraz wydaja sie cholernie groovy czyli gites. to bardzo luzne przyklady, ktore moznaby roznie interpretowac, ale jesli kazdy sie zastanowi i poszuka takich trendow wezowej alternacji wiesniactwa oraz szczytow mody hip-cool-funky-groove, to dosyc latwo je znajdzie, a pewnie beda sie roznily od tych podanych przeze mnie. w kazdym razie na podstawie nawet tak prostych i ogolnych spostrzezen, mozna sformulowac pewna teorie – wyznaczyc jakies punkty zwrotne i sprobowac zasymulowac, co nas czeka w najblizszej przyszlosci. moim zdaniem w ciagu paru lat, niezwykle popularna stanie sie muzyka z lat osiemdziesatych – co za tym idzie caly wystroj, stylistyka, fryzury itd – david bowie, depeche mode, republika, wandzia i gandzia itd, blond piora, prazkowane garnitury z waskimi nogawkami, program tv jarmark itd oraz klasyczny heavy metal – szatany, gotyk, rycerstwo i rzygi. hiphopowcy i lysi didzeje w okularkach ze sluchawkami jak helmofony stana sie synonimem wiesniactwa, zacofania i braku gustu (ta fala powroci jednak w 2020), a na okolice roku 2012 przewiduje ze dominujaca role moga zaczac odgrywac neogrundzowcy (tip: nie wyrzucajcie przegrywanych kaset ‚nevermind’ nirvany i ‚ten’ pearl jam, bo cool goscie z przyszlosci beda chcieli tego sluchac z oryginalnych walkamnow z epoki, zobaczycie). ale to wszystko na marginesie, przedstawiam pobieznie, zeby przejsc zaraz do najwazniejszej czesci mojej hipotezy.
    teraz uwaga: jak staralam sie wykazac z licznymi przykladami w dwoch wstepnych panelach mojego wykladu, muzyka nie jest taka sobie pannica nikt z nikad, wolna i swobodna, jaka sie artystom zachce, czy nawet nie jaka sie zachce malo wybrednej publice, ale podlega ona pewnym prawom natury, ktorych nie da sie ominac, a ktore uwazna obserwatorka potrafi zaobserwowac i zapisac na swoim blogu. jesli posiadamy zdolnosci do myslenia abstrakcyjnego, mozemy sobie ten zebrany material dowodowy po oddzieleniu od zbednych detali, przeanalizowac w wezszym kontekscie i przedstawic w jakis bardziej modelowy i czytelny sposob. zajmowalam sie tym przez ostatni tydzien i okazalo sie, ze rozwoj, czy raczej charakter przemian muzyki wspolczesnej ma charakter pulsacyjny, rytmiczny i niezwykle uporzadkowany, przy czym pulsowanie nastepuje po spirali zbiegajacej sie do srodka, co oznacza, ze zarowno same cykle jak i odstepy miedzy nimi staja sie coraz krotsze, nakladaja sie na siebie i powielaja. osoba o usposobieniu dekadencko-pesymistycznym moglaby w takim razie oglosic, ze oznaczac to musi koniec muzyki – przewidujac rozwoj technologii i nastepstwo stylow inspirowanych stylami sprzed dwoch dekad, nie trzeba superkomputera, aby obliczyc i wyobrazic sobie na przyklad scene crack-molekularnych mutacji grundgu w latach 2071-2079 (czy troche wczesniej zakladajac ze pulsacja nagle przyspieszy, co by musialo oznaczac ze jestesmy znacznie blizej jadra muzyki nizby to sie zdawalo na pierwszy rzut oka), a w koncu tak gestych interferencji, ze praktycznie nic by sie juz nie dalo od roznic, w konsekwencji doprowadzajac do fali mody np w 2105 na piosenki polskich partyzantow w nowych aranzacjach gwiazd bialoruskiego gangsta rapu – z cyklu world music: groovy fusion of polish guerilla songs with soccer chants, ethno folk and latin ballads czy cokolwiek co podyktuje algorytm.
    tak jednak nie jest. jesli przyjrzec sie temu wielkiemu szwindlowi jeszcze uwazniej, mozemy dojsc do wniosku, ze w tym wszystkim widac wyrazny zamysl, ze to nie jest wszystko przypadkowe, a pulsacja po spirali zostala zaprojektowana przez jakas potezna inteligencje, stojaca znacznie wyzej nizby chcial malcolm mclaren; inteligencje stojaca wysoko ponad machina, romanem rogowieckim i katarzyna kanclerz, a nawet ponad walterem chelstowskim. moim zdaniem taka cyklicznosc, powtarzalnosc motywow i przewidywalnosc, nie moze byc dzielem czystego zbiegu okolicznosci. pozostaje zatem ustalic sprawce calego zamieszania; komu mogloby w szczegolnosci zalezec, zeby zorganizowac taki skomplikowany zamet na skale swiatowa, ciagnacy sie od tysiecy lat w blizej nieokreslona przyszlosc. otoz, widze to teraz dosyc wyraznie, ze tajemniczym organizatorem et spiritus movens tej intrygi nie jest zadna sila pochodzenia ludzkiego. zmudne dociekania zajely mi wiele czasu, ale obecnie jestem przekonana, ze mamy w tym przypadku do czynienia ze spiskiem na poziomie molekularnym. moj umysl dysponuje zbyt skromnymi zasobami, aby ogarnac tak wielka mase materii/czasu/energii, a moj celeron333 juz ledwo zipie i nie nadaje sie do prowadzenia dlaszych badan. moze zajelaby sie tym NASA, moze polaczone sily ONZ, USA, NASA i wszystkich uczonych swiata, w kazdym razie j@ jestem skromna wizjonerka i w moich proroctwach ma prawo byc wiele bledow i niescislosci, a od udowadniania jest ktos inny. bo wlasnie, jak wspominalam, nie moge tego na razie udowodnic, ale dostrzegam prawidlowosci zachodzace dookola mnie z matematyczna precyzja, ktore sygnalizuja, ze pewne grupy czasteczek rekonfiguruja sie, aby przejac kontrole. oczywiscie wszystko chodzi o kontrole. na pozor wyglada to niewinnie, jak rozwoj muzyki, moda, sklep z plytami, kolorowe tygodniki, empetrojki, rozmowy o slawnych piosenkarzach, mtv, idole, plakaty, kolekcje, bilety na koncerty coraz drozsze. jak wykazalam na samym poczatku zbliza sie moment, kiedy muzyka wejdzie na poziom molekularny i kiedy pulsacja zmiennocykliczna osiagnie swoje, nieznane dotad ludzkosci, apogeum. w owych czasach uklad narkotyki-moda-muzyka przyjmie swoja najbardziej doslowna i klarowna postac – ukladow molekularnych, ktore w astronomicznych sekwencjach atomow zmieniaja swoje konfiguracje, co naszym oczom objawia sie teraz jako zamazane algorytmy pod postacia np zwiekszenia liczby polkretynow palacych marihuane, kupujacych jednakowe czapeczki i sluchujacych hipkopowych wynurzen nastolatkow szczekajacych o fucking zyciu we wspolczesnej warszawie, odrzucajac jednoczesnie berety i gitarowe dokonania ich rowiesnikow sprzed lat dziesieciu perl jem np. albo kiedy przez polske przetacza sie gigantyczna fala czasteczek alkoholu zwartego w wodce i tanim winie, rosnie sprzedaz kaset gorana bregovica, a ludzie kupuja dlugie serwety na stol. oczywiscie czasteczki, daza do osiagniecia ukladu pewnej – z ich punktu widzenia – harmonii, zupelnie nie dbaja o to, ze z naszego, ludzkiego punktu widzenia ta ich harmonia moze oznaczac zaglade, albo straszny syf w muzyce i calej kulturze ogolnie, a jak wazna jest kultura dla spoleczenstwa wspominac nie trzeba. uwazam, ze wiele z tym nie da sie zrobic, przynajmniej j@ jako jednostka samotna i wyalienowana nie za bardzo wiem, jak mam temu zaradzic. kiedy patrze na te nieobecne twarze przeczesujace geometryczne ciagi plastikowych pudelek w sklepach plytowych, kiedy czytam na blogach ile kto zasysa empetrojek, kiedy slysze jak ktos mowi ze musi miec wszystkie nagrania tego czy tamtego, to widze ze z taka masa molekularnych tytanow, ktore zdominowaly mozgi moich bliznich sama nie dam rady. moze tez inaczej – nie jest moja misja w zyciu, walczyc z rynkiem muzycznym, bo i tak by powiedzieli ze zazdroszcze artystom ich kupy dobrej zabawy przy rockendrolu albo techno, a siepacze studia izabelin czy bramkarze z warszawskich densflorow wymierzyliby mi swoja sprawiedliwosc na poziomie fizycznym, a nie molekularnym, ktorego sie nie boje. a sie nie boje, poniewaz odkrylam sposob, jak sie obronic, aby te procesy molekularne zachodzace na tak gigantyczna skale nie mialy dostepu do mojej duszy i do mojego umyslu. technika jest w miare prosta – wystarczy usunac z systemu wszelkie zbedne reaktory, ktore wchodza w konszachty z tymi czasteczkami i dalej mozna sobie zyc i zajmowac sie swoimi sprawami, bo opisane przeze mnie sily dzialaja na taka skale, ze jakis pojedynczy czlowiek, czy nawet cale miasto ludzi, wydaje sie nie miec dla nich zadnego znaczenia. oto moje porady:
    najwazniejsze – nie sluchac muzyki w sposob namietny, kolekcjonerski, pelen przywiazania, poniewaz muzyka moze cie zarazic wibracjami, upadniesz i sie potoczysz zgodnie z efektem kuli sniegowej, w roku 2015 bedziesz sluchal neogrungu, a w roku 2025 neotechno z elementami funku z lat 1970, z powodow sentymentalnych powracajac do dawniejszych nagran, jednak zawsze zgodnie z rytmem powszechnej pulsacji. jesli musisz koniecznie sluchac muzyki, sluchaj bezpiecznie tak jak ja: ravi shankara, vangelisa, chorow koscielnych i innej bozej muzyki (ale nie bacha z betowenem itd bo to klamstwo – brzydka muzyka, halasliwa, a goscie z filharmonii co graja na drewnie to molekularnie zniewoleni alkoholicy). dalej poza tym narkotyki brac tylko z pewnego zrodla, ostroznie i z umiarem, nie ulegac modom, byc uwaznym, cwiczyc joge codziennie i medytowac z koncentracja na biale swiatlo, ktore uzdrawia, wyzwala i jest silniejsze od molekul, poniewaz dziala na wyzszym poziomie duchowym.
    [napisalam w godzine i pietnascie minut i nic sie nie stalo - super]
    bede pamietala o panstwu w modlitwie, hari om tat sat.

    osoby, ktorych juz nie ma
    byc moze jednak gdzies sa

    duza klinika aborcyjna za granica zamowila strone wuwuwu, dostarczyla zdjecia personelu i przykladowych pacjentek oraz zamowila usluge podmiany twarzy w programie fotoszop. wiekszosc twarzy zastepczych pozyskalam od pracownic instytucji naukowych w egzotycznych krajach, ktore to laborantki udostepnily sie swiatu na zakladowych witrynach, a google trafilo (wystarczy wpisac jolanta, zdenka, pauline, carol sekcja images). a na jednej stronie z dzialu ‚unplanned pregnancy options’ gwiazda bloga polskiego podejmuje na skorzanej kozetce eddiego van halen ubranego w turkusowa pizame. wygladaja niezwykle cool. @linka zyje, stay tuned.

    w wyniku zlej postawy polskich zawodnikow w spotkaniu z rumunami, wyklad o przyszlosci muzyki za kare nadam w terminie pozniejszym. ewentualne skargi prosze kierowac na adres greatswindle@pzpn.gov.pl

    gdyby wszyscy ludzie na calej ziemi potrafili sie pewnego dnia o pewnej godzinie zjednoczyc, zaprzestac wszelkich dzialan i rozmow, wylaczyc wszystkie maszyny i urzadzenia, oprocz tych podtrzymujacych zycie w szpitalach, elektrowniach i remizach strazackich, gdyby tak wyciszyli sie na minute, a pozniej wszyscy razem, o jednej godzinie krzykneli z całych sil: ‘ce-ce-ce-wu-ka-cewukaes-le-gia!’ – to powstalaby tak potezna fala dzwiekowa, ze prujac kolejne powloki przestrzeni kosmicznej rozpierdolilaby w drobny mak zblizajacy sie do ziemi gigantyczny asteroid.

    wczoraj sie upilam i rozrabialam, szczegolnie w internecie. pijackie pyskowki w cyberprzestrzeni, chuliganskie wybrygi on-line i inne signum temporis popelnione wczoraj pod wplywem, daly mi wiele do myslenia. kiedy tak obudzilam sie rano i czulam suchosc w ustach. dokad zmierza to moje zycie pomyslalam wtedy sobie. czas cos z tym zrobic, czas spowazniec, zmienic sie. dlatego dzisiaj zajme sie rozwazaniami o kosciele, w szczegolnosci chodzi mi o kosciol polski w dniu dzisiejszym, we wtorek, 16ego kwietnia 2002.
    uwazam otoz, ze kosciol w czasach obecnych dryfuje w niebezpiecznym kierunku, rozmywa sie, dostosowuje, podlizuje, zeby nie powiedziec degeneruje, wyprzedaje, skurwia. mimikra, entropia, amerykanizacja i inne slowa z gazety wyborczej znajduja tu zastosowanie. to wielka szkoda, poniewaz czasami czlowiek wspolczesny moze odkryc ze mu sie to wszystko juz nie podoba, ze go nudzi, albo denerwuje, albo ze po prostu ma juz dosyc z jakiegos powodu. kiepskie programy w telewizji, wyjalawiajaca praca w pogoni za dobrami materialnymi, latwy seks z kolezankami z pracy, narkotyki z kolegami po meczu, a przed meczem zreszta alkohol, jakies ksiazki, gazety, internet, ale nie ma w tym wszystkim ducha. a duch jest wazny. i jesli ktos zgubi tego ducha i chcialby go na powrot odnalezc, zeby nie szukac po sektach, nie dzwonic po terapeutach sie reklamujacych, nie wypierdalac do samotni w jakiejs jaskini w gorach ojcowskich, taki czlowiek moglby liczyc, ze jest jakis staly adres, jakas instytucja, gdzie jest inaczej, gdzie nie dominuja media, szpan, pogon za tym, za czym gonia wszyscy inni na zewnatrz. chodzi wlasnie o taki kosciol, gdzie sie kultywuje tego ducha, mozna wejsc, podlapac pradawne fale i podumac, czasem porozmawiac z uduchowionymi ludzmi, pospiewac w chorze, skupic sie w nawie nad ulotnoscia swojego bytu, przyjrzec molekulom kurzu, wirujacym w snopach swiatla rozczepianych przez witraz przedstawiajacy swietych z brodami, ubranych w biale szaty, trzymajacych swiece, kielichy, worki i pastoraly. kosciol taki wyciety troche, odgrodzony ceglanym murem od powszechnej rzeczywistosci bylby dla umyslu rozkalibrowanego przez wielka gonitwe z narkotykami czyms jak ‘zolta lodz podwodna’ dla umyslu otepionego przez prace biurowe.
    obecnie trudno jest znalezc taki kosciol. wiem, duzo jest kaplic pozeranckich, podrabiajacych te oryginalna jakosc, ktora wyzej opisalam, ale kiedy tam sie jednak wejdzie i zacznie poszukiwania duchowe, okazuje sie ze ducha wcale nie ma, ze sa obrazki, slowa, multimedia i zalaczniki do emaili, jest nawet zapach ducha niekiedy, jednak sam duch jest w takim kosciele obecny w podobnym stezeniu jak w kinie czy polhurtowni cementu i materialow budowlanych, gdzie chodza upyleni ludzie i klna. ale i tak zdecydowana wiekszosc polskich kosciolow nowoczesnych nawet nie probuje juz udawac takich staroswieckich klimatow, w wiekszosci z nich obsluga stara sie uwiesc klientow kuszac ich nowoczesna elegancja, szykiem i subtelnymi chwytami marketingowymi. zamiast swiatyni, oazy ducha, otwiera sie ekskluzywna restauracja, fachowe biuro obslugi, dynamiczna placowka dostarczajaca i zaspokajajaca szerokie zakresy w sposob profesjonalny. nie chodzi mi o to ze kupcza tym swoim sacrum, tylko ze za latwo je farbuja na chwilowe modly celem popularyzacji wsrod mas. dlatego zamiast wyzyn sztuki architektonicznej i uduchowionego wzornictwa dominuje jasna politura, giete szklo i aluminium, ze scian blyszcza kolorowe broszury, krzykliwe plakaty, zamiast choru dostojnych mnichow i cnotliwych parafian na srodku areny gra thrash zespol rockowy rozczochranych buntownikow, krzyki, halas, lupanie w bebny, witraze sa ale abstrakcyjne, oltarz z ikei, krzyze, posagi, obrazy – czysty popart, zamiast budzacego zaufanie przewodnika po labiryntach duchowych poszukiwan, wyskakuje jakis kolo rowniacha, druh druzynowy przewodnik po beskidzie niskim, zamiast obecnosci ducha – przenikliwej, owiewajacej chora dusze i penetrujacej umysl, w ofercie jest propaganda polityczna, dialog o finansach, spory estetyczne oraz kwestie regulaminowe i sprawy organizacyjno-administracyjne. dlatego jesli czlowiek, ktory ma tego wszystkiego dosyc, tego szumu informacji, tego rozjazdu w skalach wartosci i rozchwiania punktow stalych, ogolnie juz calego dudnienia tego swiatowego, materii, techno i trudnej sytuacji w kraju, chcialby gdzies wejsc, do enklawy, zeby zalapac sie na jakas zupelnie inna faze, na faze ducha, czlowiek taki zamiast isc do jednego z naszych nowoczesnych kosciolow musi zamknac sie sam w swoim malym pokoju i sluchac chorow z plyty, czytac downloaded ‘wyznania’ swietego augustyna albo zajac sie joga, co wszystkim polecam, chociaz o dobrych nauczycieli tez jest trudno.
    w czwartek zapraszam na moj wyklad o stanie obecnym oraz przyszlosci muzyki. wstep wolny, pod tym samym adresem, az mnie radosc rozsmieszy.

    SWIATLOBUDZYNSKISWIATLO
    powroce powtornie aby wyjasnic
    SWIATLOBUDZYNSKISWIATLO
    oczyscic blog z niedomowien
    SWIATLOBUDZYNSKISWIATLO
    que sabroso

    niektorzy utrzymuja, ze blogusia pisza swojego tylko dla siebie i ni chuchu bez kokieterji nie dbaja o tych co po drugiej stronie ekranu.
    a ja nie.
    ja pisze tylko i wylacznie dla moich drogich czytelnikow. ja bym dla nich wszystko. przy nich ja sama sie w ogole nie licze, odsuwam w cien siebie sama, swoje upodobania, nawyki, swoje ego chowam w glebi bezpersonalnego wszechbytu;
    zeby nie wystawalo.
    i kocham was!!!
    swoje prywatne animozje odkladam na potem, moj blog jest tylko i wylacznie caly dla was moi kochani.
    i to bez wzgledu na cokolwiek [... p.r.]
    dla katarzyny nosowskiej i zbigniewa wodeckiego, dla majki jezowskiej i andrzeja rosiewicza, dla agnieszki chylinskiej i zespolu alibabki.
    a dla siebie sama to ja pije alkohol.
    i moge sie sama pociac siarym mydlem jesli ktos mi udowodni ze j@ tego bloga to j@ z takich niskich pobudek, jak by co niektorzy 193.110.121.2 ty chuju
    siema
    .
    sie ma
    .
    SIE MA!!!
    y no se que mas me pides tu maricon…

    wypierdalaj


    • RSS