mydziecisieci blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 11.2002

    there was an old woman and she lived in the woods nie chce mi sie juz tego bloga, juz go nie kocham. co robic?

    .

    [...]
    palka zapalka dwa kije nie wiemy wszystkiego. z nielicznych wyciekow, obrazkow uzyskanych przypadkiem na blogu, ulicy, w gazecie niezaleznej konstruujemy nasza ukladanke. nie wszystko jest wymierzalne, nie wszystko jeszcze wolno opisywac…
    [...]
    wiemy ze jest niedziela, wiemy ze jest godzina czternasta piecdziesiat piec.
    [...]
    plock, mlody inzynier po zjedzeniu rosolu podanego przez zone na obrus zaczyna sie wymadrzac na temat muzyki nagrywanej przez niedobrych chlopcow z south central LA; w oczekiwaniu na drugie formuluje kilka uniwersalnych teorii na temat interakcji swoich plyt, swojego zycia i transgresyjnych przemian materii/energii na skale kosmiczna, z ktorych jasno wynika, ze nie jest dobrze ani w swiecie muzyki ani w kosmosie.
    [...]
    elblag, zdezaktywowana seksualnie kobieta w srednim wieku, pedagog szkolny zatrudniony w gimnazjum, po powrocie z wizyty u tesciowej i zapoznaniu sie z propozycjami telewizji polsat, wyglasza diatrybe pietnujaca rozpad wartosci rodzinnych w europie zachodniej i szkodliwosci nagosci w rozdzielczosci ekranowej. uwaza, ze ludzie ogladaja niewlasciwe programy i dlatego upada ekonomia, duch oraz spoleczenstwo jest chamskie i naduzywa kijow bejsbolowych.
    [...]
    zgierz, emerytowany pracownik umyslowy nizszego szczebla administracji rzadowej, mocno zirytowany notoryczna obecnoscia marcina zewlakowa i brakiem artura wichniarka w rubryce „napastnicy powolani z lig zagranicznych” komunikuje swojemu kotu, ze nie bedzie ogladal transmisji z eliminacji do me ani zadnych meczow pod wodza trenera, ktory nie zna sie na pilce noznej i jest ofiara zmowy michala listkiewicza z wlodzimierzem lubanskim inspirowanych przez tajemniczego mezczyzne pochodzenia tureckiego lub libijskiego.
    [...]
    okolo godziny siedemnastej wszyscy troje, podobnie jak kilka tysiecy innych osob, opuszczaja swoje mieszkania i udaja sie do kin, gdzie uczestnicza w seansie filmu „amelia dwa”. po seansie wychodza grupowo wzruszeni cieplota i ludzkimi wartosciami. mowia do siebie: panie, gdyby wiecej bylo takich dobrych ludzi u nas w kraju, mielibysmy lepsze zycie, spokojniejsze ulice, mocniejsza zlotowke i druzyne, ktora z korei mogla przywiezc braz. diagnoza brzmi tak: ludziom brakuje cieplych i prostych odruchow, wszyscy warcza na blogach, nic nie robia i narzekaja, zamiast brac przyklad z janiny ochojskiej. uczestnicy seansu spontanicznie zaczynaja sie obejmowac i sciskac, jeden drugiemu kosi trawnik, w super i hipermarketach nagminnie ustepuja pierwszenstwa przejazdu koszykow. jest milo i wesolo, spoleczenstwo zbiorowo odkrywa proste przyjemnosci zycia i drogi ku naturalnej swobodzie humanistycznej ekspresji swoich potrzeb, pragnien i skrywanych tesknot.
    [...]
    na komisariaty zaczynaja wplywac doniesienia o dziwnych zdarzeniach: nizszy ranga urzednik urzedu powiatowego w sieradzu wytarzal sie w blocie i pozeral lajno saren i lani. polonistka ze szkoly podstawowej w starachowicach zapisala sie jako niewolnica seksualna na turecki atomowy okret podwodny, ktory wynurza sie raz na pol roku. mlody informatyk z warszawy porzucil prace i rodzine i bocznymi drogami boso ruszyl w kierunku kaukazu siejac po drodze ziarna drzew.
    [...]
    zaniepokojone wladze naciskane przez centrum zwalczania sekt i kregi militarne rozpoczynaja poszukiwania kogos zdolnego powstrzymac rozprzestrzeniajaca sie wsrod ludu piramide pozytywnej energii w oszukanczy sposob nieskokalorycznej. zostaje powolana specjalna komisja w sklad ktorej wchodzi straznik texasu i @linka. po blyskawicznych konsultacjach i paru rzutach oka na mape, @linka i chuck diagnozuja syndrom bambosza przyciasnego, ktory zmutowal sie i rozprzestrzenil droga pantoflowa. jako czynniki aktywujace wirusa specjalna komisja rozpoznaje m.in. film amelia, ksiazki pawla koelo i polska muzyke rozrywkowo-propagandowa.
    [...]
    w bunkrze pod czestochowa zostaje opracowany i zaakceptowany przez parlament w trybie przyspieszonym storyboard. tajny projekt rzadowy nazywa sie http://mydziecisieci.blog.pl i prowadzony wspolnymi silami przez @linke i straznika texasu powoli zaczyna odbijac widownie wirusowych herezji, infekujac do spolecznego mysloobiegu heavymetalowe przeciwciala. czy zespolowi uda sie stawic czola rozwojowi zarazy? czy sekciarskie utwory opanuja i zhanbia narod polski, ktory przetrwal zabory i ustrzegl sie stalinizacji? czy zmienimy sie, choc nawet nie bedziemy sami?
    [...]
    i morele baks

    dyscyplina, ktora ostatnio wnikliwie cwicze jest upijanie. jest to sztuka w swej naturze podobna troche do uwodzenia, a na jej ofiary wybralam mlode dziewice lub inne kobiety zblizone wiekiem. zapoznawane co sobote na miedzynarodowych weselach lub libacjach pozegnalnych z premedytacja izoluje, biore w pole silowe i sprytnie, spokojnym glosem wmanipulowuje w miarowe wypicie duzych ilosci wodki, rumu lub szkockiej czasem wina. jesli malolata jest chetna, daje jej takze zaciagnac sie marihuana ze zlotej fajeczki. niespiesznie, odwracajac uwage od tego co sie dzieje, zajmujaca konwersacja wytwarzam nastroj zaufania polaczonego z zainteresowaniem i elementami tajemnicy, co powoduje ze panie te z ciekawosci zgadzaja sie przyjmowac kolejne dawki alkoholu i narkotykow. potem padaja. wyroznilabym tu kilka sposobow wykonania padu, np. klasyczny-zwalka, zwijany, w tyl, wibracyjny, na zaplecze, w przepasc, itd. do moich ulubionych nalezy jednak zwykly twarzowy. i tu musze sie pochwalic, ze wlasnie wczoraj wieczorem doprowadzilam do padu twarzowego pewna szczupla dwudziestodwulatke, szatynke z elementami blond o atrakcyjnych piersiach. pudelko wina marki lambrusco plus kilka kolejek z fajeczki – to bylo to czego jej bylo trzeba aby stac sie moja kolejna zdobycza. wstapilam do lazienki, gdzie oddawalam mocz, a spodnie mialam na szelkach i mi sie wkleszczyly w deske sedesowa i troche zajelo. kiedy wrocilam zastalam w pokoju stolowym cialo plasko rozlozone na brzuchu. byl to pad twarzowy w wersji podrecznikowej – glowa na posadzce, lekko przekrzywiona, ciezar spoczywa na otwartych, rozplaszczonych wargach, wewnetrzne powierzchnie dloni i stop zwrocone na wierzch. postawe te charakteryzuje calkowite rozluznienie i bezruch, denat lezy jak zabity we snie, jak wygodne niemowle, jak kot skulony na piecu, na twarzy maluje sie blogi spokoj, nic mu nie doskwiera, wedruje po zielonych wrzosowiskach szkocji, jest jak tysiacletnia kloda w puszczy.
    niczym sa wobec tej pierwotnej ciszy uniesienia i orgazmy tych, ktorzy pozostali wsrod zywych i pija dalej.
    kamienna kloda wygladala jak asana-nirvana, palilam i drobiazgowo kontemplowalam przy muzyce detale i wtedy zrodzil sie w mej glowie pomysl, zeby zajac sie upijaniem seryjnym, z jakims kluczem biblijnym lub historycznej zemsty, zeby upodobnic sie do antybohaterow amerykanskich dreszczowcow. szybko jednak zrezygnowalam, poniewaz musialabym prowadzic dziennik, zbierac wycinki z gazet i udawac zwyklego, milego, calkiem normalnego, nie wzbudzajacego zadnych podejrzen faceta, co by bylo fajne, ale zbyt meczace na dluzsza mete. dlatego w najblizszym czasie hannibal lecter nie bedzie mial okazji pomoc fbi z mojego powodu, ale moge chwalic sie na blogu kolejnymi podbojami, zwlaszcza ze szykuje sie sporo urodzin, slubow i akcji indywidualnych.

    czy ktos z pt czytelnikow bedzie obserwowal na zywo dzisiejsze spotkanie pogoni z lechem i zgodzilby sie trzymac jedna kukle i jeden transparent?

    wymyslilam, zeby wprowadzic sie w trans i pisac bloga przez 24 godziny jednego dnia wakacji. widze to tak – najpierw oglaszam z trzymiesiecznym wyprzedzeniem dzien mistycznej praktyki. okres poprzedzjacy d-day poswiecam na staranne przygotowania – poszcze, trenuje joge oraz gimnastyke palcow, wieczorami spaceruje po okolicznych wzgorzach, a w sieci promuje, oglaszam, nece i zapraszam. w wigilie wydarzenia medytuje lezac na czubkach gwozdzi, pisze listy do znajomych oraz dla relaksu ogladam telewizje. w dniu akcji wstaje rano wyspana o 9:30, w plasitkowym chlodniku asystentka do dobrze przewietrzonego pomieszczenia przynosi zgromadzone zapasy jedzenia i wody mineralnej, porcjuje narkotyki (przede wszystkim haszysz oraz amfetamina), starannie uklada batony z ziaren i stawia dzbanuszek zielonej herbaty. o 10:45 siadam na stanowisko i lacze sie z netem. po prawicy mam ulozone plyty z muzyka do przesluchania, wonne kadzidla i krople do oczu. po lewej ludzka czaszke, globus kosmosu i zdjecia z dziecinstwa. punktualnie o 11:05 w sobote pierwszym uderzeniem w klawisz daje sygnal do rozpoczecia operacji „trans na blogu” i pisze nieprzerwanie az do 11:05 w niedziele. dopuszczam przerwy 5 minutowe na wyjscie do toalety raz na 3 godziny i trzy przerwy 15 minutowe raz na 6 godzin. ludzkosc swiata przy swoich terminalach bacznie sledzi i komentuje, jednak j@ jak to w transie zdawam sie ich nie zauwazac, pisze i posylam dalej, kolejne notki i kolejne. bylby to ciekawy eksperyment, godny odnotowania w annalach nie tylko psychiatrycznych i pism kuriozalnych, ale takze nadajacy sie do wielu programow, moglby rozpropagowac na swiecie polski internet, idee pajacyka i dzielnego podroznika, do tego przepchnac pare banerkow roznych ziomali, za pare zeta moge takze tobie dac u mnie linka na ten dzien. opinie i komentarze serdecznie widziane sistas&bruvvas.

    na sylwestra nigdzie nie ide. zostaje na blogu. a wy?

    nie pisalam dni pare przez zapomnienie. tyle sie dzialo, tyle czlowiek ganiac musial, uzerac sie z dilerami, do tego alkohol pity robi dziury w mozgu i dopiero dzis rano pierdolnelam sie w glowe i mowie: kurde przeciez mam blogusia do pisania.
    tak.
    pamiec lubi platac rozne figle. raz zostawilam psinke uwiazana pod sklepem i poszlam pic zakupiony napoj, a wieczor byl mrozny, grudniowy. innym razem robilam sobie kilka grzanek, wieczorem, po zazyciu i na drugi dzien znalazlam w lodowce chleb tostowy luzem, resztki organiczne plus strzepy folii i puste opakowania w chlebaku, ser za to w smieciach. maslo bylo na stole kolo kaloryfera. w roznych pokojach znalazlam szesc suchych grzanek, wiekszosc na spodkach lub gazetach, wszystkie nadgryzione. nigdy sie nie dowiedzialam, co sie ze mna dzialo tamtej nocy, ale musialo mnie niezle nosic. jeszcze innym razem we snie objawila mi sie wrozka o ksztaltach modelki i zaproponowala zdradzenie serii szesciu numerow w zamian za pisanie bloga na biezaco zwalczajacego tworczosc roberta leszczynskiego, zgodzilam sie ale zapomnialam nad ranem, a przypomnialo mi sie gdy zobaczylam te numery na tablicy lotto wins.
    wydaje mi sie czasami, ze utrata pamieci moze byc kara boska w zamian za wyznawanie falszywych wierzen sex, drux, rock’n’roll albo kariera zawodowa w zgnilym swiecie anglosaskim. a pamiec to jak sny w swej strukturze ulotnej, niespojnej, subiektywnej, a mocno detalicznej i z obsesja do nadawania szczegolnych znaczen wydalo mi sie. zaraz potem zastanowilo mnie jakie ludzie mieli sny i jak je odbierali nasi przodkowie kiedy nie było jeszcze filmow ani telewizji ani nawet fotografii. i zaraz potem mysle od razu czy dojdzie do tego, ze sny beda przerywane reklamami. i znowu sobie zaraz wtedy przypomnialam, ze juz raz mi sie snil sen caly w html z popupami w javascripcie, ktory nawet opisalam na poprzednim blogu moim.
    a teraz taki kawalek:
    sny o snach – odcinek pierwszy:
    snilo mi sie ze mam taki fajny sen, tak lecial:
    noc jest zima druga piecdziesiat konin kutno cos kolo tego.
    leza uspieni zolnierze w nahajcowanym pociagu i przewijaja gole babki lapczywymi myslami. ide ja przez korytarz, niese duzo torbe i krzycze gromkim glosem: „piw-wo jasne! piw-wo jasne!”. kiedy wzbudzeni zolnierze wychodza rozczochrani i suplaja resztki z zoldu, ja wyjmuje z torby atrakcyjne broszury swiadkow jehowy, dlugopisy w promocyjnych kompletach po 24 sztuki, pistolet maszynowy produkcji czeskiej i daje kazdemu po probce odzywki do wlosow i malej kostce mydla.
    - e! co jes! e! co jes! – zolnierze rozdzielaja sie na cztery frakcje i jedni domagaja sie wyjasnien, drudzy piwa, trzeci zdania broni, pozostali maja mieszane uczucia. dochodzi do szarpaniny, wyzwisk, leje sie krew, guziki z orzelkami tocza sie pod brudne ogrzewanie kolejowe. wpadaja sokisci i dzielnych obroncow naszych granic odbywajacych przepustke od sluzby zasadniczej zgarniaja do zimnej dworcowej pakamery, gdzie o chlebie i krakersach beda czekac do rana, az przyjada po nich gazikiem zandarmi z orzysza.
    tymczasem ja zajmuje opuszczony przedzial i zasypiam na fotelach pachnacych wojskiem polskim, papierosami i marcinem swietlickim.
    sni mi sie kupa szmalu.
    mozliwa interpretacja: kimkolwiek jestescie – ktos kiedys was wyjebie i zajme wasze miejsca.
    a np obudzic sie raz z niespokojnych snow i zamiast zmieniac sie od razu w robaka, zapomniec ze ma sie bloga ktorego trzeba napierdalac – to wszystkim serdecznie polecam.
    w ogole blogi to chujoza, ale maja dobre osiagi w statystyce.


    • RSS