mydziecisieci blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 2.2003

    standard notka

    1. zdolny hacker adomas przekieruje transfery gotowki z www.pajacyk.pl na zakup serwera. sa bajery, ale dzieci w bieszczadach coraz chudsze. wkracza policja i zamyka burdel.
    2. nie skonczy sie – bedzie trwal, blogusie beda przekazywane z ojca na syna, potem dalej dla wnuczat, na pasku archiwum lata zastapia miesiace, potem wieki lata, postszczury z roku 3200 beda dokladnie wiedziec, co robilismy 24 czerwca 2003, beda sciagac archiwa naszej muzyki i lac beda ze smiechu, najbardziej z 32bitowej elektrotechniawki, ale juz w 2100 bedzie to zupelnie inny blog niz ten, ktory znalismy w 2001, gdzie brylowali karat z tym gosciem na „m” co pisal siedemnastowiecznym slangiem.
    3. blog.pl zostanie wykupiony i w pelni skomercjalizowany przez onet, orlen albo frugo.
    4. blog zostanie zamkniety przez poslow na sejm po artykule w imperium: „zbiorowe samobojstwo czlonkow sekty adomasa.”
    mimo ostrzezen dyzurnych psychologow polskich mediow wyznawcy nowej doktryny, kazacej im codziennie pisac do internetu najintymniejsze szczegoly swojego zycia, poniesli smierc z wlasnych rak. dwoje nastolatkow, siedemnastoletnia dominika z gliwic i rok starszy rafal z czeladzi poznali sie piszac swoje pamietniki, po trzech miesiacach elektronicznych randek, polaczyli sie przez icq i polkneli trucizne. dzisiaj blogow jest ponad 50.000 – czy musieli zginac, kto bedzie nastepny? plus porady dla czytelniczek jak sprawdzac c:/windows/temporary internet files pod katem zawartosci nielegalnych cookies z satanistycznej domeny.
    5. znudzi sie stopniowo, po osiagnieciu topu, bedzie coraz mniej i mniej popularny, az w koncu spadnie do roli hitow sezonu typu hulahup albo eurobiznes. potem bedzie go pisala garstka zgredow, potem trzech pedalow, potem dwie biseksualistki, potem jedna bardzo stara i slepa lesbijka, ktora wszyscy beda z koniecznosci czytali, az w koncu napisze ostatnia notke i umrze i tak sie to skonczy.
    6. koniec bloga nastapi z koncem internetu, komputerow, mikrosoftu i elektrycznosci i reszta koncow i nie zrobi wiekszego wrazenia.
    7. ludzkosc sama przestanie, kiedy zorientuje sie ze zwabiona w pulapke pisala scenariusze telenowel dla obcej cywilizacji
    8. serwer blog wypnie sie ktorejs nocy i ucieknie. nigdy nikomu nie uda sie go zlapac i przejdzie do legendy unoszac ze soba wszystkie dotychczasowe zapiski (jesli tak sie stanie, to sprobujcie szybko wejsc na google i odtworzyc skeszowane wersje archiwow)
    9. zadna z apokaliptycznych wizji sie kurwa nie sprawdzi end of fucking story

    na razie nie bede pisac, szykuja sie zmiany – po raz kolejny chyba usuwaja mnie z pracy za zamilowanie do eksperymentowania. juz sie przyzwyczailam i nigdy sie nie poddam, w koncu trafie na dobrych ludzi, ktorzy pozwola mi zrealizowac w godzinach pracy jeden z moich tajnych wynalazkow.

    nagabywana na klatce przez propagatorow radykalnego kreacjonizmu – jehowitow – w kwestii majacej dowiesc bozego zamyslu czlowieczej doskonalosci, powiedzialam milym paniom, ze czlowiek nie jest doskonaly, bo np. brakuje mu ogona (w rozumieniu takim, ze posiadanie ogona nie jest gwarancja doskonalosci, ale jego brak jest wyraznie zarysowana ulomnoscia). szczegolnie w erze komputeryzacji, ogon do bujania, zeby nie trzeba bylo siedziec tyle na dupie, bylby serdecznie wskazany.
    nosze w sobie wizje sprezynujacych szelek na rozkladanej ramie. konstrukcja laczaca elementy wysiegnika pod monitor, szubienicy i nosidla oseskow, mocowana wywazonym imadlem do stolu za monitorem, przebiega nad nim i spuszcza elastyczne szelki, w ktore sie wpinamy. formy podwieszania rozne moga byc – tasmy, ramka, kaftan, a moze metalowe elementy wszyte w ubranie, przycisk uruchamialby eletromagnes, ktory podnosilby nas do gory na wysokosc regulowana w panelu sterowania.
    takie szelki odciazylyby kregoslup, umozliwily kolysanie i swobodne machanie nogami podczas pracy przed monitorem, likwidujac krzeslo powiekszyly przestrzen biurowa. to dobry pomysl, na pewno japonczycy kiedys go wyprodukuja.

    po wyjsciu z wiezienia, ponurej instytucji z cegiel hibernujacych ludzkie potrzeby nadazania za postepem technologicznym, slynny bigamista, ktory w latach siedemdziesiatych romansowal korespondencyjnie z wdowami i rozwodkami zamieszczajacymi swoje fotooferty w klubie „przyjaciolki”, zapisal sie na kurs obslugi komputera (wraz z internetem) i do czasu kiedy poznal aplikacje „mirc”, szczerze wierzyl ze wspolczesny swiat da mu kiedys szanse zostac uczciwym operatorem worda, ekscela i akcesa.

    chcialabym zyc w czasach, kiedy wspolczesna muzyka bedzie uwazana za obciach.

    jeden facet nawiazuje przez gadugadu romans.
    maja ze soba wiele wspolnego z ta pania.
    po dluzszym okresie chatow intymnych, umawiaja sie na realu w obcym miescie, w hotelu, celem wspolnego spedzenia goracej sobotniej nocy.
    po otwarciu drzwi hotelowego pokoju, okazuje sie, ze to jest wlasna matka faceta.
    facet, kiedy okazuje sie co narobil, zabija ojca pelniacego funkcje admina, rozpierdala monitor, wykluwa sobie oczy skorupami kineskopu i udaje sie na piesza wedrowke bez konca donikad.

    dzisiaj znalazlam taki text, to w odniesieniu do notki o snie sprzed paru dni, cytuje:
    “y que si dormias?
    y que si en tu sueño soñaste?
    y que si en tu sueño fuiste al cielo y alli tomaste una extraña y hermosa flor?
    y que si al despertar la flor estaba en tu mano???”

    wiecie jak w stanach mowia na cwiercfunciaka z serem?
    e kuotepaunde!
    a wiecie dlaczego?
    iksleigna ywojuhc kyzej mat tsej mywodezru meikyzej ez ogetald.
    kto zgadl sam, dla tego brawo i zasluzyl na duze piwo!

    dzisiaj naucze was kolejnej sztuczki, jaka kazdy anarchista stosuje, aby oszukac gnebiacy nas centralnie urzad pocztowy, jeden z trybow globalistycznej machiny rozsylajacej po calym babilonie analogowy spam. jesli masz cos do przekazania koledze, ktory mieszka w twoim miescie, nie uzywaj telefonu, nie pisz mu emaila, nie jedz do niego rowerem. spisana recznie na papierze z odzysku tresc wiadomosci lub broszure o zdrowej pszenicy, ktora chcesz pozyczyc towarzyszowi, wloz do zwyklej koperty, zalep, wrzuc do skrzynki i juz.
    a co ze znaczkiem?! – zapytacie zaniepokojeni. zamiast znaczka, stosujemy prosty zabieg anarchistyczny: w miejscu adresata podajemy dane dowolne, a w miejscu nadawcy dane adresata wlasciwego. babilonska poczta, kiedy zorientuje sie, ze nie oplacilismy haraczu, odniesie przesylke do nadawcy (ktory jest w rzeczywistosci adresatem) z adnotacja „brak nalezytej oplaty”, w tym samym akcie dostarczajac nieswiadomie wazny anarchistyczny komunikat lub broszure o zdrowej pszenicy pod wskazany przez nas adres.
    pamietaj – i ty rowniez jestes odpowiedzialny za swobodny obieg informacji anarchistycznej!


    • RSS