mydziecisieci blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 5.2003

    dzisiaj jechalam pociagiem lokalnym z bezdomna emerytka, ktora niewatpliwie przepila dane jej zycie i zdartym, czarnym wokalem nadawala swoj codzienny blog do przypadkowych pasazerow – jak zawsze prozaiczne, nieistotne fakty w kiepskiej formie i ze zla gramatyka. przypomnialy mi sie rozne inne dreczace stare baby towarzyszace mi w na pokladach dalekobieznych skladow, ktorymi przemieszczalam sie po polsce.
    raz jechalam z taka drobna, kostyczna starucha w archaicznych koronkach, ktora caly czas usmiechala sie niezwykle serdecznie, czestowala podroznych jabluszkami, egzaltowala sie bezwstydnie nad krajobrazem i wyglaszala aforyzmy glupie jak fragmenty jakiejs klasyki dla lesbijek typu ania z zw czy muminki, a w okazywaniu swojej uprzejmosci byla tak nachalna, ze przed uduszeniem w tunelu uratowalo ja tylko to ze wysiadla w koninie. innym razem byla to czerstwa baba sol naszej ziemi, z rodziny od pokolen zatrudnionej w rolnictwie, jedzaca brudny syf z surowa cebula, zaraz po wejsciu zdjela kozaki wystawiajac krogulcze szpony z dziur w brudnych rajtuzach i przez cala droge napierdalala o polityce do kulturalnych starszych panow w okularach probujacych czytac swoje tygodniki na droge. miejsce trzecie dwie sprytne kumy ze wschodu, ktore zamierzaly dolaczyc do spokrewnionej z nimi, ciagnacej na berlin zmotoryzowanej karawany ludow zamieszkujacych tereny bylego wojewodztwa koszalinskiego i slupskiego trudniacych sie handlem i kradzieza. owe baby przewozily jakies podejrzane siaty i przez cala noc konspirowaly na swoich kuszetkach, uzywajac wymyslnych szyfrow i kryptogramow planowaly jak oszukac niemieckich celnikow, rano daly mi napoj owocowy w kartonie 0,25 i mrugaly porozumiewawczo.
    zapraszam do konkursu na opis najstraszniejszej baby z jaka jechaliscie cala noc w przedziale w pociagu! szczegolnie licze na drastyczne relacje jak ktos jechal w nagrzanej drugiej klasie z podstrzalym litewskim kociakiem w lamparcim kostiumie z purpurowa twarza, albo matka i stryjenka zolnierza wracajacymi z przysiegi albo moze komus przytrafilo sie byc mlodym pankiem i spedzic upojna noc w przedziale pelnym dyrektorek i nauczycielek polskiego zmierzajacych na kurs w lodzi?

    lubila sie zwierzac. przychodzila do mnie, siadala w fotelu, zapalala papierosa i mowila:
    - marze o tym, zeby pokazac sie w telewizji. bardzo chce pokazac sie w telewizji. zajebiscie chce pokazac sie w telewizji. oddalabym wszystko, za to zeby pokazac sie w telewizji. nie mysle o niczym innym, jak tylko o tym, zeby pokazac sie w telewizji. moje zycie jest zalezne od tego, zeby pokazac sie w telewizji. moim obsesyjnym pragnieniem jest pokazac sie w telewizji. och jak ja bardzo, bardzo chcialabym pokazac sie w telewizji!
    potem zapadala w sekwencje przepelnionego dzika pasja kaszlu i na koniec ciezko wzdychala kosmatym glosem:
    - ueeeeech…
    z grazynka nie widzialam sie juz ladnych pare lat, nie wiem co u niej teraz. mam nadzieje, ze jesli kiedys ja jeszcze zobacze, nie bedzie to emisja programu 997.
    moze za to jakas francuska stacja telewizyjna zrobilaby o niej polgodzinny reportaz z cyklu „dziwny czlowiek z innego kraju” albo belgijski miniaturysta nakrecilby eksperymentalne video „tajemnica grazynki kot”. a moze nigdy sie to nie spelni i tylko tak po prostu przeminie ona, jak bardzo nie chciala…
    ot smutna to taka historia, ale prawdziwa jak porzucone na trotuarze resztki z wrobla, ktorego starmosil bez celu pupil emerytek, hormonalnie wytuczony kocur zwierz imieniem waclaw.

    czasami mysle, ze mam dosyc, ze chcialabym rzucic to wszystko, wyjechac do krosna i zajac sie bezbolesnym usuwaniem kotow w narkozie.

    slonce – przebarwienie, wywolane przez nagromadzenie zoltego pigmentu w jednym miejscu ciemnej karnacji kosmosu.
    napierdala promieniowaniem bezlitosnie caly czas miliardy lat.
    wykancza najpierw piegowatych, potem blondynow, potem reszte.
    my ludzie tej planety, gdybysmy kazdy odpowiednio nadstawili kawalki wlasnej skory, moglibysmy sila ducha wywolac raka slonca.

    mieszkalam w domu wynajetym z roznymi osobami, a na terenie naszego obejscia wystepowalo wiele gatunkow fauny – oprocz gryzoni, gadow, plazow, robactwa i insektow, takze samica kota przybledy, jak dla mnie wyjatkowo plugawy, odpychajacy stwor, ktory na ladne oczy i krzywy ryj zebral puszki brazowej pasty o zapachu ryby. ten wyjatkowo nieufny egzemplarz kota szczegolnie upodobala sobie pewna cipcia (zgadliscie – brzydula!), ktora rozwinela cala teorie o pochodzeniu i funkcjach tego kota, o tym ze musial on byc w dziecinstwie strasznie katowany, ze potrafi nawiazac pozawerbalna komunikacje z czlowiekiem, ze przeciez przychodzi do niej znowu i znowu, a ona zabiera go do lozka i sobie rozmawiaja. nie zastanowil ja nawet fakt, ze kiedy wrocila po polrocznym pobycie w innym kraju, oswajanie kota musiala zaczynac od nowa i dal sie jej dotknac dopiero po ofiarowaniu zgrzewki puszek z pasta.
    wspolzylismy w tym dziwnym ekosystemie przez jakis czas – j@, cipcia-brzydula i pare innych osob i zwierzat – j@ traktowalam kota jak kawal tepego miesa, ktore przychodzi tylko po to, zeby zezrec inny kawal miesa i powiedzmy dostaje jeden punkt za asyste, bo zostawia po sobie zapach niemily szczurom, ktore lubia gryzc kable, wiec w mojej klasyfikacji kot jest na poziomie nieomal rownym jaszczurkom biegajacym po suficie i pozerajacym cmy i karaluchy. wg cipci jednak kot przychodzil przede wszystkim specjalnie do niej, dlatego ze swoja miloscia i czuloscia przelamala lody i oswoila zwierza, ktory odwdzieczajac sie za okazana porcje uczucia odwiedzal ja, zeby wejsc do lozka, popiescic sie troche z nia, zjesc co mu cipcia naszykuje (ulubione przeciez szprotki), a potem samotnie odejsc w noc, gdzie czekaly na niego magiczne kocie przygody. z tym ostatnim zgadzam sie, pod warunkiem ze jako magiczne przygody potraktujemy wygrzebywanie zgnilego scierwa z jakiejs dziury albo monotonne rzezenie pod oknem, zreszta kazda plugawa czynnosc jaka zajmuja sie koty prowadzi bezposrednio albo do zjadania padliny albo rypania, szczegolnie w okolicach typu smietnik, piwnica, komorka, wiec jesli ktos to uwaza za wspaniale przygody „niezaleznego” kota, to w sumie jego menelska sprawa.
    ta cipcia byla niezwykle glupia rowniez jesli chodzilo o inne spawy, wiec wcale nie dziwilo, ze tak sie zachwycala tym kotem, i to ze przychodzi do niej interpretowala sobie, tak jak jej bylo wygodnie. j@ np. tez lubie dzikie, tajemnicze, nieprzewidywalne zwierzeta, takie jak np. orzel bialy, diabel tasmanski czy pospolita wiewiorka, jednak przy tych mistrzach niezaleznosci kot jest zwykla kurwa, ktora swoja niezaleznosc oddala pare tysiecy lat temu za kawalek byle czego od byle kogo, byle jak i byle gdzie.
    a pewnego dnia cipcia podjela decyzje o wyjezdzie na stale do innego miasta i zabraniu kota ze soba. w niedziele po poludniu, wystawila extra zarcie na przynete, zlapala kota, zawinela do furgonetki i znikneli na zawsze z mojego zycia, cipcia-brzydula z kotem glupim jak swierszcz.
    jak sie okazalo po paru tygodniach potwierdzajac moja opinie na temat tych pozbawionych godnosci istot, kot byl istna kurwa dzielnicowa i zniknal na zawsze nie tylko z mojego zycia, ale takze z zycia paru innych cipc, ktore na okolicznych slupach i sklepach rozkleily rozne wersje, roznymi rekami pisane, na roznych drukarkach wypuszczane ogloszenia o ukochanym kocie zaginionym w trakcie leczenia, za jego zwrot oferowano wysoka nagrode, a ze zdjecia patrzyla dobrze mi znana bezczelna morda tego samego typa, ktory mi sie szwendal po kuchni, a w niedzielne poranki skomlal pod drzwiami bezwstydnie dopominajac sie sniadania. taka jest natura relacji kota z glupimi ludzmi, ze kot lazi od kuchni do kuchni, od lozka jednej cipci-brzyduli do drugiej, jak kura wyuczona, gdzie sypia ziarno, a ludzie sobie dorbiaja do tego cala ideologie o specjalnosci kota, zeby nie przyznac sie ze w zamian za drobne zmyslowe przyjemnosci tucza kurwiszona, ktoremu sie nie chce gonic myszy. natura dala kotu futro i duze oczy, zeby wzruszac samotne paniusie, ktore na wymieniona kure by nawet nie popatrzyly laskawym okiem, chyba ze w kontekscie kulinarnym, a o kocie, kurwie wedrownej, potrafia tworzyc nieprawdopodobne historie.
    widzicie, chodzilo tu w sumie o kotke caly czas, ale pisalam kot, bo w moim pojeciu kot jest bytem tak plugawym i nisko upadlym, jak jakis robak, o ktorym mowimy i piszemy po prostu robak, nawet jesli ma damskie narzady.
    jak to pisal jeden oszolom:
    cat black, black cat
    sleazy ho, nasty slut

    skoro tak sam z siebie powrocil temat kota, to go pociagne dalej i
    smialym gambitem wysune argument: fani kociej niezaleznosci niech sobie sprawia super-niezalezny pieniek sosnowy do podziwiania.
    jesli bierzesz psa za przyjaciela to oczekujesz do niego tego wlasnie, co robi dobry przyjaciel czlowieka pies i pies to spelnia. po chuj jednak brac kota na uzaleznienie, karmic go i drapac za uszkiem, a jednoczesnie piac pedalskie epopeje o jego rzekomej niezaleznosci, ktora podobnie jak w przypadku sosnowego pienka jest niczym innym jak brakiem mozliwosci do rozwiniecia sie ponad poziom tresowanej pchly? cenisz sobie niepodporzadkowanie konwencjom, chodzenie wlasnymi sciezkami i niesluchanie nakazow innych niz instynkt jedzenia i srania do piasku, chcesz zwierze ktore bedzie spelnialo rozne tego typu kryteria, kup se zaskronca albo zestaw patyczakow. jedynie zalosne fiuty z krakowa moga sobie walic konie nad tym, ze jakis obraczkowany, sterylizowany i odrobaczony kocur jest u nich bo tak sam chce, a niezaleznie je im z miski, co mu tam sie poda whiskas czy friskies i wg nich kot zachowuje niezawislosc, bo nie jest on w swej nedznej posturze taki jak pies co to je kaszanke, bo kot tez je, ale je inaczej, je bardziej poetycko, bo nie jest on taki jak pies, ktory je hanbiac siebie i cala swoja rase.
    czy moze ktos ma inna opinie?
    za oknem wieje, ktos zjaral mleko i wali jakby kot utknal w rynnie, napuchl od mzawki i zaczal gnic razem ze smieciami w srodku mialby jajo.

    majtki, skarpety, kalesony uzywane wysylam – tanio.

    czy ludzie bardziej by cie lubili, gdybys na kazda uslyszana kwestie odpowiadal okrzykiem „that’s great!”? sprobuj przez rok.

    pachnaca swieza mieta mala kosteczka z bialego polimeru, w kontakcie ze slina gwaltownie rozpreza sie powiekszajac swoja objetosc kilkaset razy, z molekularna dokladnoscia rzedu setnych mikrona wypelnia blyskawicznie wszystkie szczeliny w jamie ustnej i w ciagu paru sekund zastyga na twarda jak klej distal albo beton mase.

    kobietom, ktore pala na ulicy powinno sie obcinac nosy.


    • RSS