mydziecisieci blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 7.2003

    sPlOnAl Mi MoNiToR
    fRoCe JaK nApRaWi3
    mOsHe To SnUf YaKiS hAk3r?
    AlInKa

    na przystanku nocnego autobusu stoi drobny, zmarzniety pietnastolatek w okularach i z soplem z nosa, ubrany w stroj hakera majtriksu, w dloni reklamowka, na czole wypisane gotykiem hobby: „malowanie figurek do rpg”.
    z drugiej strony nadchodzi czterech pijanych dwudziestotrzylatkow z puszkami, odziez sportowa z bazaru, na czolach maja wypisane kulfonami hobby: „napierdalanie nieznajomych gostkow”.
    z trzeciej strony nadchodzi trzech blond komandosow z dyplomami wakacyjnych obozow survivalu, luzne ubrania nie krepujace ruchow, na czolach maja wypisane alfabetem morsa hobby: „jedzenie ropuch i ostrzenie nozy”.
    z czwartej strony nadchodza dwie chichotki z pobliskiego osiedla, podarte tenisowki i kolorowe bluzki z myszka miki, na czole wypisane fioletowym tuszem hobby: „robienie lodow za wino silnym chlopakom”.
    podwojne lody wygrywa pietnastolatek w pelerynie.
    dostrzegam na waszych czolach wyraz zdumienia i rodzace sie z niedowierzania pytanie: „ale jak? dlaczego?”.
    odpowiem zatem, a potwierdzenie mojej odpowiedzi kazdy z was moze znalezc w swoim wlasnym sercu: bo swiatem rzadzi jebana magia.

    juz niedlugo ludzie mody beda przeszczepiac sobie beda wlosy zwierzat, stad ulice paryza, mediolanu i warszawy zaroja sie od elegantek i donzuanow uposazonych we fryzury pochodzenia owczego, zajeczego, czy nawet muszego.

    tempo poboru alkoholu plus szybkosc spalania podzielone przez predkosc staczania dadza nam przyblizony wynik w jakim wieku osiagniemy pelen wymiar menelstwa

    o wschodzie slonca w naszym biurze slychac skrzypienie krzesel, kaszel, kogos kto rozmawia przez telefon, ktos rzucil klucze na pulpit, radio i szelest papierkow, ale przede wszystkim nierowny stukot klawiatury, najpierw jednej, potem dolacza sie druga, trzecia, w koncu cala orkiestra, a jest nas na sali czterystu, w wiekszosci mlodzi i silni mezczyzni, pochyleni nad plastikowymi grzedami klawiatur od wschodu do zachodu slonecznego okregu wstukujemy zwawo ciagi danych, a nasze dusze nie moga wyrywac sie z tej sali, spiewamy bluesa z delty mississippi:
    „heeeeeeeeeeeeeeej czarni bracia!
    cierpimy glod informacyjny
    cierpimy glod informatyczny
    cierpimy glod informacji
    ale im zawsze malo
    zawsze malo
    yeah
    nie chcecie uznac naszych praw
    yeah
    falszywe opinie maca nasze spojrzenie mieszajac w zrenicach jak kijem w kaluzy –
    oni klamia nas! nas!
    o o o, o o o ouo uo uo uo
    dobry indianin zawsze sam sprawdza czy w duszy bizona nie zainstalowal sie slawomir golaszewski
    nie ufajcie im! babilooooooon!
    moj sasiad z prawej powiedzial mi tak:
    woe woe nazwali mnie leniwym skurwielem
    bo mam dready, jestem czarny i slucham innej muzyki
    i kazali isc precz…
    …i nigdy juz wiecej nie wrocil rano do pracy…
    woe woe woe
    w czasie przerwy na lunch
    czarnia bracia powiedzieli ze jestem ich cool white sista
    coz z tego kiedy od rana do wieczora kaza mi siedziec tutaj
    i wstukiwac rzedy danych
    stalowe kola babilonu miazdza nasze palce
    kiedy siegamy nimi po wonnosc
    oj @linko ojojoj
    policzone sa dni
    nie ma nic trwalego
    a wirus moze wazyc zaledwie dwa tuziny bajtow”

    jak wspomnialam, czesto zmieniam miejsce zatrudnienia i oddaje sie w roznego typu duzych, srednich oraz malych przedsiebiorstwach i zauwazylam pewna prawidlowosc: w duzych korporacjach obojetnie czym sie one zajmuja, moge podsumowac ze stykam sie z klonami jednego faceta a nie chodzi wylacznie o wspolpracownikow, tylko raczej o klientow firmy – wszyscy oni, ktorzy przynosza swoje pliki na dyskach w skorzanych teczkach aktowkach sa na ogol tzw reprezentantami czy tez z angielska akauntmenedzerami i wszyscy rowno sa dupkami w krawatach gladko uczesanymi lub precyzyjnie rozczochranymi trzydziestolatkami na jedno kopyto, laluniami z prowincji pchajacymi sie do gory w swoich kosztownych garsonkach, a caly ich rod napedza ten sam motorek, ktory sie nazywa ambicja i wiara w siebie. kazde z nich jednakowo liczy, pozytywnie mysli, wierzy co rano, przy posilku i bezposrednio przed zasnieciem, ze kiedys wlasnie ona czy on bedzie wielkim szefem na czubku mrowkowca i tak wlasnie sie stanie, ale na razie kazdy musi zapierdalac malym czerwonym samochodzikiem po miescie, jesc kebab w marszu i w kazdej sekundzie zycia okazywac swoj niezlomny profesjonalizm, wlasna stale podnoszaca sie klase i zdolnosc (niewazne do czego, wazne ze zdolnosc i moc, duzo mocy i jeszcze dynamizm i determinacje). i tacy sa wszyscy obojetnie czy z fabryki reklam, styropianu czy jarzeniowek.
    dla odmiany w malych zakladach typu drukarnia przychodza bardziej zroznicowane i ciekawe postacie, a co czlowiek to inna historia i historie te mozemy poznac na ile wzbudzimy zaufanie i nie w zaden trefny profesjonalny sposob jak sprzedawca mieszkan, ale w normalny sposob w jaki wzbudzamy zaufanie na imprezach czy w pociagach. poszkodowana babina odbija siedem segregatorow pozolklej dokumentacji sadowej, smierdzacy facet wygladajacy jak kanibal przynosi plany z budowy zboru chrzescijan do wskanowania, jazzowi poeci w fioletowych swetrach drukuja fioletowe plakaty z wyjebanym tytulem „jazzowi poeci”, bezzebny herszt bractwa rycerskiego chcialby trzydziesci pozlacanych herbow, dziwny czlowieczek szkicuje bajecznie kolorowa plansze z haslem “school food is good food”, niezwykle atrakcyjna brunetka przynosi siedem obrazkow z tancerkami do zalaminowania, ktorych nigdy nie odbierze (zapomniala, wyjechala do hiszpanii, albo moze miala smiertelny wypadek, wszyscy czekamy), ale chuj ze szczegolami biograficznymi najwazniejsze ze kazdy kto przychodzi moze pokazac co chce – ze jest mu smutno, ze nic go nie obchodzi, albo ze sie pogubil, ze jaja sie jakies szykuja czy tez moze cos ciekawego opowie, co sie mu przytrafilo i nie musi udawac zajebiscie profesjonalnego cwaniaka, bo nie wyslala go zadna centrala, ktora moglaby go ocharac z pogarda, gdyby doszlo ze nie nie znal szczegolow technologicznych, albo czegos niedopatrzyl – taki to dziala pod strachem kary chlosty moralnej lub nawet smierci zawodowej. ale czasem tez przyjdzie garnitur z centrali zamowic szybki dodruk wizytowek czy zapytac o jakis wykrojnik i tez wtedy to jest on ciekawe zjawisko, bez przytlaczajacego nadmiaru i monotonii inwazji garniturow zadajacych codziennie serie podobnych podchwytliwych pytan.
    pomijajac jedyna niekorzystna roznice w wynagrodzeniu, odczuwana w moim przypadku tylko w pol godziny po wyplacie, to wszystko stanowi o miazdzacej przewadze na korzysc malych zakladow, gdzie wszystko jest duzo lepsze, wolniejsze i bardziej prawdziwe i moze nie uwierzycie, ale naprawde nie brakuje tych eleganckich paneli na suficie czy debowej skrzyneczki z torebkami najekskluzywniejszych herbat swiata, a zamiast turnieju golfowego to mozna sobie zagrac w pchelki.

    planuje zdradzic publicznie w tym miejscu moje haslo do bloga i zobaczyc co sie dalej stanie. czy zdemolujecie, czy zaczniecie sie podszywac, czy tez moze nikt nic nie zrobi godnego uwagi? czy haker sie podpisze przed calym swiatem? czy uda mu sie rozwiklac tajemnice @linki? prawdziwy neo, blade runner, czy nawet rodzimy pan samochodzik juz dawno by to mieli za soba.
    wez haker spojrz na siebie co ty soba kurwa reprezentujesz.

    zal mi tych mlodych ludzi, polakow z kazachstanu, potomkow zeslancow epoki stalinizmu, odpryskow armii andersa wedrujacej z syberii do palestyny i zolnierzy wcielonych do armii carskiej po upadku powstania listopadowego jak oni teraz czytaja blogi, z moim wlacznie, a nigdy w polsce nie byli, to co sobie moga pomyslec o tym kraju i tych ludziach. jeszcze j@ to sie moze nie mam czego wstydzic, raczej ubolewac nad upadkiem wlasnym tragicznym, ale romantycznym, za to inni to nawet nie upadli tylko sie skurwili, a sie tak eksponuja poprzez bloga, resztki z duszy publicznie rozdrapuja, brudne gacie piora, wybebeszaja sie na tematy, na ktore nigdy nie powinni sie wybebeszac. i ktos to czyta z kazachstanu i co sobie mysli i wyobraza!?! woe now poland, woe!

    w zyciu kazdej nastolatki przychodza takie chwile kiedy przestaje pisac swojego bloga, bo nie ma takiej mozliwosci. i tak tez mi sie teraz przytrafilo i moze nie pisze ostatnio na tym dzienniczku, ale zapewniam, ze duzo o was mysle. mysle takze o hakerach, komputerach, informatykach, billu gatesie, zyciu i innych sprawach z nim zwiazanych. doszlam do zapowiadanych wczoraj wnioskow, ktore moze sa naiwne albo glupie, obnazajace braki w mojej wiedzy i rozumieniu, ale i tak nimi sie z wami podziele, abyscie pomogli mi ewentualnie naiwnosc i glupote zdemaskowac, a braki uzupelnic. zacznijmy od punktu „a”.
    punkt „a” – bezpieczenstwo komputerowe. jak sie zorientowalam, po lekturze licznych artykulow, tutoriali, stron z poradami i archiwow list dyskusyjnych, bezpieczenstwo mozna sobie zapewnic – kazdy czlowiek, nie musi byc zadnym geniuszem ani nawet wybitnym cybernetykiem, moze sobie je sobie zapewnic na poziomie takim, zeby rozne dupki hakerskie z technikum w jaworznie odpuscily zniechecone. (zakladam, ze ci, ktorzy sie wlamuja do irackich ministerstw i amerykanskich bankow nie sa zainteresowani stronami podobnymi do moich i twoich). zeby jednak takie bezpieczenstwo sobie zapewnic, nalezy poswiecic wiele cennych godzin swojego cennego zycia przede wszystkim na lekture instruktazowa i porownawcza, a nastepnie instalacje, konfiguracje i testy oprogramowania. wiele cennych godzin! to oznacza, ze zamiast pic wino w towarzystwie milych pan, czytac wesole ksiazki czy poznawac obce krainy, czlowiek musi zglebiac cudze bledy, ktore i tak za pol roku nie beda mialy znaczenia i interesowac sie jakimis portami, ktorych i tak nie bedzie za piec lat. a podkreslic nalezy, ze nie wystarczy raz przeczytac, tylko trzeba to czytac stale, trzeba byc na biezaco, bo postep techniczny w dziedzinie bezpieczenstwa komputerowego zapierdala nonstop naprzod i kto nie chce zginac, ten musi maszerowac w co najmniej rownym tempie! i to wszystko zeby odebrac pare chwil satysfakcji, jedynej satysfakcji w zyciu, jakimus dupkowi, ktory nie zna zadnych pan, rzyga po dwoch malych piwach, nie czytal nic poza zassanymi manualami, a najdalej byl w katowicach na fandomie fanow gier i powiesci o elfach i dlatego i tylko dlatego on i tylko on sobie moze poswiecic wiele godzin swojego parszywego zycia na lekture instruktazowa i porownawcza i skuteczne hakerstwo. moim zdaniem to zupelnie nie warto tracic zycia na takie zajecia! duzo prosciej jest wyjac z pawlacza stary komputer, zainstalowac na nim win98 i explorera 5.5 i szurac nim sobie po internecie wydajac go jednoczesnie na pastwe onanistycznych pogromcow matrixa, a wszystkie inne rozrywkowe i pozyteczne zadania wykonywac na zupelnie innym komputerze, dolaczonym od wszelkich sieci poza elektryczna. i niech sie chlopcy ciesza!
    punkt „b” – informatycy, ktorzy winni sa wszystkiemu. mialam teraz okazje zetknac sie blizej z ich praca i zadaniami jakie wykonuja i moge powiedziec, ze ich zycie musi byc jedna z najsmutniejszych i najbardziej prymitywnych form istnienia, jakie ma dzisiaj ludzkosci do zaoferowania zycie na ziemi. w uogolnieniu taki informatyk, jak sama nazwa wskazuje, przyswaja informacje, ktore nastepnie aplikuje, a im lepiej przyswaja i lepiej aplikuje tym jest lepszym informatykiem. mogloby to zasugerowac, ze nie rozni sie w tym od np weterynarza czy tlumacza, ale tylko na pierwszy rzut oka, bo taki weterynarz to nawet jak sie wyspecjalizuje w czyms i to zglebia i zglebia, to sie wydaje ze konca temu nie ma i poniewaz krowy sie nie zmieniaja nic go nie ogranicza, chyba ze jakas wielka rewolucja w nauce nastapi, za to informatyk, to wydaje sie ze co pare lat musi wszystko do kosza wyrzucac i zaczynac niemal od nowa i praktycznie niewiele od niego bezposrednio zalezy. stwarza to wrazenie, ze ci goscie przezuwaja i wypluwaja te informacje i co jakis czas jeden z nich zrobi to wyjatkowo dobrze, wzbogaca sie szybko i tryumfuje przez chwile, ale zdecydowana wiekszosc z nich, praktycznie rzecz biorac cala reszta informatykow starzeje sie, nie nadaza z przyswajaniem i aplikowaniem stale nowych informacji i spada na najnizsze szczeble drabiny informatycznej, zajmujac sie etatowo archiwizacja danych i konserwacja sprzetu w upadajacych firmach, ewentualnie probuja rozkrecac wlasny interes, ktory konczy sie bankructwem albo archiwizacja danych i konserwacja sprzetu w upadajacych firmach na umowe zlecenie. jesli byliscie kiedys w duzym kasynie, to widzieliscie w sali maszyn jak to wyglada, ze siedza rzedami setki zgnebionych postaci wpatrzonych w kolorowe ekrany, naciskaja guziki i co jakis czas slychac terkot wypadajacych monet i chichot, glosne westchnienia albo nawet inwokacje religijne i jeden wygrywajacy zbiera wszystko do torby, a reszta zaczyna z nadzieja, ze i im przydarzy sie los takiego szczesliwca, przykladac sie do naciskania guzikow, jednak przytlaczajaca wiekszosc z nich samotnie wyjdzie jak co wieczor z kasyna na noc, jeszcze bardziej przygarbiona i zdeprymowana niz tam weszla, a ich umysl bedzie krecil wspomnienia o wirujacych kregach z kolorowymi numerami i obrazkami. dlatego krecacy sie w kolko informatycy, z wewnetrznej koniecznosci generuja taki swiat, ktory wyglada prosto rajsko dla roznych dupkow i odrzutow swiata ludzi, hakerow ktorzy wczesniej mogli cieszyc sie najwyzej mroczna slawa mistrza dzielnicy w lochy i potwory i bezlitosnie tepic planszowe sily dobra czy nawet mogli byc calkiem niezli w brydza lub szachy, ale teraz dostali do rak mozliwosci zaistnienia w prawdziwej rzeczywistosci przez wymagajace nie sprytu czy talentu, ale czasu i determinacji szkodzenie prawdziwym ludziom, w czym usiluja im zapobiec – oczywiscie dzielni informatycy i obie strony geniuszu, ta jasna i ta ciemna, jak sherlock holmes i doctor moriarty, jak luke skywalker i darth vader, obserwowani przez rzesze userow probuja wzajemnie swoich sil w dlugich nocnych sesjach, az lacza skrzypia i tak jest – liczne sa zapewne przypadki erekcji penisa i sutkow podczas lamania badz tez skutecznego podnoszenia poziomu zabezpieczen. ale nie jest to wszystko zbytnio romantyczne, nie wymaga zadnych wybitnych zdolnosci, tylko jak juz mowilam – kupe czasu i brak inych rozrywek, zeby to jako tako opanowac, bo ten proceder polega na przezuwaniu i wypluwaniu sekwencji malo istotnych, z perspektywy wiecznosci czy nawet ludzkiego zycia, informacji, a te papierochy i kofeina to tylko efektowny dodatek, zeby w razie czego na filmie fajnie wygladalo. poswiecenie i koncentracja – tego sie wymaga od informatyka, hackera, pilota bombowca i chuj im wszystkim w dupe, jako nastolatce duzo bardziej pociagajacy mnie sie wydaje etos muzykow, pilkarzy i ksiezy, co moga czyms zaskoczyc w kazdej chwili. a informatycy – jak pomysle ilu z nich sciaga teraz serwispaki, instaluje wersje beta firewalli, czy sprawdza co nowego w jakiejs nowej wersji jakiegos nowego systemu pisania skyptow, to im nie zazdroszcze takiego parszywego zycia, bo jest piekne popoludnie i porzadny czlowiek jesli nie uniemozliwiaja mu tego skutki przepicia, doznaje dzisiaj wielkiej radosci.
    punkt „c” – linux, a na ile sie udalo mi zorientowac, wyzszosc linuxa polega na tym, ze nie ma na niego zbyt wiele oprogramowania i sterownikow, ktore bezlitosnie obnazyloby wszystkie wady i dziury systemu, ktorych musi miec sporo jak kazde dzielo genialnych informatykow, wystawione na ataki genialnych hackerow. taki linux, zeby zainstalowac i jeszcze potem poznac, to sie trzeba naczytac w setkach jednostek i tu nie mowa o roboczogodzinach, ale roboczodniach albo nawet roboczotygodniach, a i tak nie ma zadnej gwarancji, ze nikt sie nie przebije i nie dobierze do danych, ze da sie podlaczyc kamere cyfrowa, ze wszystko bedzie ok dzialalo pod tym swietnym linuxem. poza tym kazda zmiana moze oznaczac koniecznosc poswiecenia kolejnych kilkunastu jednostek roboczoczasu, bo z windowsem i programami jest tak, ze wygladaja i dzialaja identycznie w polsce i paragwaju i zdarzylo mi sie nie raz uzywac wersji windows tureckiej czy portugalskiej i szybko mozna sie dostosowac, a linux moze wygladac za kazdym razem inaczej i najwiekszy geniusz musi sie zatrzymac nieraz i szperac, zeby najprostszej rzeczy dokonac na takim sprzecie. windows jest bardzo dobry dla takich nieprofesjonalnych ludzi jak ja, kasjerka na dworcu i pan doktor, ktorzy nie musimy specjalnie czytac i sie za duzo przykladac, zeby cos napisac, wyslac i wydrukowac, w domu, w pracy i u kolegi i to ma wiele swoich zalet. a gdyby jednak rozni hackerzy zlamali monopol nieslusznie wyszydzanego micorosoftu i powstalo mnostwo malych konkurencyjnych systemow, to by sie kociol zrobil, frakcje, zamet, nic by nie dzialalo, a w koncu i tak jakas mutacja linuxa uzyskalaby dominacje nad reszta i stworzyla swoj wlasny nowy monopol. jak wiecie, nie jestem informatykiem i wala mnie rozne tam uszczerbki w jadrach i zle koncepcje w architekturze zarzadzania pamiecia, dla mnie srodowisko windows to jest cos porownywalnego z napieciem 220V, ktore jest w kazdym gniazdku i mozna pojechac ze szczecina do berlina albo warszawy i podlaczyc te sama wtyczke bez kombinowania o co chodzi, chociaz specjalistycznie waskie grono genialnych elektrykow z radomia na pewno widzi wiele wad tego monopolistycznego systemu i chetnie wprowadzilaby swoje wlasne rozwiazania, ktore bylyby doskonale i bezpieczne, ale nie dzialalyby na nich wiekszosc znanych nam urzadzen, a po ich dostosowaniu okazaloby sie ze jest w nich wiele wczesniej nie znanych usterek i bagow, ale to oczywiscie bylaby wina projektantow urzadzen, a nie nowego, wspanialego systemu. poza tym jakby ci faceci od linuksa zaczeli obracac taka kasa jak bill gates, to tez nie ma gwarancji ze bym im jakas korbka nie puscila, zwlaszcza ze bill wcale nie jest taki zly jak les gondor, jak go rozni genialni informatycy i hakcerze z radomia przedstawiaja. @linka popiera windows i oswiadcza, ze wine za wlamania i dewastacje serwerow ponosza hakerzy, a nie system operacyjny, dzielo informatykow, ktorzy moze niezbyt dokladnie przezuli wszystkie informacje, ale w koncu sa tylko ludzmi i od skoncetrowania na pracy programowania nowych cudow odciaga ich czasami pornografia, mp3 i kasa w sieci.
    punkt „d” – nauczycielki, tez nie mozna ich pominac w tym miejscu bo rozmyslalam ile w sobie winy ponosza te istoty, za to co wyczyniaja informatycy i hackerzy, bo trafna obserwacja wydaje sie byc podkreslenie, ze jedni i drudzy pochodza z cywilizowanych regionow swiata od ameryki, przez indie, rosje, bulgarie po chiny ludowe, a tam jak wiemy dziala w miare sprawny system edukacji obowiazkowej, czyli kazde dziecko jest poddawane przynajmniej kilkuletniej obrobce, ktora zajmuja sie nauczycielki, a z mojego doswiadczenia zyciowego wynika, ze zaledwie skromne pare procent tej kasty to szczere i roztropne kobiety, ktore z powolania badz tez powodowane szczera wiara w rod ludzki i zbawienne skutki edukacji w ich wlasnym wykonaniu, wybraly te trudna i niskoplatna droge zycia. wiekszosc z nich to odpryski od bardziej porywajacych nurtow kariery zawodowej, zblakane ofiary manowcow zycia w wielkim miescie, sciezki bledne, drozki slepe i wypaczone, plany b, chwilowe przystanki zyciowe przeciagajace sie do emerytury w jakiejs podstawowce itd. tym kim sa one, a sa karykatura hasel ze sztandarow od ktorymi wystepuja, tym sa hakerzy i informatycy, prawnicy i koty i mozemy przyjac, ze kazdy z hakerow i informatykow padl ofiara wczesnodzieciecych naduzyc ze strony grupy przestepczej zorganizowanej w cialo pedagogiczne, w ktorej prym wiodla pani od matematyki (szlo jej bardzo dobrze na ekonomii, ale na trzecim roku zaszla w ciaze i musiala przerwac studia, potem urodzila drugie dziecko i nie miala czasu dokonczyc, a ze w domu bylo ciezko zaczela uczyc przedmiotow scislych w pobliskiej szkole podstawowej), pani od polskiego (bulgarskiego albo hindu, niespelniona poetka, pisarka i dziennikarka, ktora animusz do pisania sonetow z poczatku dobrowolnie i z zachwytem zamienila na przerabianie lektur z przyszlymi hakerami-dyslektykami, aby stac sie wyprana ze wszystkiego jedna z szarych postaci jakie widac w kolejce do kasy w supersamie kiedy patrza szarymi oczami w nicosc i nikt nie wie o czym mysla, ale na pewno nie o poezji ani nawet gramatyce), pani od historii (chciala zdawac na prawo, ale sie nie dostala i za rada ojca, aby nie marnowac roku poszla na historie zaoczna gdzie byly wolne miejsca, na nastepny rok znowu sie nie powiodlo, zabraklo trzech punktow, mimo interwencji ojca w sekretariacie nie udalo sie zmienic bezwzglednej decyzji i tak to skonczyla historie, a potem zaczela uczyc w podstawowce), pani od biologii (zdala mature celujaco, ale za bardzo nie wiedziala co dalej robic, poniewaz nie interesowalo ja nic specjalnie poza prowadzeniem kolka ruchu swiatlo-zycie w swojej parafii i podczas rekolekcji zwrocila sie z prosba do boga o nakierowanie jej na wlasciwa sciezke, a bog wskazal jej subtelnym komunikatem kierunek biologii na uniwersytecie, a nastepnie podjecie pracy w szkole podstawowej), pani od geografii (ktora skonczyla wprawdzie informatyke, ale nie udalo sie jej znalezc zatrudnienia w zawodzie mimo znakomicie napisanego kurikulum wite i licznych prob, wyslala setki listow na prasowe ogloszenia, w koncu jednak obarczajac wina za swoje niepowodzenia premiera rp i wlasne wiejskie pochodzenie, zrezygnowana podjela wakat w szkole podstawowej) i pani od chemii i fizyki (podwojny etat, studiowala fizyke w toruniu i otwierala sie przed nia kariera naukowa, ale po urodzeniu corki zrezygnowala z pozycji w instytucie, a kiedy corka poszla do przedszkola, miejsce pani od chemii i fizyki bylo juz zajete i zeby nie wypasc z obiegu poszla pracowac jako nauczycielka do szkoly podstawowej) plus panie od plastyki, muzyki i wuefu o podobnych przyczynach ale mniejszej sile razenia, to wlasnie cialo pedagogiczne ma moim zdaniem duzy wplyw na powstanie wypaczonych jednostek, z ktorych czesc przyjmuje forme informatykow, a czesc hakerow i oni wlasnie dalej tocza miedzy soba walke o ksztalty tej czesci swiata, ktora monopolistycznie opanowali jednoczesnie posylajac swoje dzieci do nauczycielek i to sie tak dalej rozwija, jedni chuje kasuja strony bezbronnej, pijanej @lince, a drudzy inkwizytorzy do ktorych zwracam sie o pomoc pietnuja mnie sama i outlook expressa i wszyscy niby jestesmy dzieci gorszego mejtriksa w ich informatyczno-hakerskiej wizji przestrzeni zyciowo-uzytkowej, bo nie jestesmy nimi i nie jestesmy tacy jak oni i nie wiemy tego co wiedza oni, a to co wiemy jest bezwartosciowe.
    punkt „e” – system w ten sposob sie tworzacy to jest prawdziwa korba jak popatrzec na to z boku, bo powiedzmy czlowiek zwykly jak j@, majacy swoje slabsze strony oczywiscie, na przyklad lubie wypic i nie chce mi sie czytac 666 stron o firewallach, ale ogolnie nie jestem specjalnie szkodliwa spolecznie, mam taka ochote, kaprys czy nawet potrzebe, ze sobie tego bloga pisze miedzy innymi i sprawia mi to radosc i wiem ze takich ludzi jest wiecej, ktorym tez to sprawia radosc, a jednak dybie ktos na to, czyha w ciemnosciach, szykuje spisek i planuje zgladzic cudowny swiat malej @linki za pomoca gigantycznej pily plazmowej. to wlasnie jest on – haker z miasteczka w polsce poludniowo-wschodniej, jego nikczemna postac napelnia odraza mnie i wszystkich moich czytelnikow, za to co ten z poczatku porzadnie wygladajacy i malo pijacy chlopak wyrabia po lekcjach. nie fantazjuje o pani od angielskiego poniewaz w jego ubogim gimnazjum jest tylko jeden etat od jezykow i wszyscy poznaja rosyjski z pania ludmila, lat szescdziesiat szesc, sadystycznie zorientowana corka zeslancow repatriowana szesc lat temu z uzbekistanu, ktora takze ma z nim zastepstwa na polskim, poniewaz prawdziwa polonistka jest nalogowa alkoholiczka i rzadko bywa w szkole w pierwsze dni tygodnia. jego pani od matematyki zlaczona jest zwiazkiem lizbijskim z wozna tworzaca mroczny trojkat z panem od zpt, a zawadiacko umalowana pani od biologii nosi peruke i hoduje sto kotow i j@ to rozumiem w jakich warunkach on musi wyrastac i ze sie tak msci potem na mnie. w domu nie lepiej ojciec sparalizowany pijak, matka uciekla z cyganami i zastapila ja macocha z horda kotow zebrzacych pasztetowa. ten haker zamyka sie w swoim dusznym pokoju nasyconym przykra wonia skarpet i dreczy go tam poczucie ze j@ mam lepiej, ze mi sie powiodlo, ze sie ciesze na ogol i lubie sobie jakas strone zrobic i on mi te strone wykasuje, wysyla mi swirusy, zaczaja sie w lazience, masturbuje sie nad swoja znajomoscia skryptow i protokolow i moze wtedy nawet sobie przejmuje troche z mojego dobrego samopoczucia, co mu wspanialomyslnie wybaczam, a moje strony mialam na sidi i juz jedna wyeftepowalam, a w mailach i tak nic nie pisze ciekawego, niech sobie czyta i sie uczy jezykow. no ale drodzy panstwo, zostawmy go z jego malymi przyjemnosciami, ktore tak sie sklada ze sa jego zyciowymi pasjami, a on i tak tych szyderstw nie zrozumie – j@ uwazam, ze informatycy i hakerzy, podobnie jak kiedys nauczycielki tworza brutalna rzeczywistosc zadajaca bolesne rany mojej duszy i jesli chcialabym radosnie sobie istniec jako mala zwykla @linka jednoczesnie bedac z nimi w zgodzie to jest przynajmniej formalnie niemozliwe i j@ wymiekam. jawi sie to jako samoprzylepny, samonapedzjacy sie system represji, pogardy i zemsty, w ktorym udzial biora informatycy, hackerzy i nauczycielki i petla sie w tych ukladach, ktorych ofiarami padaja osoby przypadkowo postronne jak j@. mamy powszechnie dostepny i wolny internet i mogloby sie zdawac, ze wypada sie cieszyc i dziekowac, ze to wszystko zawdzieczamy informatykom i nauczycielkom, gdzie jedni dali nam sprzet i oprogramowanie, a drugie nauczyly pisac i czytac i niby z tego korzystamy, ale to tylko wersja oficjalna, ich chytry swiat w przewrotnym zwierciadle, bo w rzeczywistosci samej narzucili nam swoje technologie, standardy, wymogi i mozemy albo sie dostosowac i udawac ze jest swietnie, albo walczyc bezkutecznie (bo brakuje nam wiedzy, poplecznikow itd) albo olac to i zajac sie swoimi sprawami, co zamierzam uczynic. nie bede sie z gnojami szarpac i wole sobie bez zbednych ograniczen cieszyc sie zyciem prawdziwej @linki z daleka od informatyczno-hakerskiego polswiatka niz w nierownej walce tracic wszystko i instalowac od nowa, uciekam z internetu na wagary, wypne sie z tej sieci, albo bede atakowac z internetowych kafejek, rozsylac cd-romy w kopertach, zbuduje golebnik, kupie maszyne do pisania i powielacz, nie dostosuje sie i nie dam im sie przerobic na te ich ponura, wiesinacka, chujowa modle. fuck off nauczycielki! fuck off hakerzy! fuck off! fuck off! fuck off!
    nie podoba mi sie ten ich wspanialy world takze dlatego, ze wazna role w systemie opresji odgrywaja rowniez koty, ale tego watku nie zbadalam jeszcze doglebnie i nie wypowiem sie dzisiaj.
    a tera budka suflera, xypo zaczyna:

    filozofowac zaczelam w czerwcu. mialo to miejsce w szkole, poznym przedpoludniem, oceny prawie ze wystawione, za oknem pulsowali slonce i owady, pani nadaje monotonnym glosem fakty z zycia jakichs liczb albo umarlych poetow, ja siedze w rzedzie pod oknem, przedostatnia lawka, patrze za szybe i pytam sie po raz pierwszy: „co ja tu kurwa robie?” „na chuj to wszystko?”.
    jeszcze wtedy bylam zupelnie mloda i naiwna i nie wiedzialam, ze wiele lat pozniej bede pisac bloga…
    po latach, rowniez w czerwcu, znalazlam sie w wirtualnie podobnej sytuacji i zapytalam znowu o te sama kwestie, tylko ze tym razem nie chodzilo juz o szkole, ale przestrzen internetowa, popatrzylam nie za szybe tylko w ekran i watpilam nie w sens dawania dupy nauczycielkom tylko zapytywalam sie po jaki chuj mi taka szarpanina z gnojami hakerami.
    tak jest, moi drodzy czytelnicy, kolejny raz w trudnej sytuacji poszlam na wagary zmagac sie przy piwie z zyciowymi dylematami, nie bylo mnie tu z wami a przez ostatnie dni rozwazalam sobie to i owo i jutro postaram sie napisac do jakich wnioskow doszlam. siema.


    • RSS