mydziecisieci blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 9.2003

    motto:
    “into this house we’re born
    into this world we’re thrown”
    jim morrison, znana lezbijka

    nietolerowana przez internetowa spolecznosc lezbijek i feministek oraz intelektualistek i postmodernistek, a takze aktywistek i cor rewolucji postanowilam zapoczatkowac radykalny ruch „lezbijek pisanych inaczej” do ktorego mogly przystapic inne wirtualne kobiety takie jak j@, ktore meczy zmowa nietolerancyjnych i brzydkich napakowanych lesb, ktore dopuszczaja, ze lezbijka mozna byc tylko i wylacznie w posiadaniu ciala fizycznie kobiecego. otoz nie. dla nas „lezbijek pisanych inaczej” dopuszczalne jest aby byc lezbijka bedac formalnie, wg wymogow prawnych i zasad wulgarnej kapitalistycznej biologii przedpostmodernistycznej genotypem ze znaczna przewaga elementow meskich. nowoczesna i wyzwolona „lezbijka pisana inaczej” nie ogranicza sie do powierzchownych oznak braku fizycznej kobiecosci i moze sie dowolnie realizowac w internecie, gdzie nie ma bezposrednio szyderczych spojrzen katolickiego spoleczenstwa.
    my „lezbijki pisane inaczej” domagamy sie praw rownych zwyklym lesbijkom i chcemy kobiety. jesli sa na internecie jakies inne lezbijki wirtualne w podobnej co do mojej sytuacji, to zapraszam na kongres celem zalozenia kolka, wydawania e-zina i wspolnych spotkan we wlasnym gronie przy grillu i piwie.
    chcemy dozyc czasow, kiedy kazdy facet, maczo czy nie maczo, bedzie mogl spokojnie w barze lyknac browara i kiedy podejdzie do niego jakas piekna kobieta (lub dwie) i zapytaja, to bedzie mogl odpowiedziec dumnie: „tak, to prawda. jestem internetowa lezbijka.”
    lesbianpower.jpg

    opowiem wam teraz historie, ze warto byc polakiem i mozna to w rozny sposob wykorzystac, jesli sie potrafi i ma pomysl.
    stary wyga (ktorego pamietaja wierni czytelnicy z odcinka o klossie) wzial udzial w kolejnym zajsciu, o ktorym warto was poinformowac. bawiac za granica w kraju znanym z surowych restrykcji antyalkoholowych i ludzi gorliwie przestrzegajacych rzadowych zakazow i pokornie wykonujacych administracyjne nakazy, przebywajac w sobote na przyjemnie rozkreconej libacji domowej w wiezowcu, gdzie czas plynal wesolo na gawedach, spiewach i intensywnej konsumpcji kiedy nagle zabraklo alkoholu, stary wyga znalazl sie w zorganizowanej ekspedycji do sklepu monopolowego, ktora jednak zamarudzila przy windzie, bo ktos musial wrocic po pieniadze, ktos zadzwonil do kogos, ktos nie wiedzial isc czy czy nie isc, ktos trzymal kogos za koszule i pilnie belkotal mu w twarz zakonczenie historii o jakiejs kobiecie i nagle zrobilo sie pozno. gdy dotarli do sklepu monopolowego, juz olbrzym zamykal na ciezka krate i siedem spustow, zaslaniajac cialem jak glazem wejscie i wydawalo sie ze nic z tego nie bedzie, ze bedzie trzeba isc szukac w takim razie narkotykow, skoro sezam zamykaja o tak wczesnej porze, w tym okrutnym kraju, kiedy nagle pewien desperat znany ogolnie z nerwowych odruchow i wielkiej dedykacji do alkoholu zawiesil sie na kracie i zaczal blagac straznika o wpuszczenie na malenka chwile, lub tez wydania paru butelek przez szpare. stary wyga na poparcie tych slow stosownym bodzcem audiowizualnym wyjal kilka banknotow i zaszelescil, jednak grubas najwyrazniej chcial cos pokazac lub tez wystraszyl sie wiszacego zebraka i wyjal wielki kij zza lady, okazujac tym samym wlasna slabosc i kryptopedarastie, kto bowiem trzyma wielka pale w ukryciu i wyciaga ja na widok pieciu wesolych kolegow, ten doprawdy musi byc pedalem, kiedy nagle grubas wzial i przypierdolil pala w krate przerywajac wartki tok rozmyslan o jego nieudolnie skrywanym pedrylstwie. nim wybrzmiala krata stary wyga stal na juz na bezpiecznie oddalonej pozycji, jednak nie myslcie ze latwo zrezygnowal, poddal sie i odszedl, poniewaz on i jego koledzy w trudniejszych sytuacjach zdobywali punkty, a przypierdolenie pala w krate zgodnie odebrali nie jako akt agresji, co raczej prymitywna forme nawiazania kontaktu przez mietkiego grubasa i szybko potwierdzily sie ich przypuszczenia, kiedy grubas zaczal sie tlumaczyc, ze jest zamkniete i nie obsluguje, na co oczywiscie zareagowano przede wszystkim ze zrozumieniem, doceniajac jego trud i poswiecenie, ze musi tak dlugo pracowac itd, wciagajac go tym samym podstepnie w dialog udalo im sie szybko nawiazac nic porozumienia, a nawet zyskac zaufanie grubasa, ktory caly czas odmawial wydania czterech butelek jacka danielsa i kartonu piwa, jednak w znacznie mniej juz kategoryczny sposob i nawet odstawil pale na bok, co zostalo odebrane jako zaowalowane pedrylskie zaproszenie do dalszego napierania. stary wyga obserwowal jak jego koledzy szermowali pieknymi zdaniami, jak precyzyjnie lechtali grubego w samo ego, jak bardzo chcieli sie napic i tak elokwentni nie byli chyba nawet kiedy czarowali egzotyczne studentki stopniowo pozbawiajac je ubran, jednak dostrzegal, ze nadmierne przedluzanie tej milej konwersacji, moze doprowadzic do wynudzenia, a nawet wystraszenia straznika – wystarczy jedno niewlasciwe slowo lub falszywie zrozumiany gest i okienko zatrzasneloby sie na dobre. nalezalo zadzialac bardziej zdecydowanie, poki nie minie pierwsze oszolomienie po jebnieciu w krate i serdecznej, pelnej wyrozumienia reakcji klientow i stary wyga zblizyl sie i wyjal oficjalnym gestem paszport obywatela rzeczypospolitej, mignal fotografia przed wystraszonymi oczami grubasa i pokazal mu wypisana na drugiej stronie w jego narzeczu inskrypcje, ktora urzedowo oznajmiala, ze „The Authorities of the Republic of Poland kindly request all those whom it may concern to provide the bearer of this Passport all assistance that may be deemed necessary while abroad” i zaznaczyl jeszcze raz glowne punkty, sugerujac ze okazanie tego dokumentu, obliguje sprzedawce do udzielenia „all assistance” sojusznikowi z the republic of poland i nie domagamy sie wiele, jak tylko szesciu butelek jacka danielsa i dwoch kartonow piwa (w tym jedno jasne pelne i jedno guinness), ktore mamy dostarczyc na odbywajacy sie w niedalekim budynku rzadowym bal ambasadorow. grubas zasepil sie, ze nie wie co ma robic i obawia sie, czy nie bedzie mial problemow, na co zostal zapewniony, ze nie grozi mu absolutnie nic, poniewaz dziala zgodnie za zapisanym paragrafem na okazanym mu dokumencie umozliwiajacym identyfikacje fotograficzna i ze teraz jest jego obowiazkiem udzielic im „all assistance”, a wszelkie dzialania odwrotne zostalyby odebrane jako utrudnianie i mogloby sie spotkac z nieprzyjemnymi reperkusjami na szczeblu dyplomatycznym you know i nagle grubas wystraszony albo wymeczony, poniewaz czolo mial obficie skroplone wydal szybko zamowione napoje i wzial banknoty, a zadowoleni klienci z wdziecznosci odmowili przyjecia reszty zeby nie musial kasy fiskalnej znowu otwierac, zeby wzial ja sobie i zachowal i poszli z kartonami chwalac kreatywnosc rozwiazania swojego kolegi starego wygi z the republic of poland.
    polishpower.jpg
    zabawa trwala do bialego rana i bylo wszystkim bardzo milo, chociaz niektorzy czuli sie drugego dnia slabo.

    - oddajcie moj pamietniczek, oddajcie moj pamietniczek – krzyczala zaplakana dziewczynka biegajac za dwoma okularnikami, ktorzy uciekali przedrzezniajac wykrzykiwane zdania zapisane w czasie przeszlym dokonanym.
    - psze pani psze pani – podbiegla mala czarna wredna do ustawionej w poblizu nauczycielki – a krzysiek i michal zabrali @lince lwie serce bloga i pisza po nim brzydkie wyrazy!
    - nie mowi sie „po nim” tylko „na nim” albo „w nim” – pani od polskiego podchodzi do dwojki hackerow i mowi:
    - czy to prawda jest, ze zabraliscie @lince haslo bloga i go wykorzystujecie?
    oni spuszczaja glowe, jeden zaczyna cos o bezpieczenstwie windows, ale pani mu przerywa ostro:
    - macie zabroniony dostep do komputerow na 20 lat i za kare recznie przepisac gotykiem 1939 razy zdanie proste „jestem niemcem”.
    hackerzy az jekneli i gorzko pozalowali wydzierania sobie blogow.
    blagali pania od polskiego, blagali, ale niczego to nie zmienilo. byla zbrodnia, bedzie i kara.
    tak byc musi.
    hackerzy spuscili glowy i poszli zaszyc sie w rzeczywistosci pozawirtualnej.
    tam, w lepkim mroku tkwili apatycznie pozbawieni rozrywki az do dnia, w ktorym znalezli w piwnicy stary powielacz z czasow starozytnosci, wipu i fmw, kupili polowke denaturatu, bibule i czarne mazidlo i wydrukowali drastyczne ulotki o tresci:
    „oleolejanko. to co widzicie w telewizji, to nie jest prawdziwy papiez tylko podstawiony.
    prawdziwy papiez jest uwieziony.
    prawdziwy papiez nie zyje.
    prawdziwy papiez nigdy nie istnial, to byla medialna mistyfikacja.
    kgb+cia+majtriks rulez.” i oplakatowali dzielnie.
    tak, od jednego, pozornie niewinnego zartu dwoch mlokosow rozpoczal sie ostateczny rozdzial historii swiata: armageddon. przerazony tlum blyskawicznie wzniecil rozruchy i ruszyl na belweder, policja spacyfikowala tlum kladac trupem siedem emerytek, rzad upadl, a upadajac wypowiedzial wojne litwie i bialorusi, bialorus wypowiedziala wojne polsce i unii europejskiej, od tylu wjechali arabi i chiny ludowe i obudzilam sie zlana w majtasy.
    tworplamisty.jpg
    nikt nawet nie zapytal jak mi poszlo na klasowce.

    jak wykazuje przygotowany przeze mnie diagram, moj blog cieszy sie spora popularnoscia w krajach unii europejskiej, ze szczegolnym uzwglednieniem naszych zachodnich sasiadow—niemcow. stamtad bowiem pochodzi najwieksza liczba czytelnikow bloga mauej @linki.
    na drugim miejscu znajduje sie wielka brytania, a za nia austria, gdzie rowniez nie brakuje zwolennikow mojej codziennosci.
    ciekawie prezentuje sie tabela jesli popatrzec na nia pod katem zamoznosci i stopnia rozwoju cywilizacyjnego krajow, w ktorych czytelnictwo @linki jest najwyzsze—dominuja wsrod nich przede wszystkim bogate kraje dobrze rozwinietej polnocy. nordyccy protestanci czy francuscy libertyni potrafia widocznie lepiej dostrzec zalety bloga mydziecisieci, niz skoncentrowane na doganianiu czolowki katolickie kraje ubogiego poludnia, takie jak hiszpania, portugalia czy zamykajaca te tabele irlandia. pozornie jedne z lepiej rozwinietych technologicznie krajow jak wzmiankowana irlandia czy finlandia okupuja nizsze pozycje w zwiazku ze swoimi przywiazaniami do tradycji katolickich i prawoslawnych, gdzie prawdopodobnie odstrasza takze potencjalnych czytelnikow nieskrywane lezbijstwo autorki.
    czytelnictwo.gif
    proponuje wykonac w celach promocyjnych serie plakatow internetowych we wszystkich jezykach pietnastki oraz krajow kandydujacych. potrzebne jest przetlumaczenie nastepujacego sloganu:
    oto @linka
    —nie znacie?
    —to poznacie!
    —nie lubicie?
    —to polubicie!
    mydziecisieci.blog.PL—dla europy

    nie moglam pisac ani robic zdjec, bo mi sie lapy trzesly.
    bylomilo.jpg
    a jutro mam klasowke.

    dzialo sie sporo hulalam, pilam, palilam, myslalam i obserwowalam rozne zjawiska, a szczegolnie moje kolezanki i na pewno jestescie ciekawi do jakich wnioskow doszla @linka, wiec przede wszystkim powiem ze trudno jest byc kobieta, nawet w internecie. ile to na czlowieka przygotowano pulapek, ile obowiazow, ile oczekiwan trudnych do spelnienia, ile form sztywnych, a sprzecznych, w ktore taka kobiete staraja sie wtloczyc rozni religianci, ideolodzy, psycholodzy, feministki, spoleczni uzdrowiciele i cala reszta opetanych swirow, ktorzy jakby nic do roboty nie mieli tylko wymyslaja, jak nie spodki w wargach to krotkie wlosy, albo dlugie wlosy, strach, dume, zapedzic nieboge albo do garow albo do kariery. mi jest latwiej bo jestem lezbijka i nie bede np rodzic ani rozstrzygac na zadnym sabacie czy mam komus gotowac obiady czy nie, ale taka zwykla kobieta, czesto niezbyt madra jest i sie lapie na lep roznych gotowych strategii, zaklamanych recept z zinow pisanych przez wsciekle lezbofeministki lub zle, podstepne zakonnice i padajac ich ofiara w chwili zwatpienia popelniaja bledy, a podawane im rozwiazania przez jakies publicystyczne dlonie tylko mnoza niepotrzebne dylematy teoretyczne i nic z tego nie wynika.
    wydaje mi sie ze winny ich losu nie jest ani szatan ani patriarchat. rozmawialam z nimi, a one mi mowia, ze „kobieta” powinna to, albo tamto, a mi sie wydalo, ze moze kazda kobieta jest inna i np jedna moze wykonywac prace domowe lub tanczyc na rurze, a druga moze byc tak jak j@ lezbijka i to nic konkretnego nie oznacza, ze patriarchat czy cywilizacja smierci tymi upokorzonymi i bezwolnymi ofiarami pomiata, tylko cos innego nimi powoduje, zwlaszcza ze moga postepowac jeszcze chytrzej i np najpierw rodzic dzieci, a potem zostac lesbijkami, lub odwrotnie z lysej, znudzonej lesbijki, w jakims momencie moze wyskoczyc zwykla, znudzona drobnomieszczanka planujaca urlop z rodzina w karpaczu. niby proste, a jednak wiele aktywistek nigdy sie z tym nie pogodzi i beda pompowac opracowane przez kongregacje jednolite scenariusze dla wszystkich pan duzych i malych, ladnych i brzydkich, chudych i grubych, wesolych i smutnych.
    na szczescie zadna ze stron nigdy nie zwyciezy i nie spelni sie ani koszmarna wizja swiata zajebiscie szczesliwych rodzin ani zajebiscie szczesliwych feministek. wszystko bedzie sie coraz bardziej rozpieprzalo, powstanie wiele nowych ciekawych scenariuszy i nikt nie nadazy zeby je wszystkie katalogowac, nazywac, analizowac, porownywac i komukolwiek zalecac, wiec kazdy zrobi co bedzie chcial i wiekszosci wyjdzie to na dobre.
    dodam jeszcze jedno, co mi przyszlo do glowy, jesli chodzi o te roznorodnosci i skomplikowanie – zawiedzeni kochankowie narzekaja ze trudno jest im zgodzic z tym, co sie dzieje miedzy nami paniami i panami, mowia ze kobiety sa zaklamanymi sukami, a mezczyzni cynicznymi oszustami matrymonialnymi, ze nie zachowuja sie tak jak powinni sie zachowywac, jak im nakazuja kodeksy religijne lub tez reguly cool life w big city. tacy ludzie odrodza sie w nastepnym zyciu jako robaki albo drozdze. rozmnazanie organizmow na tym szczeblu jest proste i doprawdy niezaklamane i jesli kogos takie cos cieszy i tego szuka, to bedzie to mial. nasze ludzkie rozmnazanie, z samej natury rzeczy musi byc zlozone – jak sobie tak mysle mala @linka o tym co wplywa na dobor nie robakow tylko ludzi, to latwo moge wymienic oprocz oczywistych prymitywizmow typu kwestie genetyczne, hormonalne i feromonalne, takze np zagadnienia astrologii i prawo karmy oraz wiele innych czynnikow biologicznych, psychologicznych, historycznych, kulturowych, duchowych i innych i to wszystko razem do kupy powoduje, ze sprawy kto z kim, kiedy, gdzie i co zgodzi sie uprawiac – proste i nieskomplikowane nigdy nie beda, tak jak nigdy nie byly, a raczej beda sie coraz bardziej rozwijac i komplikowac i dobrze, bo wtedy proponowane nam dzisiaj malzenskie i feministyczne atrakcje spadna na pozycje folklorystycznego teatrzyku dla sadomasonow i innych perwersow. poznawszy te zaleznosc ze zrozumieniem patrze na moje kolezanki, ktore kreca i kombinuja, ale j@ wiem ze zachowuja sie tak bo taka jest natura i nie robie nikomu wyrzutow, tak jak nie nalezy czynic ich ruchom plyt tektonicznych.
    ech.
    taka kobieta to jest caly olbrzymi niezrozumialy dla mnie kosmos ktory dla uproszczenia i latwiejszej obslugi redukuje do postaci jakiejs baby, co mnie denerwuje, ale inaczej nie dalabym rady tego okielznac, bo jak czlowiek zaczyna sie nad tym zastanawiac kim byla ta co kiedy spala obok, to porywa sie na zadanie rzedu wyobrazenia sobie nieskonczonosci wszechswiata i sam siebie skazuje na obled, alkoholizm lub cos jeszcze gorszego.
    @linka internetowa lezbijka pozdrawia wszystkie moje kolezanki i kolegow, kibicow szczecinskiej pogoni.
    witajszkolo.jpg

    oto drzwi moje.
    thedoors.jpg
    a ubiegly weekend przedluzam do nastepnego poniedzialku.

    jak kazda kobieta lubie miec dobrze zaopatrzona lodowke. jak kazda lezbijka mam w sobie sporo pierwiastkow meskich, a znajome twierdza, ze jednym z tych najbardziej wybijajacych sie jest zamilowanie do piwa. kulminacja obydwu trendow mojej osobowosci nastepuje najczesciej w czasie weekendow i swiat.
    lodowka.jpg
    fajnie jest byc lezbijka.

    kiedy wrocili, zastali w pustym pomieszczeniu blogowym jedna porcje wpisu:
    kochani czytelnicy,
    rzucam was!
    @linka

    ..
    .
    hehehe, co wy co wy, to tylko takie czarne zarty, wiecie czarny humor wywolany przez syndrom napiecia przedweekendowego, ale bez jaj teraz znowu bede zajeta bo jednak przedwczoraj sie upilam i poznalam dwie fajne kolezanki i teraz zostawiam was samych, az do srody (przypominam: we wtorek hucznie obchodzimy dzien niepodleglosci meksyku), nawet z pracy wzielam sobie wolne i ogolnie tylko wpadne zeby sprawdzic wyniki w niedziele w nocy i ewentualnie dokonac korekt kadrowych w pilkarzykach zanim skocza ceny w poniedzialek rano, kiedy stec i blonski wracaja skacowani i kazdego kto strzelil cos jakiemus widzewowi czy polonii od razu wyceniaja o 300 000 wyzej.
    ale za to juz po srodzie, obiecuje ze nigdy nigdy nigdy was nie opuszcze i bedziemy zawsze razem i bedzie nam wszystkim dobrze i nie tkne wiecej alkoholu i nie podniose reki na bloga.
    zeby dosypac jeszcze nostalgii do nastroju rozlaki, podaje wam do kontemplacji ten efekciarski zachod slonca jaki przylapalam u mnie na dzielnicy.
    urbansunset.jpg
    a teraz, szorstkim, mesko-lezbijskim gestem, @linka lwie serce zegna sie z czytelnikami: papatki!

    blogujac o blogu to wyznam, ze naszlo mnie takie porownanie, ze z internetowym dziennikiem jest jak ze stolcem—czasem sie chce, a nic nie idzie chocby ci i wszystkie zyly w mozgu popekaly. czasem z kolei samo leci jakos tak gladko, ze ani sie czlowiek nie obejrzy jak dwa kilobajty mu wyszly. a czasami z kolei bardzo sie chce, a nie mozna, bo np. okolicznosci nie pozwalaja i sie czlowiek tylko wije i meczy.
    ale dzisiaj czuje sie w nastroju niezwykle laksacyjnym, mam czasu caly dzien, browar w lodowce, szybki komputer z nowym monitorem i odnosze nieodparte wrazenie, ze szykuje sie jakis wiekszy numer.
    jakmroweczka.jpg
    istnieje jednak takze opcja, ze byc moze skocze na miasto.


    • RSS