mydziecisieci blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 11.2003

    na stacji skad odjezdzam widzialam mloda kobiete. miala sloik wielkosci tego od dzemu (troche wyzszy od zwyklej szklanki) i z niego blaszana lyzka zjadala gotowana osmiornice.
    sklasyfikujcie.

    a takie to bylo male, nieporadne, smiali sie wszyscy, dokuczali, marszczyli ze w ogole jest. minelo troche czasu i gdzie oni teraz sa ci wszyscy szydercy! nikt by wtedy w to nie uwierzyl, ze wielki maly dyskobolia groclin grodzisk wielkopolski kolo wronek i poznania, ktory bil rekordy najmniejszej ilosci punktow zdobytych (5 w rundzie jesiennej), najmniej bramek strzelonych i najwiecej straconych w lidze polskiej, po kilku latach spektakularnych transferow wyeliminuje z pucharu uefa herthe berlin, manchester city i jedzie kurwa dalej!

    a czytelnicy zinterpetowali ostatnia notke jak zwykli huni! wstydzcie sie! czytelnicy! z waszych wypowiedzi wynika, ze jest tylko jedna alternatywa dla szarego zycia: full wypas na pokaz! albo mielone, dres i nuda albo plonacy kominek, krolowa angielska, litr perfum i konfitury z recznie drylowanych porzeczek! tak mysla huni! @linka mysli, ze jest na swiecie spora ilosc mniej spektakularnych cieszacych i pozytecznych opcji! jedne mozna kupic za te same pieniadze jakie sie wydaje na powierzchwnie aktracyjne gowna, a inne sa dostepne za pieniadze niewielkie lub za darmo i co najwazniejsze: mozna sie nimi cieszyc tak, jak hun juz nie potrafi. wioleta hunska nad talerzem borbonzoli za 50 zlotych doswiadcza satysfakcji: „ja wioleta hunska jem borbonzole za 50 zlotych” i jakby bez zmieniania nazwy i ceny zamiast borbonzoli sprzedac jej np peczak, toby sie jej tej satysfakcji nie odebralo, najwyzej by mowila „dziwna ta borbonzola, wyglada i smakuje jak peczak”. to jest zycie formy dojrzalej huna, ktory sie nie cieszy, tylko goni za kolejna satysfakcja: mozna mu sprzedac kazde gowno, wazne zeby sie dobrze nazywalo i wyczerpywalo inne znamiona zakupu prestizowego. jak murzyn chcial zostac nauczycielem to zaczynal starania od zdobycia okularow, to byl wazny watek, zupelnie przez was pominiety.

    dlatego za kare potepie kocury: przeczytalam, ze wincenty churchill powiedzial cos takiego, ze psy patrza na nas z podziwem, koty z pogarda, a swinie jak na rownych sobie. to znowu jest glupie, bo psy patrza roznie, niektore z podziwem inne z nienawiscia, ale zeby w tych bezmyslnych galkach u kota odnalezc chocby slady pogardy czy czegokolwiek poza lakomstwem, to jest powazna nadinterpretacja. tak sie rodza zabobony.

    w sobote bylam na weselu i znowu nie wytrzymalam. jak sie juz zwiazali wezlem, to wzieli nas pokazac sie w ekskluzywnej restauracji z widokiem na rzeke i plywajace po niej statki.
    tu dygresja na marginesie bedaca trescia tej notki: myslalam ze jestem obyta, znam swiat przyrody i jezyki obce, ale tam to juz tak pojechali w najwyzsze rejony haute couture avec savoir vivre und weltschmerz, ze w wydanym na papirusie katalogu zarcia w nazwie kazdego talerza znalazly sie przynajmniej 3 zupelnie obce mi wyrazy (typu: gnocci z parabrandzola w buszamegliagno albo cicciolina z catenaccio w onanii albo ultraspecyje dla bogaczy chujostwo z chujowerem i chujowikami w chujozie) i wszyscy studiowali papierusy i wybierali sobie co beda jesc i bylo doprawdy zabawnie.
    serwety byly takie biale i bardzo ladne papierowe chusteczki z logo, sliniaczki do kladzenia na uda i kazdy dostal duzo szklanek i kieliszkow w roznych wymiarach (niestety wszystkie puste). jak wypil swoja wode, to przychodzila laleczka i dolewala (darmo), chcialam zrobic happening i zaczac pic na maksa 20 albo 30 szklanek, jednak zaniechalam dla dobra ogolu.
    wszyscy byli ladnie ubrani i plynnie konwersowali, a ja zobaczylam przez okno jak w sasiedniej restauracji ludzie ubrani normalnie pija piwo, ogladaja mecz na telebimach i co chwila widze jak krzycza i podnosza rece do gory. zjadlam jeden luksusuowy talerz, wypilam trzy wazoniki piwa i poszlam zerknac na mecz, a po meczu byla dogrywka, spotkalam kolege z 3 kolezankami, przybiesiadowalismy troche, potem dopijalam piwo z kolega i zrobilo sie pozno. wrocilam do swiata blyszczacych sreber i usluznych kelnerow, ale wesela juz nie bylo, poszlo gdzies indziej.
    tu mnie znowu w samotnej wedrowce przez noc schwycily rozmyslania o co chodzi, ze im sie podoba takie cos, ze jest wykwintne i nic poza tym. wydalo mi sie, ze nikt chyba nie moze odkryc dla siebie i polubic koneserstwa i plawienia w najbardziej czysty i naturalny sposob, tak po prostu polubic jak mozna odkryc i polubic muzyke gitarowa, surfowanie po necie czy wedrowki po gorach. jesli ktos lubi taki pokazowy wykwint, to wg moich obserwacji lubi z nawyku albo z prostactwa. wiec tych, co tak siedza i koneseruja moznaby podzielic na dwie grupy, a dokladniej na jedna grupe i jedno grupsko: hrabiow i pastuchow, gdzie pierwsi mieli francuskie nianie, od malego cwiczyli szermierke, polawiali krewetki i nalezeli do mlodziezowej sekcji rotary club, a kiedy cos nabroili rodzice drastycznie karali ich kazac im jesc podwieczorek ze sluzba i ci hrabiowie przy kazdej okazji koneseruja w potrawach, bo nie znaja nic innego, dla nich takie zycie i zarcie jest tak naturalne jak dla innych ogladanie meczu na telebimie i picie piwa, za to ci drudzy – buraczane glowy, ktorzy stanowia grupska wiekszosc, byli od malego zabierani na ogladanie meczu na telebimie i picie piwa, ale byc moze w okresie formacyjnym za duzo sie naogladali dynastii czy naczytali tygodnikow o zyciu gwiazd i biorac zly przyklad z fotoreportazy pt „mateusz kusznierowicz w kuchni” albo „malgorzata potocka uczy robic owoce morza”, sami zaaspirowali, zeby w porze meczu za piecdziesiat baksow pojsc jesc srebrnym widelcem szesc bialych kulek z fantazyjnym listkiem pietruszki na boku. kto inny by sie dal na takie cos nabrac?
    okrutny jest ten swiat dla naiwnych pastuchow. moj znajomy dostal od murzyna z afryki list z prosba o przeslanie okularow, moga byc bez szkiel, poniewaz u niego w wiosce nikt okularow nie ma, a on chcialby byc miejscowym intelektualista i dostac posade nauczyciela. czy tacy huni nie moga wierzyc, ze jak duzo zaplaca i zjedza cos dziwnego, to to cos cos zmieni? czy w zenujacy sposob nie daja dupy eksponujac swoje pastusze korzenie kiedy wyjawiaja, ze tylko cos o nazwie osmiornica po serbsku z czosnkiem jest ipso facto zdolna dopiescic ich finezyjne podniebienia?
    czy sa inne zdania?

    a z alkoholem nie mam problemow: gdybym postanowila, ze nie bede pic, to bym nie pila. na razie jednak nie postanowilam niczego takiego postanawiac. i sobie pije.

    uzywki.jpg

    a gdyby mi sie chcialo, to moglabym wpisywac dziennik walki z nalogiem lenistwa.

    wiecie jak to jest – leze na tapczanie, slucham muzyki i jakos czas leci.

    natapczanie.jpg

    i nagle sie okazuje ze miesiac minal, a czlowiek ani jednej notki na bloga nie dodal.

    prowadze postepowanie wyjasniajace w sprawie swojego niestnienia

    komendantka.jpg

    fajnego mam blogusia!

    czlowiek nie moze tylko robic i robic, bo w koncu nie wyrobi.

    jesli nie lubicie microsoftu, dlaczego chcielibyscie zeby microsoft lubil was?

    na sylwestra nigdzie nie ide. zostaje na blogu. a wy?

    nici

    7 komentarzy

    przyznam sie, ze przerwa w nadawaniu jest spowodowana publicznie zlozona oferta, z ktorej trudno mi sie teraz wywiazac.
    myslalam, ze to nie bedzie takie trudne, ze jako pierwsza na swiecie podam na blogu zdjecia z pozaru, ale jak do tej pory z roznych przyczyn nie udalo mi sie nic konkretnego skutecznie podpalic.
    czytelnikow przepraszam za przedwczesny wytrysk.


    • RSS