mydziecisieci blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 12.2003

    rano obudzilam sie w obcym miescie, na nieznanym balkonie, na desce do prasowania zdrewniala i wymieta. rozgarnelam twarza kotary i przesunelam sie przez polmrok, sciszone techno mlaskajace z ekskluzywnego sprzetu, pokoj pelen konczyn ludzkich, butelek, popielniczek, ubran, plyt, papierowych talerzy, widelcow, torebek, kartonow, gazet i czasopism do kuchni napic sie wody, przy stole spal murzyn, dreszcze niespokojne targaly jego sen. woda po walce ma jak wino smak i zrobilo mi sie niedobrze ale nie zwymiotowalam, winda przyjechala szybko, na ulicach nie bylo nikogo, moze przez skrzyzowanie przejechal samochod dostawczy, moze w jakims oknie pojawila sie stara kobieta strzepac koldre, ale na ulicy nie bylo nikogo zeby zapytac o droge, godzine czy wie moze gdzie sprzedaja o tej porze soki owocowe. idac na intuicje znalazlam przystanek autobusowy z ktorego mozna bylo co czterdziesci minut dostac sie na stacje kolejowa i usiadlam na laweczce, na co najmniej trzydziesci osiem minut porannej kontemplacji. nie mialam zegarka ani ksiazki do czytania. wspominalam co sie dzialo przez ostatnie dni – wartka akcja, tyle rzeczy zaszlo, minely swieta a nawet tego nie zauwazylam, moze gdzies tam byla choinka, staralam sie przypomniec sobie odwiedzone miejsca i czym sie tam zajmowalam, tzn nie chodzi tutaj o jakies metne urywki, twarze, meble, smiechy, muzyke i tluczone szklo, tylko bardziej konkretne doznania, co zaszlo, co ktos powiedzial wartego zapamietania, czy jakies moze przezycia estetyczne czy wglady intelektualne czy moralne roztrzygniecia mnie ubogacily, nowe przyjaznie, zarobione pieniadze, ciekawe pomysly, albo chwile przyjemnego relaksu, prawdziwej radosci czy niezobowiazujacej wycieczki po milej okolicy. ale nic takiego nie mialo prawdopodobnie miejsca, ostatnie dni minely jak sesja gry komputerowej, wcielilam sie w jakas postac i dokonalam wyczynow, ktos mnie niosl, czyms rzucalam, wyglaszalam kwestie, tracilam pukty energii zeby zdobywac wirtualne trofea i po kilku kolejnych dniach gry we wlasny zyciorys nic nie czulam, niewiele pamietam, ani teraz nic nie czuje, kiedy zamkne oczy widze postacie, my team & other players, smiejemy sie, kolezanki mnie obejmuja, koledzy poklepuja, jestem player one, wszyscy dobrze sie bawimy i zdobywamy jakze cenne punkty, na naszym poziomie nic juz nie zaskakuje i radzimy sobie ze wszystkim. co za wspaniale przygody przezywamy, co za wspaniala gra!
    moznaby powiedziec ze to dobrze, ze tak sobie gram i nic mi nie doskwiera i nalezaloby sie z tego raczej cieszyc, ale jednak bylo cos co zaklocalo moj spokoj, wyrzut sumienia, ktory zna chyba kazdy gracz czekajacy po kilkudniowych wybrykach na poranny autobus zeby dostac sie na stacje kolejowa. nie chodzi o to ze minely swieta i co z tego, mozna takze sie pogodzic ze czlowiek nic nie czuje i nic nie pamieta, budzi sie wymiety na zewnatrz, suchy wewnatrz i ogolnie zdrewnialy na desce do prasowania, bo taka jest cena tej gry jak zmeczone oczy po kilku nocach niszczenia potworow w wakacje. moznaby sobie grac i sie po trochu zuzywac, niczym sie nie przejmowac, ale jednak trudno jest zupelnie zignorowac to powracajace co jakis czas wrazenie, ze cos sie zostawilo, ze ktos na cos czeka, ze zycie to nie jest tylko gra i ze zyjemy we wspolnocie i wynikaja z tego roznego rodzaju obowiazki, albo raczej zobowiazania i ignorowanie, udawanie ze ich nie ma, nie prowadzi do niczego dobrego, bo od tego sie nie ucieknie, od uporczywie wracajacej wizji zawiedzionych twarzy, smutnych oczu, zniecheconych klikniec na back buton browsera. tak, tu chodzi o was moi drodzy czytelnicy, trzydziesci trzy minuty oczekiwania na autobus poswiecilam na myslenie o was, ze kiedy j@ tam sie oddawalam nie wiadomo czemu, jalowemu trwonieniu, bezsladowemu kroczeniu, przeplywaniu jak oblok po niebie, wy konsekwentnie odwiedzaliscie tego bloga w oczekiwaniu na jakies atrakcje, w nadziei aby znalezc cos smiesznego albo ciekawego, moze bulwersujacego, a czasami napisac cos w polu skomentuj. moze wam sie wydawac ze was lekcewaze, ze wychodze z domu zeby sie napic i mysle sobie ze w sumie co tam, nie znamy sie i jestescie tylko wirtualni, wasze lzy nie leca mi na klawiature, a wasze smiechy nie docieraja do mnie po laczach, to jednak zapewniam ze j@ tak wcale o was nie mysle. nie powiem, ze kocham was dzieciaki, bo moze mnie bedziecie chcieli osadzac, ze sie tutaj aranzuje jako ta salowa w klinice chorych lalek, ale jednak prawda jest, ze autentycznie, swiadomie mysle o was, kiedy czekam na autobus i czuje sie wtedy ze mam jakis kontakt z prawdziwym swiatem, z zyciem namacalnym i z ludzkimi pragnieniami i dazeniami, a utwierdzajacym moje przekonania dowodem sa statystyki mojego bloga, gdzie kazdy hit to jedna osoba, prawdziwy czlowiek np pawelek albo agnieszka, ktorzy autentycznie i swiadomie wpisali adres bloga, klikneli linka po raz kolejny czy moze nawet dodali tego blogusia do ulubionych i codziennie go wybieraja z bukmarkow. moze dla nich, dla tych ludzi, dla was, nie tyle nawet warto, co trzeba porzucic czasem to zapomnienie sie w zapomnieniu, te dlugie noce w obcych pokojach, wsrod dymu, muzyki, nieistotnych slow, ktore mijaja jedne za drugimi i tak dalej. chociaz to trudne, trzeba wyjsc czasami z teatru glodnych duchow, gdzie zlodzieje udaja gangsterow, barmani udaja poetow, kasjerki udaja pianistki i wrocic do swiata gdzie kazdy jest jaki jest, wszystko widac wyraznie, glupoty slow zapisanych w ascii nie da sie niczym zamaskowac, schowac za falszywym numerem ip i dziwnym nickiem, puscic w pijacka niepamiec, powierzchownosc i oszustwo widac wyraznie i nikt nie musi czegos czytac jesli nie chce, skoro jest milion innych rzeczy do przeczytania, obejrzenia i skomentowania. trzeba takze cos dac ludziom z siebie, a nie tylko ciagnac i zasysac i skoro nie ma w poblizu zadnej wdowy po nieznanym zolnierzu, ktorej moglabym zrzucic koks do piwnicy, skoro jestem psychicznie zbyt slaba, zeby jako opiekun wspolnoty muminkow dowozic uposledzonych na miejskie kapielisko, to jednak moge zrobic cos ciekawego dla moich czytelnikow. a mysle ze macie juz dosyc takiego jalowego klepania czarnymi literkami po pewexie, mysle ze zasluzyliscie na cos duzo bardziej atrakcyjnego. i to nie tylko z okazji mojej swiatecznej absencji. dlatego postanowilam dac wam cos, czego nie dal wam nikt inny, ani czego j@ nie dalam nikomu innemu. siedzialam tedy na laweczce z plexiglasu i szukalam w myslach czegos godnego was i interesujacego, co wniosloby troche barw i magii w wasze zycie, zebyscie poczuli ze warto tutaj bylo zawitac. i wymyslilam ze dam wam cyrk. nic wg mnie lepiej nie nadaje sie na takie okazje jak cyrk, kolorowy, wesoly, osobliwy, z feeria tresowanej zwierzyny, akrobatow, smiesznych klaunow, zrecznych magikow i dziwow natury.
    teraz oczywiscie moglibyscie przywolac wszystkie moje wczesniejsze niedotrzymane obiecanki-cacanki, o liscie slow internetowych, stopniowo odkrywanym lezbijstwie i fotkach z pozaru, ktore ledwo napoczelam i zaniechalam, ale zapewniam ze zmusily mnie do tego okolicznosci i do wielu tematow jeszcze wroce. mam szczera nadzieje, ze z cyrkiem bedzie inaczej, ze bedzie to sukces, ktory spodoba sie wam i sprawi ze na waszych realnych twarzach zajasnieja realne usmiechy.
    cyrk wkrotce, serdecznie wszystkich zapraszam!
    @linka lwie serce dyrektor.

    nie sa wcale tacy glupi ludzie polskich wsi, ktorzy jak powszechnie wiadomo lubieja sie ubrac na mocno kolorowo. algorytmy opisujace methods of destruction na drodze rozwalki wracajacych poboczem pijanych uczestnikow wiejskiego sylwestra wykazuja, ze nosiciele strojow jaskrawo odblaskowych padaja dwukrotnie, a we wschodniej polsce trzykrotnie rzadziej ofiara trafien przez duze fiaty z wytartymi hamulcami.

    kuprzestrodze.jpg

    na zdjeciu: ofiara wypadku drogowego.
    w sumie trudno sie dziwic skoro cala jest w ciemnych barwach maskujacych, do tego zakamuflowana lisciami jak zolnierz amerykanski. moze to i swiadczy o niewyzywajacej skromnosci takiej osoby, ze nie chce sie wyrozniac z tlumu i zwracac na siebie uwage, jednak jak sie mozemy przekonac czasami korzystniej jest byc rajskim ptakiem.
    dlatego pamietajmy, aby w zwiazku ze zblizajacym sie sylwestrem ubrac sie odpowiednio, zostawic w domu popielata kurtke, ktora nosimy na codzien, a wystarac sie o jakas szalowa kreacje, najlepiej z blyszczacego ortalionu. bowiem moze sie okazac ze taki skafander uratuje nam zycie.

    szczegolna groza przepelnia mnie mysl o przezywaniu na zywo w czasie rzeczywistym aktualnych wspomnien o odbywajacym sie obecnie weselnym wystepie krakowskich artystow.

    na stronie http://www.cherubino.pl/wesela_bankiety.htm znajduje sie wstrzasajaca footooferta:

    „Dla Nowożeńców – prezent od właścicieli ‚Cherubino’ – urokliwa kolacja przy świecach, podczas której wrócą wspomnienia z tego niezapomnianego dnia w życiu!

    i scenka rodzajowa jak z koszmarnego snu:

    „Młodą Parę wita się dużym wiejskim chlebem z okazjonalnym napisem – wypiekanym w prawdziwym piecu chlebowym. Często temu wydarzeniu towarzyszy kapela góralska, która radośnie wita wszystkich Gości” & „Na wcześniejsze zamówienie przygotowujemy program artystyczny z udziałem krakowskich artystów i muzyków.”

    pamietacie wiec te nigdy niekonczcaca sie opowiesc o cherubinie co to zgubil zloty rog, a zabawa trwa, goralska kapela wymiata radosnie satanistycznego czardasza, krakowscy artysci nie oszczedzaja sil i wykonuja program artystyczny, a para mlodych je przy swiecach kolacje podczas ktorej wracaja jej wspomnienia tego niezapomnianego dnia w zyciu i wspominaja jak to jedli przy swiecach kolacje i wspominali ten niezapomniany dzien w zyciu, kiedy jedza kolacje przy swiecach i jeszcze powspominaja jak to jedli na kolacje przy swiecach napis wypiekany w prawdziwym piecu, a kazdej klatce tych wspomnien towarzyszy sciesieczka dzwiekowa: oblakanczo zapetlony dziki riff geslowy w wykonaniu goralskiej kapeli i jezacy wlosy na glowie program artystyczny w wykonaniu zawsze groznych krakowskich artystow.

    z takiego czegos sie nie wychodzi.
    please tell microsoft about this problem.

    konsument.jpg

    w popularnej wyszukiwarce (search engine) internetowej www.google.comistnieje mozliwosc poszukiwania stron podobnych (similar pages). wedlug opisu adminow googla, maja to byc strony zawierajace podobne informacje do tej, ktorej URL wpiszemy w okienku.
    polecam wpiszcie (albo copy & paste):
    related:http://www.policja.pl
    i zobaczcie kto jest na trzecim miejscu

    kupa szmalu – skad wziac kupe szmalu?
    trzeba galopowac.
    galop – jak mam sie zmusic do galopu?
    membrana.jpg

    kostucha.jpg

    w strasznych meczarniach.
    nie pisze w edytorze tekstu, tylko w dreamweaverze – wciskam fragmenty moich notek miedzy tagi html, aby nikt nie zauwazyl, ze w godzinach pracy robie cos na boku. w razie czego powiem, ze to sa notki dla mnie, abym nie zapomniala co mam zrobic. kiedy szef glupol wychodzi do kibla szybko je wycinam i wklejam do okienka w blogu, a potem usuwam z historii browsera slady logowania. w takich nerwowych warunkach przyszlo mi pisac ten pamietniczek. widze, ze odwiedzaja mnie osoby znajace sie na roznych sztuczkach komputerowych, czy poza zmiana miejsca pracy, znacie moze inny sprytny sposob zeby to jakos usprawnic?

    macie linka
    u jezusa chrystusa
    jezus.jpg

    porusze teraz temat lekkopolpowazny.
    wczoraj wymienilam z kolega wiele emaili, wszystko dzialo sie szybko i po browarze, wiec dosc nieuwaznie klikalam na nazwiska znajomych umieszczone w ksiazce adresowej i malo brakowalo, a jeden list poszedlby do kogos zupelnie innego. dzisiaj rano dostalam przypadkowo (?) emaila ktorego moja kolezanka wysylala innej kolezance poruszajac w dwoch akapitach temat mojej skromnej osoby.
    przeprowadzilam w wyobrazni symulacje co by sie moglo stac, gdybym jednak list zawierajacy moje opinie, wyslala na inny adres. zastanowilo mnie: „czy jest ogolnie mozliwe zyc w taki szczery sposob, zeby wszystko co sie pisze/mowi mogly sluchac inne osoby, zeby nigdy nie kombinowac, intrygowac, knuc za czyimis plecami i nawet jak sie pierdolniesz i przez pomylke wyslesz list o kims do niego samego, on po przeczytaniu poczuje sie jakby zajrzal do lustra, co moze nie zawsze musi byc dla kazdego bardzo przyjemne, ale przynajmniej nie odnioslby smutnego wrazenia, ze swiat jest pelen judaszy obludnych skurwysynow”. przejrzalam pod tym katem ostatnie posty z folderu poczty wychodzacej i doszlam do wniosku, ze chyba mozna, ale nie polega to na jakims swiatobliwym i trudnym do osiagniecia powstrzymywaniu sie od wszelkiej krytyki innych osob, nie poruszania ich tematu, kiedy sa nieobecni itd – to mi sie zdaje jest zupelnie niemozliwe i niepotrzebne. przypuszczenie, ze kazdy moj prywatny list moglabym wyforwardawac do calej mojej listy kontaktow prywatnych, wynika nie z tego, ze rozmawiam tylko o sprawach wyzszych i abstrakcyjnych, ale z tego ze nie ma tej liscie osob przypadkowych, jakichs dolepianych polkolegow i skrycie pogardzanych cwiercznajomych, przed ktorymi trzeba ukrywac co sie naprawde mysli. nielubiani ludzie ktorych uwazam za glupkow albo skurwysynow i na ktorych temat wypisuje krytyki nie dostana ode mnie maila przez przypadek, a jesli dostana go droga okrezna i sie obraza to sie nie zmartwie – skoro uwazam ich za skurwysynow i zaszlaby taka potrzeba moglabym im to nawet powiedziec bezposrednio.
    oddzielamy tutaj kontakty zawodowe od towarzyskich, czy wy moglibyscie wszystko co mowicie/piszecie o kims tym ludziom pokazac? czy jestescie obludni i wywolaloby to awantury, lzy, trzasaknie drzwiami? czy w waszych mailach macie cos do ukrycia?
    a na komentarze do poprzednich notek odpowiem, jak wroce do domu, bo nie chce zdradzac drugiego ip, hehehe.


    • RSS