mydziecisieci blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 4.2004

    fotki do ostatniej notki wybralam takie, ktorych okolicznosci powstania nie pamietalam. niektore pewnie trzaskalam j@ sama, ale reszte inne bitches i jak kiepy i butelki pod lozkiem znajdowalam je w aparacie na drugi dzien. znacie to, ktos przychodzi i zaczyna sie bawic aparatem, a wiadomo ze jak sie jest w domu w nocy to pijany fotograf nie ma wielkiego pola do popisu i zaczyna testowac mozliwosci makro, potem zooma, trzaska okno, stol, podloge, szesciopak, ktory sam przyniosl. troche sie tego nazbieralo i chcialam pokazac burdel jaki mi bitches wywoluja i utrwalaja. bylam zgorszona ich postepowaniem, ale tez pomyslalam, ze gdyby nie oni, to co bym miala w tym aparacie? fotografie ludzi z polmiskami, choinki, dzieci przebrane za zorro i biedronke, moze kota jak lapie muchy i wujka na plazy? do kurwy nedzy tak by bylo!
    i nagle zrobilo mi sie smutno. przypominalam sobie ile wspanialych chwil tutaj odbylismy, wspolne libacje, wizyty, niespodzianki, przypominalam sobie jak sie tutaj wprowadzalam, kiedy to nie byl burdel tylko miejsce kulturalne i bez chujozy w powietrzu, jak z radoscia uciekalam tutaj przed nudnymi snobami z gustownych wnetrz, ktorzy na kulistych poduszkach do siedzenia przegladaja angielskie magazyny o fotografii. i teraz mam uciekac znowu? wyprowadze sie i co z tego bedzie – patrzac w niedaleka przyszlosc widze siebie pod nowym adresem jak w srode o dziewietnastej siedze sama, gra muzyka, otwieram piwo ale jakos mi lyso jest, czegos brakuje, czuje sie nie jak @linka lwie serce tylko jak ciotka halina na tej kanapie, zegar tyka, reka sama szuka krzyzowki do rozwiazywania. przyducha dopadnie mnie szybko – zaczne chodzic spac przed dwunasta, okazyjnie kupie w sezonowej wyprzedazy zestaw kina domowego z telewizorem plazmowym i kolekcja startowa dziesieciu dvd na ktorych brus willis zbawia swiat, dam sie wkrecic akwizytorom w instalacje maszyn do oczyszczania powietrza, czterdziestokanalowa kablowke, prenumerate czasopism i moja przestrzen zapelnia wszystkie te uziemiajace rzeczy, ktore pozwalaja ludziom zapomniec na chwile, ze gdzies tam sa adresy takie, pod jakim j@ teraz bytuje, gdzie piwo inaczej smakuje, muzyka gra glosniej, slychac ciekawe historie, tancza wesole mulatki i tak naprawde przyjemnie jest byc tutaj z tymi wszystkimi ludzmi. jednak czlowiek tego nie docenia, marudzi, kweka ze ma juz dosyc kolejek do lazienki i plyt kompaktowych lepkich od wina i wlosow i chcialby sie wyniesc, ale nie chcialby stracic tego co ma tutaj, sam nie wie czego chcialby.
    moj swiat sie zmienia, jedna jego czesc kurwi sie, komercjalizuje i osiada w pierzynach i elektronice, druga degeneruje i przepoczwarza w meneli, a topniejace grono niezainfekowanych drybluje zeby nie dac sie za gleboko wtopic w forme wujaszkow zapraszajacych na kawke i kremowki o szesnastej i sepow z szesciopakiem schodzacych sie o polnocy czworkami zeby zajmowac przestrzen i konsumowac zasoby. zachowac rownowage jest trudno, zaznawac spokoju bez gnusnych kapci i rozrywki bez menelstwa potrafi niewielu mistrzow zenu, wiekszosc doroslych ludzi chodzi rozczarowana i nie ma znaczenia czy komus nie wyszlo szczescie we wlasnym gniazdku rodzinnym czy mu nie wyszedl rockendrol i uzywki nie posluzyly – staczaja sie wszyscy chociaz kazdy w innej lawinie, po innym stoku, o inne przeszkody sie w koncu ostatecznie rozpierdoli.
    czy to by zatem moglo oznaczac, ze nie ma wyjscia, ze nie ma juz porzadnych ludzi i zadnych alternatywnych form zamieszkania we wspolczesnosci? ze kiedy petle zaciskaja przypudrowane drobnomieszczanskie zombie i otaczaja plemiona koczowniczych nalogowcow moznaby tylko zabarykadowac sie w samotni w sercu bieszczadzkiej kniei? nie! sa ludzie dobrzy, na poziomie, bez odchylen, ludzie na ktorych mozna polegac, zaufac, powierzyc sekrety i przedmioty wartosciowe, ludzie z ktorymi zycie uklada sie w harmonijna symbioze juz od dwoch lat – to moi Czytelnicy! czytelnicy mam pomysl – moze juz okolo 2k7 bede mogla sobie pozwolic na rok przygod i nierobstwa. ale zamiast zwiedzac ibize, cancun i bangkok moglabym sie kopsnac po trasie piecdziesieciu dwoch waszych miejscowek – sopot koszalin wrzeszcz wejherowo! mieszkac tydzien czasu u jednej Czytelniczki albo Czytelnika i jechac dalej! to jest piekna wizja, poniewaz w formie niedrogich wakacji laczylaby walory krajoznawcze z alternatywnym trybem zycia tzw. ondeuej. taka trasa moglaby sie podpiac pod jakas ideologie np moglabym prowadzic badania socjologiczne i antropologiczne na zywych blogerach, oceniac jakosc frytek w barach roznych czesci kraju, po misjonarsku promowac koleje panstwowe, sporzadzac raporty dla komisji ds czuwania nad dziedzictwem unii europejskiej albo po prostu staty by mi skoczyly, gdybym nadawala co tydzien fotorelacje z innego stadionu.
    co myslicie czytelnicy? jestem portable i wireless, mam spiwor i laptopa, od was oczekuje tylko zeby mnie odebrac z dworca i dac pomieszkac przez tydzien – instaluje sie bezinwazyjnie, tzn nie wierce dziur w scianach, nie zostawiam zadnych sladow, podlaczam sie tylko do netu i lodowki. znikam po tygodniu zostawiajac mily zapach i wspomnienia oraz okolicznosciowa koszulke:

    koszulka01.gifkoszulka02.gif

    mam nadzieje, ze uda mi sie wkrotce wyprowadzic z tego burdelu i powrocic na blogusia.

    mam wasz czytelniczy ogol za zacne grono ludzi oswieconych, jednak czasami przytrafia sie nam tu czarna owca, ktora chce osiagnac swoje male i plugawe cele komentujac cos brzydko o moim blogusiu. mnie to nie przeszkadza a wrecz przeciwnie. wasz szczery hate to dla mnie cenny wklad w moja inicjatywe stalego podnoszenia jakosci blogowania i kazda taka rozpaczliwa probe wsadzenia mi szpili traktuje powaznie jako glos rozczarowanego Czytelnika, ktory trafil tu najpewniej z linkow albo wyszukiwarki liczac, ze znajdzie porno mentalne albo fotograficzne i niestety dostal te paskudna kupe jaka serwujemy. moim zdaniem jesli ktos mnie nie lubi to znaczy ze jest glupim kutasem, a z natury rzeczy pole krytycznego popisu w jakim operuja glupie kutasy jest ograniczone do kilku podstawowych zarzutow i ich mutacji. te mozna latwo skatalogowac i liczyc ze glupim haterom zajmie sporo czasu zanim cos nowego wymysla. dlatego bede skrzetnie zbierac wszystkie zarzuty i kiedy wyczerpie wam sie wyobraznia udostepnie dokument pelen jak najkompletniejszych wyjasnien. np pod ostatnia notka brawurowy popis dal czytelnik michal, z ktorego zazalenia mozna wyseparowac trzy zarzuty wobec @linki:
    1) widowiskowosc
    2) dialog z Czytelnikiem (czyli z wami i z nim)
    3) chec druku plwocin na papier
    to bardzo trafne i czesto powtarzajace sie zarzuty, za zlozenie ktorych wypada czytelnikowi michalowi podziekowac i od razu zaprotokolowac je do rejestru zarzutow. a takze podac pierwsze przykladowe wyjasnienia, zeby nastepni haterzy sie nie powtarzali i hatowali czyms nowym, jesli moga. hatowanie przy uzyciu zarzutow juz sklasyfikowanych bedzie jalowe i da malo radosci.
    01) jestem showgirl od urodzenia i lubie byc widowiskowa jak kon owies. ale mam tez innego niszowego blogusia, gdzie ostatni czytelnik nie-bot trafil w pazdzierniku 2002. jest to blogus tak skromny, ze przy nim dzienniczek siostry faustyny wydaje sie egocentrycznym wyciekiem mysli zblazowanej starletki po skopolaminie. blogus tak cichy, offowy i nie szukajacy popularnosci, ze moznaby nim dekorowac posciel dla autystykow. spolegliwy e-sztambuch z dawnych czasow, pisany zapomnianym jezykiem elfow, delfinow i lesnych skrzatow, zagubiony w serwerowym zakatku siedmiu klastrow, gdzie cicho pobrzmiewaja echa szumu pedzelkow dawnych mistrzow starozytnego egiptu i sumerow z sumatry. do bolu szczery blogus z sercem na dloni tak arcymagiczny, niekomercyjny i daleko od szosy, ze nie trafili na niego nawet najtwardsi haterowie widowiskowosci i najwytrawniejsi poszukiwacze prawdy e-objawionej, swietego graala i urzekajacych chwil przy kieliszku campari i kawalku e-literatury wspolczesnej. to jest dopiero cos.
    02) oczywiscie ze chodzi o dialog z Czytelnikiem. ten blogus jest dla Czytelnikow i nigdy tego przed Wami nie ukrywalam. gdybym miala pisac sama dla siebie to juz dawno wykonczylby moj zapal adomas, winda, tepsa i inne zmory. jedynie dla Czytelnikow pamietam jeszcze login i haslo. jedynie dla nich pisze tu nocami te nierowne strofy. znam zboczencow nowej ery, ktorzy nie nigdy nie mieli modemu, a zainstalowali icq, skoro istnieja tacy mentalni masturbanci ktorzy stosunek z zywym chatownikiem zastepuja sobie dialogiem wewnetrznym prowadzonym na monitorze przez wlasna klawiature, to dopuszczam ze istnieja rowniez pacjenci mogacy pisac blogusie sieciowe i wierzyc ze robia to dla siebie, bo nawet jak dziecko butelke z listem do morza wrzuca to mysli, ze ktos kiedys to znajdzie i sie zaduma. ale mnie kreci dialog, szczegolnie dialog egzystencjalny z Czytelnikiem (a takze moimi drogimi Czytelniczkami). uwazam ze to wazne, ze blogus ktory nie dba o czytelnikow daleko nie zajedzie i skonczy tak jak moj sekrecik niszowy, ktory przegral rywalizacje ze swoim bardziej dynamicznym bratem. swiat nie poplaca tym co nie robia lokciami. kto tego szybko nie zrozumie na starosc obudzi sie z reka w nocniku i co bedzie z zycia mial? trzeba isc do przodu, a nie w bok czy gdzie indziej.
    03) tu kolega nie ma racji – nie mam specjalnie takiej checi, ale pojawila sie okazja, ktora mozna wykorzystac, spierdolic albo zignorowac. nie wiem do czego to doprowadzi, ale zachecona brakiem poparcia niewdziecznych czytelnikow, ktorzy zignorowali moja ankiete, zadecydowalam zeby podjac wyzwanie jakie zycie postawilo przede mna. jesli nie podolam trudno, odejde i oddam miejsce mlodszym, lepszym, bardziej zaradnym, ale poki co stane i napre, nacharcze – troche wiecej plwocin na papierze swiatu nie zaszkodzi, a mi sie kasa przyda. musze kupic ekskluzywnych butow i ubran bo wygladam jak jakis zwykly czlowiek, a takze wyprowadze sie z tego burdelu co mnie przytlacza zycie w nim.

    burdelualinki.jpg

    postaram sie dogodzic wszystkim zarzutom lub je zaprotokolowac i odeprzec. prosze o stale uzupelnianie listy zarzutow. licze na dalsza owocna i widowiskowa wspolprace z moimi drogimi Czytelnikami i haterami

    piszac w stanie obecnym czuje sie jakbym zerwala wiazadla umyslowe ale trener mimo wszystko i tak wstawil mnie do skladu na wazne spotkanie z Czytelnikami (czyli z wami samymi) i j@ kulawo zbieram te slowa w zdania, ale zamiast prowadzic dramatyczna i widowiskowa gre, tylko kunktatorsko wycofuje pilke do obroncow, zeby podtrzymac statystyki i wziac premie za udzial w meczu. jednak babcia miala racje – jestem zyciowym abnegatem i nic nie osiagne. podam wam teraz obraz mojego upadku, abyscie dobrze zdali sobie sprawe z tego co sie ze mna dzieje i dlaczego sie nie udzielam. przez adres, pod ktorym mieszkam przewija sie ostatnio coraz wiecej osob z miasta, pijakow i narkomanow uzaleznionych od uzywek naturalnych i syntetycznych, ambitnych poczatkujacych gitarzystow, trzydziestoletnich kobiet studiujacych od siedmiu lat drugi rok humanizmu, filmowcow, sportowcow, cyrkowcow i przedstawicieli wolnych zawodow, wsrod nich dla zwiekszenia zametu wielu reprezentantow dziwnych panstw niezrzeszonych w fifa, takich panstw ktorych nazwy slyszalo sie kiedys raz i trzeba je sprawdzac w internecie bo nie sa zaznaczone na zwyklej mapie swiata – wszyscy oni przychodza zaproszeni, przyprowadzeni, poleceni albo dlatego ze byli u sasiadow i zobaczyli przez okno u mnie ktoregos ze swoich dawno niewidzianych znajomych, potem wychodza w nocy, a niektorzy zostaja, dzwonia po kogos kogo trzeba koniecznie poznac i tak sie kreci kula sniegowa. w nocy siedzimy w kregach na ziemi pijemy, palimy, wymieniamy poglady. jest spokojnie, nikt sie nie bije, sasiedzi nie dzwonia po policje, ale nateznie ruchu wzmaga sie, a zwlaszcza w weekendy i wieczorami jak pod sklepem nocnym, tylko ze tu mi zostawiaja zamiast wynosic i nawet nie probuje sprzatac bo butelki znajduje wszedzie jakby same rosly w katach, podobnie rozsypane popioly ze spodkow, czyjes buty, kurtki, gazety, reklamowki z jakimis sloikami, ksiazki o komunizmie nawet nie wiem komu oddawac jakbym kino zamykala a to moj niby adres jest, moja poduszka pachnie jak bluzka barmanki po nadgodzinach, w okresie swiatecznym wypelnilam pustymi butelkami poltora kubla (w zeszlym roku o polowe mniej), a jeszcze wszystkich nie wynioslam i teraz zrozumialam, ze stracilam nad tym kontrole – to widac po tym jak opuscilam sie w obowiazkach nie tylko blogusiowych, zaniedbalam lektury, sen, higiene i odzywianie, nie pamietam kiedy bylam sama, a obcy i slabo znani ludzie stale naplywaja pojedynczo, malymi i wiekszymi grupkami, panie „ojejku emergency tylko ty mi mozesz pomoc” chca zebym dokonala reinstalacji windows xp na ich laptopie, panowie „nie klopocz sie dziewuszko” wyjmuja kilkutysieczne archiwa mp3 na kompaktach zeby zgrac je na dvd, wszyscy oni oczywiscie przynosza mi w darze szesciopaki, garscie gandzii i nie chcac sprawiac klopotu maja swoje spiwory, wszyscy sa sympatyczni i zapoznaja sie w kuchni z ludzmi, ktorzy przyszli odwiedzic moich wspollokatorow, mlode dziennikarki centrolewicowe ponad podzialami kreca lolki z hippisami i bylymi wiezniami politycznymi, ktorzy przyszli przedwczoraj pozyczyc stowke, dwie studentki z tacka drobnych korzystaja z telefonu zeby znalezc wolny pokoj z ogloszenia, przy kuchennym stole ktos komus pomaga odrobic zadania z francuskiego i czasem ktos mnie spyta gdzie sa szklanki, albo czy dam numer do kogos kogo nie znam albo nie pamietam, w polowie piwa zasypiam na lozku na ktorym siedza jakies dwie i pytluja z kolega od dwoch dni koczujacym przy nagrywarce. na dluzsza mete jest to meczace. komus moze wydawac sie fajne, ale tak nie jest na dluzsza mete, mimo ze moze fajnie sie zaczynalo ale teraz mam dosyc, bo nie mieszkam przeciez w akademiku tylko mam swoj wlasny adres, nie jestem bitnikiem i ogolnie chcialabym chronic prywatnosc i byc czasem sama, ksiazke poczytac popoludniu albo pograc w jakies gry. pojawil sie pomysl zeby sie z tego piekla wyrwac wykorzystujac przerwe swiateczna. pomysl wspolny ustalony z tajna grupa scislych znajomych, zeby ruszyc na biwak w harcerskim stylu z namiotami, puszkami fasoli i saperkami. pomyslu nie udalo sie tak do konca zrealizowac, zamiast na cale cztery dni wyszlismy w sobote rano i wrocilismy wieczorem tego samego dnia, i ogolnie ruszylismy moze nie o swicie kiedy dzwiecza ptaki, ale o jedenastej, nie zwarta kolumna piesza tylko taksowka na dworzec, zamiast menazek brzdakaly nam butelki wina, zamiast kompasow, saperek, lornetek i siatek na motyle nieslismy w kieszeniach sprzet do czegos z zupelnie innej beczki, nikt z nas nie umialby odpalic ogniska od jednej zapalki bez uzywania benzyny, za to mielismy plastikowe zapalniczki i cos do palenia, aparaty cyfrowe zamiast smien i zenitow itd ogolnie karykatura i niedzielny trekking bogatych emerytow wystraszonych podwyzszonym poziomem cholesterolu,
    ale mimo tego wyprawa zakonczyla sie sukcesem – zdobylismy szczyt, weszlismy na gore, i byla to znaczaca odmiana od ponurej codziennosci, wypic wino w spokoju i popatrzec z gory na okolice, pomyslec, podumac, zrewalualizowac co nieco. na tej gorze odetchnelam pare razy swiezym terenowym tlenem i podjelam decyzje – rzucam ten burdel – wyprowadzam sie z miejsko wiejskiego domu kultury, zamieszkam sama w jakiejs zupelnie innej dzielnicy, wylecze pozrywane wiazadla umyslowe i wroce na blogusia!

    cyndi.jpg

    last night spalam odurzona winem byk „sperma szatana” kiedy przysnil mi sie papiez z kropka kolo oka, ktory zmienil sie w reszke z glowa orla i okazal mi brak szacunku. poinformowal, ze episkopaty unii europejskiej zaprotestowaly przeciwko wejsciu tanich polek do unii obawiajac sie demoralizacji spoleczenstw zachodnich przez ich swobodny przeplyw. oni tez zazdroszcza nam sukcesu.

    reszka.jpg

    nie pisze nowych notek, nie polemizuje z komentatorami, nie odpowiadam na maile, bo uderzyla mi do glowy woda sodowa. po odniesionym sukcesie nie rozpoznaje starych czytelnikow, nie dbam co o mnie mysla ci, z ktorych kiedys sie cieszylam jak ich wykazaly statystyki, za to calymi dniami wisze na telefonie i rozmawiam z zagranica i kosmosem. sukces mnie zmienil i nie wstydze sie tego, bo jestem taka nowa i lepsza, ze teraz musicie sobie poszukac jakiejs innej skromnej autorki, ktora zaspokoi wasze apetyty na zwykly blog dla zwyklych ludzi. muka!


    • RSS