mydziecisieci blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 6.2004

    evildick.jpg

    mloda i popularna autorka blogowa @linka lwie serce (wanda pollock) wychodzi na impreze. poznaje tam dwoch mlodych murzynow z usa: joe’a (rewelacyjny marvin lopez) i jeremiasa (edwin jackson). po rozpiciu kilku browarow, murzyni proponuja @lince wyjscie na blunta, na ktora to propozycje cosmopolitanityczna blogerka przystaje bez kozery. kiedy autorka spala blunta z murzynami okazuje, ze wszystko (czyli cala akcja wszechswiata) sie dzieje tak naprawde w warszawie. w trakcie rozwoju akcji w dalszym ciagu okazuje sie, ze inscenizowany ze stolicy blog gra cynicznie na uczuciach widzow: marvin jest w rzeczywistosci zamaskowanym ‚j@’ autorki, wanda jest nikim innym jak naiwnymi czytelnikami/widzami, a zimny i dazacy do jednego edwin jest alegoria popularnosci, o ktora toczy sie tu rozgrywka.
    kiedy wanda (@linka/czytelnicy/widzowie) odkrywa, ze za wszystkim stoi hooligan ks polonii fantomas (evil dick), ktory ja potajemnie sklonowal jest juz zdecydowanie za pozno. edwin podaje wandzie do buzi, a marvin bierze ja od tylu. prawdziwa @linka w tym momencie konczy notke i blyskawicznie sie wylogowuje, gdyz jest zaproszona na impreze do brazylijczykow/narkomanow spoza warszawy, nota bene nieprzypadkowo takze dwoch murzynow. na pytanie kim jestem ‚j@’ nikt nie uzyskuje w ‚warsaw story’ jednoznacznej odpowiedzi, co dodatkowo poglebia nasza wspolna frustracje.

    bilam sie z moimi klonami. wczoraj wracajac ze szkoly zaatakowaly mnie moje klony. trzy ordynarne dziewuszyska wyrwaly teczke, spoliczkowaly, stracily czapke, a potem zwyzywaly i szydzily z pieprza w ksztalcie glowki leppera, ktorego mamy w miejscach intymnych.
    w trakcie szarpaniny dowiedzialam sie od nich co planuja: falszywa osobowosc zwielokrotniona przy uzyciu fikcyjnych tozsamosci wirtualnych poslugujacych sie emailami z darmowych serwerow zamierza przejac kontrole nad systemem grono.net, do ktorego zaproszenia od was dostaje, a oni je przechwytuja. w tej misternie uknutej intrydze zapraszajacy sie wzajemnie uzytkownik widmo tworzy kolejne konta i inscenizuje huczne zycie e-towarzyskie celem dokonania szeregu wyludzen na serwisie allegro.
    powstrzymac go moze tylko kontrofensywa grupy osob o nieustalonej tozsamosci, ktora jest wytworem wyobrazni nastolatki naduzywajacej narkotykow.
    czy falszywa osobowosc zwielokrotniona zostania w pore pokonana przez grupe osob o nieustalonej tozsamosci? czytajcie juz wkrotce w nowym, internetowym komiksie „fantomas vs @linka lwie serce”.

    moim pierwszym wywiadem w zyciu, byl wywiad srodowiskowy udzielony patrolowi zandarmerii, ktory wysiadl z gazika i przeprowadzil go ze mna w sprawie szeregowego grzegorza g. zbieglego z jednostki wojskowej w lebie, gdzie odsiadywal dwuletni zaszczytny obowiazek zasadniczej sluzby wojskowej, a z ktorym to grzegorzem g jak zeznaly sasiadki, laczyly mnie wspolne zainteresowania – picie piwa i wina na pobliskim skwerze oraz boisku szkolnym.
    pozniej wielokrotnie jeszcze mialam zaszczyt i przyjemnosc udzielic wywiadow, a to na okolicznosc przekraczania ulicy niosac torbe, co zwrocilo uwage czujnych funkcjonariuszy, ktorzy przystaneli radiowoz i zadali mi kilka pytan natury raczej osobistej, a to znowu bywalam zatrzymana przez patrol pieszy podczas nocnego spaceru, a ostatnio po meczu z grecja wyslano do mnie furgonetka czworke wywiadowcow, ktorzy skrzetnie notowali wszystko, co im opowiadalam z okazji naruszenia przeze mnie artykulu 43 ustawy o wychowaniu w trzezwosci.
    obecnie jednak o wywiad zabiega facet z gazety, a j@ prasie nie ufam. uwazam, ze media wypaczaja rzeczywistosc i zamiast rzetelenie oddawac prawde o tym kim jestem j@, podaja dla efektu pod publiczke jakies trefne zdjecia np. jak w kuchni kroje dwa pory na kolacje („bo moja melina to moj bezpieczny port”), albo jak z broda na piesci czytam cos z laptopa („bo bez komputera nie wyobrazam sobie zycia”), do tego krotka notka biograficzna i kilka zdawkowych wyjasnien, ze najwazniejsza jest rodzina, publicznosc byla dwunastym zawodnikiem, inspiruje mnie joe cocker, wszystko zawdzieczam pani od polskiego, a moim pupilem jest pies artur.
    nudy prawda? ale jakie pytania, takie odpowiedzi, a skad mialby ten facet z gazety wiedziec jakie pytania zadawac, skoro mnie za dobrze nie zna? skad mialby wiedziec co mam najcenniejszego do przekazania? kto lepiej niz j@ znalby sie na mojej tematyce, a takze na tematyce moich czytelnikow? (a znajac swoich czytelnikow nie od dzis, doskonale wiem co ich bedzie interesowalo – gdybym tego nie wiedziala, nie zostaliby przeciez moimi czytelnikami!)
    dlatego optymalnym rozwiazaniem dla mnie, dla was i dla innych bedzie autoryzowany wywiad @linki z @linka, ale nie w jakiejs gazecie, tylko u mnie na blogusiu, a gazeta moze wydrukowac url.

    nie jestem tym, za kogo mnie bierzecie.
    a chcialabym byc z wami do bolu szczera, zdjac wszystkie maski, zrzucic kaftan i ze swoboda pisac blog o kupie, milosci, koncertach, holokauscie, drobnych wahnieciach nastroju. dzielic sie z wami wynikami badan krwi i moczu, pokazywac pryszcze zdejmowane bez retuszu obiektywnym obiektywem cyfrowego aparatu jako i wszystkie okruszki lupiezu wielkosci paru pixeli kazdy, a takze moje mysli, spis kaset jakich slucham i co wtedy czuje. i pisac wam szczerze jak mi zle, ze mnie nie ma z wami w warszawie. zrzucic poze i falsz. odrzucic klamstwo. naswietlic nieautentycznosc. nie ukrywac nic a nic tylko tak stac naga, pusta i glupia, czuc sie oczyszczajaco smagana biczami waszych spojrzen…
    ale nie moge, jestem na to za slaba. jestem nikim, jestem byle kim, jestem glupia, (bosh ale jestem glupia!), ze wstydu musze sie ukrywac i zakladac maski; kokietowac, ze niby pisze tu naukowe teksty o kotach lub tez umieszczam fotografie artystyczna z janasem, abyscie mogli doznac milych wrazen widzac jak dobieram kadry i gre kolorow na kliszy. tak jak wiele innych autorek bloga wpadlam w potrzask myslowy, oszukajac sama siebie, ze pod maskarada i warstwami falszywych przedstawien i szyfrowego jezyka uda sie ukryc prawdziwe intencje: ze interesuje mnie tylko j@, kim sa moi czytelnicy i nieskonczona popularnosc „j@ u nich”. dlatego teraz wyznaje, ze was oszukiwalam i ze od zawsze powodowaly mna tylko te trzy kwestie, a reszte tematow umieszczalam tu wylacznie dla kamuflazu. aby nie dotykac bolesnego sedna moglabym konynuowac te dziecinade, zaczac rozwazac jakies tematy zastepcze, problemy spoleczne wspolczesnosci, stosunki polsko-ukrainskie przeszlosci, niewiernosc sabinki, przygody fikcyjnych postaci, magiczny swiat malych zydowskich miasteczek bezpowrotnie utraconych i „harry potter to kurwa chociaz moze nie zrozumialam arcydziela”. byloby to jednak slizganie sie po powierzchni nieistotnych plycizn, kiedy spodspodu dudnia trzy palace kwestie kardynalne. i rozwiazemy je wspolnie w internecie, a dopoki nie zglebie prawidlowych odpowiedzi, nie bedziemy sie tutaj zajmowac niczym innym.

    gazeta wyborcza da z dzial kultury i sportu sygnal do rewolucji: film o spoconym kalece ktory wysilkiem woli zmaga sie z kalectwem (biegacz z bieznia, artysta z artem, steven segal z mafia chinczykow), film o skloconym z rodzina umierajacym satrapie, ktory na lozu smierci jedna sie z przybylym z dalekich stron pasierbem aktywista osiedlowej grupy wsparcia dla zgwalconych mezczyzn, film o zlych prezydentach, dobrym poruczniku i wojnie w iraku, ksiazka fabularna o tym jak jest mlodym we wspolczesnej warszawie z opisami, ksiazka antologia blogow autorow ktorzy wyemigrowali do krajow unii (z rysunkami cyfrowymi), ksiazka wywiad rzeka pawla coehlo i pawla zarzecznego z janem pawlem drugim i jolanta kwasniewska, muzyka reaktywowane juz nawet nie wiem co ale jakies zupelnie stare gowno z nowym mlodym wokalista, gitarzysta i klawiszowcem, muzyka wspolczesny miejski folclor clubowy i biesiada xxi wieku w wykonaniu niemieckich didzejow zespolu dzwieku i tanca ze stajni jakiejs tam funkrundfunk cos tam (bardzo znane gmbh), muzyka sauntrak gorana bregovica z filmu larsa von triera o biednej ale szczesliwej kubie, wyniki meczy towarzyskich polska dania 1:1, polska cos tam sparing 4:1 oraz anglia polska el ms 2:1 (ale po bardzo dobrej grze). nowe nie ustaje i swiat rozwija sie cudownie, mknie do przodu po orbicie ale sam, bez @linki. byc moze za bardzo sie nachylilam w ktoryms momencie ekliptyki i wypadlam, teraz skutkiem tego mijaja mnie bokiem wszystkie wspaniale rzeczy. siedze na zadupiu cywilizacji, cos tam pije, z kims sie spotykam, przetwarzam sporo roznych informacji, ale gdybyscie mnie mocniej nacisneli „co nowego, co nowego” to nic bym wam nie powiedziala. odpadlam z szeregow mlodziezy postepowej zeby osiasc na melinie, gdzie wiode podly zywot poza nawiasem wspolczesnosci. a zycie na melinie pozbawia mnie checi do zycia poza melina, jak heroina. zycie na melinie i do tego na zadupiu, to juz zupelnie nie pozwala nadazac i cieszyc sie tym, co nowe, czym ciesza sie ludzie mieszkajacy we wspanialych wnetrzach o bialych scianach zaslanianych tylko przez wielkie telewizory, kolumny i rzezby. podczas gdy j@ rozgarniam butelki i patrze co rano na swiat przez dziury wypalone w pozolklych firankach, oni trzymajac filizanke kapuczino rozsuwaja wypielegnowanymi palcami zaawansowane technologicznie zaluzje i znaja sie dobrze na muzyce jeszcze zanim o niej napisze robert leszczynski, widzieli wszystkie filmy nie z hollywood, byli na mundialu itd a przeciez wcale nie sa lepsi niz j@. ale sa do przodu, pchaja, napieraja i trymfuja na mecie urban culture rat race, zanim do mnie w ogole ktos sie dodzwoni (inny ktos ulamal wtyczke od mikrogniazdka i stale wypada) na meline i powie, ze jest np koncert awangardowy. dlatego rozumiecie, ze nie mam nawet szans po co startowac. dlatego nie wlacze sie czynnie do badan nad ludzkim genomem, dlatego nie wyjde na ulice z transparentem zeby krzyknac „dosc!”, dlatego nie ukoncze projektu pomnika na konkurs. to nie ma sensu, kazda proba jest absurdalna, bo i tak mi melina nie pozwoli, zdepcze moj plan i zmieli mnie na bezwolna pulpe. w kwestii kultury i sportu mam juz przejebane, pozostaje mi zatem postawic wabank na gospodarke. preznie rozwijajaca sie gospodarka daje nadzieje na zmiany, znane sa przypadki ze ludzie z jeszcze gorszych melin niz moja wydostali sie na powierzchnie, nadrobili straty i weszli w posiadanie przestronnych wnetrz o bialych scianach, eleganckich przyjaciol i samochodow z klimatyzacja. gospodarka jest prostsza i bardziej chyba w swych podstawach uczciwa, bo od poczatku wiadomo ze chodzi tylko o kase i dominacje, jednak trzeba podkreslic, ze gospodarka jest tez bardziej brutalna i konkurencyjna, a odpowiedz na pytanie „co nowego” w gospodarce bywa nieraz zabojcza. ale mimo wszystko wierze w swoje szanse wlasnie w gospodarce, wierze ze dzieki niej uda sie moze jeszcze poznac kobiete i zamieszkac z nia w mansardzie, kupic motocykl i zostawic cos po sobie swiatu, co nie bedzie dzieckiem, domem ani drzewem, ale czyms konkretnym i unikalnym. zaobserwujcie, ze ekskluzywny papier toaletowy jest zwykle zadrukowany w blade wzorki – seledynowe kroliczki, rozowe rozyczki, liliowe muszelki czy popielate esy floresy. j@ w ostatnim zrywie moich nadziei, zanim do konca wessie je bura, bezksztaltna i bezosobowa codziennosc meliny, ktora laczy sie z wielkim swiatem przez telefon z ulamana wtyczka do mikrogniazdka, w ostatnim podrywie konkwistadorskiej fantazji odkrylam mozliwosc podbicia swiata w wypuszczeniu na rynek, zalania supermarketow i zapewnienia przyszlosci sobie i kobiecie z mansardy wielkim hitem handlu detalicznego: ekskluzywnym papierem toaletowym zadrukowanym w intensywnie brazowe i czerwone plamy puszczone w organicznych ksztaltach rowno przez srodek. bo j@ chcialabym wymusic na swiecie, zeby chociaz przez pol sezonu kiedy ktos zapyta „co nowego” odpowiadano na miescie: „bylismy wczoraj u joanny i piotra, jedlismy przepioreczki, pilismy jabolais, sluchalismy ostatnich mp3 z internetu, a w ubikacji byl nowy papier @linki”.

    och, warszawo can you hear me?!

    w dzisiejszych skomplikowanych czasach do najbardziej niepokojacych mnie, jako autorki bloga, kwestii naleza: kwestia mojej tozsamosci, kwestia tozsamosci moich czytelnikow oraz kwestia popularnosci, czyli relacji i interakcji miedzy owymi tozsamosciami. mozna sprowadzic te trzy ponowoczesne kwestie do odwiecznych dylematow zadawanych sobie juz przez starozytnych: kim jestem, kim sa moje czytelniczki i czy naprawde chcialabym zeby one wszystkie mi zrobily loda? zastanowmy sie nad tym wspolnie.
    moze najpierw kim jestem. skrzynke wodki temu, kto sam poprawnie umie odpowiedziec na to pytanie. ale zeby nie wdawac sie tutaj w jalowe filozoficzne dywagacje, mozemy skupic sie na faktach. a fakty sa niepodwazalne: na imie mam @linka. nick: lwie, nazwisko: serce. jak jan serce, chociaz j@ nie z tych serc. jestem nastolatka i mieszkam w gryfinie, latek mam siedemascie. wiecej nie powiem z uwagi na ochrone moich dobr osobistych. wokol tych faktow naroslo sporo kontrowersji, czesto rozniecacnych przez roznych pseudokibicow, ktorymi powoduje nic wiecej jak tepa zadza sensacji. polscy internetowi paparazzi, ktorych interesuje jakie majtki nosi robert gawlinski, robert leszczynski oraz byla zona kamila kosowskiego z kaiserslautern. znajduja w internecie moj blog i od razu zaczynaja weszyc w poszukiwaniu jakis sladow, podtekstow, ukrytych znaczen z prywatnosci offline. jak sie dowiedza ze naprawde jestem nastolatka, to zacznie ich meczyc ile zarabiam i dlaczego mam lepiej niz oni. trudno jest im pogodzic sie, ze laska i do tego mlodsza moze robic fajny blog. podejrzewaja szwindel. ale przeciez nigdy nie ukrywalam ze nie jestem taka zwykla nastolatka: np. zamiast chlopcow lubie dziewczynki, to juz sam ten fakt mnie odroznia od bravo girls, patrze na futbol co mnie odroznia od filipinek i mam prace co mnie odroznia od pan domu. ale wiekszosc tych facetow mysli sobie ze wspolczesna nastolatka to musi byc jakis stereotyp z serialu i jesli j@ do niego nie pasuje, to znaczy ze jest tu przewal i za tym blogiem musi stac jakis sprosny byly esbek i pedofil w ponczochach. albo ze ten blog tak naprawde pisze facet, ktory spiewal piosenki za mili wanili i kupowal mecze od zaglebia lubin. albo to jest kon trojanski od obcej cywilizacji. zrodlo tego niepokoju rozumiem, bo wiem, ze kwestia tozsamosci jest niezwykle wazna, ze odpowiedziec na pytanie kim jestem musi starac sie kazdy czlowiek w miare wlasnych mozliwosci. ale to maja byc szczere poszukiwania w glebi wlasnego serca, w ciszy kaplicznej krypty lub przy wodogrzmotach, a nie rycie po ipach i akcje wywiadowcze przez komunikatory. jestem @linka, a @linka jest jak kazdy czlowiek i kazda nastolatka – prozna, skoncentrowana na sobie, ktora gdyby mogla pokrylaby swoja twarza wszystkie okladki i bilboardy, dorwalaby sie do kamer i przez cale zycie na wszystkich kanalach kablowych i satelitarnych opowiadala sama o sobie i bolaloby ja tylko to, ze nie moze jednoczesnie siedziec przed miliardem odbiornikow i chlonac cudna swa opowiesc. dlatego w ramach skromnej namiastki pisze swiatu moj blog, w ktorym eksponuje sie i natezam jak moge, tu jakby pokazuje „to j@! to j@!” a wy wtedy „e ty wcale nie ty, to ktos inny” to powiedzcie jak sie moze czuc wtedy dziewczyna. dziewczynie zalezy na wygladzie, jak ja widza i co pomysla, lubi wsiasc w czyjs fajny samochod i przejechac przez miasteczko, a jesli mieszka juz w miescie lubi pokazac sie w lokalu z kims znanym. i j@ tez taka jestem i czy to nie jest najlepszym dowodem ze nie jestem wielbladem, a nastolatka?
    kwestia druga to kim jestescie wy i co tu robicie. szerloki holmsy, ktorzy sie podpisuja nieraz jedna litera, bez imienia, nazwiska i numeru pesel, na jakims anonimowym ipie z neostrady, albo nawet dialupowej tepsy, skad moge wiedziec ze to wlasnie wy nie jestescie pedofilami, ktorzy chca zarzucic na mnie swa siec? z dniem dzisiejszym wprowadzam ustawe, ze zanim ktos mi zarzuci ze nie jestem nastolatka, sam musi najpierw przedstawic wynik badan swojego dna. inaczej bede uznawac, ze kazdy, kto mnie tu anonimowo komentuje jest zboczencem molestujacym nastolatki przez internet. od kiedy stat4u wprowadzilo zestawienie „najczesciej wystepujace slowa kluczowe w wejsciach z wyszukiwarek” okazalo sie kim tak naprawde jestescie. jesli czlowiek jest tym, co go intresuje to oto wy w 10 slowach: dzieci (26.66%), naturyzm (11.38 %), porno (5.69%), blog (3.90%), erotyczne (2.85%), mydziecisieci (2.53%), opowiadania (2.42%), koniem (2.21%), sieci (1.90%), tapety (1.48%). nietrudno sobie dopowiedziec dzieki jakim sprosnym kombinacjom wpisywanym spoconymi palcami do googla mi tu trafiacie: „porno dzieci z koniem”, „dzieci – opowiadania erotyczne”, „dzieciecy naturyzm w sieci”, „porno tapety”, „porno blog” itd. i to wy zboczency, ktorych podnieca ogladanie zdjec golych bobasow z naturystycznych plaz zarzucacie mi ze nie jestem nastolatka, zeby sprowokowac mnie do obnazenia sie i w przyplywie desperacji pokazaniu wam mej nagosci wewnetrznej i cielesnej! zal mi was pedofile, dopelnieni przez 40 kolejnych zenujaco perwersyjnych wyrazow dla jakich sie tu zlazicie (serce, zdjecia, galerie, pamietnik, blog.pl, erotyka, lotto, seks, bykiem, nastolatki, playboy, sperma, 2004, @linka, angielsku, chorwacja, fotografie, janis, jesien, joplin, kurwa, laski, mydziecisieci.blog.pl, robert, szatana, wakacje, wulgaryzmy, -blog-, -strony, baku, chuj, creedence, dziecmi, egiptu, europejskie, europejskiej, fotki, humor, kids, kolekcja). stad wiem kim jestescie, dlaczego tu przychodzicie i czego ode mnie chcecie zboczency. pamietam, ze jak dokuczaliscie joannie dark, emilii plater i tadeuszowi kosciuszce, rowniez biorac powierzchownie te kobiety za mezczyzn, a one jednak pokazaly na co je stac, bo dla nich liczylo sie co innego niz co wy byscie je posadzali, ze kazda laska to jest facet zwykly zboczony co to pisze wieczorem bo sie promuje.
    a w kwestie popularnosci statystycznej u takich jak wy, to chuj wbijam.

    hej wy tropiciele, maciciele, niedowiarki. wy nawet nie wiecie ile przykrosci sprawiacie dojrzewajacej dziewczynie biorac ja za mezczyzne. maly rozmiar piersi, posiniaczone uda, nieschludny ubior i oddech wionacy wypitym wczoraj piwem moga troche zmylic niezbyt uwaznego obserwatora, ale nawet kiedy slepa jak kret staruszka w tramwaju pomyli i wezmie za „mlodego czlowieka co by moze tak ustapil miejsca kombatantce z powstania (ktorego? ktorego?)”, to i tak bolesnie boli tozsamosc i krasnieje twarz. bo w koncu jestem lezbijka i nienawidze was wszystkich heteroseksualnych mezczyzn, ktorzy nic o lezbijkach nie wiecie i szukacie wszedzie sensacji. a tu nie ma sensacji, spisku, skandalu erotycznego. zaakceptujcie najprostsza prawde i niech wam ulzy, bo JESTEM NASTOLATKA i nikim wiecej. na blogu obnazam przed swiatem swoje j@ – bezwstydnie nagusienkie mowi ono do was o sobie taka jaka jestem i co mnie trapi, a wy sie jeszcze czegos pod spodem doszukujecie. wstyd panowie i chuj wam w dupe.

    czasami jak sie zawezme i zmobilizuje na danym problemie, to zawsze znajde rozwiazanie. ostatnio podczas dlugich i samotnych godzin bez kropli alkoholu w ustach, postawilam przed soba pewien czysto teoretyczny problem i wymyslilam trzy niezawodne sposoby jak przejsc przez bramki na lotnisku, wejsc do samolotu i stracic go skutecznie w samobojczym ataku. jednak nie jestem jakas lekkomyslna trzpiotka, ktora od razu zeby sie chwalic wlasna pomyslowoscia napisalaby je tutaj w swoim blogu. do moich czytelnikow mam zaufanie, bo wiem ze to powazni i odpowiedzalni ludzie. ale takie instrukcje moglyby latwo dostac sie w czyjes niepowolane arabskie rece, do czego nie moge dopuscic. moje rozwiazania przekaze wylacznie dyplomowanym pracownikom tajnych sluzb kilku wybranych krajow z ameryki polnocnej i europy zachodniej oraz izraela, lub dyrekcji lotnisk w warszawie i berlinie.
    teraz czytam ksiazke pt. „s@motnosc w sieci” pana janusza leona wisniewskiego dot neta i lektura nastraja mnie do postawienia sobie kolejnego zadania, tym razem praktycznego, tzn roi mi sie plan aby pod wlasna postacia @linki przeniknac przez bramki naiwnosci i w kilku samobojczych sesjach na ICQ uwiesc sympatycznego pana janusza. coz to by byla z nas za para – j@ demoniczna nastolatka i on genialny alchemik, alojza i habelard polaczeni pedami swiatowej sieci nawiazalibysmy wirtualny romans, podczas ktorego przez ICQ wyssalabym z bezwzglednie inteligentnego doktora plamy cala esencje, odwrocila mozg na lewa strone zmieniajac jego ulubione substancje chemiczne na moje ulubione, jak lolita hubertowi hubertowi ku jego zgubie mroczna roszada dokonalabym podmiany: dopamine i testoteron na etyl i butapren, jak pajeczyca rozprzedlabym przed oczami jego duszy ulotna siateczke iluzji oblepiajaca go przekonaniem ze jestem przeznaczona mu przez kosmos dziewica, ze tak naprawde tylko j@ go rozumiem i wiem o co mu chodzi zanim jeszcze on sam wie o co mu chodzi, ze cale zycie czekal na mnie i tylko na mnie – ladna, madra i internetowa @linke lwie serce teenager fatale. a potem wydalabym w izraelu pod przybranym nazwiskiem „gorace sesje sweet sixteen i profesora” jako sequel do tryptyku zmieniajac „dla kurwa niepoznaki” nasze imiona na kalinke i janka czeresnie.com.
    jesli doczytam ksiazke do konca i zamiar we mnie nie umrze, albo nie ustapi miejsca nowemu, jeszcze grozniejszemu i jeszcze bardziej penetrujacemu zamiarowi, to chetnie dam upust mlodzienczej frustracji i podejme postawione przez sama siebie przed sama soba internetowe zadanie. zrobie to dla sztuki. polskie piekielko powie i tak ze mu zazdroszcze (piekielku) i sie wyzywam (na wisniewskim necie). ze tylko szukam taniej popularnosci.
    a to nie prawda.
    nie szukam taniej popularnosci.
    nie marza mi sie tlumy wyjacej gawiedzi, falujaca cizba skandujaca histerycznie my-dzie-ci-sie-ci-dot-blog-dot-pe-el-ole-ole-ole. nie myslcie nawet, zeby ci wszyscy telewidzowie i czytelnicy blogusiow, skandali i poradnikow mogliby mnie w jakis sposob poprawic moja pustke eksystencjalna.
    chcac dotrzec do czytelnika od lat napierdalam tego bloga pamietajac o moim precyzyjnie wyznaczonym celu, jakim jest totalna wladza nad wszechswiatem. aby osiagnac taki cel nie wolno ulegac niskim pokusom powszechnego poklasku i taniej popularnosci. w jego realizacji stawiam nie na ilosc, ale na jakosc, nie na wyglad, ale na charakter, dla mnie licza sie konkrety.
    a w tym przypadku beda nimi:
    - 3 konkretnych politykow, chetnych przejac moje idee i poddac je pod obrady sejmu and/or parlamentu europejskiego.
    - 5 konkretnych sponsorow, chetnych finansowac dalsza dzialalnosc w zamian za umieszczenie banerow i logotypow lub ewentualnie doradztwo z mojej strony (np fachowe konsultacje wysylajacym darmowe probki nowych alkoholi do degustacji).
    - 10 konkretnych kolezanek roznych ras, wladajacych roznymi jezykami o zroznicowany preferencjach seksualno-kulinarnych, rozlokowane w strategicznych punktach globu ziemskiego, ktore zawsze mialyby dla mnie zimne piwo, cieple slowo i niebieski canal+.
    - 20 konkretnych kolegow, do celow rozrywkowo-filozoficznych.
    - 100 konkretnych czytelnikow wyspecjalizowanych (media, prawo, kultura, nauka, sztuka, ekologia, komputery, religia, internet, futbol) gotowych sluzyc porada, pomoca i udzielic schronienia, dawac falszywe swiadectwo i mylic tropy grupom poscigowym.
    - 1000 konkretnych czytelnikow zwyklych, do codziennego wchodzenia, nabijania satystyk, promowania, gloszenia i dystrybucji.
    po wytworzeniu takiej struktury niszowej moglabym dalej dazyc do celow wyzszych zostawiajac tania popularnosc i wysokie pozycje w sondazach reszcie pospolstwa i blogowej konkurencji.

    jezdze z odczytami do roznych dzielnic, wyglaszam prelekcje, udzielam wywiadow, uczestnicze w panelach dyskusyjnych, ludzie zaczypiaja mnie na ulicy i wypytuja co i jak. czytelnicy wykazuja olbrzymie zainteresowanie, podobno nie ma juz biletow na mecz z belchatowem. zazywam, interpeluje, polemizuje i tak mnie pochlonal zywy kontakt z czytelnikiem, ze nie mam czasu na pisanie do blogusia (czyzby oznaczalo to jego koniec przez przepalenie sie autorki?). niech pamietaja, ze to nie blogus jest winny, to j@. a klade lache na sama siebie, bo sama j@ to reszka. internet to proteza. i zaakceptowalam swoje wirtualne lezbijstwo kiedy okazalo sie, ze wyslalam sama sobie e-kartke walentynkowa. w ciagu nadchodzacego weekendu kilkakrotnie wezme udzial w pojedynkach dobra ze zlem, nieraz stajac naprzeciwko siebie po trzech roznych stronach barykady. narodza sie z tego pewne maksymy i rozwazania moralne. j@ ja zapisze, wy przeczytacie. bede napierdalac. czytelnicy beda wiwatowac. czuje sie slawna jak robert gawlinski.

    janas.jpg

    talizman na szwedow (to janas – grecki bog opiekun pilki noznej)


    • RSS