mydziecisieci blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 7.2004

    jeden z drugim?
    czytelnicy chca rozrywki. chca gdzies isc i cos ogladac. pokaz im cos we fleszu, a zejda sie jak zombie po swieze lydki. sprawy wazne i trudne, problemy wspolczesnosci i zagadnienia tozsamosci wirtualnych nikogo juz dzisiaj nie interesuja. wszyscy wola efekciarskie sci-fi od rozstrzasania wazkich kwestii zyciowych. a pomyslcie, j@ i wy, moja uroda i wasza inteligencja, gdyby wszyscy moi czytelnicy mieli ze mna larwy, wszechswiat bylby nasz.

    zlotakaczka.jpg

    w wc plywa po tafli zlota kaczka, latexowy drob kusi obietnicami – za polizanie futra skarb: wielka popularnosc w warszawie: bialy proszek, po ktorym nastepuje gigantyczny wyprysk w twarze czytelnikow: przez trzy noce napierdalajace strumieniem wesole historyjki o mydle i powidle, pod jednym warunkiem: zakaz poruszania drastycznej tematyki: czytelnikow brzydko wykorzystywanych blogiem. mnie jednak serce sie kraje i jak ten zolnierz, co oddal ostatniego dukata zebrakowi jem, pije, zabawiam sie, a potem spuszczam wode na skarby warszawy, azeby pochylic sie nad waszym losem.
    robie dla was, a wy wybrzydzacie. jesli wam sie to nudzi, to przeciez zaraz cos zorganizujemy, moze jakas zjezdzalnie do kadzi pelnej kolorowych pileczek albo znowu cyrk, festyn, majowke czy pokazy lotnicze?

    zaczynam nowa nudna notka o niczym i o moim blogu, o mnie, o was i o tym, co nas laczy: w zwiazku z dyskusja, ktora wywiazala sie miedzy czytelnikami w komentarzowych polach, chcialabym dorzucic od siebie porcje wyjasnien. jak napisalam kilkanascie dni temu, dopoki nie rozwiazemy wspolnie kwestii kardynalnych, nie bede uzywala bloga do zadnych innych celow niz badanie laczacych nas relacji. czesc czytelnikow wyczekujaca nieustajacego gejzeru perwersyjnej rozrywki i jajcarskich ekscesow, odejdzie pewnie zawiedziona, jednak ci zdolni do kilku chwil wspolnej zadumy przez internet, zrozumieja doniosle znaczenie poruszonego przeze mnie problemu i podejma ubogacajacy trud przenikania przez kolejne warstwy wielkiej tajemnicy.
    na drodze refleksji natknelam sie na zagadke nie do przejscia: na samo sedno i sens mnie samej. a jak odkrylam nastepnie, ode mnie samej jeszcze wazniejsi jestescie wy i mozna to teraz potraktowac jako probe wymacania o co chodzi i jak daleko mozna sie z wami posunac. inaczej mowiac, chodzi tutaj o moja u was popularnosc, ile zniesiecie, ile zrozumiecie, ile bedzie klaskac, nabijac statystyk itd. zwykla popularnosc moznaby zapisac w algorytmy i stosowac jako program: okreslic co jest popularne; opanowac stosowanie tego co jest popularne; konsekwentnie realizowac to co jest popularne – nie szydzic i nie deformowac tego, co jest popularne, ale czcic i wkladac wysilek w rozwoj tego, co jest popularne. taka popularnosc moglabym uzyskiwac, z premedytacja biorac na atrakcyjny lep przypadkowych i nieprzypadkowych internautow, dawac im to, co sie zwykle daje w takich sytuacjach. jednak moja wersja popularnosci jest heretycka, nastawiona na inne cele i uzywajaca innych srodkow, zakladajaca calkowita uczciwosc z mojej strony i dobrowolne, bezgraniczne oddanie ze strony czytelnikow (tych wytrwalych, ktorzy zostana).
    niejeden autor bloga, kiedy uprawia seks z zywymi kobietami, fantazjuje ze onanizuje sie wlasna reka, j@ posuwam was jeszcze dosadniej i zamiast opowiadac wszystko o sobie w internecie i pokazywac wewnetrznosci, postanowilam obnazyc nie sprawozdania z czynnosci z zycia, ktore byscie mogli roznie interpretowac, ale stojace za nimi motywacje, a dokladniej to motywacje stojace za opisywaniem relacji z tych czynnosci przez internet. czyli zamiast upychac do internetu kolejne puste i kokieteryjne wariacje nt „bylam, robilam, mialam, czulam, myslalam” umieszczam odarty z falszywych dekoracji przekaz bezposredni: „w bezrozumnej rzeszy niedojrzalych czytelnikow poszukuje uczciwych czcicieli” albo „jestem z innej planety, zapladniam przez przegladarke microsoft internet explorer” albo „kocham was wszystkich i jesli nie mozemy miec dzieci, to chcialabym miec z wami larwy”.

    wyznaniemilosne.jpg

    czy jednak jest ktos dzisiaj w stanie to docenic?

    wczoraj w nocy nie moglam spac, bo budzila mnie stukajaca zaluzja i pijackie awantury na ulicy. wzielam z lodowki puszke piwa, polozylam sie z nia do lozka i myslalam: kto jest wazniejszy – j@ czy wy? gdyby was nie bylo, to zapewniam, ze nie byloby tu tez tego bloga, poniewaz nie chcialoby mi sie go robic. a latwo sobie wyobrazic, ze w wyniku splotu okolicznosci tego bloga robilby ktos inny, a wy byscie go odwiedzali tak jak odwiedzacie teraz*. wynika z tego jednoznacznie, ze w tym ukladzie wy jestescie duzo wazniejsi niz j@ i zamiast rozczulac sie nad soba, powinnam wam poswiecic zdecydowanie wiecej czasu i uwagi. holubic was i adorowac, starac sie wam zaimponowac i spelnic rozne wasze zachcianki. niestety tak sie nie stanie, bo pomijajac moje krotkotrwale zrywy i slomiane obietnice poprawy, nad holubienie was i adorowanie przedkladam konsumpcje alkoholu i narkotykow. to sie przeklada bezposrednio na jakosc i forme moich z wami kontaktow i w konsekwencji owocuje w egocentryczne notki dotyczace glownie mnie-siebie samej i moich watpliwej wartosci przemyslen.
    to nie wrozy dobrze na przyszlosc – jesli po tak krotkim okresie wspolnego pozycia, autorka otwarcie przyznaje swoim czytelnikom, ze od holubienia ich woli alkohol, to czytelnicy nie powinni ludzic sie nadzieja, ze autorka zmieni sie na lepsze, ze przestanie pic i nagle sama z siebie zacznie palac checia, aby imponowac im i spelniac ich zachcianki. mozna przypuszczac, ze sytuacja bedzie sie tylko pogarszac, ze dojdzie do eskalacji spozycia i dalszych zaburzen relacji, a w konsekwencji do wyzwisk, szykan i przemocy. i rozstaniemy sie we lzach i moze sie wtedy okazac, ze moi nieszczesni czytelnicy zmarnowali sporo zycia, bo zamiast duchowych uniesien i perelek madrosci, dostawali tu jakas sucha papke mielona z utartych zwrotow i nudnych fotografii.
    zal mi w takim razie was tak, jak zal mi emerytek okradanych przez wnuki, jak wszystkich wiejskich kobiet, ktorym stuka cwierc wieku i ktore zeby ulozyc sobie zycie wychodza za maz za brutalnych podoficerow, zal mi was jak dzieci, ktore zaprowadzono do przebranego za janusza korczaka andrzeja „przytul sie do wujka” s. i zal mi was jak nie wiem co, bo nie macie wy ze mna dobrze.
    widze oczywiscie wiele rozmaitych rozwiazan maskujacych peczniejaca miedzy nami egzystencjalna ryse, np moglabym wam rysowac komiks, albo pisac wesole historyjki, czy pokazywac fotografie z roznych imprez i wycieczek, jednak to wszystko rozwiazania niegodne, niemoralne i obrazliwe, zeby tak zle traktowanym czytelnikom serwowac na odpierdol jakies wesole historyjki czy inne obrazeczki.
    uwazam, ze jedyne co nam pozostaje to obserwowac wspolnie dokad to wszystko zmierza, pic, biadolic i snuc rozwazania o metnej pustce.

    —-

    * (kombinowanie, ze moglby tego bloga robic ktos inny, bez wzgledu na to czy wy jestescie czy was nie ma, to jalowe spekulacje nie na miejscu – ten blog gdzie nie byloby ani mnie ani was, to bylby juz jakis zupelnie inny blog).

    nikt mnie nie lubi bo mam siny nos

    i pograzam sie w konsekwentnym szalenstwie: bezgranicznej milosci do wlasnych czytelnikow.

    if:
    love supreme + selbstliebe = l’amour maudit
    then:
    l’amour maudit – selbstliebe = love supreme
    and why not:
    love supreme – l’amour maudit = selbstliebe (!?!)

    czy milosc @linki to chlodna kalkulacja udajaca goraca namietnosc, czy goraca namietnosc upozorowana na chlodna kalkulacje?

    powiedzcie prosto z serca po chwili namyslu (rozwiazanie pod spodem)

    pustynia.jpg

    rozwiazanie:
    if:
    q + p = x
    then:
    x – p = q
    and of course why not:
    q – x = p (hermetyczny szachmat jak miedz brzeczaca i cymbal brzmiacy: milosc ci wszystko wybaczy)

    chlodna kalkulacja upozorowana na goraca namietnosc udajaca chlodna kalkulacje

    nie zostawiajcie mnie!
    ten blog bez was bylby niczym, a j@ bez bloga bylabym nikim!
    slonca mojego zycia, jesli zostaniecie, obiecuje ze:
    - przestane pic
    - wezme sie do roboty
    - bede was wielbic i szanowac
    - a moze nawet gdzies sie razem wybierzemy.
    a teraz niespodzianka: dzwonek do drzwi, podchodzicie, otwieracie, patrzycie, a tam listonosz trzyma piekna, pachnaca rurze wraz z wiazanka wierszy milosnych z powinszowaniem – od @linki dla czytelnikow.

    poetyckarurza.jpg

    tylko j@ i wy i nikt wiecej.
    powiedzcie mi szczerze, czy jestescie ze mna szczesliwi?
    laczacy nas intymny zwiazek, bo chyba tak mozemy juz nazywac nasza kilkuletnia zazylosc, wszedl w kolejna faze. kiedy blog ma trzy lata, opadaja pierwsze emocje i stygnie poczatkowa namietnosc, nadchodzi chwila, w ktorej autorka bloga musi spojrzec inaczej na kwestie dalszych stosunkow z czytelnikiem – dokonuje introspekcji i zaczyna sie zastanawiac jak sformalizowac – ale takze poglebic i utrwalic – to, do czego miedzy nami regularnie dochodzi. nie jestem cnym mlodzikiem, ktorego raduje opisywanie przypadkowo pozyskanym gapiom swoich aktow masturbacji czy defekacji w nadziei, ze zostanie to odebrane jako oznaki glebokiego zaufania i rodzacej sie intymnosci. w mojej sytuacji tanie chwyty nie zdalyby egzaminu, poniewaz moi czytelnicy to waska grupa wyrobionych i dojrzalych ludzi na poziomie, wrazliwych koneserow ktorych nie zaspokajaja jednorazowe i powierzchowne relacje z tolatety czy spod koldry. ich interesuje trwaly zwiazek psychiczny i emocjonalny i moja rola jest dostarczyc im to, czego pragna i potrzebuja. musze jednak najpierw zdobyc pewnosc czy obie strony rzeczywiscie tego chca w jednakowym stopniu.
    stad powtorze moje pytanie do was, oczekujac szczerej odpowiedzi udzielonej prosto z serca po glebokim namysle: czy jestescie ze mna szczesliwi czy uwazacie, ze tylko was ktos rucha w dupe?

    huk wysadzanych drzwi, zamek gerda rozpada sie w drobiazgi jak kostka twarogu. do przedpokoju wkracza brygada antyterrorystyczna, jednoczesnie za oknami pojawiajaja sie czarne podeszwy wojskowych butow i w brzeku tluczonego szkla na linkach spuszczaja mi sie do sypialni komandosi. ani drgne czujac na glowie zimne usta luf broni gladkolufowej; na nocnym niebie nad moim osiedlem powietrze miela smigla policyjnych helikopterow.
    - jestes aresztowana – slysze chlodny, maskujacy emocje, glos porucznika – a wszystko co napisalas moze zostac uzyte przeciwko tobie.
    kaza mi zalozyc szlafrok i kapcie.
    dwoch roslych mezczyzn w kominiarkach wyprowadza mnie zgieta w pol, po drodze widze lezaca pokotem na ziemi cala rodzine, babuszka i dziadzius rozplaszczeni na podlodze z bestialsko wykreconymi rekami spietymi na plecach, pod okiem lysego funkcjonariusza abw gaszacego peta na albumie pamiatkowych fotografii. kolo lodowki rozstrzelany pies wypuszcza banki krwawej piany, czterech agentow w jesionkach wypierdala wszystko z szuflad, policyjni technicy wymontowuja twarde dyski i rekwiruja cd-romy.
    sasiedzi ze wszystkich blokow obserwuja zza firanek jak jestem wprowadzana do suki, ktora zapuszcza motor i odjezdza unoszac mnie w srodku. rozpaczam siedzac sama w ciemnosciach, trzesa mi sie skute kajdankami rece, palce nerwowo szczypia sie nawzajem odrywajac kawalki naskorka od paznokci. suka kolebie sie na jezdni, dotykam plecami zimnej scianki, choc nic nie widze, czuje bliska obecnosc funkcjonariuszy.
    osiedle wraca do przerwanego snu. rece zasuwaja firanki i jedna po drugiej gasna lampki nocne, pies przestaje wyc, placzace dziecko zasypia, ktos mowi cicho do kogos: „nareszcie skonczy sie to bazgranie po internecie.”

    niepokoi mnie jak latwo sprawy przedostaja sie poza net.
    niepokoi mnie co bedzie dalej.
    gdyby mnie zabraklo – co stanie sie z j@? a gdyby j@ zabraklo – co bedzie dalej z czytelnikami? i czy chuj defnitywnie strzeli popularnosc?
    koncze te notke hermetyczna fotografia pt „atelewizor” i fragmentem z wiersza ‚as i walked out one evening’ by w. h. auden:

    atelewizor.jpg

    ‚o stand, stand at the window
    as the tears scald and start
    you shall love your crooked neighbour
    with your crooked heart.’

    drogi achu z 217.98.144.81,
    w swoim komentarzu do poprzedniej notki sugerujesz mi, jakobym popelnila falszywa nute podajac na blogu fraze „smak sera topionego nad ranem”, ktora mialaby byc pozbawiona emocji. masz racje zauwazajac, ze jest ona zupelnie pozbawiona emocji, gdyz dokladnie taki byl zamysl naszej @utorki, mylisz sie jednak sugerujac ze jest to nuta falszywa. „smak sera topionego nad ranem” w otoczeniu calej litanii podobnych sobie zjawisk, jest jak najbardziej konsonansem w obrebie koncepcji ogolnej tego bloga, a za to brzmi (w sposob zamierzony) falszywie na tle epidemii fraz zenujaco-tragicznie falszywych, typu: „smak tartagialli z bococciano w malej kafejce, pewnego uroczego niedzielnego popoludnia, kiedy szlismy z jakubem do galerii rzezby i malarstwa” lub „wracaja wspomnienia smakujacej jak pot meski grochowki z kielbasa mysliwska, ktora jedlismy owej deszczowej nocy w bieszczadach ze zmoczonych ulewa zardzewialych menazek” lub „blok turystyczny czekoladopodobny z murzynkiem bambo, ktory ciocia wandzia z pulaw przywozila ekspresem o 16:15 zawsze na imieniny moje i siostrzyczki julci” czy moglabym tak w nieskonczonosc jak janusz wisniewski, uwazam jednak ze fraza „smak sera topionego nad ranem” zawiera w sobie wszystkie te permutacje, co wnikliwy czytelnik powinien po chwili zastanowienia wyczaic.
    oczywiscie nie chce tu sobie przypisywac nieomylnosci, jednak chcialabym podkreslic, ze falszywa moze byc jedynie koncepcja ogolna bloga natomiast jej realizacja przebiega jak na razie bezblednie, a nawet jesli przytrafi sie omskniecie palca i do partytury wkradnie jaka falszywa nuta, to i tak – zgodnie z koncepcja ogolna – widownia nie ma prawa tego zauwazyc, a nawet jesli zauwazy – jednoznacznie zinterpretowac, a nawet jesli zinterpretuje, nigdy nie miec pewnosci ze zinterpretowala poprawnie w jedynie sluszny sposob.
    jesli macie jakies watpliwosci natury technicznej czy merytorycznej lub tez ogolnej, odnosnie jakosci tego bloga, to nie wahajcie sie pytac, gdyz zawsze chetnie odpowiadam! dla mnie ze wszystkich rzeczy na swiecie najbardziej liczy sie zadowolony czytelnik.

    wieczorem, kiedy umylam naczynia po kolacji, usiadlam w fotelu i podjelam odlozone na czas posilku rozwazania. pocierajac palcami czolo analizowalam zebrane na swoj temat informacje starajac sie sformulowac chocby ogolny lecz koherentny zarys syntezy zdolnej wyjasnic fenomen relacji mojego j@ z waszymi „ja” na przestrzeni internetu. odnosilam wrazenie, ze kluczowa kwestia wydawalo sie byc zagadnienie pierwotnego zrodla pochodzenia „j@”! a konkretnie powodow dla ktorego owo „j@” powstalo i motywacji stojacych za tym czynem. zerwalam sie z fotela i jelam nerwowo przemieszczac sie po skromnej powierzchni mojego laboratorium. szarpaly mna burzliwe refleksje, czy aby nie byly to jakies niecne powody i zle pochodzenie! a np kurwa pycha! czy ktos sie tu nie wywyzsza i nie zabawia kosztem moich czytelnikow i pod pozorem zwyklych notek bloguje rzeczy zupelnie wymyslone, a ludzie daja sie na to nabrac – wiadomo czlowiek wspolczesny zaganiany, nie ma czasu zeby nad kazdym tekstem z internetu przysiasc i sumiennie go zbadac. skoro tego „j@” nikt nigdy nie widzial i nie wie co ono lubi, a czego nie i jakie jest a jakie nie, to moze sie okazac ze zamiast obcowac z prawda w postaci rzetelnie opisanych fragmentow rzeczywistosci wspolczesnie zastanej, bierzemy wszyscy udzial w masonskiej operacji „bezczelna zmyla” – bo jesli to czytasz, to znaczy ze bierzesz w tym czynny udzial! dlaczego zamiast wspolnie przenikac tajemnice wszechswiata, tracimy czas w tej cynicznej maskaradzie, ktora ktos pyszny uprawia aby imitujac spryt najpewniej ukrywac slabosci i niedostatki? jestesmy przeciez polakami! wiem, ze wiecie, ze j@ wiem, ze wy wiecie, ale mimo wszystko cos mi tu pachnie manipulacja i @utopromocja (czemu zreszta nie zaprzeczam, a nawet popieram i sie chwale). ratuj adomasie!
    ***
    wypilam cztery piwa i zasnelam z glowa skotlowana wsrod papierow.
    ***
    o trzeciej nad ranem, kiedy ksiezyc stal juz wysoko na niebie i swa piesn za oknem spiewal slowik, cichym podszeptem obudzil mnie blog i tak do mnie rzekl:
    - mila dziewuszko, szepnij mi cos na uszko!
    osmielilam sie i napisalam notke, ale potem ja wykasowalam.
    notka traktowala o kotach, malym ksieciu, samotniach osiedla, graemie le saux, o poezji i poetach, malych ojczyznach i harrym potterze, muzyce co tak pieknie gra i drobnych przyjemnosciach zycia, jakubku leonku wisniewskim, muminkach, amelii i artefaktach czasow bezpowrotnie minionego dziecinstwa, o smaku sera topionego nad ranem i oczach slepca, ktory minal moj dom przejezdzajac nocnym tramwajem, ale jak sie okazalo w miare pisania notka ta nie pasowala do ogolnej koncepcji bloga i zostala skreslona.
    ***
    zamiast wystajacych poza ogolna koncepcje dziwactw, podaje fotografie hermetyczna pt „lollipop”.

    lollipop.jpg


    • RSS