mydziecisieci blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 8.2004

    streszczenie poprzedniego okresu: ledwo zdazyla jako tako przekonac swoich czytelnikow, ze naprawde jest nastolatka, a juz przed nasza bohaterka stanelo nowe, jeszcze grozniejsze wyzwanie: pokonac pedala z muranowa. ten niezwykle przebiegly pedofil potrafi przybierac dowolna postac wirtualna i imituje wasza @utorke w komentarzach insynuujac jej, ze jest ona gejem. teraz musza stanac naprzeciwko siebie w rzeczywistosci wirtualnej jak dwie rowne sobie druzyny: legia warszawa i fc tbilisi, oboje diabelsko zdeterminowani i zewnetrznie podobni do siebie jak szesc znakow ascii: @linka prawdziwa zdeklarowana lezbijka oraz „@linka” falszywa pedal z muranowa. czy prawdziwej @lince uda sie zdemaskowac i pokonac samozwanca zanim dojdzie do zaglady uwiezionych w pulapce niepewnosci czytelnikow? czas pokaze, pojedynek rozegra sie na zywo, na waszych w oczach w internecie, a j@ jestem przekonana, ze jesli dam z siebie wszystko, to po raz kolejny prawda zwyciezy i uda mi sie wygrac ten baraz i cieszyc czytelnikow swoja gra przez czwarty sezon w blogerskiej extraklasie.

    oszukiwalam was. w ogole wcale nie jestem taka fajna jaka sie sama prezentuje w internecie. to zmyla. podszywalam sie, naprawde jestem zwykla nudziara, wieczorem wypijam dwa czerwone bosmany przed telewizorem, rano zawijam w papier kanapki i ide do szkoly. nie czytam zadnych madrych ksiazek, tylko gazete wyborcza. w rzeczywistosci to tylko marze o tym zeby miec pelna dyskografie van halen na amerykanskich oryginalnych kasetach albo cale heroes del silencio na winylach (plus bootlegi), a tak naprawde to slucham radia i mp3. takze wcale nie pracuje nad barwnym scenariuszem o gejach jadacych do chorwacji. od trzech lat w wielkich meczarniach pisze zwykla realistyczna nowele wspolczesna ukazujaca niepowstrzymane procesy starzenia dotykajace w wieku srednim oddanego pracy policjanta albo artyste cyrkowego rozwazajacego zakonczenie kariery zawodowej. takze rozstalam sie z sabinka, kiedy w przyplywie prawdopodobnie alkoholu do mozgu wyznalam jej wszystko, ze wcale nie jestem taka fajna jak sie przed nia prezentuje. w rzeczywistosci nie jestem nawet lezbijka, kotlowalam sie z nia dlatego zeby dodac sobie samej atrakcji. i w ogole te ostatnie wpisy to byl wyglup, zeby udowodnic tez jakich mam czytelnikow, wcale nie fajnych, w rzeczywistosci jest to przypadkowa zbieranina swirow i przyglupow szukajacych taniej rozrywki. kiedy staram sie robic na blogu prawde i szukam odpowiedzi na pytanie kim jestem j@, kim jestescie wy i na czym polegaja nasze wspolne spotkania, to jeb od razu jest krach i statystyki spadaja, a jak tylko zaczynam klamac i udawac to skacza do gory jak jebane liroje. bo w internecie oliwa tonie, a nie wyplywa, szum informacji jest silniejszy niz slaby sygnal serca lwa judy, zaprawde internet to bestia 666 krolestwo iluzji, wszystko ci da tylko padnij i zloz mu poklon – racje maja telewizyjni psycholodzy i ludowi doradcy z gazet. dzisiaj wieczorem zamierzam oddac sie do dyspozycji policji.
    november kurwa rain.

    w poniedzialek ciezko bylo wstac rano, chcialo mi sie wyrzygac caly dzien poprzedni, ale dzielnie powstrzymalam natlok tresci sila woli. zegar pokazywal godzine osma trzydziesci, kiedy siadlam na brzegu lozka i przeciaglam reka po brodzie zdawalo mi sie ze mam zarost! posiedzialam tak troche na brzegu i w koncu podnioslam sie, popatrzylam za okno i wysmarkalam sucho w papierowa chusteczke. na sniadanie wzielam cztery alcodole i szklanke wody, potem z obrzydzeniem umylam zeby i poszlam w ten chuj znowu do szkoly. w szkole istne meczarnie, histeryczne baby robily jakies przeszukanie, karny apel na placu w pelnym sloncu, stoimy w rownych szeregach, dyrektorka szczekala przez megafony, myslalam ze co dziesiaty uczen bez fartucha i kapci pojdzie do komory, obylo sie jednak na sprzataniu terenu – mi dali grabie i grabilam zwir i patyki, baba od biologii krazyla dookola jak wsciekly dzik i pachniala ruskim pizmem, myslalam ze jednak sie zwymiotuje, ale ponownie silna wola wziela gore nad slabosciami ciala. kolo dwunastej znowu nas zebrali w rowne falangi, znowu przemowila dyrektorka przez megafony i w koncu padla komenda „rozejsc sie”, moglam wreszcie pojsc zrobic kupke kacowke, a potem zawitac do pracowni w lochach, gdzie mielismy informatyke. czerwonowlosa baba z lochu napisala kreda na tablicy „temat lekcji: obsluga programu norton commander: operacje na plikach; komendy copy, move, detelete” i podkreslila podwojna kreska, a j@ robiac na powierzchni cwiczenia z dosu, czytalam pod lawka „efekty specjalne w smil”. jednak po takim przepiciu co wczoraj bylo to czlowiek ma na drugi dzien spowolnione ruchy i baba od informy wykryla, ze czytam, zaszla mnie i wyszarpala mi ksiazke i ja skonfiskowala, a potem wyciagnela mnie na srodek i zaczela odpytywac z historii komputerow i maszyn liczbowych, dostalam dwie paly za brak marginesow i za to, ze nie przepisalam autoexeca z ekranu do zeszytu na poprzedniej lekcji. powiedziala mi, ze jestem zagrozona z informy i ze mnie nie dopusci do komisa, a potem zaczela po mnie jechac, ze jestem niedouczonym debilem itd stara spiewka ze wszystkimi glupimi pytaniami co sobie mysle, co j@ sobie wyobrazam, jak smiem, czy mam cos w tej pustej glowie i czy nie potrafie jej odpowiedziec na takie proste pytania co ona mnie pyta po polsku przeciez. a j@ wykonalam zwieszke systemu, patrzylam w sciane i nie sluchalam, bo juz dawno rozpracowalam algorytmy wg ktorych zaprogramowane sa nauczycielki, posluchajcie: taka baba bierze cie i poniza, nie chodzi jej o nic innego tylko zeby cie obedrzec z szacunku i solic i szpile wbijac azebys pekla i dala sie sprowokowac do odpowiedzi. a kiedy odpowiesz, kazda twoja logiczna odpowiedz zostanie odebrana jako wielka obraza i przejaw braku szacunku (wrzask: kto cie tego nauczyl ty bezczelna, pyskata zdziro!). tak wiec dyskusja z nia to by bylo zapetlenie z dzieleniem przez zero i jedynym wyjsciem jest zawiesic sie, nie sluchac, nie patrzec, nie myslec, nie byc, az jej sie enzymy skoncza i bedzie musiala przestac, wyjsc i kawy z cukrem sie napic. i tak tez bylo tym razem, powyzywala sie, poplula, poindyczyla, a potem byl juz dzwonek, wiec tylko kazala sie wylogowac, wziela dziennik i poszla. j@ poszlam tez w takiej sytuacji mialam dosc znowu. w domu wzielam maly browarek z lodowki i z trzeciego rzedu kaset na regale dobralam losowo pudelko, ktore zawieralo kompilacje najwiekszych przebojow formacji whitesnake, ktorej sluchalam caly dzien. na ukojenie zapalilam takze malego lolka, ktory przywrocil mi wiare, ze poki jest maria, to nie do konca sily zla i ciemnosci zawladnely te planeta. wraz z wiara w dobro i dobrym smakiem browarka wrocil mi apetyt i zjadlam obiad: ryz. a po jedzeniu zrobilo sie milo i wesolo, grala muzyka, wyjelam browarek i skrecilam drugiego lolka. do spotkania z sabinka pozostawalo jeszcze sporo czasu i pomyslalam dlaczego by nie dopisac paru linijek do scenariusza. poprzednia scene zakonczylam tak, ze jeden ormian siada za kierownica i pomimo braku uprawnien wyjezdza autokarem na autostrade wyrywajac sie z oblezenia. fani gornika obrzucaja go kamieniami i ruszaja w poscig, jednak ormianowi udaje sie ich po widowiskowym poscigu zgubic w plataninie podalpejskich tuneli. nie znajac terenu zamiast na chorwacje rusza do francji i kiedy nad ranem okazuje sie ze wyladowali w marsylii, rozpoczyna sie kolejna awantura o basie, geje piszcza przerazeni i probuja obudzic kierowce, ormianie wyciagaja bron i rozpoczynaja krwawe porachunki, a policjant idzie zadzwonic z budki do pulkownika pedryla po instrukcje. sytuacja komplikuje sie kiedy gej kryspin, ktory zakochal sie w oficerze postanawia mu towarzyszyc. sledzi oficera po terenie stacji benzynowej az do budki, zakrada sie i od tylu i wpija w szyje wyeksponowana kiedy oficer drugim uchem dociska sluchawke do ramienia. zwarcie w budce telefonicznej jest obserwowane z okien tankujacego autokaru przez szescdziesiat par zawsze czujnych nordyckich oczu kibicow b36 torshavn wiezionych na mecz z vojvodina novy sad w drugiej rundzie pucharu intertoto. pulkownik pedryl wola halo halo. a co ma zrobic oficer? chcialabym, zeby sytuacja rozwiazala sie poscigiem i rozwalaniem motorowek po marsylskim porcie z udzialem mafii kaukaskiej, szalikowcow b36 i crs (takie zomo francuskie), ale nie wiem jak to ladnie zapiac do historii, mozeby tak geje skoczyli na zakupy do butikow przy nadbrzeznym bulwarze i sprowokowali awanture w tawernie? trudny problem, znowu utknelam w martwym punkcie, a nie moglam pic za bardzo, bo jeszcze mna targaly wczorajsze wewnetrzne sprzecznosci – wino, piwo i tequilla. tak wiec pod wieczor przyszla sabinka i zrobila mi wyrzuty, ze znowu palilam to zielsko, to swinstwo, te narkotyki, ze odurzalam swa swiadomosc i sie nie mozna ze mna dogadac na temat postfeminizmu lacanowskiego i pamiec mam tak zrypana, ze nie kojarze nawet jak mi opowiadala dwa tygodnie temu o czyms tam do skory, co widziala gdzies tam za iles, a teraz jest gdzies indziej za dziesiec zloty mniej i j@ jej podobno wtedy poradzilam, zeby to kupila skoro jej to do skory potrzebne, a ona mnie posluchala i teraz wyszlo ze stracila. doszlo miedzy nami do seksu lezbijskiego, tzn musialam ja zaspokoic zeby przestala mi jeczec, bo jest taka teoria, ze feministki jecza z niezaspokojenia. praktyka potwierdza teorie w obrebie reprezentatywnej grupy sabinki i dwoch innych feministek, ktore kiedys blizej poznalam. kiedy sabinka poszla zaspokojona, zastanawialam sie zeby napisac o tym do janusza wisniewskiego, zapytac go co on o tym mysli, ale jednak zrezygnowalam, janusz na pewno jest zajety i ma co innego na glowie. zostalam sama na balkonie z moimi myslami i lufka gandzi, wspominalam swoj poniedzialek co wlasnie minal raz na zawsze i patrzac na ksiezyc myslalam o moich czytelnikach, jak bardzo wlasnie w takich chwilach jak te pragnelabym podjechac pod wasze okna ciezarowka, na platformie miec bialy fortepian, a na nim zagrac dla was i zaspiewac „november rain” ile tylko sil w lwim sercu…

    w poniedzialek wstalam rano i dalam czadu: staranne mycie, ubranie, sniadanie: grzanki, tabletki, herbata, pomarancza. zreszta, nie bede wam pierdolic, po sromotnej porazce z dania w stosunku 1:5 czulam sie rozbita i samotna. trapil mnie dojmujacy brak kogokolwiek i zagubienie siebie, tak naprawde lezalam cale rano w lozku i wachalam swoja pizame. potem jednak wstalam jak ten feniks z poscieli, na talerz polozylam the best of alice cooper, w lodowce mialam dwa nienapoczete i jeden lekko napoczety szesciopak nowej fascynacji „newcastle brown ale” i po skonsultowaniu sie z kieszonkowym task menedzerem podjelam decyzje, ze co pierdole kurwa do szkoly nie ide. school’s out! chcialam popchnac scenariusz, bo ugrzezlam przy scenie kiedy autokar staje na noc w austrii na parkingu poniewaz kierowca zatrul sie w bistro w czechach lososiem i nie moze jechac dalej. pasazerowie wyjmuja koce, gasza swiatlo, zasuwaja firanki i w ciemnosciach dochodzi do konfliktu interesow, tzn lubieznego interesu gejow, ekonomicznego interesu mafii i operacyjnego interesu ofiarnego oficera. atmosfera zaczyna robic sie goraca, dodatkowo nie dziala klimatyzacja kiedy z natychmiastowej opresji ratuje ich przypadek: akurat zajezdza na ten sam parking autokar wiozacy szalikowcow gornika leczna na mecz z pirinem blagoevgrad w drugiej rundzie pucharu intertoto. szalikowcy dostrzegajac warszawska rejestracje pukaja w szyby domagajac sie wodki i papierosow. natarczywe stukanie wzbudza gniew ochraniajacych wycieczke kaukazow, poploch gejow, niepokoj sluzbowy oficera oraz gorzkie zale chorego kierowcy, ktory wzial tabletki i pragnie snu. i nie wiedzialam czy mam doprowadzic do otwartej konfrontacji: tifosich lecznickiego gornika z gruzinska cosa nostra i interweniujaca policja austriacka, czy lepszy bylby bunt gejow na pokladzie pacyfikowany przez mafie i kibicow czy moze polubowne rozwiazanie z inicjatywy oficera, ktory poswiecilby wlasna dupe i papierosy, aby ratowac powodzenie operacji. zawsze jak sie napotykam na taka przeszkode dla rozwoju fabuly, to sie konczy perwersyjnym pijanstwem i tak bylo w ten poniedzialek, kiedy podkrecilam ‚i’m your poison!’ z the best of alice cooper i chodzilam po balkonie z butelka ‚nba’a i tak dywagowalam, ze kilka razy jebnelam reka w doniczki z pelargonia, az z tego i owego przyszedl mi do glowy jakis zupelnie inny pomysl, a konkretnie zeby teraz zostac sadystka, internetowa domina, wykorzystujaca naiwnych. sami sie oglaszaja, ze chca byc niewolnikami, wiec czemu by ich nie zniewolic najpierw przez gadugadu, a jak juz beda mietcy, to pojechac na full: „dzisiaj psie dostaniesz pierwsze zadanie, przyjdziesz wyczyscic mi kuchnie i lazienke, pozamiatac wokol garazu i zagrabic i spalic suche liscie w ogrodzie. wszystko to masz robic w kagancu i na kolanach. dla swojej nefretete masz przyniesc i polozyc pod drzwiami od pokoju dary: trzy butelki wina czerwonego, pizze wegetarianska bez cebuli i cos do ogladania (moze byc ‚szklana pulapka’). jak sie dobrze spiszesz, dostaniesz do pocalowania paluszek, ktory ci wystawie przez dziurke na listy, nie probuj nawet podnosic wzorku na swoja baronowa. jesli nie zawiedziesz mnie przez 3 kolejne sesje, wysle ci poczta brudne majty”. takie nowoczesne zastosowanie internetu do manipulacji psychikami, mogloby mnie uwolnic od wielu przykrych obowiazkow, a takze pomoc podreperowac budzet. oczywiscie zakladam, ze predzej czy pozniej kazdy masochista zapragnalby mnie zobaczyc na zywo, czy zeby dac mu batem po dupie, ale wtedy zawsze mozna takiego przegonic pod zarzutem, ze piwo mialo byc w butelkach a nie w puszkach, albo ze niedokladnie umyl widelce, a w kolejce juz i tak czekaja nastepni do uslug. to fajny jest plan, ale na razie jednak jestem z sabinka, a ona by sie na pewno zbulwersowala gdybym chciala go zrealizowac. dlatego spedzamy zycie tradycyjnymi wieczorami na kanapie, ogladajac ‚szklana pulapke’ z wypozyczalni, j@ przykladam policzek do jej miekkich ud, pije browarki i puszczam cieple baki pod kocem, a sabinka drapie mnie po glowie i karmi daktylami. moze jutro zaczniemy myslec o dzieciach.

    @linki nie ma, a czytelnicy harcuja w komentarzach! ech wy wesole lobuziaki, ile bym dala za to, zeby tak znowu moc beztrosko poharcowac sobie z wami! pohustac sie na trzepaku, wyjebac kiosk, nalac smoly do czterech kapsli i zamontowac w nich kota… tymczasem przypominam, ze nadal trwa „tydzien dobroci dla czytelnikow”: powrot do mainstreamu bloga polskiego pod haslem: „opis poniedzialku w dobrym stylu” podczas ktorego prezentuje festiwal zwyklej codziennosci bez wyglupow dedykowany wszystkim czytelnikom zagubionym w pulapce czasowej nowoczesnych rozwiazan z zakresu autowiwisekcji publicznej stripujacych autorek targajacych sie w nieudanej pogoni za wirtualnym widmem wlasnej popularnosci na samobojcze proby wtopienia sie w bulgoczacy ocean cyfrowazeliny dwudziestopierwszowiecznej polskiej sieci http, gdzie drobni ciulacze blogowych notek zapisuja w tysiacach stukniec swoje zycie i j@ tez pragne dorzucic moje trzy kilobajty: od poniedzialku do poniedzialku u @linki: codzienna porcja solidnego blogowego guana w ascii: reportaz facecje epifanie felieton, czyli przez tydzien napierdalam zwykly i latwy w odbiorze blog o moim zyciu takim, jakie jest. jesli eksperyment sie powiedzie, tydzien dobroci dla czytelnikow bedzie organizowany dorocznie. a juz jutro opowiem wam, jak mi minal poniedzialek!

    byl poniedzialek, wstalam rano z lozka. zegar pokazywal godzine osma pietnascie, nie mialam czasu na smarowanie kanapek i ruszylam do szkoly. po drodze zjadlam zapiekanke, do popicia kupilam w sklepie browarek i okazalo sie, ze jestem dziesiec minut za wczesnie. siadlam na koncu korytarza i zaglebilam sie w tekscie „efekty specjalne w javascript”, ktory sciagnelam wczoraj z sieci i przezornie wydrukowalam. w szkole nic nowego sie nie dzialo, klasowki robione, klasowki oddawane, odpytywanko, ponizanie, psychomacanie, wymuszenia rozbojnicze, terror. po szkole do pracy odetchnac troche. przy pracy moge sobie piwo postawic byle nie za duzo, szef jest sam pijus wiec sie cieszy jak ma z kim popic i popierdolic o komputerach i pilce noznej. „wisla – real. brutalny koniec marzen” czekalismy wczoraj ze smutkiem na taki naglowek w gazeta.pl, jak na nekrolog papieza czy cos i niestety, fernando morientes pograzyl nas w nieutulonym zalu w 90 minucie meczu. nie mialam ochoty widziec sie z sabinka po czyms takim i zostalismy w pracy pijac z szefuniem browarki chyba do jedenastej. wracalam rowerem, po drodze malo mnie nie zajebal jeden swir na ryczacym motorze. wszyscy motocyklisci to pederasci, tylko popatrzcie na te czarne skory, srebrne rury i wyeksponowane zadarte dupska w ciasno opietych kalesonach. przez dalszy odcinek drogi do domu obmyslalam wstawienie przebitek do scenariusza, jak to oficera nekaja dodatkowo mroki niedawno przebytej przeszlosci: kilka lat temu byl on jedna z ofiar wladyslawy g., nick „lolek”, niezwykle groznej polonistki z zespolu szkol elektrotechnicznych, ktora zapoznawala mlodych chlopcow na irc. umiejetnie prowadzona rozmowa o gaznikach pzoyskawszy ich zaufanie, imponujac rzetelna wiedza z dziedziny japonskiej motoryzacji jednosladowej kusila ich przejazdzka motorem i wielu z nich dalo sie jej wywiezc do lasu i wykorzystac analnie, po czym na pocieszenie dostawali fotke z cyfrowki na czerwonym kawasaki. w koncu ja schwytano, m.in. przy udziale naszego oficera, jednak wielu mlodym ludziom zdazyla juz na zawsze skrzywic psychike, pozostawiajac w niej trwaly slad: kryptohomoseksualizm maczoidalno-myzoginistyczny skrywany pod maska zamilowania do motocykli. z pracy wrocilam zmeczona po siedmiu browarach, nie kapalam sie juz, przepralam tylko rajtuzy w miednicy i poszlam spac.

    dzisiaj bylo w poniedzialek, pomyslalam ze was moze zainteresuje jak mi minal. wstalam rano, na sniadanie zjadlam enchiladas picosas con una taza de cafe de olla bien caliente y conchas u orejas i poszlam do szkoly. po drodze wstapilam do ksiegarni i przeczytalam jeden rozdzial z drogiej ksiazki pt. „efekty specjalne w studio max”. kiedy konczylam czytac, w szybe ksiegarni zastukali grzes z dorotka i dalam im sie wyciagnac na browarek. jak doszlam do szkoly to juz byla dwunasta piec i na korytarzu ucapila mnie wicedyrektorka. probowalam ja wyruchac, ze ide po krede i zmoczyc gabke, ale sie nie dala. mam przejebane, chyba mnie wyrzuca, bo jestem debilka. w takiej sytuacji nie bylo co isc na trzy ostatnie lekcje, poszlam na stadion posiedziec troche. na malej plycie byl rozruch pierwszej druzyny, w torbie mialam dwie luski warki strong i jednego fratera, patrzylam sobie na wesolych brazyli i rozmyslalam. inspirowalam sie przykladem mojego idola, ktorym jest agnieszka chylinska – kobieta mroczna, mocna, niezalezna. inteligentna i przebojowa, a jednak skromna na czarno odziana nie pozbawiona kobiecego uroku. po prostu rowna kumpela do picia piwa i mocnego seksu rano na rosie w parku miejskim. dzieki niej polubilam te nocne chwile znacie je dobrze, kiedy zostaje sama na balkonie, ostatnia kropla piwa splywa po wewnetrznej stronie szklanki jak lza, a j@ slucham muzyki agnieszki, wtedy moge jakby ogarnac mysla caly swiat. zastanawiam sie wtedy po co nam szkola. szary gmach z betonu, gdzie panuja skorumpowani alkoholicy i sfrustrowane stare rupcie, nauczyciele ciemiezyciele i ograniczone baby o nieograniczonej wladzy, ktora pragna wtloczyc nas do formy z niskich pobudek. pod pozorem nauki. a naprawde wszystkiego co wazne uczymy sie od zycia – sami – z ksiazek i z internetu, z mozolem i na wlasnych bledach, a jesli od innych ludzi to od znajomych. tacy np. przodkowie nauczyli mnie wiazac sznurowadla i myc rece pomiedzy przeciwnobiegunowymi czynnosciami fizjologicznymi to wazne, ale szkola nie uczy mnie absolutnie niczego, bo w szkole, do ktorej uczeszczam pod pistoletem, pracuja tak glupi i ograniczeni nauczyciele, ze nawet nie trzeba dobrze klamac, wiec czlowiek nawet sie przetrwania nie uczy jak w wiezieniu ani nic. to ze nie wyruchalam wicedyrektorki to byla wtopa z mojej winy, trzeba bylo powiedziec ze ide do domu, bo wczoraj na urodzinach u cioci tereski zjadlam tort nieswiezy i mam dzis okrutna biegunke, przeciez sraki mi nie sprawdzi. do gaci reki nam jeszcze nie wkladaja no. potem poszlam na obiad: pierogi z kapusta i grzybami. po jedzeniu humor mi sie poprawil, sluchalam the greatest hits of cinderella i wymyslilam akcje, zeby producenci czipsow, batonow i innego badziewia umieszczali na opakowaniach logo: przekreslony swinski ryj i napis „tylko swinie jedza w kinie”, bo za duzo tego chamstwa w dzisiejszych multikinach jest, zawsze jak ide to mi szeleszcza nad uchem. no a wieczorem poszlam z psem, po drodze wzielam dwa browarki na stacji benzynowej i zawinelam do sabinki, gwizdnelam jej pod oknem. wyjrzala i zaraz zeszla, troche sie jezyla za wczorajsze, ale dawala sie macac i tego. wiec zaczelam ja bajerowac, ze chce poznac jej opinie, bo planuje kontynuowac prace nad scenariuszem o pedalach i rozbudowalac watek czeczenski o zaplecze polityczne – mlody oficer odkrywa w autokarze laptok i na nim sa dokumenty w wordzie wskazujace na to, ze rzekomi czeczenscy handlarze niemieckich samochodow, sa w istocie afganskimi bojownikami, ktorzy szmugluja do europy heroine w gejowskich odbytach, azeby w ten sposob zdobyc fundusze na walke z brudnym i zgnilym zachodem zagrazajacym ich swobodom obywatelskim do bicia zon i ograniczajacym wolny handel suszonymi daktylami. arabusom udziela sie nerwowy pospiech, bo usa planuje legalizacje narkotykow, aby zlikwidowac zrodla finansowania dzihadu, co by oznaczaloby wolnosc dla swiata zachodniego i pograzenie sie arabskich pastuchow w ponownym sredniowieczu, ze nawet nie stac by ich bylo na ruskie rakiety. sabinka nie rozumie tego i zaczynamy sie klocic, tlumacze jej, ze czeczeni slusznie sie napierdalaja z ruskimi, bo na wejsciu ruskich nikt dobrze nie wyszedl, ale amerykanie to zupelnie co innego, duzo lepiej ze weszli np. do niemiec czy japonii amerykanie niz chinczycy, bo jak chinczycy wejda do iraku, korei, polski i meksyku to bedzie koniec dragow, rokendrola i wszystkich fajnych rzeczy na swiecie, pokemony powoli wykupia i stlamsza talibow, czeczenow, lepera i wszystko inne co wystaje, a na koncu padnie ameryka. ale sabinka swoje i swoje o bushu i hiroshimie rozne takie feminizmy i w koncu rozstajemy sie w gniewie bez ruchanka, j@ jeszcze wypijam sobie jedno pod sklepem i ide do domu. w domu puszczam raz znowu the greatest hits of cinderella, ide pod prysznic, gdzie – i chce byc z wami szczera – mydle sie starannie we wszystkich moich damskich zaglebieniach, biore jeszcze browara do lozka i zaraz po wypiciu zasypiam. aha zapomnialam dodac, ze jeszcze przed kapiela wpisalam na serwer te notke, zebyscie byli na biezaco co ze mna sie dzialo w poniedzialek.
    taaak.
    a jutro poniedzialek. dlatego chcialabym zapytac ogolnie co z dniem jutrzejszym, bo nie wiadomo jeszcze jakie pomysly przyjda mi do glowy. dzien jutrzejszy jest wielka tajemnica. dzien jutrzejszy to zagadka pustki, tabula rasa i chuj wie co chuj wie. ale obojetnie co sie wydarzy, co wymysle i czy mnie wyrzuca ze szkoly czy nie, opowiem wam wszystko na blogu.
    a jak wam minie poniedzialek?

    wpis

    7 komentarzy

    sorry ze nie robilam blog wczoraj ani przedwczoraj, ale mialam urwanie glowy w domu, w szkole, w zyciu zawodowym i osobistym. zalegam wam z relacja z poniedzialku. w poniedzialek wstalam rano, na sniadanie zjadlam: musli z mlekiem sojowym. nagle zrobilo sie pozno i do szkoly pojechalam taksowka przerzucajac po drodze kartki magazynu komputerowego. moje oko przykul artykul „efekty specjalne w dhtml”. w szkole bylo rano fluorowanie jamy ustnej, a j@ znowu zapomnialam szczoteczki, dostalam zjebe od wychowawczyni, a higienistka dala mi szkolna szczoteczke plastikowa taka z kiosku. uwazam, ze jesli zabieraja nas na przymusowe fluorowanie, to powinni zadbac chociaz o szczoteczki, a nie kazac nam nosic wlasne w plastikowych pojemnikach, gdzie latwo legna sie bakterie. higienistka powinna o tym wiedziec. po fluorowaniu i zjebie mialam dosyc wszystkiego i poszlam na browar. dobrze, ze bylo cieplo, kolo petli tramwajowej kupilam trzy okocimie mocne i wypilam je na cmentarzu. przyszedl mi do glowy pomysl na uzdrowienie polskiego szkolnictwa. polegaloby to na wprowadzeniu systemu ligowego, tzn na koniec roku wszystke nauczycielki bylyby oceniane w glosowaniu tajnym i usuwane na takiej zasadzie jak w programach reality show: te dwie, ktore przez grono uczniowskie zostana nominowane do degradacji, musza nastepny sezon robic w szkolnej drugiej lidze jako pomocnice kucharek i woznego, a ta jedna ulubiona, ktora uzyskala najmniej glosow dostaje w nagrode wycieczke do egiptu. takie rozwiazanie zapewniloby skuteczna eliminacje zlosliwych pizd, a wszystkie inne musialby sie rowno starac, zeby u nich na lekcjach bylo milo i ciekawie. uprzedzajac komentarze trepow zapewniam, ze nauczycielki wymagajace ale sprawiedliwe zawsze maja swoich pupilkow i zwolennikow, wiec na pewno nie przegralyby ze zwichrowanymi hormonalnie wiedzmami, ktore budza powszechny poploch, a w obecnym systemie nie ma jak ich usunac. o osmej bylam umowiona, a przedtem zjadlam obiad: frytki z keczupem. poszlam do pubu, gdzie czekala na mnie sabinka. bylo sporo ludzi, odbywal sie maly recital, lokalny zespol gral najwieksze przeboje grupy pink floyd. dawali bardzo glosno, nowa barmanka nadstawiala ucha wyginajac ku mnie szyje jak zaciekawiony labadz, nachylalam sie wtedy do niej zeby wyszeptac „duze tyskie” i chuchalam jej w ucho zyciodajnym cieplem prosto z pluc kolo serca, a jej to sie wyraznie podobalo. mi zreszta tez. byla brunetka i od razu wzbudzila zazdrosc w sabince. powiedzialam do sabinki: sabinko, jesli masz robic mi sceny, to lepiej chodzmy do domu ogladac telewizje. opuscilysmy glosny i zadymiony lokal, ktory nie podobal sie sabince ze wzgledu na barmanke i poszlysmy do jej stylowej nory ogladac wypozyczone dvd – arcydzielo feministyczne, ktorego nie moglam zrozumiec i znowu sie poklocilysmy. dodatkowo poszlo o moj pomysl, zeby pomoc policji lapac pedofili przez internet. przebiegalo to mniej wiecej tak:
    - czy wiesz sabinko, ze ostatnio nasili swoja dzialalnosc pedofile?
    - tak slyszalam, szczegolnie grozny byl ten psycholog z warszawy. na szczescie juz go zlapali jak sie czail kolo smietnika.
    - dzisiejsze media donosza o nowej, cennej inicjatywie krajowej policji. powstaja strony pulapki, oferujace pedofilom zakazane rozkosze. pedofil trafia na taka strone po linku albo z wyszukiwarki, a policyjny ekspert informatyki sprawdza jego tozsamosc i zapisuje go do bazy danych.
    - pamietam @linko, ze sama mialas kiedys taki pomysl.
    - tak, rowniez funkcjonariusze beda podszywac sie za dzieci i brylowac na chatach i gg. to mnie zaintrygowalo do zlozenia mojej oferty.
    - @linko! jakiej oferty?
    - posluchaj sabinko: moj blogus notuje wysoka ilosc trafien od pedofili z wyszukiwarek, to doskonala pulapka naturalna! moglabym zglosic sie na ochotnika, zrobic sobie warkoczyki, ubrac spodnice w krate i podkolanowki z lizakiem w dloni pomoc ich lapac!
    - to nie przejdzie, masz siedemnascie lat @linko stara dupo, od razu cie zdemaskuja i wystawia na posmiewisko. po co ci to w ogole?
    - no wiesz, zeby przydal sie w koncu na cos ten internet. a nei tak tylko bloguje i wiesz no…
    - i kokietujesz swoich czytelnikow!
    wreszcie sabinka wyrzucila z siebie, ze chodzi jej o moj blog, jest zazdrosna o czytelnikow i to, ze o niej wspominam w taki sposob. ale co j@ ci sabinko moge na to poradzic, kiedy robilam blog o sobie i swojej popularnosci, burzyli sie czytelnicy, teraz jestes zbulwersowana ty, a niech jeszcze dowie sie wychowawczyni to dopiero wciry dostane.
    mialam nadzieje, ze gdybym pomogla policji, to moze spoleczenstwo spojrzaloby przychylniej na moj blog. niestety sabinka wysmiala mnie tylko i skonczylo sie klotnia bo jest zadrosna o internet, a czytelnicy sa takze niepocieszeni, bo stale im malo rozrywki. a moim marzeniem nie jest dawac rozrywke, tylko wspolpracowac z kapitanem zbikiem przy rozpracowywaniu groznej szajki internetowych zboczencow. nikogo jednak dzis nie obchodza moja marzenia. wyszlam od sabinki i wrocilam do pubu, ale sympatycznej brunetki juz nie bylo za barem, piwo nalewal rudy typ.
    mimo wszystko wczorajszy poniedzialek mozna zaliczyc do udanych. a do czego wy byscie go zaliczyli?

    wczoraj wstalam rano o dziewiatej pietnascie, na sniadanie rogal i jogurcik. na dwie pierwsze lekcje nie poszlam, bo pierdole zpt. lezalam w lozku i czytalam ksiazke pt „efekty specjalne w photoshop 7.0″. potem ubralam sie na czarno i poszlam na piechote do szkoly. po drodze spotkalam grzesia z dorotka i wypilismy po zywczyku za sklepem. w szkole nudy. siedzialam i myslalam, czy mozliwe by bylo, ze @linka rzeczywiscie jest facetem i ani ona ani on nic o tym nie wiedza. juz chcialabym zeby wakacje byly. po lekcjach poszlam prosto do domu towarowego, zeby kupic prezent dla sabinki bo ma urodziny w niedziele. wybralam zagraniczny krem do pielegnacji odbytu. obiad zjadlam w budce: falafel. wracajac do domu wzielam w markecie szesciopak becka, grzes pozyczyl mi the best of poison, sluchalam i zaczelam pisac nowy scenariusz: mlody oficer operacyjny dostaje zadanie spenetrowac srodowisko polskich homoseksualistow, w ktorym popelniono przestepstwo sprzedazy srodkow odurzajacych. ma z gejami pojechac incognito na wycieczke autokarowa do chorwacji, nie wie jednak ze zostal wystawiony przez starego pulkownika-pedryla, ktory zdradza go hersztowi pedalow. jeszcze przed katowicami tajemniczy czeczen zakrada sie do jego kosmetyczki i podmienia mu krem do pielegnacji odbytu na rozgrzewajaca paste z afrodyzjakiem, halucynogenami i srodkiem nasennym. mlodego oficera czeka ciezka proba walki z wlasnymi koszmarami, przelozonymi, podlozonymi i czeczenska mafia, ktora przemyca w gejach pakistanska heroine do wloch. kiedy doszlam do sceny jak pulkownik pedryl rozmawia w szalecie na dworcu centralnym z hersztem pedalow, z zawodu redaktorem miesiecznika harcerskiego i obiecuje zdemaskowanie agenta w zamian za zwrot materialow fotograficznych kompromitujacych pulkownika z mlodym chlopcem podczas przygotowan do olimpiady z wiedzy na karte rowerowa, zadzwonila sabinka moja kochanica i ustawilysmy sie na piwo w „trzech koronach”, tzn j@ pilam browarki, a ona jadla kremowki. nie poszlysmy do lozka, poklocilysmy sie o to, ze j@ powiedzialam, ze gdyby swiatem rzadzili zydzi i masoni, to daloby sie zyc, gorzej gdyby rzadzili pedaly i komunisci, bo to by byla tragedia. sabinka sie obrazila bo jest metromodernistyczna postfeministka lacanowska. a j@ uwazam, ze arabusy odciagaja uwage ameryki, a do wladzy nad swiatem daza chinczycy i tylko zydzi i masoni byliby w stanie ich powstrzymac. w domu mialam jeszcze dwa becki, puscilam znowu poison, ale juz mi sie nie chcialo pisac scenariusza. zrobilam te notke, dodalam na serwer, odpowiedzialam na komentarze do notki poprzedniej. potem umylam twarz, uszy i szyje, wytarlam sie recznikiem marki „arnaldo bassini” i tak mi minal poniedzialek. a co u was sie wczoraj dzialo?

    wstalam rano, ubralam sie na szaro, na sniadanie bulka, jajko i pomidor. potem do szkoly tramwajem, czytalam ksiazke pt „efekty specjalne we flash mx”. w szkole wrona oddawala klasowki z polaka, znowu dostalam lacza, napisala mi czerwonym, ze jedynie ortografia bez zarzutu, ale tresc, styl i gramatyka na ocene niedostateczna. po szkole poszlam na piechote do pracy, dorabiam w firmie internetowej. zjadlam obiad „u kubusia” – fasola w pomidorach z kasza gryczana i surowka z burakow, kompot. sabinka przyslala mi maila, ze chce sie spotkac, przyjechala po mnie samochodem, miala na sobie koszulke z napisem „@linka tez czlowiek”, ale na mnie nie robi to juz wrazenia. pojechalysmy do ogrodkow piwnych, j@ pilam duzo browaru, a sabinka soki i herbaty ziolowe, potem do sabinki, poszlysmy do lozka ale znowu sie poklocilysmy. ona jest zazdrosna o czytelnikow. wyszlam od niej bez pozegnania, w drodze do domu zajrzalam jeszcze do nocnego i wzielam dwa tyskie. do sluchania mialam plyte the best of john bon jovi i wstukalam ten wpis, wyprowadzilam jeszcze psa, a potem poszlam spac bez mycia i tak minal moj poniedzialek. a co tam u was drodzy moi?


    • RSS