mydziecisieci blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 9.2004

    polskie kmioty sa mdle i niezdecydowane. tu gdzies troche zlota, tam logo jakies malutkie, gdzies cos po cichu napomknie ze kupil i ma, ale wszystko to razem na polgwizdka takie, bez wiary w siebie i swoje osiagniecia. gdzie tam polakom do np ruskich czy murzynow, ktorzy to potrafia pokazac swoj sukces bez krygowania sie i zbednych rozterek, jak ma cos firmowe to widac z daleka, ze firmowe, jak lancuch se powiesi to jest to prawdziwy lancuch ze szczerego zlota, a nie jakies fiku miku cieniuchne nie wiadomo po co, a jak w firmie do gory idzie, to potege egzekutywy od razu czuc z daleka po kazdej jednej, bo a u nas nieraz to trudno dyrekcje od zwyklego autodealera odroznic. czy to warszawski merczajdajser importowany z prowincji, czy pralat, czy gwiazda estrady lub futbolu, wszyscy oni sa daleko w tyle za murzynami jesli chodzi o prezencje i autokreacje.
    w praktyce to tak to u nas wyglada, ze np wchodzi kmiot do kejefsi i rzuca kluczyki na stol, wyjmuje komorke z otwierana pokrywka, stoi chwile szeroko na nogach i zamiast sugerowanej zazdrosci wzbudza litosc bo widac, ze czuje sie nieswoj jakis, ze logosy na ubraniach sa takie male, ze trzeba obrywac metki z cenami, ze perfum pachnie tak anonimowo, ze nie kazdy bedzie wiedzial ze to znany perfum a nie woda z kiosku. i siada kmiot, odwraca okragla swiecaca twarz i spoglada przez szybe z wyrzutem: „no co sie kurwa nie patrzycie pedaly”. a my na niego: „hehehe” i co? i nic. odwroci sie i poburczy cos tam troche pod nosem, bo o takie wlasnie kmioty mamy w polsce slabiuchne i bez wyrazu.
    kmiot lubi uchodzic, wiadomo. robi tak przy uzyciu rekwizytow renomowanych firm i szerokiej gamy zagranicznie brzmiacych slow wtracanych znienacka w zdania. ale na taki kamuflaz daja sie wkrecic tylko jeszcze wieksze kmioty, reszta ludzi nie wie jak sie odniesc do takiego co to ani wte ani wewte tak naprawde, wtedy kmiot zlosci sie i oskarza o zazdrosc, chlopina nie moze pojac, ze skoro nabyl perfum, kostium i slownictwo nie jest tak prostu podziwiany, a za to smieja sie podliszewcy i zazdroscinscy i „burak burak” za nim wolaja. polskie piekielko wiadomo, sukces ktos odniesie, a my polacy zamiast go podziwiac i mu zazdroscic to go w dol sciagamy i dlatego ruskie zawsze nas wyprzedzac beda.
    ech buraku polski! kmiocie! chochole! co dumny z kosciola wracales z butami nonszalancko przerzuconymi przez ramie dzisiaj masz nowe sony i laptop hugo boss polifonicznie jadles w kejefsi i trufle u francuza, a jakis markotny taki mnie sie zdajesz. jestes czlowiekiem sukcesu, jestes egzekutywem, to wez to kurwa wykorzystaj i pokaz jakos, a nie sie tam chowasz gdzies po katach z dobrobytem i skromnisia udajesz.
    potrzeba ci wiecej pewnosci siebie, potrzeba ci wiary, wiec zarycz jak lew i spojrz na dab co tysiacletnie korzenie w ziemi praojcow zapuscil i nikt go teraz we wsi nie ruszy, spojrz na artykul w rodzimym „cosmpolitan” co ci mowi, ze zaslugujesz, spojrz na rozlegla powierzchnie hal handlowych rozscielajacych sie swiecacymi posadzkami u twoich stop i powiedz sobie trzydziesci razy razy spluwajac przez lewe ramie: klasa i styl. afirmacyjnie powiedz to trzydziesci razy i uwierz w siebie a potem pokaz koniecznie swiatu, ruskim i ludziom z rodzinnej wsi, ze blask chwaly ci sie slusznie nalezal od zawsze.
    a na trudy drogi i chwile zwatpienia dedykuje ci te oto zloto polsko matke bosko:

    drobiazg.jpg

    zaprosila mnie jedna pani – wiadomo co sie kroilo, ale myslalam ze sobie przedtem pogadamy i popijemy (taki byl pretekst: kulturalnie zaproponowala „porozmawiamy” i zapytala co pije, „wino” powiedzialam). przychodze o umowionej godzinie pod wskazany adres, kulturalnie tez wzielam dwa wina, staje przed furtka z numerem 26 i mowie: „kurwa”. od razu zorientowalam sie, ze to pulapka i lekko nie bedzie, bo juz na samym poczatku zdradzil ja zapach: cos gotowala. w srodku wyziew z patelni brutalnie zgwalcil mnie w mozg przez nos i okazalo sie ze padlam ofiara jednej z tych lewicowych intelektualistek, ktore wycinaja fotoprzepisy z „elle” i realizuja je z uzyciem smiertelnych dawek czosnku i podejrzanych proszkow. kulinarny trud gospodyni wypada zawsze docenic, ale watrobe ma sie tylko jedna i w jej slusznej obronie trzeba umiec asertywnie sie postawic. po dlugich i ciezkich negocjacjach udalo mi sie wypertraktowac, ze nie bede jadla, tylko pila, bo bylo piec win roznych zakupione i uznalam to za sprawiedliwy kompromis. ale zrobilo sie smetnie i gumowo jak tak siadlysmy po dwoch stronach stolu i ja wciagalam wino szklankami, a ona kluski w mazucie czy cos takiego. no i zeby jakos rozladowac atmosfere zaczelam lekko dokazywac, zabawiac ja i kiedy wreszcie odstawila talerze do zlewu, to jakby ponownie odzyl watly plomienek namietnosci, rozmowa wplynela na szerokie wody i kto wie co mogloby sie stac. ale mnie zaczelo nosic, bo wiecie czasem kiedy sie wypije i zacznie dokazywac to trudno przestac i to wlasnie mi sie przytrafilo, gadalam i gadalam, podskakiwalam, chcialam obejrzec wszystkie ksiazki i przesluchac wszystkie plyty i oczywiscie wypic wszystkie siedem butelek wina (pamietacie: piec bylo jej, a dwa moje), a ona chyba oczekiwala ode mnie czegos innego i zaczela ziewac. dalej nie pamietam co bylo, moze kulturalnie zaproponowalam, ze sobie juz pojde, a moze ona kulturalnie zaproponowala, ze naprawde nie trzeba bo jest pozno i moge zostac czy cos takiego. w kazdym razie stalo sie tak, ze ona poszla chyba spac do sypialni, a ja zostalam sama w pokoju z kilkoma butelkami wina i jej nostalgiczna kolekcja plyt (apteka, bielizna, lech janerka itd). tyle pamietam, polewalam sobie i zmienialam plyty, troche tanczylam sama, a kiedy mnie obudzila byl juz ranek dnia nastepnego, a j@ lezalam bez spodni na podlodze. i niestety okazalo sie, ze dalam plame na jej puszysty dywan w kolorze jasnym. zupelnie nie pamietam jak i kiedy sie rozlalo, plama jest wulgarnie rozlegla, ok 15 na 20 cm, wykonana przy uzyciu wina czerwonego (syrah cabernet 2002 dla dociekliwych), ksztaltem troche przypomina polwysep iberyjski. kulturalnie zaproponowalam, ze plame usune, bo to chyba jakis drogi dywan jest. ale zupelnie nie wiem jak sie mam do tego zabrac, ani nie mam kogo zapytac. dlatego pomyslalam o was, czytelnicy. wiem ze jest wsrod was wielu doswiadczonych pijakow z dlugim stazem, moze ktoremus z was cos takiego sie przydarzylo i znalazl jakis sposob jak z tego kulturalnie wybrnac, moze mozecie polecic mi jakis srodek chemiczny lub sekret babuni jak wywabic wino z dywanu (takie kudlaczki i babelki to sa, jakby recznik tylko twarde)?
    licze na was czytelnicy, tu chodzi o honor polakow.

    zdjelam peruke, spojrzalam w lustro mojego monitora i uslyszalam: jestem zwykla nastolatka w waszym wieku lub moze troche starsza, lezbijka, zamieszkala w miasteczku pod szczecinem, skrycie marzaca o wyjezdzie do krakowa do warszawy aby zrobic kase i zasmakowac zycia. unikajac tanich chwytow i konfabulacji trafiam do czytelnika bezposrednioscia opisu, moim celem jest towarzyska popularnosc i koncesje. przy uzyciu jezyka mlodziezowego z okiem wyczulonym na detal ulicy a takze korzystajac z aparatu cyfrowego ukazuje portret mojego wnetrza rocznik osiemdziesiaty siodmy i jak na razie zainteresowal sie mna monar i policja. oni nie daja sie wkrecic na jakies krzywe teksty o murzynkach na ulicy czy poetyckie westchnienia tylko biora sie za sedno czlowieka. taki grozny silacz w sportowym kombinezonie codzien eksponowal na ulicy niemieckie auto, tatuaze, bicepsy i precyzyjnie pizdoksztaltna brodke rudego futra, ale przy policjantach na komisariacie kwili jak male, miekkie, bezbronne dziecko. czy wiejskie blondi co mknie zauroczone baldachimem neonow wielkiego miasta, w uszach zlote kola i szum babelkow, w oczach tusz, sadza i szczescie: kariera-rara-ra-rara i pogarda dla przepisow ruchu drogowego, nagle bach! rozciera po pasach emerytke, staje, wysiada i jeszcze szpanuje, jeszcze dobywa nowy model komorki i gdzies tam probuje dzwonic i krzyczec na kogos histerycznie, ale na komisariacie padaka: sztuczne zloto traci blask finansowej elity i zaczyna swiecic jak meliniarska choinka w lutym, spod lakieru wylaza szare wlosy, odpada farba i pokazuja sie male, spuchniete slipia, wysypuje sie sloma z butow i wulgarny jezyk z permanentnie konturowanych ust, a kiedy koncza sie bluzgi i papierowe chusteczki tylko siedzi i popiskuje w kacie jak szpetny wrobelek: cip-cipci-cipciripci. albo bezplciowy haker, nieustraszony zdobywca amerykanskich serwerow, wlasciciel stu tysiecy numerow kart kredytowych, wladca przestrzeni wirtualnej i ircowy imperator dopiero po dowiezieniu na komende, kiedy zabieraja go na chat w nieokablowanym pokoju przesluchan z funkcjonariuszem uzbrojonym jedynie w gumowe rekawiczki, dopiero tam wydajac z siebie cichutki sygnal ping moze przekonac sie o swoim prawdziwym sednie, ktorego istnienia pod hakerskim nickiem nawet nie przypuszczal. straznicy prawa jak straznicy dharmy pomagaja czlowiekowi zobaczyc jego wlasna twarz z czasow, kiedy jego rodzice jeszcze sie nie poznali, a najbardziej blogogenna atmosfera na swiecie panuje w policyjnej izbie zatrzyman i tam robione blogi mialyby najwyzsza jakosc, jesli tylko czlowiek potrafilby sie przelamac i otworzyc przed czytelnikiem tak, jak to robi przed sprawnym funkcjonariuszem. tak jak j@ przed wami. wiem, ze kazdy gleboko w sobie nosi chec aby wyjsc i pokazac ukryte sedno. tu ludzkie. jednak niewielu stac na to, aby tak sie obnazyc i pokazac to sedno w internecie, bez pozowania na wrazliwego, madrego, zrownowazonego obywatela oddanego pracy, rodzinie i sluzbie unii europejskiej. j@ nie mam przed czytelnikiem blogow nic do ukrycia ani na swoj ani na zaden inny temat, co wiecej, z kazda notatka staram sie poszerzyc spektrum tematyczne, w ktorym operujemy zwracajac jednak uwage, aby nie odplywac na mielizny metnych dygresji, tylko trzymac sie sedna, ktorym jestem j@ i moj nieustajacy coitus interruptus z czytelnikiem. kiedy nie pije, jestem zdolna do seksu 3 razy dziennie, a od 3 lat robie do internetu blog, ktory mozna poczytac na adresie: http://mydziecisieci.blog.pl. co kilka dni umieszczam tam nowe notatki, ktore lubia rozni ludzie, a pisze do nich np tak: (rozpoczynam tresc przykladowej notatki): wieczorem w sobote szlam do domu z torba pelna piwa, kiedy przywialo w moja strone zapach perfum, a potem w ciemnosciach pojawil sie kontur zblizajacej sie postaci. wiem, na pewno interesuje was kim ta postac okazala sie byc kiedy weszla w perymetr latarni ulicznej. wyjasnie, ze byla to mloda, przystojna murzynka w dredach, szla powoli dostojnym krokiem krolowej puszczy i rozmawiala przez telefon komorkowy. nasze oczy, jak to sie mowi, spotkaly sie, przeniknely, spojrzenia zahaczyly sie i tak patrzylismy na siebie mijajac. wiem, na pewno interesuje was, co sie stalo dalej i co czulam w zwiazku z tym, co sie stalo. to w koncu blog, a wy jestescie jego czytelnikami i macie okreslone oczekiwania. lubujecie sie w czytaniu opisow takich jak te, ze zagailam murzynke i poszlysmy do pubu, do lozka, albo na koncert rege. albo ci bardziej skurwiali z czytelnikow chcieliby dowiedziec sie co wtedy poczulam i pomyslalam. wiecie kamera sie zatrzymuje i w glowie leca filmy, ktore wam tylko opisuje slowami jak to przypomniala mi sie pierwsza poznana blizej murzynka kiedys na wakacjach, albo ze patrzac w jej czarne oczy odczulam cos tam ze stopnialo i odzyly wrazenia z koncertu poezji spiewanej, albo ze zapragnelam poczuc smak czarnego sutka. albo nawet zupelna perwersja: umiescic jej cyfrowe foto na blogu zeby pokazac co widzialam. ale dla mnie najwazniejsza jest szczerosc z czytelnikiem i opisuje wam nie to co robie ani co mi sie przydarzylo, ani nie to co czuje i co mysle, tylko podejmuje probe pokazania tutaj bardziej bezposrednio, ze gra pozorow to tylko gra pozorow, w rzeczywistosci wirtualnej chodzi o „j@”, ktore uwielbia pokazywac sie nago w internecie, jesli tylko ma wolna chwile. i dlatego wam sie wykladam tak po prostu tak magicznie tak po ludzku, daje to wam rozumiecie nie pod postacia recenzji z filmu, nie tekstu ulubionej piosenki, nie sprawozdania z wycieczki, nie felietonu o stanie drog, nie zapisu dialogu z sabinka, nie notatki o wyhaczeniu murzynki na ulicy kiedy szlam do domu z torba pelna piwa, ale daje to wam takie jakie jest w najczystej postaci do jakiej moge to „j@” wydestylowac. dlatego nie jest wazne co i jak opisuje, ale dlaczego i dla kogo. ludzie serfuja po sieci i laduja rozne blogi do przegladarek w poszukiwaniu czyjegos nagiego sedna (chetnie pedal, chetnie warszawa) bez pruderii i zaslonek, dostaja jednak jakies maskarady, jakies nieistotne rozwazania i plytkie obserwacje, ktore kazdy sam moze sobie zrobic kiedy wyjdzie na ulice czy do pracy, albo wziac ksiazke czy gazete i przeczytac. j@ wam, moim czytelnikom, pokazuje dzika naga chec pokazania, a zwlaszcza pokazuje dlaczego i pokazuje jak, a wy czytelnicy mozecie we mnie zagladnac i zbadac z ginekologiczna precyzja i mam nadzieje, ze was to cieszy rownie mocno jak mnie, wy moje male internetowe pieszczoszki.

    aby uswietnic jubileusz dla drogich czytelnikow, @linka wykonala swoim milusinskim cykl notek o sztuce cyrkowej publikowanych teraz jako specjalny limitowany bloczek kolekcjonerski z ozdobnymi zloceniami. trzy odcinki tego cyklu starsze pupilki juz poznaly, ale pozostale cztery z nich nie zostaly nigdy wczesniej pokazane szerszej publicznosci (nawskutek tradycyjnie porazki administratorskiej niedobrego adomasa, kiedys go lud na taczkach wywiezie). cyrk upadl, ale @linka pokonala trudnosci administracyjne i zdolala zaprezentowac brakujaca reszte osobliwosci jako serie znaczkow pocztowych. teraz wszystkie odcinki ukazuja sie na sieci w tej eskluzywnej kompilacji, aby uczcic latexowe gody i zostac ozdoba waszych klaserow. to tyle o was, a co u mnie? j@ coz, ambientowo mieszkam w krakowie oraz warszawie, pracuje w agencji reklamowej, telewizji i na uniwersytecie, oddaje za pieniadze dusze i umysl, zeby udawac ze nie oddaje ciala, ale wiecie taknaprawde zawsze marzylam zeby miec wlasny cyrk, to rodzice wybrali jednak dla mnie kariere diwy operowej. po kontuzji w meczu z polonia warszawa sytuacja zmusila mnie niestety zawiesic buty na kolku i zeby zapewnic rodzinie (matka niepracuje, niewidomy ojciec po wypadku jest na rencie, trojka mlodszego rodzenstwa chodzi do gimnazjum) utrzymanie musialam zajac sie biznesem. za zaoszczedzone przez wakacje pieniadze wyjechalam zamieszkac do warszawy oraz krakowa, gdzie moja kariera potoczyla sie szybkim torem, zostalam zatrudniona w agencji reklamowej, telewizji a wkrotce potem wspolprace zaproponowal uniwersytet. i tak pracuje a czas mija zniepostrzezenie, w rzadkich jak sraka egipska chwilach wolnych odwiedzam wazne lokalnie lokale, bo czasem pokazac sie trzeba tu i tam. marzenia o posiadaniu wlasnego cyrku z pijanymi karlami i trojnogimi kotami skaczacymi przez plonace obrecze odlozylam na pozniej, na starosc zycia, kiedy nastapi jesien. obecnie gdy tylko czas pozwoli pisze blog o sobie samej do internetu i moge sie juz pochwalic sporym gronem czytelnikow i roznej masci adoradorow, to w wiekszosci ludzie na poziomie po studiach wyzszych rowniez z krakowa oraz warszawy pracujacy zawodowo w agencjach reklamowych, banku i telewizji, ubrani elegancko lub niekonwencjonalnie, jadajacy same frykasy pod biale wino i insertujacy sobie do dupy perwersyjne kulki na lancuszkach. tak, moze mam takich wlasnie czytelnikow i tak tak czasami pucuje sie do nich, ale taknaprawde j@ jestem nadal ta sama @linka, ktora bylam hej tam lata temu kiedy nosilam glany sznurowane i pilam pierwsze wino z butelki brykajac nago po polu w ksiezycowe noce. teraz juz tego nie robie, doroslam i zwygodnialam, za to lubie wejsc do internetu gdzie mam blog i powiedziec do nich: hej kocham moj blog i kocham jego czytelnikow. bo w internecie pod gwaranacja anonimowosci kazdy jeden moze zdjac maski i pokazac jaki jest naprawde mowiac obcym ludziom nieraz to co sie nie mowi nawet bliskim, boimy sie zranienia. jak mawialy nasze babki slowa rania tak jak noze, a j@ tu dokonuje publicznych samookaleczen i stosuje inne wacje jezykowe. z drugiej strony jak mawiaja amerykanie: stick and stones can break my bones but words would never hurt me i badz tu madry czlowieku i pisz wiersze. a w ogole to przeperaszam za te dygresje, ale nie moglam sie powstrzymac. jak juz nadmienialam mieszkam i pracuje w warszawie oraz krakowie, marzeniem mojej duszy bylo miec cyrk i robie o sobie blog do internetu dzieki temu ludzie moga mnie poznac a takze kiedy przemine zostanie po mnie jakis slad jakby cos scieklo po scianie taknaprawde.
    rozpisalam sie po tym sztambuchu ze hej. no coz, kazdy lubi pogledzic troche na swoj wlasny temat, pozwierzac sie czytelnikom, zaskarbic ich laski i dostac kilka, moze nawet kilkanascie pochlebnych komentarzy. to ludzkie.
    a teraz znaczki w bloczku zrobione wylacznie dla was:

    cyrkpocztowy.jpg

    w przygotowaniu kolejne atrakcyjne dowody przywiazania do internetowego j@: pamiatkowe kubki z nadrukami, wyszywane czapeczki, a takze dla nieco bardziej wyrafinowanych czytelnikow: szkatulki na relikwie.

    macie juz trzy lata. jak na czytelnikow to calkiem sporo. w tym uroczystym dniu chcialabym pamietac o was i zlozyc wam zyczenia sto lat oraz okolicznosciowego jpega.

    zpowinszowaniem.jpg


    • RSS