mydziecisieci blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 3.2005

    to moze teraz napisze cos o sobie: na moim blogu, chociaz na ogol mi to nie wychodzi, mimo wszystko staram sie zawsze zapisac cos o sobie.
    yyy.
    uuuuueeeee.
    swiadectwo jadwigi obwod lydki 38 cm:
    mowi jadwiga: moj pierwszy chlopak i zarazem maz na imie mial romek i sluchal fleetwood mac. nasza znajomosc zaczela sie typowo dla network marketing. najpierw zastukal do mych drzwi elegancko ubrany, mlody, pewny siebie mezczyzna i zapoponowal zakup artykulow kosmetycznych po atrakcyjnej cenie, zostawil swoja wizytowke z kontaktowym numerem telefonu komorkowego i poszedl. z wizytowki dowiedzialam sie, ze ma na imie piotr. jako kolega kuzynki, ktora poznal na weselu jeden z moich znajomych imieniem blazej, piotr wydobyl skads moj telefon i zadzwonil do mnie pewnego wieczoru, kiedy akurat zabieralam sie do ogladania jakiegos nudnego filmu w telewizji. przedstawil sie kulturalnie jako janusz i zapytal czy nie mialabym ochoty dorobic sobie paru groszy do pensji. oczywiscie, ze mialam taka ochote, bo w tamtym okresie planowalam remont mieszkania i kazda gotowka bardzo mnie ucieszyla. wtedy on powiedzial, ze ma dla mnie wspaniala propozycje, ktora pomoze mi na zawsze rozwiazac moje problemy finansowe, jesli tylko zaufam mu i poswiece dwie godziny czasu. dalej potoczylo sie jak to zwykle bywa w takich sytuacjach: treningi motywacyjne, szkolenia, praca w terenie, sympozja amwayowcow, eksploracja rynkow lokalnych w wojewodztwie, pierwsze pocalunki, ucisk na sutek w jego seicento zaparkowanym na lesnej drodze miedzy pila i bydgoszcza, seks w motelu w kaliszu, rzymskie orgie na zjezdzie diamentow w warszawie itd. przez pierwsze siedem miesiecy malzenstwa zylo nam sie dobrze, nasze dochody rosly, lubilismy razem wyjsc zjesc do restauracji czy na zakupy, planowalismy wspolna przyszlosc, ale pewnego dnia odkrylam nieuczciwosc marka, zobaczylam jego prawdziwa osobosc. kiedy byl na wyjezdzie do miedzyzdrojow i swinoujscia, zapomnial zabrac swoja agende. przejrzalam wowczas jego notatki i zorientowalam sie, ze zbigniew zaczal przejmowac doly mojej piramidy. wtedy mielismy juz wysoka pozycje mistrzow wojewodztwa, jeden dom i drugi w budowie, dwa samochody, pizzerie, kemping nad morzem, corke i planowalismy dalsza ekspansje. wtedy odkrylam, ze damian mnie zdradza. umawial sie z mlodymi kobietami i mezczyznami, ktorzy startowali w naszym networku, a ktorych telefony kradl z mojej bazy danych w palmtopie, kiedy lezalam w solarium. umawial sie z nimi i tak hipnotyzowal, ze wybierali go na swojego dystrybutora i dodawali dodatkowe 5% za panele konsultacyjne odbywajace sie raz w miesiacu. bylam zupelnie zalamana, wiedzialam ze jesli ktos przejmie moje kontakty, to marzenia ktore kreatywnie wizualizowalam od dwoch lat nigdy sie nie spelnia. na szczescie w tym trudnym dla mnie momencie zyciowym przyjaciolka z kola rotarianskiego polecila mi ksiazke roberta kijosraki, ktory za 29,99 nauczyl mnie jak pokierowac dalszym zyciem i dlatego moglam kupic wlasnosciowe mieszkanie i w pelni je umeblowac zgodnie z panujacymi trendami, a dzieki odzyskanej wartosci siebie poznac dojrzalego dariusza, ktory mysli powaznie o zyciu, inwestuje i tak jak ja jest fanem kijosraki. w ciagu dlugich rozmow, planow i rozliczen doszlismy do wniosku, ze razem jestesmy w stanie uzyskac niezaleznosc finansowa i zrealizowac nasze marzenia, ja marze o folwarku w kornwalii, a michal o polowaniach z helikoptera. zalozylismy na ten cel fundusz, jednak lekcja zycia jakiej udzielil mi artur nie poszla na marne, bowiem nigdy juz nikomu nie zaufam w biznesie i przed romanem nie zdradzam informacji o znaczeniu kluczowym dla mojej niezaleznosci finansowej, ktore trzymam zaszyfrowane w hanthelcie.
    wtem.gif
    ZAJEBISTE PIERDOLNIECIE: jadwiga nie zrealizowala swoich marzen – na wskutek pomylki (lub bozej opatrznosci) zamiast na seminarium fanow kijosraki w domu kultury w czestochowie trafila do seminarium duchownego na koncert nowego zespolu tomasza budzynskiego „bogaty ojciec” i po wykonaniu spontanicznego aktu strzelistego przez perkusiste zostala nawrocona na droge ascezy, rozdala dobra doczesne ubogim i rozpoczela aktywna dzialalnosc w neokatechumenacie, gdzie doswiadczenie zdobyte w networkach pozwolilo jej szybko zostac nadszyszkownikiem oazy w rodzinnym wloclawku. obecnie z duzymi sukcesami zajmuje sie finansami biskupstwa torunskiego, planuje przejecie kilku luksusowych salonow samochodowych i zainwestycje w rozlewnie win na ukrainie, aby wypelnic boze poslannictwo przez uzyskanie niezaleznosci finansowej biskupstwa i zwiekszyc chwale o 120%.
    wtem.gif
    swiadectwo @linki: znowu skucha, ta krotka notka jest dowodem na to, ze nie jest latwo pisac o sobie do internetu, ze jednak staramy sie ukrywac swoje prawdziwe ja i bardziej wolimy sie pierdolami zajmowac niz opowiedziec na pytanie „kim jestem” bez zaslaniania swojej prawdziwej tozsamosci wygodnymi etykietkami. czy bardzo sie boicie zeby cos zajebiscie nie pierdolnelo, bo moglo by sie wtedy okazac, ze nie jestescie tym za kogo maja was wasi znajomi i czytelnicy? czy w miare uplywu czasu ukrywacie sie coraz lepiej przy uzyciu coraz bardziej wymyslnych opisow, gadzetow, zafalszowanych wspomnien i planow na przyszlosc, czy moze zdazylo wam sie ostatnio odslonic troche, spojrzec na burze w gorach albo sztorm na morzu i pomyslec „moze tym kurwa jestem”?
    ZAJEBISTE PIERDOLNIECIE:
    nie dajcie sie nabrac: glosem @linki mowil do panstwa pawel k. elo, lat 71, emerytowany nauczyciel z gryfina, autor broszury „kim jest @linka wg zen – ci, ktorym sie zdaje, ze cos wiedza tak naprawde gowno wiedza”.

    ide sobie ulica powiedzmy cairu, biegnie za mna chlopaczek – male murzyniatko. wola:
    - excuse me! prosze pana! prosze pana! sir?
    nie odwracam sie, nie zwalniam – przypieszam kroku. czarnuch jednak nie ustaje i biegnie dalej.
    jego glos slysze tuz za plecami:
    - czy to nie pan jest @linka? niech pan powie!
    widzac, ze sie latwo nie odczepi, wciagam go szybkim ruchem do klatki schodowej, lapie zelaznym chwytem lwiej reki za gardlo i przystawiam zimna lufe lugera do glowy:
    - posluchaj skurwysynu! jestem nastolatka! mam 17 kurwa lat, mieszkam w gryfinie i chodze do liceum. jesli jeszcze raz uslysze od ktoregos z was, ze jestem podejrzanym typem i oszustem, to zlikwiduje mozliwosc komentarzy!
    w oczach negra maluje sie przestrach jakby zobaczyl demona w skorze lwa. ucieka wiedzac, ze moze nawet jestem z pozoru kims innym, ale dla wlasnego dobra lepiej jest mu uwierzyc, ze naprawde jestem @linka lwie serce, mam 17 lat, mieszkam w gryfinie i chodze do liceum.
    dlaczego nie przekonuje ich to, ze jako dziewcze dorastajace na prowincji uwielbiam wpisywac do internetu malo wazne szczegoly mojej psyche i rozne drobne szczegoliki z zycia czesto ujete w forme retorycznych pytan do samego medium? dlaczego jezyk mojego przekazu tak drastycznie dziewczynski i jalowa oczywistosc przemyslen, ktorymi moglaby probowac swiat jedynie bardzo mloda i niedojrzala osoba nie wzbudza niczyich podejrzen? czytelnikow zbluzgac i obazic smiertelnie, a potem odzyskac ich zaufanie przez kokieteryjne komplementy i gole cycki, czyz to nie zachowanie typowe dla mlodej malomiasteczkowej e-manueli?
    opuszczajac klatke zwracam uwage na grono mandryli, jak zwisaja przyklejone do poreczy schodow i ich widok wzbudza we mnie podobna sensacje co futbolowi felietonisci wyborczej w rodzaju blonskiego, steca czy wolowskiego – a ten to jest gorszy niz wrzod na dupie, rozumiem jednak czytelnikow, ze moga sie czuc skonfundowani tym naszym pablikrilejszyn. rozumiem, a jednak przypominam, ze nikt nie obiecywal ze bedzie nam lekko! pieklo to inni, a inni to wy, jak mawial jan pawel sartre slynny filozof – jak sie ktos zacznie z czytelnictwem poklepywac to mu wleza na glowe i zaczna wiercic dziure w brzuchu. a wez zezwol takim czytelnikom na za duzo, to sie rozbestwia i zajebia jak ksiezne dajane ta swoja ciekawoscia. pomijajac chorobliwe zjawisko e-wscibstwa, majacego to samo metne zrodlo co e-pozerstwo, z ktorego jawnie szydze, to wasz brak pewnosci co do mojego drugiego chomosromu x czy y jest czesciowo spowodowany procederem uprawianego przeze mnie kamuflazu. nie moge kazdemu z was z osobna przystawic lufy do glowy i zapewnic, ze jestem naprawde zwykla siedemnastolatka i dlatego wprowadzam pewne mylace niejasnosci. dla ochrony wlasnej prywaty chce abyscie odniesli wrazenie, ze @linka moze czaic sie za kazdym rogiem, w kazdym pasazerze nocnego autobusu, w kazdej emerytce penetrujacej wasz osiedlowy smietnik. czasem w ostrych slowach musze komus o tym przypomniec, czasem zlikwidowac kogos kto za duzo wie, czasem nawet puscic z dymem kilka wiosek na polesiu, ale dzieki tym zabiegom, dzieki wykorzystaniu falszywego numeru ip, sztucznych wasow i legitymacji inwalidzkiej niezyjacego wujaszka udaje mi sie przemknac przez geste sito wscibskich wiesniakow zyjacych internetowym serialem zlinkowanej warszawki pt „m jak masturbacja”.
    dlatego prosze o zrozumienie i nie drazenie wiecej tematu tozsamosci @linki. zamiast tego wszystkim zainteresowanym polecam zajac sie drazeniem tematu tozsamosci wlasnej, no bo czy wy tak naprawde wiecie kim wy do kurwy nedzy sami jestescie, nawet jesli mozecie sobie na wlasne zadanie okazac dowod osobisty, a wasze zdjecia byly sto razy w internecie i raz w telewizji (regionalnej)? wiecie?

    byl to zwykly dzien roboczy, otwieralam kolejna butelke z alkoholem spozywczym, kiedy ukazal mi sie archaniol michal.
    - @linko! – zagrzmial, a w reku dzierzyl swietlisty miecz, ktory poswistywal przy kazdym poruszeniu – @linko, ty pijesz juz siodmy tydzien, a tam narod czeka na nowe notki!
    - narod – odburknelam – a co mnie narod, maja przeciez filmy fantastyczne.
    - nieladnie @linko – grzmial do mnie michal (grzmial, zeby wywolac efekt poczucia winy na czym oparta jest religia katolicka, ale czy j@ – @linka postrach kotow, ktora bez skrupulow miazdzylam czaszki smietnikowych smakoszy, moglabym sie teraz ogladac na przedmisiaczkowe fochy jakiegos przypadkowego misiactwa-czytelnictwa? mysl te zapilam lykiem wina, innego waznego elementu religii katolickiej).
    - harda dziewuszko! – zlagodnial troche ton jego grzmotu – nie mysl zle o czytelnikach swoich, bo dobrzy sa to ludzie. choc powolni w mysleniu, jednak wielka dobroc w sercu swojem nosza. to polacy, goracy patrioci ktorym teskno przeczytac cos krzepiacego o futbolu krajowym. napisz cos do nich, braci polakow, a bedziesz miala dobry uczynek.
    - jacy tam z nich polacy – zasmialam sie szyderczo – ile zwrotek hymnu znaja na pamiec? na pewno tylko do „szabla odbierzemy” – a jednoczesnie zastanawialam sie czy dentystka, stara baba nie wszczepila mi w plombie mikroodbiornika radia maryja. od wiekow narod polski skutecznie bronil sie przed szkodliwymi skutkami propagandy stosujac prosta dezynfekcje duszy zwyklym alkoholem (najlepiej czystym, ale nadaje sie do tego takze wino, a nawet piwo jesli nie ma nic innego). kazdy harcerz wie, ze zwyklym winem mozna zaklocic dzialanie ewentualnej pluskwy czy to lewomasonskiej czy konsumpcyjnej, kosztownej zachodniej konstrukcji wrazliwej na domowe sposoby rodzimej babuni. wypilam dawke, ale archaniol kusil mnie dalej swoim anielskim glosem z sila wodospadu:
    - napierdalaj blogusia, a zaznasz znowu milego lechtania jak wtedy kiedy wdzieczny lud ofiarowal ci chleb, sol, stanowisko, dziewice i linki na blogusiach!
    - sic transit gloria mundi, blog kaputt, to juz postanowione – pokazalam michalowi odreczna notatke, ktora zlozona we czworo nosilam w plastikowej oprawce legitymacji szkolnej. na wyrwanej z zeszytu kartce stalo:
    „noworoczne postanowienia nowoczesnej nastolatki
    ktore uroczyscie zlozyla rzygajac do morza pietnascie po dwunastej @linka lwie serce pierwszego stycznia 2005:
    1) pomoc amerykanom w walce z arabami
    2) skonczyc z alkoholem, narkotykami i blogiem* (dwie pierwsze pozycje przekreslone innym kolorem dlugopisu – przyp. @linki)
    3) poprawic konie z polaka, z informy, z obywatela
    4) miec kochanke (porzadna, nie skejtowe)
    5) byc taka jak avril lavigne
    6) pogon szczecinska zajmie miejsce premiowane gra w pucharach europejskich”
    archaniol przeczytal kartke, siegnal do kieszeni i zagrzmial:
    - punkt szosty to by sie dalo zalatwic – grzmot sumienia pokazal mi, ze ma w komorce numer listkiewicza – zrobmy ustawke taka, ze jesli pierdolniesz kilka nowych wpisow, to powiem michalowi, a on zadba ze pogon szczecinska zajmie miejsce premiowane gra w pucharach europejskich.
    tu zdobyl moje zainteresowanie, ktorego jednak nie okazalam. niby to boczylam sie w kacie z butelczyna, a jednak strzyglam uszami dajac mu do zrozumienia zeby skonkretyzowal oferte.
    - zajmie, zagra i wstydu nie przyniesie – dodal enigmatycznie i obiecujaco.
    pomyslalam wtedy o rzeszy kibicow spragnionych sukcesu polskiej druzyny na arenie miedzynarodowej i zal mi sie czytelnikow zrobilo. w sumie co mi szkodzi pierdolnac pare notek, a oni uciesza sie jak glupi do ekranu, do tego gdyby pogon zaszla daleko, to w przyszlym roku mistrz polski moglby nawet ominac faze eliminacji wstepnych do elitarnych rozgrywek champions league. zasnelam z glowa ciezka od tych mysli ulozona na stole wsrod kiszonych ogorasow i snilam podniebne walki archaniolow z archeopteryxami.
    moze jestem bardziej pojebana niz to sobie zalozylam, ale w obliczu calkowitego rozkladu postmodernistycznego rozpadu wspolczesnego zdekonstrukcjonizmu, to grzmot sumienia katolicko-narodowego kaze mi dalej ciagnac tu to gowno i to dla dobra polskiej pilki. was nie lubie, bo stale szukacie sensacji na temat mojej tozsamosci, a mnie to normalnie wkurwia, bo uwazam ze ktos kogo interesuje „kim jest” @linka z internetu musi byc totalnym zjebem (pomijam lezbijki ktore szukaja w internecie partnerek) i wtedy sobie zadaje pytanie dlaczego taki zjeb robi u mnie za czytelnika, gdzie popelnilam blad? wszystkim psuedozainteresowanym spiesze wyjasnic po raz kolejny, ze autorka pozoruje pozorna ambiwalencje plciowa, aby w rzeczywistosci zamaskowac rzeczywista kobiecosc internetowej nastolatki z malego miasteczka, gdzie nicosc zwycieza wszystko.

    typowe mieszkanie na drugim pietrze starej kamienicy w ponury marcowy wieczor, czytelnicy jedza kolacje i ogladaja wiadomosci, kiedy slychac dzwonek do drzwi. ktos przyszedl. czytelnicy wstaja, patrza przez judasz i widza, ze to @linka przyszla. poczatkowo nie sa pewni czy wpuscic intruza, wahaja sie troche, w koncu jednak przekrecaja zamek yeti i otwieraja drzwi na szerokosc szpary. patrza.
    - wrocilas? – mowia cicho i po chwili namyslu otwieraja drzwi szerzej zapraszajac do srodka staropolskim gestem oczu.
    @linka wchodzi, otrzepuje ze sniegu czape, kapote i buciory i wiesza sie na wieszaku.
    - chcesz herbaty? – pytaja jej.
    - piwo jest? – odpowiada ona krotko, nienawykla do ceregieli nawet w takich okolicznosciach.
    - jest tyskie.
    - to dajcie.
    niewygodna cisze przerywa syk otwieranej puszki. @linka przyklada dziure do ust i ssie pol puszki na raz. cicho gra telewizor, po wiadomosciach jakis pizdus prezentuje skrot wiadomosci ligowych.
    - nie bylo cie – mowia czytelnicy z wyrzutem, kiedy zaczyna sie prognoza pogody na jutro, nieciekawa zreszta.
    - bylam, ale gdzie indziej.
    - pilas – ni to mowia ni to pytaja.
    @linka nie odpowiada. obraca w rekach pusta puszke i odstawia na stol.
    - a narkotyki tez bralas? lajdaczylas sie z lezbijkami z akademika poznanymi przypadkowo w klubie studenckim, o ktorych wiedzialas tylko ze przyjechaly z gdyni i maja chlopaka w wojsku? polknelas bakcyla hazardu zostawiajac w kasynie nieprzepite resztki pieniedzy?
    gdzies u gory slychac placz doroslego mezczyzny (to 24letni zbigniew, 190cm/110kg, skrzywdzony w dziecinstwie przez ex-konkubenta przyszywanej macochy podszywa sie przez internet pod siedmiolatka, zapoznaje na czatach interii pedofili i podczas milosnych rendewu w przydroznych zajazdach gwalci ich w dupe plastikowym kreglem, oglada teraz na diskowery program o zagladzie duzych ssakow morskich). czytelnicy reflektuja sie ze pojechali za daleko; ze cos sie wydarzylo, @linka przyszla i to jest wazne, a na wszelkie pytania nadejdzie kiedys wlasciwy czas, moze sama nawet opowie.
    - moze jeszcze tyskie? – pytaja.
    - dajcie – odpowiada.
    kiedy czytelnicy krzataja sie po kuchni, zeby przyniesc piwo @linka patrzy przez szybe na zmarznieta ciemnosc. karoryfer wydziela przyjemne cieplo, za oknem po ulicy ida mlodzi warszawscy literaci, jedni ida sienkiewicza i skrecaja w prusa, drudzy ida prusa i skrecaja w sienkiewicza, kiedys o tym napisza w retrospektywnych memuarach, a mlodziez slaska i podkarpacia zesra sie w gacie jak przeczyta te dowody wielkiej wrazliwosci kazacej mlodym warszawskim literatom zapamietywac nazwy ulic, po ktorych kiedys szli.
    - masz tyskie – glos wyrywa ja z zadumy.
    - dzieki – @linka usmiecha sie. po trzecim browarze lody ulegaja przelamaniu, sople z rynny leca w dol i rozbijaja sie z trzaskiem jak butelki. widac, ze im siebie nawzajem brakowalo. snieg proszy jak w grudniu mimo, ze to marzec, nie mogac sie oprzec niecodziennej aurze, @linka czuje ze to wlasnie teraz nastapila ta wlasciwa chwila.
    na kanapce siada blisko, bardzo blisko swoich czytelnikow, osmielona alkoholem wykorzystuje ich lekkie zaklopotanie wywolane dluga nieobecnoscia potem naglym pojawieniem, swiadomie emituje kuszace cieplo i przysuwa swoja rumiana twarzyczke do ich bladego oblicza. chwile piesci oddechem zziebniete policzki, ich wargi niemal sie stykaja, a ona chwyta ich delikatnie za podbrodek i przesuwa go tak, ze moze teraz bardzo cichutko wlozyc im cos imtymnego prosto w uszko. czytelnikom serce dudni, krew przyspiesza, nabrzmiewaja zyly w skroniach. a ona szepce pytajaco:
    - will you give me oral pleasure?


    • RSS