mydziecisieci blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 5.2005

    ile mam promili

    wedrujemy w kolko w rogu ciemnej piwnicy nie mogac znalezc sobie miejsca, a wszyscy tylko pierdola i pierdola, az mam dosc pierdolenia starych dziadow, pierdolenia nauczycieli, pierdolenia politykow, pierdolenia przywodcow duchowych i pierdolenia jebanej sabinki!
    stop! dosc! rzuc wyzwanie! z pogarda spojrz w twarz iluzji bezpieczenstwa socjalnego gwarantowanego przez stabilny adres, stala prace i skostniala rodzine!

    wszczelinie.jpg

    odwiedzam czasami kogos ze znajomych na osiedlu i kiedy zachodzi po browar, szklanki i paluszki do kuchni zostawiajac mnie sama w salonie, podchodze do kontaktu i przez tych pare krotkich chwil nadaje morsem sygnaly swietlne do bloku naprzeciwko:
    s.o.s., s.o.s., s.o.s.

    gdybysmy nazywali sie wg prawidel indianskich to wiekszosc polakow nosilaby imiona typu „skutki pijanstwa”, „najwyszy czas”, „wakacyjna wpadka”, „sekret mnicha” itd, poniewaz jednak imiona przydziela sie u nas wg subtelnych trendow (np post-avanguardowe warszawiaki czerpia z puli imion przedwojenno-starotestamentowych, a wiejskie buraki z popularnych seriali) to liczba nie-jajcarskich imion bedacych w obiegu ogranicza sie do okolo setki. i jesli w takich warunkach chce sie spreparowac kawalek fikcji realistycznej, to nie ma chuja, zeby szwarccharaktera tak ochrzcic, zeby jakis kutafon srednio znajomy z imprez czy netu nie poczul sie gleboko urazony, bo tak nazywa sie on sam albo jego zona, corka, albo jeszcze cos. nawet jesli to samo imie na chrzcie swietym dostalo kilkunastu innych znajomych on-podejrzliwy uznaje, ze fikcyjny szwarccharakter nazywa sie wlasnie po nim i doszukuje sie dalszych podobienstw i oczywiscie znajduje ich cale mnostwo, co daje mu wystarczajaca podstawy do wystawienia aktu oskarzenia. roje zdechlych satelitow, zlepkow kosmicznego syfu, roznych odpadow, odpryskow, cieni i odblaskow uwaza sie za gwiazdy najjasniejsze w czyjejs bajce, a bo zapoznalismy sie z kims, czy to na realu czy tez nierealu, wymienilismy jakies tam uprzejmosci i informacje o niskim poziomie utajnienia i po jakims czasie, taki ktos zali mi sie, ze jestem niedobra bo cos tam napisalam, co niby jest o tym kims, wg tego kogos. no i sprawdzam co tam bylo napisane, co go tak ubodlo i na ogol okazuje sie, ze to jakis zajebiscie ogolny tekst o przywarach pospolitych takich jak pycha, proznosc, glupota, itd, pod ktore moznaby podciagnac wieksza czesc populacji. okazuje sie wtedy, ze dany czytelnik sie z takim opisem identyfikuje tylko i wylacznie dlatego, ze mnie jako @utorke w jakis sposob poznal. gdyby mnie nie znal, w ogole nie odnioslby tego do siebie, jednak w takiej sytuacji uwaza, ze jest to o nim, gdyz moja znajomosc z nim czy z nia musiala mnie tak straszliwie poruszyc, ze az o jego zyciu zaczelam pisac do sieci uogolniajac to lekko dla niepokurwaznaki, a to przeciez tylko o-nim-kurwa jest! a tobie sie tak nie wydaje, ze tak jest? bo zgadles i zgadlas (wiem, ze to w tej chwili czytasz), to wlasnie o tobie teraz pisze do internetu, o tobie krolowo snow, liderze tabeli, gwozdziu programu, gwiazdo delirycznych halucynacji (bo grasz na czyms i masz gdzies kolca, bo napisales opowiadanie w trzeciej osobie o sobie, bo twoim bogiem byl brasilia, bo pniesz sie do gory w duzym miescie, bo posuwa cie anglik z anglii, bo fajne tetakiete z niemiec mialas ach uj i tak przeciez wiesz o co chodzi i wszyscy to wiedza). chcialabym teraz za posrednictwem mojego blogusia wszystkim zjebom zasugerowac do wieczornych rozwazan taki temat, ze gdyby cos bylo napisane tylko i wylacznie o tobie, to byloby raczej niezrozumiale i nudne dla znakomitej reszty pozostalych czytelnikow (zakladajac oczywiscie, ze nie zdradzam tutaj powierzonych mi sekretow personalnych takich jak numer i data waznosci twojej zlotej visy, czy to ze moj kolega puka twoja zone, albo te zdjecia, ktore chcialas zebym wykasowala tez tu przeciez nie wisza). jedynie w tej wlasnie chwili pisze wyjatkowo tylko i wylacznie o tobie, o przesmutny buraku i o tobie, o tragicznie wiednaca rzepo, o tobie i o nikim wiecej, bo j@ cie znam i ty mnie znasz i pisze ci to prosto w twarz i bez owijania w lagodne bawelniane gatki, ze jesli odnajdujesz siebie w tym, co @utorka ma na mysli, to nie dlatego, ze oto zostala zlosliwie obnazona niepowtarzalnosc twojej wybitnej postaci, ale byc moze zostalo opisane cos bardziej powszechnego i wiecej osob moze odnalezc w tych samych slowach siebie samych albo kogos ze znajomkow. a to niestety oznacza, ze najprawdopodobniej nalezysz do calej masy ludzi, reprezentujacej to opisane ponure zjawisko! i dlatego to jest smieszne, bo takich ludzi jest od chuja, bo sa tacy sami, jak z jebanej fabryki jebanych mlotkow! hehe, eureka! mowiac jeszcze prosciej, jesli dreczy cie sumienie i czujesz sie opisany, jesli sie z jakims obrazem identyfikujesz i jest ci zle, to nie dlatego, ze jestes wybitna/y, a zla @linka sprofanowala na internecie sedno twojej unikalnosci, ale dlatego ze w tym swoim buractwie jestes pospolita/y jak dziura w drodze na warszawe, a kazdy zna taka niejedna z wlasnego doswiadczenia, lacznie z toba. i to jest prawidlo tak ogolne i uniwersalne, jak ta wlasnie notka ta samiutka. i jesli przeczytales ja i uznales, ze dotyczy ciebie to masz zupelna racje w stu procentach, kimkolwiek jestes, a jesli uwazasz, ze nie dotyczy, to rowniez masz stuprocentowa racje w zupelnosci. i jeszcze j@ sobie tego wszystkiego nie wymyslilam, j@ tylko zauwazam zjawisko ogolne, ktore podaje w formie luznej obserwacji jaka mi sie na twoj temat nasunela.

    chodze czasem pomyslec do pustego kosciola

    wkosciele.jpg

    ostatnio zastanawialam sie czy nie zaufac jezusowi.
    w koncu zdecydowalam, ze jednak nie.
    trudno mi bylo ot tak sobie zaufac bez jakiegos szczegolnego bodzca.
    nawet nie probowalam ugryzc tego rozumem.
    zreszta rozum ludzki jest za maly, zeby zrozumiec jezusa.
    potrzeba laski.
    a o laske trzeba sie modlic, nieraz bardzo dlugo i wytrwale.
    aby dlugo wytrwac, trzeba mocno wierzyc.
    a zeby mocno wierzyc, potrzeba laski.
    a o laske trzeba sie modlic, nieraz bardzo dlugo i wytrwale.
    i byc moze, w ktoryms momencie popelnilam blad, ale moj rozum byl za maly, zeby go znalezc.
    albo spraw wiary rozumem w ogole pojac nie sposob.
    potrzeba laski.
    a o laske trzeba sie modlic, nieraz bardzo dlugo i wytrwale.
    nie mialam tej determinacji, zeby ryzykowac.

    snilam, ze byl mecz. sektor znalazlam bez trudu, zajelam dogodne miejsce na luku w otoczeniu stoczniowcow spozywajacych kielbase. kiedy zaczelo sie wielkie sportowe widowisko, stadion wykonal powolny obrot wokol osi przebiegajacej przez srodek boiska, ktore pozostalo nieruchome, tak ze z luku na ktorym siedzialam widac juz bylo duzo gorzej. na skutek tego obrocenia droga wyjsciowa z sektoru zostala zatarasowana i zeby zmienic miejsce na lepsze musialam wyjsc przez mala furtke na dzialki po drugiej stronie twardowskiego. na tych dzialkach przy ognisku pili piwo znajomi z pracy, chcieli zebym zostala z nimi, ale powiedzialam ze spiesze sie na mecz. dali mi dwie puszki piwa, z ktorymi wyszlam na puste uliczki otaczajace stadion i ogrodki dzialkowe. na jednej z nich spotkalam dawno niewidzianego kolege adama p., okazalo sie ze wlasnie wyszedl z wiezenia, troche opowiadal. dalam mu jedna puszke i po raz drugi weszlam na stadion przez glowna brame. okazalo sie ze wzgledu na obkrecenie stadionu sedzia po konsultacji z obserwatorem pzpn nakazal rozpoczac mecz od poczatku, tak wiec nie stracilam ani minuty.
    zaraz potem (wydaje mi sie, ze byl to jeden sen w dwoch polowach, ale moze dwa sny odrebne jak dwumecz) snilam, ze z jakiegos powodu zachcialo mi sie, albo musialam, albo jedno i drugie naraz, isc na stadion z psem. po drodze klopotalam sie czy mnie z nim wpuszcza i co z nim zrobic jesli nie – czy przywiazac go gdzies do plotu czy zostawic kolege w dlugiej kolejce po bilety, a samemu odwiezc psa do domu taksowka. kiedy do kasy doszla moja kolejka zapytalam „czy moge z nim wejsc?” i wtedy okazalo sie, ze pies zamienil sie w wiekszego ode mnie goscia z zespolem downa, z szyi zwisala mu smycz przyczepiona do obrozy, a rencistka sprzedajaca bilety powiedziala, ze jako opiekunka wchodze za darmo, a uposledzonemu przysluguje znizka i dodatkowo dostaniemy lepsze miejsca w sektorze wipuw.
    moral z tego dziwnego dwusnu odczytuje taki, zeby nie sie nie przejmowac i nie zamartwiac, bo wszystko sie ulozy.

    znalezlismy na chodniku malego ptaszka. biedactwo zostalo zabite przez miasto. ot, tyci wrobelek, ledwie opierzony, co jeszcze dobrze zycia nie pouzywal, a juz padl ofiara rozpedzonego fiata czinkueczento. wlozylismy go do plastikowego woreczka i zanieslismy do super-marketu, gdzie udajac, ze uwaznie przegladamy pierogi w zamrazarce, wsunelismy go miedzy kolduny z miesem i ruskie w identycznych woreczkach.
    niech kurwa maja!

    byc moze moj blogus jest w kolko o jednym, bo po prostu moje zycie jest szare, nudne i powtarzalne, zmieniaja sie w nim tylko etykietki na oproznianych puszkach i butelkach? choc dzis jestem lezbijska e-intelektualistka, ongis nazywano mnie peut-etre krolowa zelatyny, a jutro moge zostac mistrzynia czatow na onecie, to jednak sa to tylko zmieniajace sie etykietki, zas pod powierzchownymi roszadami jestem stale tym samym nudnym i proznym pijakiem? czy gdybym przestala, zalozmy, zapodawac sobie ten alkohol, to moglabym w znaczacym stopniu poprawic jakosc swojego zycia przez zakup sprzetu agd i mebli, spedzenie czasu z nowo zalozona rodzina i zwiedzenie tajlandii, co w konsekwencji wplyneloby na poprawe jakosci bloga, zarowno w warstwie tekstowej, jak i fotografii cyfrowej?

    cosfajnego.jpg

    byc moze gdybym nie pila moglabym zrobic cos w zyciu wykorzystujac potencjal, moglabym np zalozyc partie polityczna albo chociaz wstapic do jakiejs, albo zaczac tluc kasiore i cos se kupic – formalnie wziac i kupic cos se na te szare zycie – dwa trzy nowe wyjebane drobiaszczki za pare stow, cos wystawnego wiecie, co nie kazda ma, a juz by sie kolorowiej zrobilo. i ciekawiej.
    rozejrzalam sie i stwierdzilam, ze nie mam nic wystawnego, jesli nie liczyc pustej butelki po tequili.
    a chcialbym takie cos miec, tylko nie wiem co. chcialabym zeby jednoczesnie bylo wypasione duze i nowoczesnie miniaturowe, zeby bylo dobrej firmy i swiecilo i mialo w chuj funkcji, zeby moglo do czegos sluzyc, ale niekoniecznie, albo nawet lepiej nie, niech nie sluzy do niczego i bedzie zajebiscie drogie.
    hihihi.

    czasami wydaje mi sie, ze wszystko mi sie tylko wydaje. to znaczy odnosze wrazenie, ze mi sie to wydaje, bo w rzeczywistosci wiem, ze wiem ze tak nie jest.
    gdybym byla zdolna spotkac drugiego czlowieka co mnie zrozumie i ma pieniadze, poszlabym z nim sie napic, zeby mnie wytlumaczyl.
    bo kiedy nie mam pieniedzy na wino, trapi mnie ponury egzystencjalizm.
    dlaczego wlasnie to mi przyszlo zyc w tym kraju i miec siedemnascie lat?!
    malpoczytelnicy blogusia nie rozumieja mnie i szydza jawnie w komentarzach.
    ksiezyc patrzy na mnie z wyniosla obojetnoscia.
    wskrycie pisze wiersze i aplety javascript, ale wszystko do szuflady.
    -@linko- powiedzialam sobie kilka razy za cosmoporada – akceptuje siebie taka jaka jestes.
    ale nic to nie pomoglo.

    rodzina.jpg

    a wy? jak wy mielibyscie mnie rozumiec, skoro w ogole nie istniejecie?
    jestescie zwykla talia kart!

    coz moze byc piekniejszego w zyciu czlowieczym niz mezczyzna czarujacy kobiete przy pomocy alkoholu w gwiazdzista tropikalna noc?

    kunsztownosci.jpg

    chyba tylko kobieta lub dwie kobiety czarujaca inna kobiete lub dwie kobiety przez pomocy jeszcze wiekszej ilosci alkoholu.

    statystyki wykazuja, ze mam wielu nowych czytelnikow, moze wypadaloby im sie przedstawic i wyjasnic pokrotce o co tutaj chodzi:
    czasami zdarza sie, ze na skutek jakiegos naglego pierdolniecia na sloncu lub jeszcze gdzies dalej cos sie w czlowieku przestawi i nie jest juz taki jak dawniej, a nawet jest calkiem inny i znajomi go nie poznaja, dziwia sie. na taka zmiane czlowiek najczesciej nie ma wplywu, przydarza mu sie ona i stawia jego swiat do gory nogami, a czyjes dawne zycie zostaje porzucone jak wysluzona skarpeta, z ktorej poszly wszystkie gumki.
    stalo sie tak i ze mna, kiedy raz cos nagle pierdolnelo i zamiast nie szczedzac sil dazyc do osiagniecia wygod i statusu zaczelam pisac do internetu blog, internetowy pamietnik, w ktorym zdaje obcym ludziom relacje z moich wrazen. to przedsiewziecie nie ma zadnego celu ani nie sprawia mi zbytniej przyjemnosci – czytelnicy mnie nie rozumieja i czasami mnie to wkurwia, a czasami im wybaczam (jest chyba jak w kazdym zwiazku, ze raz mam ochote wziac im po mordzie nastrzelac, a raz sobie nie wyobrazam tego bloga bez nich, to znaczy z jakimis innymi czytelnikami jeszcze gorszymi). jednak po kilku latach jalowego klepania w klawisze, opadly mi luski z oczu i dojrzalam w tym wszystkim glebszy sens panhumanistyczny i metafizyczny. przelom wewnetrzny nastapil, gdy raz napadl mnie zbir na klatce schdowej i juz mial prawie mnie wykreslic na zawsze z ksiegi zywych, kiedy nagla mysl o dzierzawie zaufania jak nazbieralam u moich czytelnikow dodala mi sil, stracilam z karku nelsona i pobilam lobuza dwa razy wiekszego ode mnie. teraz uwazam, ze zycie ludzkie to chwilowy paradoks i jedynie na blogu czlowiek ma sens i jest rozumiany. nazywam sie @linka lwie serce, mam 17 latek i stukam z gryfina, a moj blog mozna znalezc pod adresem pt
    http://mydziecisieci.blog.pl
    , gdyby ktos mial ochote to zapraszam serdecznie (wystarczy kliknac na screenshota lewym przyciskiem myszy.)

    screenshot.gif

    ps. sprawcami pobicia w porannej notce byli 24-letni piotr *c., oraz trzy lata mlodszy jan k., obaj bezrobotni, utrzymujacy sie z prac dorywczych, ktorzy do krakowa przyjechali w celach chuliganskich. grozi im grzywna, prawdopodobnie zostana takze objeci zakazem stadionowym.
    (wiecej w popularnym brukowcu internetowym)


    • RSS