mydziecisieci blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 6.2005

    kocham was moje male mroweczki. i nie chce abyscie przemineli. nigdy nigdy nigdy. chetnie powybieralabym was jednego po drugim peseta i zanurzyla w jakims roztworze, w ktorym najpierw jeszcze szybko przebieralibyscie palcami po klawiaturze, choc oczy skupione na pojawiajacych sie na ekranie literkach powoli zaczelyby tracic blask i przymykac sie, potem palce pisalyby coraz wolniej i trafialy w nie te klawisze co trzeba, az w koncu opadlyby wam na pulpit gorne polowy waszych zwiotczalych cial i tak byscie zastygli na wiecznosc w malych sloiczkach, a j@ w zimowe noce miedzy gwiazdka i sylwestrem, ubieralabym kozuch i schodzila z butelka wodki do piwnicy, zeby patrzec na was, co jakis czas pociagac lyk gorzalki i wspominac jakich mialam w mlodosci wspanialych czytelnikow.

    „pragne byc wladcza jak agnieszka chylinska, uwielbiana jak kasia kowalska i diaboliczna jak edyta gorniak…”
    „z czytelnikami prowadze niebezpieczna i skomplikowana gre. w swojej nastoletniej proznosci i hardosci serca gram na ich uczuciach. czytelnicy nigdy nie moga wiedziec, co naprawde o nich mysle, ani jaki mam do nich stosunek emocjonalny – czy ich kocham ponad wszystko, czy nimi bezwzglednie pogardzam.”

    pasje.jpg

    jestesmy razem juz pare lat, kiedy nalewajac rum odkrywam, ze nie mamy sobie nic do powiedzenia. to znaczy j@ cos napisze, wy skomplementujecie, ale nie zamienia sie to w ten ogien, ktory trawil nas gdy dodawalam tu moje pierwsze notki. to byl wrzesien zdaje sie 2001, pamietacie – zaraz jak tylko zaczelam napierdalac blogusia to arabi zdemolowali nowy jork, ale nas wtedy obchodzilo cos zupelnie innego – mnie obchodziliscie wy, a j@ obchodzilam was i zdawalismy swiata poza soba nie widziec. pamietam te chwile, kiedy pierwsza rzecza po przebudzeniu bylo sprawdzanie co mi napisaliscie w komentarzach i jak mi staty poszly w gore. bylo nas wtedy mniej, ale bylismy bardziej zzyci, inspirowalismy sie wzajemnie i myslelismy o przyszlosci. teraz widze, wszystko sie wypalilo, mamy tutaj moze wiekszy trafik, mamy zaawansowane notki, colorowy disajn i gadzety w postaci fotografii cyfrowej czy sond interaktywnych, ale ta pierwotna esencja, ktora nas wtedy polaczyla, teraz jakby sie gdzies ulotnila; prysla jak wypalona iskierka z popielnika lub pomedalowa mlodosc rysia stanka w odrze wodzislaw.
    mysle, ze j@ pozostalam taka jaka bylam, wierna idealom i nieskorumpowana. a nawet sie rozwinelam i zahartowalam w trudach sieciowej walki o wlasne „j@”. za to jakby wy z pelnych pasji pionierow i aktywistow, z ktorymi moglam wymieniac mysli bez jednego slowa i jednego spojrzenia, przemieniliscie sie w biernych, ospalych odbiorcow i konsumentow internetowej papki jaka serwuje sie wam z ekranu. byc moze nalezaloby was okreslac juz nawet nie jako czytelnikow, ale raczej jako gapiow.
    a kiedys byliscie inni, dawaliscie mi wiecej zrozumienia dla mojego „j@”. umieliscie jednym drobnym detalem udzielic mi wiele podniety, wydawalo nam sie, ze tak mogloby byc zawsze. zaczeliscie jednak znikac, pojedynczo czasami w malych grupkach, zaczela wciagac was szarzyzna zycia codziennego w polsce. ze zniknieciem kazdego czytelnika wiaze sie dla mnie bolesne poczucie zagadkowej straty. odchodzicie tak sobie i nie wiem dokad idziecie, kluje w serce nieme pytanie czy macie nowego ulubionego bloga, na ktorym zostawiacie po sobie slady w komentarzowym polu? pamietam kiedy rzucil mnie pierwszy z was – tathagata, bylo to chyba jeszcze w 2001. najpierw dopisywal swoje trzy grosze pod prawie kazda notka, aby pewnego dnia bez slowa wyjasnienia bezpowrotnie przepasc w niezglebionych przestworzach netosfery. przez jakis czas jego numer ip z kielc utrzymywal sie na powierzchni szarej ramki ze spisem stu serwerow najczesciej laczacych sie ze moja strona, aby w koncu zniknal nawet ten ostatni po nim slad, wyparty z tabeli przez jakis anonimowy dla mnie dns warszawski. po nim bylo wielu innych, ktorzy udzielali sie tutaj i opetanczo nabijali mi staty, az podejrzewalam u nich jakis zespol maniakalno-obsesyjny, ale potem wszyscy oni nagle znikali, odchodzili, przestawali sie udzielac i mi nabijac.
    j@ za swojej strony tez czuje, ze moj blog latem 2005 r to nie jest ten sam blog co na wczesnej jesieni 2001. wyznam, czego sie pewnie i tak domyslacie, ze w miedzyczasie mialam juz kilka innych blogow na boku, z dwoma jestem chyba nawet zwiazana czyms wiecej niz tylko przelotnym kontaktem z anonimowa masa czytelnicza. a tak, mialam przygody, nie mozecie mi jednak nic zabraniac skoro sami snujecie sie po tej sieci godzinami i czytacie takie rzeczy, ze kiedys wam bedzie bardzo wstyd. zreszta nie wazne, slubu przeciez ze soba nie bralismy, znamy sie tylko z internetu, a wirtualne zwiazki to wiadomo jakie sa. nie oszukujmy sie – pije rum, slucham muzyki i mysle na powaznie. w glowie zaczynaja mi kolatac rozne mysli, np taka: „to nie ma sensu, popatrz na siebie @linko jestes jeszcze calkiem mloda, a w kraju tym jest wprost chujowo – wyjedz do ameryki, a jesli to co nas laczy z drogimi czytelnikami jest szczere i prawdziwe, to przetrwa szerokosc atlantyku”, albo taka: „mam dla was dwie wiadomosci – dobra i zla. dobra jest taka, ze zla nie jest wcale taka zla, a zla, ze to ta dobra jest ta zla. czyli rzucam was.” potem jednak wciska sie w to zamglony choc dosc swiezy jeszcze obraz, nie wiem czy pamietacie jak wtedy we wrzesniu 2001 szlismy przez stalowy most, dal wiatr, bylo juz szarawo, mieliscie takie zimne policzki i j@ sie wtedy do was pierwszy raz przytulilam, pamietacie, jak chwycilam was za obie rece i przycisnelam lekko na tym moscie do barierki zaproponowalam wam chodzenie i sie wtedy zgodziliscie? na pewno pamietacie! albo jak odwiedzilam was nagle raz wieczorem w listopadzie i juz wychodzilam od was i stalismy w przedpokoju ciemnym przy drzwiach, bylo po dziesiatej, wasi rodzice ogladali telewizje w stolowym, a j@ po raz pierwszy zsunelam wam spodnie od pizamy i zaczelam was lizac, pamietacie na pewno bo to bylo wtedy kiedy wypilam dwie sofie. albo kiedy poklocilismy sie pierwszy raz, poszlo o sabinke i nie spotykalismy sie przez caly luty 2005, az w koncu przyszlam do was niespodziewanie w marcu: „- czy z nami to juz definitywny koniec? czy nie mozemy zaczac jeszcze raz? czy nie mogloby znowu byc tak jak bylo kiedys?” – zapytaliscie mnie wtedy zaplakani – „- mozna odbudowac warszawe, ale nie mozna wyklonowac stefana starzynskiego – odpowiedzialam troche filozoficznie, troche ironicznie, ale madrze, choc potem zmienilam zdanie. no i kiedy to wszystko wraca mi do gardla jak za duzo rumu, te wszystkie wspomnienia topnieja pod sercem i nie pozwalaja mi latwo rezygnowac z tego co od lat nas laczy i ubogaca. jak dobra zona zlego pijaka na boze narodzenie, postanawiam dac wam jeszcze jedna szanse, moze cos sie w was odmieni, moze jednak uda wam sie mnie podniecic tak jak podniecaliscie mnie wtedy, kiedy bylismy mlodzi w 2001 i stale chcieliscie trzymac mnie za reke.

    swoim czytelnikom
    sklada
    @linka

    ps. za rok moze jakas impreze zorganizuje? wynajme lokal w warszawie, zaprosze znanego dj-a, bedzie wodka, pepsi, paczki i zdjecia, ktore pozniej umieszcze w fotoalbumie na www!

    wyprzedzilam czasy wspolczesne o dobre kilka trendow. zaproponowany przeze mnie temat nie przyjal sie, upadl, osiagnal fiasko. nadal jednak uwazam, ze to j@ mialam racje i za jakis czas pojawi sie ktos, kto skuteczniej ode mnie sprzeda wam i rozpropaguje ten represjonowany dzisiaj jeszcze aspekt wlasnej psychofizyki i rozbudzi powszechny, choc nie do konca rozumiany sukces medialny. i moze kiedys wspomnicie moje slowa, ale wtedy mnie juz tu nie bedzie z tym tematem.
    jestescie dziecinni i jeszcze bedziecie mnie blagali, zeby zrobic cos o kupie, cos co bedzie inne niz vernacular poo ekstrawaganckich fotografikow z miasta nomen omen stolecznego warszawy, ale j@ sie nie ugne pod waszymi prosbami i bede oldskulowo pisala tu zwykle notki o zwyklym zyciu z polskimi tytulami.
    jeszcze zobaczycie.
    you gonna beg me.

    pozegnaniezkupa.jpg

    takie zdjecie ukaze sie z 15-20 lat w magazynie o kulturze wielkomiejskiej wydawanym na telefonach komorkowych jako ilustracja do artykulu „zycie // nowosc // codziennosc // miastowarszawa :: kupa juz passe”.

    netu

    a warszawka nie chce byc fajna. warszawka chce byc fajniejsza.

    i kiedy spora czesc internautow daje sie w to wkrecic, to j@ mimo ze jestem zaledwie z gryfina, bylam jednak te trzy tygodnie na wakacjach u cioci w ameryce i sie nie zmocze tak latwo na byle opis efektownych zakupow albo zdjecie jebanych wlosow, bluzki i kawalka pedala z kolczykiem w podbrodku. i wg mnie to powoli zmierza w strone kupy. a skoro zmierza powoli, to ja ide na skroty i juz teraz grubo smaruje stolcem kromki waszych codziennych notek.

    muchaniesiada.jpg

    mucha nie siada jak sra. mucha lekko przykuca.

    z teorii zawsze mialam same szostki:
    polski internet – duma wsi. lud polski szybko zaadaptowal nowe technologie na swoje potrzeby. www zaskakujaco dobrze sprawdza sie jako tuba propagandowa na mniej lub bardziej subtelne przechwalki emitowane przez slowianskich kmieciow xxi wieku. w sieci kazdy moze w prosty sposob zalatwic swoje proste potrzeby, sygnaly nt wlasnych zalet takich jak: pozycja, dostatek, seksapil, plodnosc zapisane w html pojawiaja sie na stronach www jak wielkie chuje na scianach jaskin albo grubo ciosane mleczne baby bez glow. rosnaca popularnosc w narodzie zdobywaja prymitywne formy e-kspresji fizjologicznej, jedne zalosne np wymienianie nowo zakupionych towarow lukusowych, a inne patologiczne jak np pokazywanie wlasnych dzieci, nieraz niezupelnie ubranych, jako tzw netart albo sukces zyciowy (za jakis czas glupota ludzi bedzie pewnie musiala zostac regulowana przez wpisanie do kodeksu karnego paragrafu zabraniajacego udostepniania dzieci na blogach). na ludowych stronach www, np wlasnie w blogach, wyraznie wystepuja powtarzajace sie fizjologiczne motywy kultu sily, zywnosci albo macierzynstwa, zastanawiac moze jednak brak uzupelniajacej tematyki fekalnej. latwo odniesc wrazenie, ze unika sie jakby wstydliwie kupy, jesli nie liczyc tu rzadkich i niesmialych prob poczatkujacych literatow z ambicjami na realistyczny opis miejskiej wspolczesnosci, gdzie rygorystyczny ciag narracji blogowej kaze im informowac o wizytach w ubikacji albo naciaganych prob prowokacji w wykonaniu skatologicznych ekstremistow, w wiekszosci mlodych szatanowcow z wojewodztwa katowickiego.
    ludowi autorzy szybko podchwytuja modne w danej epoce tematy i wkladaja swoj internetowy trud wlaczajac sie masowo w akcje takie jak np pokaz wszystkim swoich znajomych, swoja twarz, swoja torbe, swojego kota i dziecko, co zjadles na obiad i naturalna konsekwencja byloby oczekiwanie, ze pokaza rowniez jak ten obiad wyszedl im z drugiej strony. przewiduje, ze nie chodziloby tutaj o czysto faktograficzne udokumentowanie jaka przyjal on postac fizyczna, ale bardziej o uzupelnienie tego o artystyczno dekoracyjne szczegoly i szczegoliki tak typowe dla blogow polskich, czyli gdzie, jak i w jakiej atmosferze i przy akomniamencie jakich lektur i mysli zakonczyl obiad swoja wedrowke przez przewod pokarmowy warszawskiego bywalca czy waznej lali z firmy miedzynarodowej. te wlasnie drobne niuanse decydowalyby pewnie o popularnosci ludowych autorow ze stolicy podejmujacych nowe i trudne zagadnienie.
    sama kupa jako fenomen to bezwarunkowo ciekawy temat zarowno dla blogera z aparatem cyfrowym jak i opisywacza intymnych wrazen. dzisiaj jednak jest to temat tabu i to nie tylko tabu estetyczne. zagadnienie jest dyskretnie przemilczane, byc moze takze z tego powodu, ze wiele osob zwlaszcza jedzacych za duzo miesa i prowadzacych biurowy tryb zycia (a wiec typowych internautow) ma problemy z regularnym wyproznianiem, ale wstydzi sie do tego przyznac. ktos kto codziennie dawalby na swoim blogu oznaki zdrowego klocka jaki zostawil w domu przed wyjsciem do biura, ten wzbudzalby cicha zazdrosc u niejednego z rowiesnikow i wiekszosci osob starszych i wyzej postawionych, ktorzy wiecej lat przesiedzieli na stolku. poza tym kupa stanowi obiekt cichej fascynacji nie tylko erotycznej wielu znanych i waznych postaci, ktore obecnie czuja sie skrepowane tyrania koltunskiego spoleczenstwa, ale kiedys uda im sie pewnie przepchnac swoja wizje do mediow pod pozorem jakiejs zakazanej atrakcji czym zadziwia telewidzow i internautow, ktorzy z wyrozumialoscia i podziwem odniosa sie do faktu, ze przez tyle lat musieli oni prowadzic podwojne zycie i ukrywac sie ze swoim hobby. ludowe strony www zagraja wazna role w upowszechnieniu wiedzy na ten temat i ustaleniu pierwszych kanonow nowego stylu.
    po skonstatowaniu tych faktow w miare pisania odkrywam, ze kupa jest tematem nieodkrytym.
    odkrywam zaraz potem, ze predzej czy pozniej a raczej calkiem niedlugo dojdzie do precedensowego wydarzenia, kiedy ktos tego tematu uzyje w sposob medialnie atrakcyjny i zyska on sobie wielka popularnosc. co prawda byly juz krucyfiksy zdaje sie w moczu i puszkowane odchody wloskiego rzezbiarza sprzedawane na aukcjach, ale to wszystko byly jakies high-arty dla koneserow, na zwyklym blogu polskim chyba to jeszcze nie zaistnialo, nawet opiniotworczy warszawski serwis folklorystyczny grono.net milczy w tym temacie (sprawdz to @linka zanim dodasz notke – przyp. red.) (spierdalaj red. – przyp. @linka). musi pewnie minac pare lat, ale j@ zapowiadam juz teraz, choc mamy dopiero polowe czerwca 2005ad, ze kto pierwszy znajdzie skuteczny sposob na snobistyczne zaprezentowanie kupy wlasnej albo swojego kota na www, ten zostanie krolem albo krolowa polskiego internetu, bo ekskluzywna kupa kogos perfekcyjnie ostrzyzonego z warszawy stylowo podana w odpowiednim zaowalowaniu na dynamicznych stronach www, ma szanse zaszokowac powszechna swiadomosc i zostac wielkim wydarzeniem, a to oznacza od razu wysoki trafik i zainteresowanie reklamodawcow.
    dlatego w sposob cyniczny, ale jednoczesnie szczery powiadamiam was o tym i rzucam wyzwanie czytelnikom, warszawie i wspolczesnosci: j@ mala @linka lat 17 z gryfina moze nie pochwale sie co mam, ani kim jestem, nie pochwale sie z kim gdzie pilam ani tym bardziej dziecka do bloga nie uzyje, ale moze zaskocze swiat swoja odwaga, potega i niekonwencjonalna stylowoscia podajac trzecia z rzedu szokujaca fotoblogonotke with a snazzy english title w temacie: „kupa”.
    KUPA! KUPA! KU-PA-PA-PARARA-RA-RA-RA! solowka na klawiszach i sweet dreams are made of cheese:

    sweetdreams.jpg

    i co wy na to? zadrzeliscie zieloni z zawisci?

    i love the smell of napalm in the morning

    napalm.jpg

    supercalifragilisticexpialidocious

    i hate my blog and i want to kill myself

    ihatemybloganiwanttokillmyself.jpg

    a jest (podobno) zahjebiscie. mam zahjebiste kafelki.

    od jakiegos czasu, glownie w weekendy, prowadze eksperymenty. pragne wyebstrahowac ten mistyczny pierwiastek, o ktorym wiem ze przenika caly wszechswiat, a dzieki niemu moglabym przemieniac kazda ciecz w wysokoprocentowy alkohol.
    mam powody aby wierzyc, ze dodajac jedna krople eliksiru filozoficznego na wiadro dowolnego plynu moznaby na skutek rozbicia atomow wodoru w wiadrze uzyskac zjawisko turbofermentacji nuklearnej, a nastepnie gwaltownej destylacji, co pozwalaloby mi otrzymywac dowolna ilosc czystego spirytusu.
    formule transmutacji podarowalabym ludzkosci jako open-source – usmiech na twarzach dzieci bylby dla mnie wystarczajaca zaplata.


    • RSS