mydziecisieci blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 9.2005

    preferowane nowoczesne ustawienie defensywne 1-4-3-2-1, czyli tzw „choinka” lub „diament”:

    napastnicy: w srodku wysunieta husaria, wspomagana przez czterech pancernych i piotra skarge; pomocnicy: jako playmaker oczywiscie niezastapiony jerzy owsiak, w roli defensywnego pomocnika giewont i schowany za napastnikami harcerz-niewidzialna reka; obroncy: jako libero janosik, na lewym skrzydle rolnicy leppera, po prawej stronie babcie radia maryja, a na pozycji ostatniego stopera rejtan; w bramce: matka boska czestochowska; trener: ambrozy kleks – szczesciarz i cudotworca; rezerwowi: najmniej klopotow w najsilniejszej formacji obronie: dzieci wrzesni, drobni kupcy targowi oraz powolani w ostatniej chwili kosynierzy; w pomocy: jan trzeci sobieski i stanczyk; atak: pan wolodyjowski, lekka jazda litewska i uniwersalny boguslaw linda.

    sklad.gif

    kolezanka mi powiedziala, ze moje wpisy sa dla was za trudne i ich nie rozumiecie, dlatego dzisiaj chcialam zaproponowac cos lzejszego. aby oszczedzic niepotrzebnych wyjazdow do azji, kosztow i kontuzji ponoszonych w imie chyba tylko zbyt sztywno interpretowanej zasady rownosci, zespoly z siodmego i szostego koszyka (chodzi o takie druzyny jak andora, armenia, azerbejdzan, liechtenstein, luksemburg, kazachstan, moldawia, san marino, wyspy owcze itd) w eliminacjach do ms albo me moglyby najpierw rozgrywac runde kwalifikacyjna (kazdy z kazdym w grupie albo drabinka pucharowa) i tylko jeden albo dwa najlepsze zespoly tej rundy wstepnej gralyby pozniej w eliminacjach z europejskimi potegami takimi jak niemcy, wlochy i polska. rozumiecie?

    kiedy stara pijaczka pani kaminska rozwodzila sie na fizyce nad wlasciwosciami gazow o wiele bardziej interesowaly mnie tyleczki siedzacych przede mna kolezanek i mecze pilkarskie rozgrywane na ostatnich stronach zeszytow w kratke. zreszta nawet gdybym wtedy uwaznie sluchala i skrzetnie notowala wszystko co pani k belkotala zza swojego bunkra to i tak pewnie nie wiedzialabym teraz czy moj wynalazek jest mozliwy do zrealizowania przy obecnym stanie zaawansowania technologicznego polskiego przemyslu meblarskiego. chodzi o lozko gazowe, odpowiednik lozka wodnego z ta roznica ze materac wypelniony jest skompresowanym gazem lzejszym od powietrza, dzieki czemu lozko unosi sie jak balon. przewidywanych korzysci jest wiele, a podstawowa taka ze lozko nie zajmuje przestrzeni naziemnej i moze wisiec np nad biurkiem albo nad szafa, a w porze letniej (po odpowiednim zakotwiczeniu) nawet na balkonie czy na dachu. dzieki balastowi daje sie dowolnie regulowac wysokosc zawieszenia i dostosowywac np do poziomu telewizora albo klawiatury, a na czas imprez wysylac pod sam sufit, co moze uchronic takie lozko przed zaplonem. smigielko zamontowane pod spodem mogloby wprawiac je w atrakcyjny ruch obrotowy, albo wibracje roznego typu i zastosowania (ortopedycznego, relaksacyjnego, erotycznego, rozrywkowego itd). w warunkach terenowych lozko gazowe mogloby chronic przed ukaszeniami wezy, skorpionow i wiejskich psow. albo sluzyc jako lozko ratunkowe w przypadku powodzi. mozliwosci jest zajebiscie wiele.

    dzisiaj odeszla na zawsze na wysypisko miejskie kanapa ze stolowego. odeszla dosc nagle, na skutek zaproszenia ognia podczas piatkowej biesiady jaka wynikla w zwiazku z niezapowiedzianymi odwiedzinami zlozonymi mi przez moja znajoma katarzyne „wanny po niej domyc nie mozna” c., ktora zastukala do mych drzwi w towarzystwie przygodnie zapoznanego w pociagu kaspara (albo caspara czy tez moze gaspara) g. obywatela rfn. z ta para spedzilam piatkowy wieczor na libacji alkoholowej, po ktorej nie udalo sie odratowac kanapy ze stolowego.
    odprowadzajac wzrokiem zabierana przez smieciarzy kanape snulam refleksje o zyciu, smierci i przywiazaniu do mebli, analizowalam przypadki wielu znanych mi kobiet cierpiacych na przerost naturalnych przeciez funkcji znoszenia suchych galezi i mchu do uszczelniania szalasu, ktore to kobiety oddaja sie perwersyjnym relacjom z posiadanymi meblami. do swoich kanap, krzesel, stolow, polkoscianek, firan, dywanow i pamiatkowych wazonikow zywia pieszczotliwe uczucia (jesli mozna tak powiedziec) zmieniajac konfiguracje tych rekwizytow, chwala sie np ze „urzadzaja mieszkanie”, strasznie mnie niepokoi wtedy to slowo „urzadzac”, nie potrafie tego wyjasnic w racjonalny sposob, ale czuje odraze do samego slowa „urzadzac” jak i do tego wszystkiego co ono oznacza, cokolwiek ono oznacza. domyslam sie, ze chodzi o ukladanie, zarzadzanie, narzucanie czyli jakas forme tyranii, w ktorej jednak one nie sa tyranami, ale nieswiadomymi ofiarami. przypominaja mi sie te przerazajace stare baby, od ktorych wynajmowalam mieszkania umeblowane, jak przychodzily na wizytacje i juz w pierwsza sekunde po wejsciu sunely w swoich paltach i kapeluszach prosto w strone regalu i w milczeniu dlugo badaly palcem wskazujacym jakis – moim zdaniem zupelnie niewidoczny – uszczerbek w politurze. potem zaczynaly sie kazania o meblach i pouczenia na temat sztuki dbania o nie, te kazania plynnie przeradzaly sie w kazania ogolne o sztuce zycia, a dokladnie ukladania sobie czy „urzadzania” zycia, z ktorych dosc jasno wynikalo, ze stare baby same sie uwazaja za meble lub przynajmniej lalki w jakiejs geometrycznej ukladance, ktora mozna przyjemnie i wygodnie „urzadzic” przestawiajac to i owo, jesli sie oczywiscie wie jak i przestrzega podstawowych zasad takich jak np regularne pastowanie regalu w sobotnie przedpoludnia. zadnej starej babie, ktora sama traktowala sie jako rekwizyt, wazny element swoich niecnych planow, nigdy nie udalo sie mnie przekonac do takiej mechanistycznej wizji swiata, co konczylo sie na ogol eksmisja poprzedzona podniecajaca, orgiastyczna imprezka z naduzywaniem alkoholu i wyrzucaniem sprzetow za okno. dzisiaj przy okazji rozstania z kanapa pomyslalam sobie, ze wina za te roznice w podejsciu do gratow mozna w znacznym stopniu obarczyc moje lezbijstwo, co oznacza ze jesli z pozoru jestem kobieta, ktora powinna z natury dbac o wlasny szalas i w genach miec zamilowanie do zamiatania obejscia wiazka rozg i wylizywania mlodych do czysta, to jednak moj „wewnetrzny mezczyzna” buntuje sie w swojej wewnetrznosci na taki przymus i bez mrugniecia okiem dopuszcza, aby w piatek wieczorem splonela kanapa ze stolowego.
    z drugiej strony nalezy zauwazyc pewien paradoks: chociaz jestem zdeklarowana lezbijka, nie odpowiadam wielu stereotypom z jakimi na ogol kojarzy sie milosniczki kobiecych wdziekow. np jesli chodzi o sprawy techniczne, to wyznam, ze mam dwie lewe rece i jedyna sprawnosc manualna jaka moge sie pochwalic jest otwieranie wina kluczami do mieszkania. z tego powodu u mnie w domu np spluczka szwankuje juz od roku i grubszy material trzeba zalewac z plastikowego wiaderka po kiszonej kapuscie 5kg. typowa lezbijka dawno juz wzielaby klucz francuski i dokrecila co trzeba, a mnie stac bylo tylko na skombinowanie tego wiaderka. tak samo zarowki wisza na kablach z dziur w suficie, bo kiedy poprzednia kochanka odeszla z polpolakiem, podobno bylym rezerwowym jakiegos klubu drugiej bundesligi austriackiej, to zabrala ze soba wszystkie abazury, a j@ sama to nawet sloika nie potrafie porzadnie podwiesic. kotara w stolowym odslania sie tylko do polowy, bo sie sznurek zacial. z farby oblazi wszystko, peka i luszczy sie – sciany, sufity, rury – ale to akurat mi wyjatkowo odpowiada, bo kiedy nieraz po przebudzeniu tak sobie leze na ziemi (spie na ziemi, bo izka zabrala takze lozko), na kulawym fotelu w stolowym, czy w wannie w lazience i patrze na te fantastyczne wzory, to mi pobudza wyobraznie i w tych rysach, plamach i zygzakach zauwazam rozne ciekawe historie o ludziach i zwierzetach (najbardziej lubie te sciane, gdzie jest wyskrobane „mks mp king” w koronie na srodku czegos abstrakcyjnego i rownie skomplikowanego co slynna bitwa pod grunwaldem). ale np sterane zyciem meble to juz mnie wcale nie inspiruja, trudno zobaczyc cos intrygujacego w drzwiach szafy, ktore stoja obok niej, bo podczas jakichs obchodow ktos (moze nawet j@ sama) wyrwal je z zawiasow. dwie z kuchennych szuflad takze maja odczepione scianki przednie, a ja boje sie je przyklejac, bo potem moze w ogole sie nie otworza i zostane bez widelcow. z szyb w oknach trzy maja pekniecia, dwie sie trzymaja same, a jedna na tasme klejaca, ale to nie moja zasluga, tylko kolezki, ktory najpierw w nia przypierdolil z dynki, a potem pelen pijackiej skruchy artystycznie skleil.
    nie myslcie jednak, ze panuje tu jakas tragedia nowooroleanska, bo ogolnie dbam o czystosc i nie ma u mnie szczurow ani kotow, nie jest tez nigdy narzygane dluzej niz do poludnia – jesli chodzi o materie organiczna, to mam tu bardziej higieniczne warunki niz niejeden z was, jedynie w kwestii struktur syntetycznych to wszystko dookola zamienia sie w ruine, gdyz takie sa odwieczne prawa natury, a j@ nie zamierzam w to ingerowac. z punktu widzenia starej baby pewnie przydalaby sie przerwa konserwacyjna, moznaby wpuscic jakichs brudasow z narzedziami niech reperuja, ale czy warto? w koncu i tak niedlugo pewnie umre i co wtedy bedzie mialo za znaczenie czy szafa miala zawiasy albo, ze szufladzie wypadalo czolo?
    j@ mysle, ze nie bedzie mialo zadnego, a wy?

    jesli masz dosc malego trafiku i doskwiera ci wrazenie ze roztrwaniasz sie w anonimowym tlumie, to za niewielka oplata moge ci otworzyc konto na prestizowym serwisie blog.art.pl. posiadanie takiego konta stwarza szanse na dolaczenie do grona absolwentow renomowanych warszawskich uczelni o profilu psychologicznym, socjologicznym, kosmologicznym, a takze ekonomicznym, filozoficznym i artystycznym. zostajac elementem tak dostojnego grona latwiej jest przepychac gowno i unikac deprymujacego wrazenia pospolitosci, co obrazowo przedstawiono na diagramie.

    blogscomparison.gif

    * aby stac sie uzytkownikiem serwisu blog.art.pl nalezy wplacic na moje konto 499pln (dla grup zorganizowanych – rabat), wypelnic formularz i zlozyc podanie na papierze kancelaryjnym. do podania nalezy zalaczyc 4 aktualne jpegi (dziewczyny do lat 32 takze zdjecie calej sylwetki). numeru konta oczywiscie nie podam – jesli ktos ma ochote nalezec nawet do tego typu elity musi umiec znalezc droge, aby tam sie wkrecic.

    @linka do malpy: stale tylko narzekasz i szydzisz, a nie potrafisz zaproponowac nic konstruktywnego. bo nie podobaja ci sie moje notki, ale przemysl swoje postepowanie czy nie za duzo wymagasz od zwyklej siedemnastolatki zamieszkalej na jedynym z gryfinskich osiedli? moze w wyrafinowaniu swoim nawykla jestes do czytania szeroko nakreslonych historycznych powiesci z mnogoscia realistycznych szczegolow napisanych przez skandynawskich noblistow w okularach lub stawiajacych przed czytelnikiem trudne wyzwanie szkicow krytycznych o wspolczesnosci autorstwa warszawskich socjologow z kozimi brodkami i dlatego nie zadowala cie nic co j@ tu sobie notuje o moich malych sprawach z zycia na prowincji??? podejmuje kolejna probe pojednania ze zbuntowana czytelniczka i wychodze ku tobie z propozycja dziesieciu roznych ciekawych tematow do wyboru, uszeregowanych od najkrotszego do najdluzszego:

    1) umysl a syf
    2) wazne sprawy wazek
    3) zastosowanie praktyki w teorii
    4) czy eminem jest komercyjna kurwa
    5) alienacja jednostki na terenie jednostki
    6) teoretyczne aspekty tworzenia mang w kodzie ascii
    7) koziolek matolek na tropach swietego graala i inne mity
    8) monograficzne ujecie dzialan pedofili na tylach frontow II wojny swiatowej
    9) motor – aspoleczna apoteoza wolnosci czy kwintesencja pozerskiej chujozy
    10) usuwanie cial obcych z cewki moczowej u inteligencji polskiej w latach 1981-1989

    a teraz przenosimy sie do chorzowa na stadion slaski, baszczynski zlam jebany nos jebanemu kuhbauerowi!

    od jakiegos czasu grasuje u mnie zjawisko nadprzyrodzone. nie moge powiedziec, ze pojawil sie duch ani ze grasuje zjawa, bo tego czegos nie widac, albo przynajmniej j@ nie widze. skad zatem wiem o istnieniu tej istoty? zaczelo sie od tego ze czulam ja, to znaczy stwierdzalam jej obecnosc zmyslem powonienia. dawala o sobie znac wydzielajac charakterystyczna won gazow jakie powstaja w jelicie grubym na skutek fermentacji niestrawionych resztek fasoli lub kalafiora. mowiac wprost duch zaczal nawiedzac moje domostwo i pierdziec okrutnie po nocach. skad wiedzialam, ze to duch a nie jakas nieszczelnosc w kanalizacji? a stad, ze duch ten wykazywal sie sprytem, inteligencja i zlosliwoscia – pojawial sie wylacznie wtedy kiedy bylam w domu sama i pijana oraz nigdy nie ukazal mi sie, abym nie mogla mu zrobic fotografii cyfrowej. po pewnym czasie posunal sie nawet do tego, ze zaczal pierdziec glosno, oczywiscie bezczelny typ pozwalal sobie na to tylko wtedy kiedy bylam juz po co najmniej dwoch winach i zachodzil mnie np w lazience, gdy oparta czolem o lustro oddawalam mocz do umywalki, duch ten nagle prul powietrze groznym warknieciem swojej metafizycznej odbytnicy. kiedy odwracalam sie szybko rozbryzgujac mocz po kafelkach, oczywiscie nikogo za mna nie bylo, a zamiast eterycznej mgielki unosil sie tylko wiadomy zapaszek. nie wyobrazacie sobie nawet jak trudno jest zyc w takim nawiedzonym domu, juz chyba wolalabym zeby mi widelce lataly niz piardy znikad za plecami, bo do tego rodzaju psychoterroru to nawet egzorcyste trudno bedzie zamowic. na razie radze sobie tak, ze pale sandalowe kadzidla i slucham glosnej muzyki (primus, butthole surfers, niemiecki power metal), mam jednak obawy czy zmora sie nie zdenerwuje tym, ze ja ignoruje i np kiedy bede spala nie zacznie mi srac do lozka albo cos jeszcze gorszego.
    no ale dzisiaj tego typu sprawy schodza na plan dalszy, juz za pare godzin bardzo wazny mecz z austryjakami i mysle ze najpiekniej i najsprawiedliwiej by bylo gdyby zly duch opuscil mnie po pewnej i wysokiej wygranej bialo-czerwonych i podazyl do mattersburga za dietmarem kuhbauerem.

    1) do czytelnika goraco pragnacego kontaktu: nie mam gadu-gadu ani nie zamierzam go instalowac. mam icq (mirande), uzywam sporadycznie, a numeru i tak nieznajomym nie podaje. uwazam, ze najlepszy sposob zeby poznac blizej @linke to regularnie udzielac sie w komentarzach na jej blogusiu.
    2) biale plamy na poprzednim obrazku mialy z jednej strony utrudnic ewentualne rozpoznanie moich kolezanek i pozniejsze fochy z ich strony, a z drugiej strony takie plakaty maja na ogol jakis tego typu motyw, wydalo mi sie to zabawne.
    3) zainteresowala mnie kwestia spermy szatana – wg statystyk internauci trafiajacy tutaj z wyszukiwarek najczesciej poszukuja frazy „sperma szatana”. pamietam ze jakis czas temu napisalam o winie byk pod taka wlasnie nazwa i moglabym przysiac, ze na tyle na ile kontroluje wlasna swiadomosc i pamiec, to nazwe te wymyslilam na poczekaniu. chcialam uzyc jakiegos wykwintno-morderczego epitetu i z glowy wyjelam te, jak mi sie wydawalo, swieza marke pasujaca do produktu. googlujac teraz okazuje sie, ze takie wino podobno istnieje – podobno, bo nikt nie ma skanu etykietki, a internauci piszacy o „spermie szatana” wspominaja, ze tylko widzieli to w ich okolicy, a wiadomo ze na potrzeby internetu wiele osob wymysla rozne takie historie. dodatkowo niedawno czytalam po raz pierwszy ksiazke napisana wiele lat przed moimi narodzinami, w ktorej zona pastora uwaza ogolnie kazdy rodzaj alkoholu za „sperme szatana”. rozwazam takie mozliwosci:
    a) zwykly czysty przypadek – j@, producent taniego wina i amerykanski autor wymyslilismy niezaleznie od siebie taka nazwe – w sumie nic w tym specjalnie oryginalnego nie ma i jeszcze wiele innych osob moglo miec podobne skojarzenia. (moze zmniejsza sie liczba mozliwych mozliwosci na nowe nazwy i takie zjawiska beda sie powtarzac coraz czesciej?)
    b) flashback z glebokich i mrocznych pokladow nieswiadomosci – moze bylam gdzies kiedys o czwartej nad ranem w jakims zapadlym monopolowym na prowincji aby uzupelnic zapasy i tam blednym wzrokiem slizgajacym sie po dolnych polkach eksponujacych towar ponizej 3 zlotych omiotlam butelke krotkiej serii wina ww wymienionej marki. moze nawet sie zatrzymalam dwie sekundy dluzej na etykiecie, moze nawet sie zasmialam, umysl swiadomy tego nie zarejestrowal jednak podswiadomosc tak i kiedy pisalam notke o papiezu wskutek jakiegos dziwnego rykoszetu w poluzowanych synapsach taki fragment wizji na ulamek sekundy pojawil sie podpowiadajac mi zupelnie nowa nazwe, ktora w rzeczywistosci juz widzialam w odmiennym stanie swiadomosci? (podobno chirurdzy maja zakaz komentowania pacjenta w totalnym znieczuleniu, bo medycynie znane sa przypadki, ze taki pozornie uspiony i nieczuly gosc, potrafi potem odtworzyc tresc pogawedki jaka odbylo dwoch doktorow nad jego otwartym brzuchem.)
    c) teoria spisku – nie ma i nie bylo zadnego wina pn „sperma szatana”, a internauci, ktorzy o tym rozprawiaja przeczytali o tym albo na moim blogu albo w amerykanskiej ksiazce i na roznych forach usiluja wygrac watki „kto zna najbardziej wiesniacka nazwe wina”. (w takiej sytuacji oznaczalaoby, ze zapoczatkowalam zwykla plotke z kategorii tzw „urban legends”).
    d) telepatia – wino o takiej nazwie istnieje gdzies w innym wymiarze, w jakims swiecie idealnym lub jeszcze gorszym niz ten i czasami doswiadczamy przebitek z tego innego wymiaru, ktore owocuja w takie wlasnie wizje, legendy lub wspomnienia jak to o mitycznym winie pod dziwna nazwa. (a moze tez sam szatan ma w tym swoj udzial, kiedy szepce nam do ucha takie wlasnie podpowiedzi?)
    e) blad matriksa – po prostu znowu im sie cos zjebalo w kodzie.
    jesli ktos zna wiarygodne wyjasnienie tej zagadki, to chetnie je poznam.
    4) marze o tym, aby miec kiedys madrych czytelnikow, z ktorymi moglabym polemizowac w komentarzach na rozne ciekawe tematy moich notek.


    • RSS