krotko, szybko, bez gumy:
czesc!
milcze bo pije. kiedy zaschnie w ustach trzeba przerwac tok narracji i strzelic malucha, ktory czasami przemienia sie w osiemnascie dni orgiastycznego pijanstwa. potem jednak przychodzi otrzezwienie i chec poprawy, doskwiera zaciagniety dlug spoleczny i odpowiedzialnosc wobec czytelnikow. nachodza niesmiale pomysly wylgania sie jakos falszywie (nie pisalam: bo rozjebalam klawiature od giercowania, bo awaria nadajnika, bo papiez mnie urazil swoja wypowiedzia, bo wojna domowa od wielu wiekow trwa, bo mlyn i restrukturyzacja w zakladzie pracy, bo mialam naderwane ucho, bo szczury kable gryzly, bo nie moglam pisac bo zlamalam palec kiedy schodzilam po schodach i dlubalam w nosie a jaca brat wyplacil mi karczycho, bo porwali mnie cyganie, bo uwiedli husarzy, bo nalog nie druzba swoje wymagania ma, bo choroba koncerty przeloty miedzykontynentalne, bo byla przecena na giery w medjamarcie, bo a moze nie udalo mi sie ostatnio napisac nowej notki, bo bylam przytrzymywana za koszulke, a moze jeszcze co – takie i inne byly przyczyny dla ktorych nie pisalam tego bloga), ale zostawmy te przeszlosc – postanowilam, ze jestescie dla mnie najwazniejsi, chce byc z wami i juz wiecej nie wezme kieliszka do ust, przeto pragne obiecac teraz wam jedno:
na sylwestra nigdzie nie ide. zostaje na blogu.
a wy?