mydziecisieci blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 9.2006

    natura ciagla wilkowi druta w lesie, tam mu sie dobrze zylo, a w zoo mimo doskonalej opieki weterynaryjnej i braku problemow aprowizacyjnych wilk marnial. gnusnial, zmienial sie w spilingowana i nakremowana stara babe, co dobrze je, malo tyje i wyglada na 48 a nie 52, jak ma w dowodzie, bo chodzi na silownie pn-pt a w weekendy oklada sobie twarz glutami z bagien. ludzie daja sie w to wkrecic, ale j@ na nie patrze jak na postacie ucharakteryzowane do thrillerow psychologicznych. nie lubie tez chodzic do zoo ogladac i poznalam blizej kilka murzynek, ktore choc moze pachnialy inaczej i mialy spekane piety, to mialy tez cos czego starannie wycyzelowanej babie nie uda sie kupic w zadnej drogerii ani z katalogu.
    dzisiaj w porze poludniowej spozywajac ukradkiem butelke wina w parku zaobserwowalam jak wszawy bezpanski wielorasowiec i spedzajacy dwie godziny dziennie u kosmetyczki pudel-medalista, zgodnie pogonily parkowa wiewiorke ktora zeszla z drzewa, aby wylizac papierki po hamburgerach. wiewiorce udalo sie uciec do dziury, doszlo za to do zwarcia miedzy dwoma psami, interweniowala wlascicielka pudla kijem i wrzaskiem, kundel uciekl jak wiewiorka, a na placu boju zostala tylko odpicowana baba mutant z lysodupym pokurczem. widok przykry jak korea poludniowa wygrywajaca na poprzednim mundialu z polska, hiszpania i wlochami. takie baby niedawno baly sie i lasu i wilka, a teraz dominuja w parku, tlamsza wilka w zoo i zamieniaja siebie i wszystko w konkursowego pudla.
    czy nie zastanawia was czasami czy cywilizacja zniszczy nature czy natura zniszczy cywilizacje czy moze beda mogly zyc w symbiozie i pic piwo w parku na trawie? czy moze walka bedzie trwala w nieskonczonosc i zadna ze stron nigdy nie wygra? albo czy nie zastanawia was tez czasami jak uzytkowniczki dlugich doczepianych paznokci malowanych w wielkanocne szlaczki podcieraja sie z takimi szponami?

    podczas wczorajszych sobotnich obchodow zostala wyjebana brama wjazdowa do mojej rezydencji. brama wazy chyba wiecej niz sto kg. na skutek niezwykle brutalnej i agresywnej interwencji wlasciciela posesji dzisiaj nad ranem musialam zadzwonic po kowala, aby drzwi jak najszybciej wstawil. kowal ten byl z litwy czy chuj wie skad ale mowil po naszemu i nazywal sie kowalski. przyjechal z kowalczykiem do pomocy i wstawil mi brame w piec minut, a zamiast zaplaty w brzeczacej monecie zgodzil sie rozpic polowke, ktora trzymalam zakamuflowana na wypadek niespodziewanych okolicznosci. zasiedlismy do zaimprowizowanego na kartonie stolu z kowalem i kowalczykiem, po kilku miarach gorzalki rozwiazaly sie im jezyki i opowiedzieli mi oni nastepujaca historie: wczesniej bylo ich trzech – kowal kowalski, kowalczyk nowak i ten trzeci, kowalik zdaje sie mu bylo. po pracy zwykle lubili sie napic, a dokladnie to zeswinic i po jednym takim zeswinieniu odnosili nieprzytomnego trzeciego do domu, ale w ciemnosci pomylili sie i przerzucili go przez zly plot do cudzego ogrodu, gdzie rozszarpali go wilczur i doberman. na to ja opowiedzialam im historie zimowa ze swojego dziecinstwa, kiedy to bylam w odwiedzinach u kolegi na wsi, wypilam niepotrzebnie za duzo i postanowilam wyjsc sie przewietrzyc troche. nie znalam okolicy zupelnie i wedrujac zakapturzona krzywo przed siebie w coraz wieksze zaspy zabrnelam gleboko w las i przestalam slyszec glosy cywilizacji, nie widzialam tez swiatel i nie wiedzialam jak wrocic z powrotem, wydawalo mi sie ze chodze w kolko, a snieg jest coraz wyzszy, chociaz chyba wcale nie padalo. zmeczona wedrowka zlozylam glowe na kupce sniegu, aby chwile odpoczac i prawdopodobnie nigdy juz sie nie obudzic, bo oczywiscie od razu zasnelam zdrowym pijackim snem. jednak wasza ulubiona autorke obudzili wilczur, doberman i maly wsciekly kundel, trzy wiejskie psy, ktore pojawily sie tam calkiem mozliwe ze z jakiegos nadprzyrodzonego powodu i zaczely wsciekle szczekac nad moja glowa, co uratowalo mi zycie. jak tylko wstalam to przejechal niedaleko samochod i dzieki temu znalazlam szose, po ktorej wrocilam do bazy, gdzie wszyscy juz sie niepokoili i chcieli organizowac poszukiwania z pochodniami. kowalom spodobala sie moja historia o trzech bohaterskich psach, ktore bezinteresownie uratowaly mnie od smierci przez zamrozenie, za co chcialam korzystajac z tej okazji serdecznie im podziekowac. wielkie brawa pieseczki!

    all wi doin is defendin. pamietam jak w szostej klasie szkoly podstawowej, na lekcji srodowiska, zafascynowala mnie uspiona potega tkwiaca w marnym niedopalku zdolnym jednak w kilka godzin pokonac tysiacletni las.
    codzienna kontemplacja tego spostrzezenia inspiruje mnie do dalszej nieugietej walki z systemem.
    nawet kiedy jede autobusem i patrze za okno, w duchu prowadze nieustepliwa, skryta walke z rezymem.

    wroblewskiego

    nie moglam sie powstrzymac.
    i patrzylam sie na grzyb atomowy, chociaz wiedzialam, ze to mi szkodzi.

    widzac podrozujacego tym samym co j@ nocnym srodkiem komunikacji miejskiej, wyalienowanego placzacego kobieteona prawie bez wlosow nie zaoferowalam kurtuazyjnie chusteczki higienicznej.
    niech po mesku smarcze w swoj zgrzebny feministyczny rekaw!

    kolega poszedl wlasnie zwymiotowac w lazience, a j@ wykorzystuje te chwile przerwy aby skreslic do was pare cieplych slow: skrotowo co u mnie: wyjechalam na wakacje dorobic sie do angli i zostalam. zawsze myslalam ze w londynie jest bosko, ale nie ze jeszcze boszczej niz w buenosaires. zostaje tutaj z powodu braku perspektyw w moim malym miasteczku z niska zabudowa. uwazam, ze polska jest jak jakies nudne biuro w piatek po pietnastej, gdzie siedza same stare baby z zabalsamowanymi twarzami i napierdalaja blogerie o jedzeniu, pieniadzach, pogodzie i tym co w pracy. uwazam, ze z polski musialam wyjechac z tego powodu, ze 80% ludzi przez 80% czasu napierdala o polityce, mieszkaniach i samochodach albo jebaniu, dzieciach i zarciu. a to razem daje 640 procent kwadratowych czasu zajetego przez jalowe napierdalanie o swoim syfie codziennym. na zachodzie, zwykly czlowiek moze liczyc na 40 a nawet 60% mniej jalowego napierdalania. tu w londynie, gdzie jestem mam fajna prace ktora polega na tym, ze sprzedaje popcorn w cyrku, slucham koena na uokmenie i hiphopu z laptopu, mieszkam sama z trzema hutsi i trzema tutu, ale jak odloze to wroce do polski i kupie sobie mieszkanie w wiezowcu. choc czasami odczuwam naturalnie ludzka potrzebe przytulania warg do zimnej puszki browca i czesto ulegam pokusie calonocnych wyrafinowanych pieszczot z te i innymi butelkami, to jednak wcale nie teskno mi do kraju gdzie kruszyne amfetaminy dzieli sie na czworo i zeni z rozgniatanym swinstwem. ponadto uwazam ze w polsce nie ma przyszlosci dla malego biznesu. ponadto wole chodzic na premier ship niz orange extra klase. a wokalista tsa powiedzial, ze gdyby hendrix urodzil sie w polsce to jedyna osoba, ktora by sie nim zainteresowala bylby marek kotanski. a jeden angol z tutejszego sejmu powiedzial, ze we must find new lands from which we can easily obtain raw materials and at the same time exploit the cheap slave labor that is available from the natives of the colonies. the colonies would also provide a dumping ground for the surplus goods produced in our factories i uwazam ze mial racje, ale ktos kto ma nocne zmazy z czegewara w roli glownej, ten nigdy tego nie zrozumie. tymczasem miliard chinczykow rozprzestrzenia sie po powierzchni ziemi, a co najmniej drugie tyle ryje pod nia tunele, aby pewnego dnia zaczac wysypywac sie ze studzienek kanalizacyjnych na ulice miast europy i ameryki. jedynym ratunkiem dla ludzkiej rasy jest eksploracja przestrzeni kosmicznej i kolonizacja nowych planet, bez ogladania sie na protesty alterglobalistow i uczestnikow parad. byc moze dopiero nowej polskiej mlodziezy w nowym swiecie na nowej planecie uda sie stworzyc wolne od hunow spoleczenstwo oparte na zasadach prawdziwej tolerancji, tak jak w angli gdzie nie dyskryminuje sie kogos, za to ze ma piura i slucha iron meiden. o! kolega wrocil z ubikacji! to naraziowki!


    • RSS