mydziecisieci blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 10.2006

    dochodzi do przepelnienia internetu i mejtriks sie wylacza, a ja sciekam po wannie i wpadam do czarnego lejka i pedze rurami, zylami i swiatlowodami i to wszystko rozplywa sie w wielowymiarowej kaluzy i tak panie, kilkadziesiat minut, ale wydaje sie jakby znacznie dluzej, lata cale.

    alinka2.jpg

    cztery najwieksze przyjemnosci wg masajow:
    - jedzenie, spanie, seks, polowanie
    cztery najwieksze przyjemnosci wg @linki:
    - piwo, narkotyki, futbol, internet.
    zapraszam do teatru!

    czyli lubiezne upublicznianie najintymniejszych stanow duszy z ekranu i ze sceny jednoczesnie

    alinka.jpg

    czulam sie jak lord vader

    no heeej

    6 komentarzy

    co wam jest misiaczki, pieseczki, delfinki? jacys markotni ostatnio jestescie. chyba sie nie obraziliscie co? na mnie byscie sie chyba nie obrazili?
    czytelnicy, powiedzcie @lince co wam lezy na sercu!
    wiecie, ze mozecie zwrocic sie do mnie, jako do waszej starszej kolezanki i druhny druzynowej, w kazdej sprawie, ktora was dreczy czy niepokoi, ktora zamiast spac kaze wam niespokojnie wiercic sie do switu wsrod rozgrzanej poscieli. ze mna mozecie byc calkowicie szczerzy, zapraszam do powaznych rozmow, a moze i nawet czegos wiecej w komentarzach pod spodem… porozmawiajmy jak prawdziwi czytelnicy z prawdziwa alinka!

    czytelnicy.jpg

    pamietajcie, ze jestescie moim dwunastym zawodnikiem.
    dla takich czytelnikow jak wy, warto napierdalac blogusia na 110%!!!

    j@ live

    Brak komentarzy

    do tej pory wasze kontakty z @linka polegaly na tym, ze zakladaliscie cieple bambosze i z kubkiem kakao zatapialiscie sie przy kaloryferze w lekture notek txt. teraz nadarza sie okazja, zeby zobaczyc mnie w akcji na zywo – zapraszam wszystkich czytelnikow na spotkanie z czytelnikami – awangardowa psychodrame o mnie: od 26 do 28 bm o godzinie 19 wystapie w berlinie w teatrze „les paulos”. pod tytulem „narkotyki – jak daja to bierz. polnisches theater mit übersetzung” zaprezentuje kilka kawalkow z mojego blogusia po polsku, niemiecku i angielsku – cena 5 euro, a w programie: popisy sztuki aktorskiej, efekty specjalne i darmowa pizza. przewidywane sklady regie: walczak d. cast: paulina neukampf multimedia: agnieszka miluniec, piotr starzynski kostüme: ludomir franczak übersetzung: andrzej wojtasik, juliane weddigen, piotr rybkowski licht, bühnenbild, musik: piotr rybkowski pr: nona schulte-römer special thanks to: studiobühne mitte, theaterhaus mitte gwarantuja, ze kto sie wybierze tego dnia na berlinski studion buhne, bedzie mial okazje zobaczyc dobre teatralne widowisko.

    narkotyki.jpg

    studiobühne mitte sophienstraße 22a berlin
    datum: 26. bis 28. oktober 06 zeit: 19 uhr
    karte: €5

    reservationen/infos 030 5130 0228

    zniszczy was acne vulgaris
    mlody arab przezywa pustynna burze uczuc nie mogac zdecydowac sie na namietny zwiazek z koza albo wielbladem. kiedy koza ucieka z wielbladem, abdullah wstepuje do alkaidy i poprzysiega zemste zgnilemu swiatu zachodu. kosmiczny wirus przywleczony przez labedzia, ktory zimujac w afryce polknal meteoryt zamienia twarze wszystkich ludzi we wrzody tryskajace gejzerami ropy. ale to jeszcze nie koniec – zaglade swiata wywoluje zbuntowana aplikacja typu password generator wykorzystujaca jako procesor losujacy mozg zdegenerowanego pijaka. na skutek nieuwagi pracownika laboratorium, sztuczna inteligencja wymyka sie spod kontroli pentagonu, aby napic sie w barze, a kiedy wraca pijana do tajnego osrodka postanawia zemscic sie na zle traktujacej ja ludzkosci nawiazujac kontakt z rozpracowywanym przez laboratorium benladenem i zdradzajac mu hasla do serwerow kluczowych amerykanskich korporacji. sparalizuje to system bankowy i orbony powietrznej oraz inne wazne podsystemy, dzieki czemu kontrole przejac bedzie mogla alkaida. na nic sie jednak to jej nie zda, poniewaz jeden z jej najzagorzalszych czlonkow – abdullah, ktory najpierw zgwalcil, a potem nawiazal romans z parkowym labedziem – zaczyna rozsiewac kosmiczna zaraze wsrod utrzymujacych z nim stosunki braterskie mudzahedinow. ameryka pada pod jarzmem alkaidy, ktora trzebi tradzik z kosmosu i zanim komukolwiek uda sie wytworzyc szczepionke, jest juz za pozno, ludzkosc zamienia sie w zbiorniki tryskajace czarna ropa, ktorej cena gwaltownie spada wbijajac ostateczny gwozdz do trumny.

    owczy poped czarnej owcy
    w xxxi wieku rząd usa dzieki wynalazkowi maszyny czasu wysyla ochotnikow korpusu pokoju w przeszlosc do 1950 r., aby naprawiali swiat, zanim ten zdazy sie doszczetnie spierdolic. jedna z nich, stydwudziestokilogramowa rebeka z ditroit w miczigan, gwalci malego chlopca z irackiej wioski poprzez wielotygodniowy facesitting odbywajacy sie pod pretekstem nauki jez angielskiego dla poczatkujacych. po latach, sadam obejmuje wladze nad krajem i rozpetuje wojny i sieje terroryzm. rzad usa postanawia wyslac specjalna ekspedycje, aby zlikwidowali perwersyjna wolontariuszke zanim zacznie ona uprawiac swoj niecny proceder na przyszlym wladcy. kiedy ekspedycja dociera na miejsce do 1950 i jej czlonkowie usiluja odnalezc rebeke, zaczynaja jeden po drugim ginac w tajemniczych okolicznosciach – a to z przepicia, a to potraceni przez rozpedzonego wielblada, a to w lazni parowej zaduszeni stalowa linka przez pare rak w rekawiczkach wysuwajaca sie nagle z bialych klebow pary. na koniec zostaje tylko dwojka: wykastrowany azjata geniusz komputerowy i oziebla lezbijka, typ niepijacej podgolonej feministki w okularach, wybitna specjalistka w dziedzinie gender studies. probujac wyjasnic zagadke spotykaja w gorskiej jaskini starego sufickiego derwisza z wycietymi powiekami, ktory wyjasnia im ze musza stoczyc walke o losy swiata ze sztuczna inteligencja wykopana przypadkiem podczas prac archeologicznych. to ona zakodowana w tabliczkach pisma klinowego po odcyfrowaniu zawladnela umyslami grzebiacych tam w piachu rosyjskich archeologow, ktorzy zainfekowali starozytnym evilem rebeke i sadama husajna. azjata i lezbijka odkrywaja ze grozi im smiertelne niebezpieczenstwo ze strony sztucznej inteligiencji, ktora pewnie juz wie o ich i istnieniu. razem musza podolac, aby odkodowac motherfuckera, eunuszy geek i lysa lezbijka dokonujac wielkiego poswiecenia pokonuja wlasne uprzedzenia teoretyczne i generuja sile milosci o mocy co najmniej stu tysiecy kiloton, bo tylko zajebiscie wielka milosc ma moc zbawic swiat. udaje im sie to w spiworze w ostatnich dziesieciu minutach filmu, chociaz niestety tym razem ginie grajacy derwisza bruce willis.

    jak czarnecki do poznania
    rok 2022. 10 lat po wojnie atomowej, swiat jest opanowany przez rezim islamskich fundamentalistow. jedyna osada wolnosci, ktora stawia czynny opor talibanskim okupantom jest twierdza torun, skad zabarykadowani ojciec rydzyk i jego sterydowe babcie nadaja nocami tv tram. sygnal udaje sie odebrac nielicznym ocalalym niedobitkom, ktorych arabi nie zlapali jeszcze w jasyr. bocznymi drogami wsrod eschatologicznej scenografii wedruja w kierunku kujaw ministrant-onanista, poganski skin-head, pol-zyd-rasta-man oraz zbiegly wiezien lalit-mohan. maszerujac glownie nocami, za dnia chowajac sie do zbeszczeszczonych kosciolow, obserwuja calkowita islamizacje, tyranizacje i babilonizacje kraju. ministrant po drodze porzuca zgubny nalog onanii, nawraca na lono rzymskiej wiary najpierw rasta-mana, potem poganskiego skin-heada, a na koniec samego lalita-mohana. niedaleko od swiatyni opatrznosci bozej przylacza sie do nich pies rasy wilczur. czterech wiernych odrodzonych w duchu swietym i patriotycznym, dociera do toruna, tam pod wodza wodza generala ojca dyrektora rektora rydzyka formuja sie sily dobra. stajac na ich czele czterech wiernych – dariusz, mariusz, arkadiusz i tadeusz odbijaja z rak arabow czestochowe, wadowice, a potem reszte kraju. polska flaga powiewa dumnie obok amerykanskiej na czubku minaretu w mekce.

    torrent downloaded from http://www.demonoid.com

    krzysztof krawczyk & the sons of negus, „ethiopio, ziemio naszych praojcow”
    i pokaral pan grzeszna niewiaste futrem na lydkach i nakazal: „w bolesciach wlosy usuwac sobie bedziesz”:

    wlosy.jpg

    na czym to j@ wczoraj skonczylam? aha, o sobie pisalam. no to jade dalej: np siedzimy na jakiejs werandzie, w tym kraju zamorskim z trzema dziewuchami, kopcimy marihuane i pijemy rum albo szkocka i gawedzimy, az jedna z nich mowi: a ty @linka to jestes z polski, co nie, a wez nam cos opowiedz, jak tam jest. j@ tam najpierw to sie tak kryguje troche, wykrecam, e co tam – mowie – nie ma nic do opowiadania, kraj jak wiele innych, ani maly ani duzy, ani dobry, ani zly, mocna pozycja srodka tabeli miedzy strefa spadkow i strefa pucharow, ale one napieraja no powiedz powiedz, o wojnie opowiedz i o pianiscie z warszawy co nie bo to w polsce sie dzialo, czy to prawda ze tam jest komunizm, no i w koncu sztacham sie narkotykami, pociagam lyk ze szklanki i jade wstepem, w paru zdaniach szkicujac tlo historyczne od piasta kolodzieja do kwasa pierwszego i mowie, ze chuj z komunizmem, obecnie polska jest pod hunska okupacja, ktorej nie pokona nikt, ani owsiak, ani rydzyk, ani spiacy rycerze. huni dominuja i tlamsza polakow, az ci nie moga i wyjezdzaja, tak jak np j@ wyjechalam nie potrafiwszy juz tego zniesc dluzej. wytlumaczylam, ze nie jest to nic nowego, ze polacy musieli emigrowac od stuleci, bo juz za czasow mieszka pierwszego hunstwo panoszylo sie rownie ekspansywnie jak dzisiaj (sam zreszta mieszek byl nota bene hunem). a zaczelo sie to wszystko w czasach prehistorycznych, kiedy to pare tysiecy lat temu dzikie i wojownicze plemiona z azji zaczely najezdzac i podbijac pokojowo i magicznie nastawione plemiona preindoeuopejskie, ktore zamiast walczyc o dominacje i pozycje w hierarchii wolaly zajmowac sie jedzeniem grzybow i kultem wielkiej bogini. od tamtego czasu zycie tutaj coraz bardziej zaczelo przypominac konkurs, kto ma wiecej i wiecej narucha (m) lub kto sie lepiej podlozy i bedzie mial wiecej (k) oczywiscie w roznych subtelnych przebraniach i strojach z epoki. obecnie hunstwo w polsce jest typu raczej matriarchalnego, krajem rzadza stare baby, ktore nawet jak sa jeszcze mlode i maja w nosie kolczyka, to juz sa stare i kombinuja jak sie ustawic na nastepne 50 lat i pod ich wplywem mlodzi polacy zamiast grac na gitarach i praise jah, pracuja uczciwie, aby miec lepsze mieszkania niz ich kolezanki z pracy i potem jedyne wyjscie wolnosciowe jakie im pozostaje to calkowita anestezja alkoholowa i droga bezwgzlednej piesci.
    ale trudno to obcemu wytlumaczyc, tu w angli wszystko jest wymieszane i dzisiejsi celtowie nie widza dobrze jaka jest roznica miedzy hunem i polakiem, probuja wszystko zrozumiec redukujac roznice do sztywnych parametrow takich jak zarobki, poziom wyksztalcenia, pochodzenie z dzielnic itd. trudno jest im pojac, ze hunstwo dotyczy bardziej stanu duszy, niz jakichs konkretnych wyznacznikow, ktore moznaby zbadac przy pomocy kwestionariuszy. ze roznica jest taka, jak np pisalam moim czytelnikom w poprzedniej notce, ze dla zwyklego czlowieka, podroz samolotem poza samym momentem rozpedzania i wznoszenia, jest impreza kilkugodzinna raczej nudna i uciazliwa z powodu duzej ilosci roznego typu ograniczen. okazja do podziwiania widokow zdarza sie nie zawsze (warunki atmosferyczne, siedzenie w przejsciu, widok na nitowane skrzydlo, przelot nocny nad oceanem, itd), a do poznawania nowych ludzi jest wiele ciekawszych i swobodniejszych miejsc. na te oczywista raczej chujowke, ktora w najlepszym wypadku pozostaje obojetna jesli pozwala kilka godzin poczytac i nogi nie cierpna, naklada sie jednak na huna kupa wrazen zwiazanych z doswiadczeniem luksusow lotniska z blyszczacymi podlogami, niespotykany gdzie indziej urok profesjonalnie usmiechnietych kelnerek pozyczajacych wszystkim sluchawki oraz elegenckiego jak laleczka kapitana, ktory wita i zyczy milej podrozy – no i huni daja sie w to wkrecic, zwlaszcza polscy i ruscy czuja sie nobilitowani w tak znakonomitym otoczeniu jak plastikowa skorupa airbusa z nowymi niebieskimi siedzeniami.
    w tym miejscu poczulam sie sennie i aby kontynuowac proces narracji poszlam zazyc specjalnego proszku po czym kontynuowalam dalej, choc z innego troche miejsca:
    albo siedze w barze na lotnisku i pije browar za cztery euro, a dookola browary za siedem piecdziesiat wciagaja porozsadzani prowincjonalni ruscy przedsiebiorcy budowlani czy inni watazkowie zaporoscy lat kolo czterdziestu siwiejacy ze swoimi barbieuaueczkami typu britney kurnikowa albo szila siemienowna, rumiane babuszki, ktore bez warkoczy wygladaja jak dziergane w fotoszopie kurwiszony z reklam farb do makijazu. laleczkom szybko sie nudzi tak siedziec tylko i rozmawiac, do polowy dopity drynk ze slomka przed nimi nie nakreca tak jak kiedy go przyniosla murzynka, tedy zaczynaja wyciagac z pakunkow (bo zawsze maja dookola siebie pelno pakunkow – takie papierowe torby z uchwytami ze sznurka i z tych papierowych torb wyciagaja swoje nowe ixusy – one zawsze maja ixusa, ale to im wkrotce minie – ale jeszcze nie moga nim robic zdjec, bo baterie sklepowe nienaladowane, wiec tylko ogladaja, a moze pokazuja ze wszystkich stron tego ixusa, potem wyciagaja jeszcze jakies rzeczy, buty, spozywka, klejnoty itd, a jak juz wszystko wyjely obejrzaly i wlozyly z powrotem to wyciagaja komorki i ich sponsorzy czy kochankowie, a moze ojcowie lub mentorzy chca im pewnie powiedziec, zeby nie dzwonily, ze za drogo, ze za trzy godziny beda juz w leningradzie i zadzwonia ze stacjonarnego, ale one fukaja na nich, co nic nie rozumieja i wybieraja numer do przyjaciolki, a moze matki, kochanki lub stryjenki z habarowska i zaczynaja mowic, kiedy ich towarzysze tylko patrza na nie, na ich twarze wyraznie namalowane gruba warstwa kosztownej pomady na skorze naciagnietej na kragly burak, a one mowia ze sa i jak fajnie bylo za granica, co se kupily, ile i jakich samochodow widzialy i reszty nie rozumiem bo to po rusku wszystko na zywo, zreszta one zaraz koncza i wtedy ma miejsce to bulwersujace wydarzenie, kiedy przechodzi trzech gosci w szortach w panterke i sandalach, jeden trzyma przewodnik pascala po egipcie i staja przed barem miedzy mna, a najblizsza z rosyjskich par i patrza na bar komentujac miedzy soba ceny w jezyku naszym polskim. i ten rusek handlarz, zlodziej, prawnik, specjalista od reklamy czy inny dupek siedzacy obok slucha ich chwile i wyjasnia swojej lali:
    - to polacy (oryg: „eta paljaki” z przykrym akcentem na ostatnie „a” przez co wyraz brzmi jakby wymowil go zmanierowany pedzio z licealnego kolka teatralnego). a jego lala, ktora skonczyla juz rozmawiac co dzisiaj widziala, ale jeszcze sprawdza cos na wyswietlaczu nawet nie patrzac na niego tylko na wyswietlacz, robi pogardliwa mine jakby ten lysawy powiedzial jej, ze to zakaukascy pacjenci z oddzialu chorob zakakaznych, albo przybysze z wysp na ktorych nie ma telewizji .
    ta mina ktora sie na buraku swiezo spod reki paryskiej fryzjerki wytoczonym pojawila, to bylo oburzajace! gdyby ruskich nie bylo tam calej wycieczki na zakupy, to moglabym nawet pierdolnac piwem w ten burak i uciec!
    rozumiem, ze tolerancja dla innych kultur nakazuje zrozumiec pewne roznice, zwlaszcza ze w polsce jest tez od chuja takich co pojada za granice i momentalnie padaja ofiara szoku kulturalnego widzac tam tyle dobra i luksusu, rowne drogi i chodniki bez szkla i niedopalkow i mozna usprawiedliwiac, ze to sa hunskie dzieci-ofiary stanu wojennego, ktorych wyobraznie zdeflorowal magiczny swiat opakowan towarow zagranicznych (kolekcjonowali puszki aluminiowe, folie z nadrukami z serow topionych i darmowe prospekty belgijskich firm hydraulicznych) i im tak zostalo, rywalizuja teraz z ruskimi. ale kiedy to polski hunski burak robi taki displej to mozna sie zawstydzic, ale kiedy to samo zrobi hun ruski, to wzbudza zywa nienawisc – dziwne.
    j@ np jestem polakiem i jestem swiadoma naszego dziedzictwa, tego ze legendarny prajociec nasz lech wojciech swirus, z ktorego nasienia powstala czechoslowacja, zsrr i my, to nas wlasnie najhojniej obdarowal i to my jestesmy najzajebistsi sposrod naszych drogich sasiadow. porownajcie sobie tylko – ruska, enerdowca albo czecha, zalosne fiuciny w pionierskich chustach i zaden z nich po prostu sie nie porownuje do prawdziwego polaka.
    j@ np jestem polakiem, a dla polaka najwazniejsza jest wolnosc. a dokladniej to wolnosc i honor – pryncypia ulotne i nienamacalne, a nie jakies doczesne atrakcje z plastiku dla wystraszonych onanistow-gadzeciarzy, ktorym podczas dziecinstwa spedzanego w wiejskim blocie brakowalo przede wszystkim wszystkiego, czym necily zagraniczne seriale. wolnosc i honor sa najwazniejsze, a tego co najwazniejsze nikt nam nie zabierze. a nawet jak zabierze, to mu kurwa odbierzemy.
    tak jest! jestem polakiem i jak jestem za granica, to j@ sie tego nie wstydze, co wiecej jestem z tego bezwzglednie dumna i jak walne trzy browce i pokaze moja niepodrabialna dume polska, to wszyscy od razu szacunku nabieraja i mi zazdroszcza tego, ze jestem polakiem, ze mamy zajebiste tradycje narodowe i duzo calodobowych sklepow z dobrym, tanim alkoholem. trzeba tylko umiec to odpowiednio przedstawic, a w przedstawianiu jestem dobra. i kiedy w ten sposob przedstawiam polske, to ludzie mnie sluchaja z autentycznym zainteresowaniem i mowia, ze zupelnie inaczej sobie to wszystko wyobrazali, ale teraz czuja sie troche bardziej zorientowani i przy najblizszej sposobnosci, chetnie nasz kraj odwiedza.
    yäzêgennät keber bä-Ityopp’yachchen s’änto
    tayyä hezbawinnät dar eskädar bärto.
    läsälam läfeteh lähezboch näs’annät;
    bä’ekkulennät bäfeqer qomänal bä’andennät.
    mäsärätä s’enu säbe’enan yalsharen;
    hezboch nän läsera bäsera yänoren.
    denq yäbahel mädräk yä’akuri qers baläbet;
    yätäfät’ro s’ägga yäjägna hezb ennat.
    ennet’äbbeqeshallän alläbben adära;
    ityopp’yachchen nuri eññam banchi ennekura!

    do polski predko nie wroce, bo zajebiscie stresuje mnie koniecznosc korzystania z lotnisk i samolotow – na terenie kazdego wiekszego portu lotniczego przytlaczaja mnie naspidowane tlumy ciagnace we wszystkich kierunkach walizki, glosy niewidocznych robotow pouczajacych przez megafony, mundury, karabiny maszynowe, bramki, kamery, kontrole, tajniacy, psy szkolone, sztuczna inteligencja, strzalki, promienie, czujniki i zawsze gotowe sluzby szybkiego reagowania w skupieniu obserwujace na ekranach setek monitrow kazdy moj ruch. moze te wielkie, blyszczace lotniska ze szkla i aluminium wywoluja tyle zachwytu u mieszkancow prowincji, bo im podroz kojarzy sie z szara wiata przy szosie o szostej rano i oczekiwaniem na pks do miasteczka i ktos, kto sie musial codziennie wciskac w przednie drzwi ogorka rywalizujac ze stadem grubych bab w smierdzacych kozuchach, doznaje ekstazy na widok umundurowanej kelnerki rozdajacej pasazerom orzeszki. ale j@ calkiem milo wspominam podroze polskimi kolejami psychodelicznymi, gdzie panuje zupelnie inna atmosfera – bezstresowa i nastawiona przyjaznie do pasazera – np otworzenie jakiejs grubej ksiazki i zalozenie sobie na czolo czerwonej tasiemki w pociagu zostanie odebrane przez wspolpasazerow jako zabawny zarcik lub oznaka dziwactwa, a w samolocie mozecie liczyc na rutynowe obezwladnienie zanim dobrze zdazycie zawiazac supelek. poza tym w pociagu mozna spozywac wlasne napoje i pojsc sie odpryskac, kiedy zajdzie taka potrzeba, co nie jest latwe w samolocie, gdzie sporo czasu spedza sie w pasach pod czujnym okiem sanitariuszek. a jak nie w pasach, to zeby wyjsc trzeba zaczekac jak jakas podobna do wczesnej maryli rodowicz lalunia skonczy wygrzebywac zawartosc ostatniego z pietnastu malenkich pudeleczek na naparstek dzemu albo jedno wigrono i az przyjdzie ktos kto odbierze od niej tace. j@ osobiscie to sie nie pierdole z jedzeniem w samolotach z malych plastikowych korytek, zwlaszcza ze z wegetarianskim menu to tak wydziwiaja, ze przy dluzszych lotach oplaca mi sie olac ich kalafiora plywajacego w serze smierdziuchu i zabrac wlasne kanapki, ktore dodatkowo moge zjesc kiedy mnie najdzie ochota, a nie kiedy przytelepie sie blaszany wozek. pokladowe zasoby uszczuplam jedynie o alkohol, na co mam kilka patentow jak skutecznie wyludzac dowolne ilosci wina w malych buteleczkach. jednak w pociagu taka potrzeba wyludzania alkoholu w ogole nie istnieje, a jak jeszcze w skladzie jest wagon warsu, to juz sie robi luksus klasy najwyzszej i czlowiek podrozuje jak jakis basza. na hunach doznajacych na imprezach podniety podczas dysput, ktore linie maja lepsze jedzenie i gdzie najlepiej robic zakupy na lotniskach, takie cos nie robi jednak wrazenia, chyba dlatego ze jest to niewystarczajaco drogie i zbyt dostepne dla pospolstwa, z ktorego sie wywodza i od ktorego bardzo by sie chcieli odroznic. albo chuj wie jeszcze co, psychologia jakas. poza tym wybierajac sie w podroz pociagiem, nie musicie caly dzien kombinowac co do ktorej torby trzeba wlozyc, zeby was wpuscili i nie skonfiskowali i czy gdzies w kieszeni nie zapodzial sie maly, zupelnie niestotny, kawalek czegos co zostalo po sobocie i co wyweszy ze stu metrow pies nalogowiec z ludzkimi genami. poza tym jak samolot wam spierdoli, to mozna powiedziec, ze pozamiatane, a pociag zawsze bedzie nastepny, jak nie jeden to drugi, z przesiadka albo nocny przez poznan czy cos. no i wreszcie te wszystkie koszmarne procedury zwiazane z rezerwowaniem i kupowaniem biletu, a potem etapowym wsiadaniem, rejestrowaniem, czekaniem na plastikowych krzeselkach w roznych pomieszczeniach – dzialaja na mnie tak zniechecajaco, ze nie widze innej mozliwosci jak odczekac caly rok, az bede miala wakacje. wtedy wroce do polski rejsowym autosanem, wesolo i ze spiewem (zakazanym na pokladzie samolotu), a z podrecznego bagazu nikt mi przy wejsciu nie wypruje ani jednej puszki mokrego prowiantu.
    i jeszcze jedno: slucham teraz wylacznie progresywnego folku i zastanawia mnie – czy heavy metal zuzywa w wiekszym stopniu baterie w mp3menie niz np piesni delfinow i celtycka harfa? czy jesli cos jest rytmiczne i ma wiecej dzwiekow to potrzebuje tez wiecej pradu do napedzenia halasu w sluchawki niz powolne i ciche westchnienia zwierzecych jelit?
    pytalam wszedzie – w pracy, w pubie, w sklepie muzycznym i elektrycznym, ale nikt tu w anglii tego nie wie.
    mysle jednak, ze moi niezawodni czytelnicy znaja odpowiedz i sie nia podziela!

    plachta turystyczna ze sterczacymi polamanymi zyletkami. jest latwa w transporcie – po zwinieciu w rulon mniejsza i lzejsza od karimaty, po rozlozeniu stanowi doskonala zapore przeciwko dzikim zwierzetom, takim jak wilki, kuny, zmije itp. w wewnetrznym okregu zainstalowany wymienny pas tasmy klejacej powstrzymujacej mrowki i inne drobne robactwo, ktoremu uda sie przezlizgnac przez linie zasiekow.
    przydatna w podrozy, na biwaku, w pustyni i w puszczy.

    zaporaturystyczna.jpg

    obecnie mysle nad wersja chroniaca takze przed atakami z powietrza (przez sowy, komary, pumy) oraz przed stratowaniem przez stado bawolow.

    po powrocie z apteki ‚choose drugs’ bylo mi dziwnie. zamknelam drzwi, wzielam browar z lodowki i zaczelam rysowac. okolo dwoch godzin zajelo mi sporzadzenie portretow pamieciowych wszystkich osob jakie spotkalam podczas drogi do domu. wlozylam kartki do duzej koperty, nalepilam znaczki i niezwlocznie nadalam anonimowo na adres scotland yard’u.


    • RSS