mydziecisieci blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 1.2007

    sabinka napisala mi maila, ze jest w jedenastym miesiacu ciazy, ale chyba mnie w chuja chce zrobic na podkladke, bo wg moich obliczen jedenascie miesiecy temu bylam na zimowisku i nie moglam sie przyczynic do jej zaplodnienia. na szczescie mam nawyk regularnego pisania notek w sekretnym blogusiu, moglam wiec tez sprawdzic, ze jedenascie miesiecy temu sabinka byla zafascynowana i udzielala sie w murzynskim teatrze we warszawce i tam ja pewnie zbalamucil jakis aktorzyna.
    kojarze teraz, ze wracala z tych prob nieco pokiereszowana, ale otarcia naskorka i nablonka powstale zapewne na skutek wydarzen upojnych nocy tlumaczyla mi jako efekty wyjatkowo intensywnych treningow z grotowskiego lub przyspieszonych warsztatow tanca butoh.
    ech sabinka – w sercu afryki bylaby warta kilka ladnych krow, ale na naszym kaprysnym rynku nie dostalibyscie za nia kilograma wolowiny – mogla istotnie sie tam zapomniec, dac sie poniesc emocjom i chwili. wessana w szalony wir nocnych atrakcji stolicy poznawala smak zycia wsrod barwnych postaci warszawskiej bohemy i zdegenerowanych obcokrajowcow, a czar czarnej palki mogl sprawic, ze na chwile zapomniala o swoich szczytnych lesbijsko-feministycznych idealach. dodam, ze zawsze fascynowaly ja postacie artystow, byle jaki poeta i tancerz awangardowy z byle jakiego teatru jak niecny rootkit jej firewalla omijal i uzyskiwal kontrole nad systemem, a jesli do tego gral na gitarze akustycznej albo fletni pana to nie musial pewnie nawet gumy zakladac.
    no i teraz ma – zostala sama i z brzuchem, a j@ w anglii rozpoczynam harmonijny zwiazek z murzynka szerokonosa z kamerunu (i wanna gangsta bitch) i nie moge sie zajmowac problemami sabinki. niech sie zwroci do kum z feministycznych sabatow, albo moze ktos z czytelnikow chcialby przygarnac wrazliwa lesbe w jedenastym?

    pewnego razu w srode w gryfinie przyszla do nas kolezanka, siedzialysmy z nia i z sabinka do grubo po polnocy, pilylysmy i palilysmy zdrowo pod pretekstem przygotowania referatu na ochrone srodowiska. tzn pilam j@ z sabinka, ktora nie pali i palilam j@ z kolezanka, ktora nie pije, a referat byl na poniedzialek.
    w czwartek po poludniu, kiedy sabinka byla w pracy, kolezanka dzwoni do mnie i mowi:
    - zostawilam u ciebie piornik.
    - aha – mowie j@ – to wpadaj.
    byla za pol godziny.
    wchodzi:
    - ja po piornik – mowi.
    - jasne – otwieram szerzej drzwi zapraszajacym gestem, a ona caly czas patrzy mi w oczy wyzywajaco i lubieznie – jest na stole.
    przechodzimy do srodka, posuwam sie w slad za nia obserwujac jej niezaprzeczalne walory opiete w jasny dzins. ona podchodzi do stolu i palcem wskazujacym przeciaga po zamku marmurkowego piornika, a wszystkie kredki tezeja i usiluja sie wcisnac w temperowke. wtem wiem juz o co chodzi i bez zbednych ceregieli siadamy na lozku a ja powoli skrecam blanta. kiedy pali, delikatnie wodze palcami po jej karku i za uszkiem, po zebrach i tluszczyku nad odslonietymi biodrami. czekam co zrobi, a ona mruczy cicho, wypuszcza dym i gladzie klowe na moim przedramieniu opartym za jej plecami. gdyby to byl film amerykanski, serial latynoski albo blog.art.pl, ktos powinien powiedziec, ze nie powinnismy tego robic, a ktos drugi powinien odpowiedziec ze nie powinnismy tego mowic, ale tak sie nie dzieje, dochodzi do zwarcia, staczamy sie na podloge, ona wpija sie we mnie i oplata mnie nogami, j@ lewa reka lapie z talerzyka (nie mam popielniczki bo fai nie pale) blanta i przystawiam go sobie do ust. zaciagam sie spokojnie, ale solidnie. jest smaczny, a ona juz nie chce, dym ma posmak jakiejs przyprawy, ale nie znam sie na przyprawach, wiec trudno jest mi okreslic co to moze byc, na pewno nie dodaja tego do zapiekanek, ona wije sie nadal, a j@ pociagam sobie jeszcze kilka razy, ale nie roztrzasam juz kwestii podobienstw do jakichs ziol majacych zastosowanie kulinarne, zwlaszcza ze moja uwage odwracaja sprawy intymne. potem kolezanka ubiera sie i poprawia sobie wlosy, caluje mnie i idzie sobie, a j@ skrecam jeszcze jednego lolka i nastawiam ulubiona plyte zespolu „the gladiators” (chociaz nie jestem teraz do konca pewna czy nie byli to jednak „the viceroys”) i wtedy widze, ze poszla i nie zabrala ze soba piornika.

    trzy.jpg

    z tej historii nie plynie zadne przeslanie, bylo mi jednak bardzo fajnie – spedzilam wyjatkowo mile popoludnie relaksujac sie przy marihuanie i muzyce zespolu „the gladiators” (ewentualnie „the viceroys”).

    pewnego razu przy drugiej butelce tequili moj przyjaciel, bardzo wesoly i sympatyczny wenezuelczyk pancracio, zwierzyl mi sie z zabawnej przygody jaka przezyl podczas studiow podyplomowych za granica. kiedy trzy lata temu zglebial w kaliforni tajniki robotyki wynajmowal pokoj w domu, w ktorym oprocz niego mieszkala strasznie brzydka studentka ze szwajcarii (ale naprawde taka brzydka ze ja pierdole – widzialam jpega ). nelly juz na samym poczatku smiertelnie sie w nim zakochala, ale choc szpetna byla, to nie glupia i szybko pojela ze nie ma szans nic wskorac u cieszacego sie duzym powodzeniem u kobiet sniadego pancracio. chodzila tylko skwaszona i wodzila za nim oczami, az raz pancracio wrocil w sobote w nocy, a ona siedziala w kuchni nad prawie ukonczona butelka ginu i zachowywala sie wobec niego wyzywajaco, obnazajac sie przy tym. pancracio zbyl jej zaloty i uciekl do lozka, jednak pol godziny pozniej, kiedy spal, nelly wsliznela mu sie pod koldre i wykonala operacje fellatio zakonczona popisowym polykiem, a potem uciekla szybko jakby od razu chciala zapic te przygode szklaneczka ginu. nieszczesna nelly, lico czerwone, opuchniete, oczka male, brwi krzaczaste zrosniete, zamiast warg dzdzownice jakby rozdeptane, jakby jej ktos pod nocnym przypierdolil pokornie sama sobie narzucila i pogodzila sie z rola nocnej wizytantki, jej odwiedziny staly sie regularne i choc w dzien zachowywali sie jak normalni wspollokatorowie udajacy ze nic sie nie dzieje, za to co druga lub trzecia noc, pod oslona ciemnosci nelly powtarzala swoj lubiezny rytual – wslizgiwala sie kiedy pancracio spal, budzila go drazniac pracie jezykiem, a po skonczeniu uciekala bez slowa zamykajac za soba drzwi. po kilku latach, pancracio z nutka nostalgii wspomina ten romans jako najbardziej szczery i stabilny zwiazek swojego zycia. a dla nas plynie z tej historii przeslanie, ze jednak jest mozliwe harmonijne i pokojowe wspolzycie mezczyzny i kobiety pod jednym dachem i wcale nie musi ono wygladac cukierkowo jak z jehowych broszur.

    pewnego razu mialam kochanke z innego miasta, a moze nawet innego kraju, ktora bawila u nas w odwiedzinach. kupilam osiem, moze dziesiec duzych okocimiow i poszlismy wypic je na ogrodkach dzialkowych. jakos chyba koniec sierpnia, swiecilo slonce, ale bylo parno i zanosilo sie na burze. w okolicy nie bylo nikogo poza zgarbiona staruszka w nylonowym fartuchu zajadle grzebiaca w ziemi przy uzyciu motyki. po czterech, a moze szesciu duzych okocimiach poszlismy za bunkier, aby odbyc stosunek seksualny i akurat kiedy skonczylismy lunelo jak z cebra i huknely pioruny. siedlismy pod drzewem z kilkoma ostatnimi browarami rozwazajac w zwiazku z jej samolotem odlatujacym nastepnego dnia rozne opcje kolejnego spotkania i zanim skonczylismy opcje i browarki, przestalo padac i grzmic, niebo rozjasnilo sie i zaswiergolily ptaszeta. na firmament wystapila imponujaca tecza laczaca oba krance horyzontu lukiem szerokim na jakies dziesiec centymetrow.
    - tecza – powiedziala ona – zobacz jaka piekna – i zaraz zlapala mnie za reke podekscytowanym glosem przedstawila rewelacje-spekulacje – to na pewno znak dla nas jest, wszystko bedzie dobrze, zobaczysz, uda mi sie zdobyc pieniadze na bilet i spotkamy sie znowu wkrotce wszystko bedzie dobrze.
    podchodzilam sceptycznie do tych rewelacji, poniewaz nie potrafilam chlodnym pijackim okiem zauwazyc zwiazku miedzy tecza nad dzialkami, a paroma setkami dolcow na bilet. wyrazilam glosno te watpliwosc:
    - to nie wazne jest jak – odpowiedziala – wazne ze trzeba myslec pozytywnie, ze wszystko bedzie dobrze, a tak sie stanie, chociaz my nie musimy nawet wiedziec jak, ani sobie tego nawet wyobrazac w szczegolach, bo cuda w zyciu sa cudowniejsze niz sny i marzenia. musisz tylko wierzyc i cierpliwie czekac, a wszystko samo sie ulozy i bedzie dobrze, ta tecza tak piekna i niespodziewana dala mi tego znowu calkowita pewnosc.
    i powiem wam – czas pokazal, ze miala racje. zaczekalam cierpliwie i rzeczywiscie, every little shit gonna be all right, nie dygaj mala darling: kochanka po dwoch miesiacach okazala sie wyjatkowo zazdrosna i trudna do odpedzenia sekutnica, a po kolejnych trzech udalo mi sie skutecznie i calkowicie z tej znajomosci wyplatac dla swietego spokoju porzucajac nawet skrzynke emailowa na kki i niski numer icq. po pol roku moglam przyznac jedzy i jej przepowiedniom calkowita racje – harry potter z pawlem koelo zainstalowali fengszui w dolinie muminkow i wszystko dobrze sie skonczylo w cudowny sposob przerastajac jej sny i marzenia – bylam wolna. od tamtego czasu, kiedy widze tecze, mysle ze moze jednak cos i jest w tych znakach natury?

    pewnego razu przez trzy dni i trzy noce z rzedu nie moglam zainstalowac drugiego serwispaka do windows xp home edition. probowalam wszystkich sposobow, ale nie udalo sie przeprowadzic takiej instalacji, zeby dzialaly wszystkie potrzebne mi urzadzenia i firewall. bylo to najgorsze co mnie w zyciu spotkalo, cierpialam okrutne meki, az wreszcie czwartego dnia z rana ogarnela mnie taka bolesc i zal do wszystkiego, ze postanowilam nigdy w zyciu nie dotknac zadnego komputera, za to polozylam sie do lozka i obiecalam sobie lezec na nim az umre z glodu i pragnienia. przelezalam tak wiele godzin bez jedzenia i picia, bez ksiazek, tv i wizyt i w koncu dostalam jakis dziwny impuls i jednak wstalam i poszlam po wode mineralna. wrocilam ze sklepu i patrzac na moj pusty barlog ocknelam sie i zauwazylam, ze wrocilam jakos do zycia z dna piekiel i teraz znowu chodze po swiecie. moim zdaniem dowodzi to, ze drzemie w nas jakas niezbadana sila zyciowa, ktora kaze ludziom w najbardziej beznadziejnej sytuacji zobaczyc iskierke nadziei w tunelu, podniesc sie z kolan i stanac do walki. zainspirowana wlasnym przykladem postanowilam pokonac defetyzm i slabosc i dokonac trudnej sztuki, ktora nie udala sie nikomu przede mna – zdobyc biegun polnocny nie wychodzac z domu.
    [uplifting background music].

    bylam tez i w warszawie, gdzie mialam przykra koniecznosc wysmienicie bawic sie w elitarnej grupie jakichs zjebanych ekantinekzekutifuf analitikumarketuf kempejnmenedzeruf i rozne inne ksywy powymyslane mieli, ktorych obecnie nie pamietam, a z twarzy byli jednakowi. ci goscie na swoich wymuskanych imprezach pija (biale wino i piwa japonskie) i dowcipkuja, ale tak naprawde to ich schadzki to sa zbiorowe sesje nieprzerwanego autopozycjonowania wzgledem reszty grupy. atmosfera jest dokladnie jak na wiejskiej dyskotece, roznia sie tylko gadzety po jakich ci goscie ustalaja miedzy soba hierarchie, ktory jest lepszy – zegarki, podroze, stanowiska, kto kogo wyruchal, sprzet rtv i agd oraz ziomkowie w swiecie polityki i sztuczek pieknych. jednak o tym kto wygra i sie napuszy, a komu zjebia humor i podepcza poczucie wlasnej godnosci nie decyduja sumy bezwgledne wydane w salonach i butikach ani wyruchanie jakiejs wybitnej malarki, pisarki, czy pedala z telewizji. tak naprawde to jak w krolestwie zwierzat zwycieza nie ten, kto na serio wszystkich wybebesza rogami, ale ten kto najlepiej blefuje i wyzej pletwy postawi prezentujac sie sie jako skurwysyn z wyzszej polki z ktorym lepiej nie zaczynac. liczy sie wiara – jesli ktos wypromieniuje prawdziwa wiare to potrafi wygrac nawet z liczna grupa silniejszych przeciwnikow. zalozmy, ze trwa potyczka – chodzi o koszule albo nowo zakupione mieszkanie. stoi grupka przyjaciol, wypielegnowanymi palcami trzymaja kieliszki z chablis i bawiac sie wybornie w ten piekny sobotni wieczor ustalaja, ze jeden z nich ma zdecydowanie nieprzepisowa koszule, lub nowe mieszkanie zakupione nie tam i nie takie jak trzeba. teoretycznie jest on skazany na odrzut, serie szybkich szyderstw i wspolczujacych polusmiechow, jesli jednak jest w dobrej formie i wykaze autentyczna niezachwiana wiare jak ojciec kolbe w auschwitz, ma szanse przedstawic swoj nieudany zakup jako nowy trend wchodzacy o czym oni naiwni i zacofani jeszcze nie wiedzieli, jednoczesnie spychajac ich zdecydowanie lepsze koszule czy dzielnice na pozycje schylkowe i przegrywajace. wiara jest kluczem do sukcesu – mlody ksiadz wojtyla w trabancie moglby zawstydzic bucow i sprawic ze ich nowe minikupery zupelnie juz stracilyby swoj malo dyskretny urok warszawskich snobow, a bruce lee w klapkach zadalby szyku takiego, ze lakierki z wloskiej skory mlodego wschodzacego ekonomika wygladalby jak trepy stryja wasylija, ktore wkladal przed wojna do kosciola.
    zreszta kazdy zwykly czlowiek jesli przekonujaco umie postawic kolnierz flaneli znalezionej w pawlaczu i zakrecic wasa, moze zasiac w duszy niejednej wiejskiej elegantki i dumy stolicy bolesne ziarno watpliwosci jesli powie, ze te nowe jest chujowe, bo jest juz stare, a stare jest teraz nowe, bo on to zaczyna zaszczepiac, a widzial to i w bernie i w luxembourgu i to juz zaraz do warszawki dojdzie. ze mna mieli chyba klopot na poczatku, bo po ubraniu i wlosach mogli miec trudnosci z ustaleniem, czy to jest jawna kpina, czy nowy trend wchodzacy z londynu czy jestem corka ekscentrycznego milionera albo moze przyszlam cos naprawic. w konwersacji nie ulatwialam im zadania i niczym rasowy napastnik pod bramka czwartoligowego outsidera w meczu pucharowym wyczuwalam ich maskowana niepewnosc i ze gdybym sie odpowiednio natezyla i wykazala silna wiara, to po szesciu browarach i z odrobina elokwencji moglabym cos tam wylansowac i ktos z nich poszedlby moze nawet szukac na drugi dzien moich butow czy koszuli, lub nawet kilku przybylych ze wsi warszawiakow moglby sie szarpnac na skopiowanie mojej fryzury fantazyjnie odgniecionej przez jasiek lub probowac gdzies znalezc wymyslony na poczekaniu egzotyczny skladnik do przepisu na wykwintna potrawe jaka rzekomo zjadlam podczas ostatniego pobytu w lombardii. jak jebany mclaren, ktory wypromowal mode na punk i sprawil takie zamieszanie na czadgieldach, ze cena rumunow skoczyla nagle o kilka tysiecy procent, tak j@ w polsce, gdybym sie natezyla tak az do bolu, dala dupala i puscila pare dolcow gdzies w warszawie, gdzie spotyka sie miejscowa eleganteria, moze moglabym wypromowac jakis zgrabny gadzet w postaci kurpioskiej apaszki lub kulek do masturbacji analnej noszonej jako korale przez spikerki 4fan albo tvn przez jeden sezon lub chociaz aby do sosu z czosnkiem eleganckie panie dodawaly maly peczek suszonych w sloncu koz z nosa toskanskiej kozy.
    j@ – kreatur mody, moglabym osiagnac tak wiele gdyby mi sie chcialo natezyc. jednak rzadko kiedy sie natezam, a jesli juz to z byle powodu i nic z tego nie wynika na dluzsza mete, najwyzej prostej babie w nocnym cos udowodnie, ze mi zle reszte wydala i sie madrzy (arytmetyka w zakresie do stu zlotych). wydala nie wydala, a w styczniu w polsce o czwartej nad ranem i tak wszystko sie chujowe wydaje, bez wzgledu na mode – ulotny kaprys, chwiejna podstawe dobrobytu wiejskich elit osiadlych w stolicy.
    a moze moglabym nawet posunac sie do dzialan bardziej penetrujacych glebie spolecznej nieswiadomosci i sugestywnie wylansowac mode np na pokazywanie wlasnych dzieci na blogach (o!), mode na azjatyckie podroze z kamera cyfrowa (ooo!) lub zupelnie nowy szyk: wlosy posypac tartym serem zoltym i suszyc intensywnie suszarka do wlosow, az do roztopienia (jesus christ!!!) – wiele jeszcze glupszych i powszechnie dzis nasladowanych trendow zaczelo sie jako czyjas glupia i powszechnie wysmiewana maniera i dlaczego jednej z nich nie mialabym rozpropagowac j@? mysle ze mam wszystko co potrzeba, zeby wylansowac jakis przeboj sezonu, obiekt cichych westchnien i delikatnego szpanu, prawdziwe polskie a-must-have-this-season, glamurnoje artporno, hey deejay play this funky music! – bo jestem do tego zdolna, brakuje mi tylko wystarczajacej ilosci prawdziwej wiary w jakis konkretny pomysl na nowosc.

    varsovia01.jpg

    dzisiaj dowiedzialam sie, ze jeden moj kolezka imieniem bruce, ktory byl ksiegowym sredniego szczebla w sredniej firmie, juz nim nie jest. podczas zabawy noworocznej zorganizowanej przez dyrekcje dla pracownikow sredniej firmy, jeden ze specjalistow od zasobow ludzkich sredniego szczebla, a zarazem pederasta zaczal sie do bruca przymilac dosc nachalnie, a w miare uplywu alkoholu coraz bardziej nachalnie, az w koncu doszlo do krotkiego spiecia: pijany pedzio przechodzac do toalety zlapal bruca od tylu przy tzw ludziach za tzw worek, na ktora to zalotna pieszczote rownie pijany bruce odpowiedzial mu fanga w nos.
    kiedy dwoch pijanych nie-pedalow da sobie po ryju podczas szympanskiej zabawy, to incydent taki przejdzie bez wiekszego echa, najwyzej kadrowa wszcznie postepowanie dyscyplinarne i kaze im podac sobie rece (w przypadku takim jak ten, gdzie nie mowimy o krwawej jatce z walka na noze, tylko jednym ciosie prostym o srednim natezeniu). albo gdyby to ten, ktory pierdyknal drugiego byl pedalem, tez pewnie nic mu by sie nie stalo za taki drobny prztyczek skoro pedzio pijany moze lapac przy kolegach za worek co sie miesci w kategorii „zartu” bez konsekwencji (za to w sytuacji odwrotnej gdyby to bruce zlapalby niechetnego mu pedzia przy ludziach za worek, bylby to jawny przypadek obrazliwej „dyskryminacji”). no i tylko dlatego, ze odbiorca ciosu byl pedalem, wypierdolili z pracy bruca – niewazne czy mieli tez inne zarzuty czy moze kierownicy sami byli ciepli, a kadrowa lesbijka – tak wygladaja prawa gejow stosowane w praktyce, w krajach cywilizowanych takich jak anglia i to sie zbliza tez do polski. wiadomo, ze kiedy uczestnicy parad wedruja po ulicach pod haslami wiekszych praw, to nie chodzi im o wlaczenie sie do walki o wieksze prawa jazdy dla gejow i prawo do ich godnej smierci w obecnosci najblizszego weterynarza, ale o specjalne przywileje, bo wg tych wiekszych praw, kiedy juz sie uda je wprowadzic to pedzio moze wiecej, pedzia nie mozna ani stuknac ani z niego pozartowac, bo zaraz glowy poleca. zaprawde sa na niebie i ziemi sily, o jakich nie snilo sie waszym absolwentkom filozofii, ktore chca zeby swiatem rzadzily pedaly i nie chodzi tu o gosci lubiacych lykac sperme kolegow, tylko o zmanierowanych aktywistow, ktorzy kazdy komentarz odnoszacy sie do ich heretyckich wizji naprawy swiata przedstawiaja jako wezwanie do palenia pedalow na stosach i kazda fange w nos traktuja jako faszystowski zamach na prawo do swobodnego wyrazania swojej orientacji i lapania za worek. az mam ochote teraz wyjsc na ulice, przemaszerowac w jednosobowej paradzie i domagac sie wolnosci, szczerosci i heavy metalu!
    j@ sama zreszta dostalam raz po pijaku za granica wpierdol od pedalow za skandaliczne i prowokacyjne zachowanie w ich klubie, ale nie uskarzam sie na grupowe zdyskryminowanie mnie i nie winie specjalnie pederastow, bo postapili ze mna jak kazda inna klientela dowolnego lokalu, ktora daje wpierdol obcemu wznoszacemu na ich terenie obsceniczne okrzyki. ale to nie przemoc powinna regulowac te relacje, chcialabym zeby wszyscy – pedaly, komofoby i normalni zyli w pokoju i sie tak nie przepychali o w sumie nic waznego i sformulowalam zgrabnie to uczciwe prawo gejow bez przywilejow w jednym zdaniu, ktore moznaby zapisac w konstytucji czy innym regulaminie tak: „gej ma prawo wejsc do lokalu kolo dworca i nie dostac w ryja od wiesniakow na przepustce”. fajne, nie? co myslicie?
    pewnego dnia zajme tez zdecydowane stanowisko w sprawie sytuacji w bylej jugoslawii.
    – @linka lwie serce supermaczo, dzenderowo neutralna traktuje wszystkich po rowno i jawnie szydze z pedalow, blondynek i niedoruchanych maczo zwyklych.

    po kolorowym weekendzie teatralnych spelnien, nadszedl czas powrotu do szarej londynskiej rzeczywistosci. w poludnie poszlam do szpitala odwiedzic znajomka, ktoremu przydarzyl sie wypadek, ale mial akurat wykonywany na sobie jakis zabieg, wiec siadlam pod sciana na krzeselku, czekalam i czytalam gazete. korytarzem nadeszla pielegniarka pchajac przed soba wozek z platanina rurek zasilanych skomplikowana aparatura. kiedy minela mnie, po paru sekundach otworzyly sie drzwi z numerem 23 i ktos wezwal ja najwyrazniej, bo zostawila wozek na korytarzu i weszla nerwowo tam gdzie jej pewnie potrzebowano. zaciekawiona technologicznymi nowinkami zblizylam sie do aparatu, ktory wygladal na uklad zasilajacy i male centrum sterowania z cieklokrystalicznym ekranem dotykowym z komendami po angielsku i lacinie. poniewaz pielegniarka nadal nie przychodzila, zaczelam sprawdzac jakimi funkcjami dysponuje to urzedzenie naciskajac rozne przyciski po kolei, az ktoras z komend wlaczylam podglad i zobaczylam wystajaca z galarety twarz faceta, ktory patrzyl na mnie oczami pozbawionymi powiek. cos tez zabulgotalo niepokojaco blisko, podnioslam serwete nakrywajaca ten stolik na kolkach wozacy aparature i zobaczylam pod spodem metalowe wiadro z lodem, w ktorym jak mi sie na pierwszy rzut oka zdawalo, byly polprzezroczyste woreczki z krwia do transfuzji. potem okazalo sie jednak, ze byl to pozbawiony skory, miesni i szkieletu facet, ktorego narzady spoczywaly w sieci polaczonych babli z syntetycznej tkanki, a jego twarz plywala w plastikowym woreczku umieszczonym na samej gorze. twarz poprosila o papierosa i wyjasnila ze jest bylym amerykanskim pilotem wojskowym, ofiara jakiejs tajemniczej choroby i eksperymentu szalonych naukowcow i obecnie sklada sie z samych organow wewnetrznych i twarzy i dlatego caly moze pomiescic w wiadrze. nieszczesnik ponarzekal troche na zycie, jak to pacjent szpitala zagadniety na korytarzu, zapytal jeszcze raz czy na pewno nie mam papierosow i na koniec poprosil zebym zaslonila serwete bo go razi jarzeniowka. prosbe jego spelnilam, zalujac ze nie mam fajek, pomyslalam ze nawet jesli sama nie pale to moglabym nosic paczke szlugow do czestowania. pielegniarka wyszla z 23 i stukajac chodakami odholowala goscia do windy z drzwiami jak garaz, wiec znowu siadlam na krzeselku i czytalam dalej gazete. a co dolega znajomkowi tego sie nie dowiedzialam, bo powiedziano mi, ze zabieg sie przedluzy, a j@ musialam juz gonic do pracy.

    jak zwykle kibice dopisali szczelnie wypelniajac swoja masa dostepna im przestrzen. warto podkreslic, ze przez cale spotkanie z @linka publicznosc zachowywala sie kulturalnie, dopingowala swoja pupilke, a na trybunach nie doszlo do zadnej wiekszej rozroby. w imieniu swoim oraz organizatorow chcialam podziekowac wszystkim za te wspaniala postawe, zarowno pogratulowac dyrekcji kany sprawnej admnistracji i oswiadczyc, ze wg mnie dysponujac takim zapleczem, talentem organizacyjnym i przede wszystkim wspaniala publicznoscia moznaby tam smialo zorganizowac mistrzostwa europy.

    alinkawszczecinie.jpg

    dla tych, ktorzy nie zdazyli pocieszajace prognozy: w lutym @linka nawiedzi warszawe, szczecin, berlin i bedzie dalej przemieszczac sie w kierunku zachodnim.

    przez cala noc snilam o tym, ze przesladowal mnie paul gascoigne (jako demon).
    na koniec zostal moim przyjacielem.

    gascoigne.gif


    • RSS