mydziecisieci blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 8.2007

    ale sie spasly, hehehe

    wczoraj po poludniu wzruszyl mnie widok rodzenstwa, ktore wygladalo na dwojke polskich dzieci wygnanych z rodzinnej wsi przez wojenna zawieruche – stali przy wyjsciu z kolejki i grali na skrzypkach poloneza ogonskiego proszac o datki, ale pedzilam na autobus i nie zdazylam wysuplac i rzucic im chocby skromnego miedziaka. siadlam na krzeselku i patrzac za okno w deszczowa londynska pogode wspominalam obrazy jak to matka ladnych pare lat temu zabierala nas na zebry do berlina – starszy brat maras gral na akordeonie, mlodszy jaca tanczyl brekdenca, a ja chodzilam po ubanie i zbieralam fenigi do blaszanej puszki – stuk puk stuk puk danke danke. ech, nowela jest zycie, pomyslalam – wczoraj czlowiek jest zebrakiem, a dzisiaj jak lord angielskie panisko nawet sie nie zatrzyma i nie udzieli jalmuzny rodakom w potrzebie. na nastepnym przystanku wsiadl murzyn postrzelony w brzuch podczas napadu na stacje benzynowa, opowiedzial nam swoja historie i wyjasnil ze zbiera na jakis zabieg medyczny – pokazywal swoje sztuczne jelito, ktore mialo postac plastikowego pecherza z brazowym plynem noszonego na wierzchu spodni od dresow i podlaczonego drenikiem do brzucha przez dziure wydrazona ponizej pepka. nie bylam do konca przekonana, czy to jest autentyczne sztuczne jelito, ale rzucilam mu funciaka w czarna dlon. z kolei dzisiaj z rana zamierzalam dac rowniez jednego funciaka wygladajacemu mi na czecha gosciowi, ktory wg nalepki na obrazku z matka boska rozdawanym pasazerom byl gluchoniemy, pozostawal bez srodkow do zycia i z calego serca prosil o wsparcie, ale kiedy zobaczylam ze ma na pasku przyczepiona komorke postanowilam dac mu tylko 50 szylingow – zastanowilo mnie w pierwszej chwili na chuj biedemu niemowie komorka i czy aby nie udaje inwalidy zerujac na ludzkiej naiwnosci, aby ulatwic sobie wyludzanie, jednak zaraz w drugiej chwili pomyslalam, ze jesli jest tez gluchy (a tak wynikalo z nalepki) to komorka z wibradorem moglaby mu sluzyc do odbierania i wysylania smsow. ale w biznesie liczy sie pierwsze wrazenie i dlatego dostal ode mnie jedynie pol funciaka. zaledwie 10 pensiakow otrzymal wieczorem niewidomy wietnamczyk, ktoremu z kieszeni koszuli wystawal plastikowy dlugopis – byc moze ten dlugopis sluzyl mu do higieny osobistej, ale wydalo mi sie, ze powinien jednak na czas zebrania schowac go w jakiejs mniej widoczne miejsce, bo zamiast wzbudzac wspolczucie wzbudza tym dlugopisem niepotrzebne watpliwosci i podejrzenia. nie wiem co wy o tym sadzicie, czy sie czepiam nieszczesliwych ludzi, ale wychodze z zalozenia, ze w sytuacji kiedy nie moge wspomoc wszystkich biednych i potrzebujacych, to wole dac wiecej facetowi ze sztucznym sztucznym jelitem niz niewidomemu kolacemu mnie w oczy dlugopisem.

    szykujecie cos?

    birthdayparty.jpg

    rok temu bylo zajebiscie

    pesymista po wyjsciu gosci powie: „skurwysyni wypili wszystko, zostalo tylko cieple pol piwa z plywajacym kiepem”, a optymista zauwazy rezolutnie: „na szczescie jest rezerwowa polowka polowki schowana w walizce”.

    jestem optymistka i wierze w wasza dojrzalosc – usunelam ipy abyscie bez strachu mogli dodawac komentarze.

    „… [ seria trzaskow ] … ktos kto nigdy nie jadl miesa i ma inne pierwsze skojarzenia na ten temat, moze zauwazyc cos takiego: – wyobraz sobie wielkiego, lysego kurczaka bez glowy i pior. ma niebieska skore pokryta bladymi krostami, a z szyi i z dupy wystaja mu krwawe flaki. jesli mozna przyzwyczaic ludzi do zjadania czegos takiego, to mozna ich przyzwyczaic do wszystkiego. oni sa zbiorowo tresowani od czterech tysiecy lat, kiedy obca cywilizacja zalozyla na ziemi placowke i zyjacych tu ludzi telepsychicznie zniewolila, aby wykorzystywac ich do swoich celow – zainfekowania lasy rudzkiej i konwersji w zywa siatke neuronowa zdolna wybudowac piramidy, wyslac czlowieka na ksiezyc i uruchomic radio maryja. niech jedza kurczaki, ogladaja seriale i za swoje pieniadze testuja nowe sposoby przekazywania nieistotnych informacji. wszystko po to, aby rozwijac technologie sluzace obcym cywilizacjom do miedzygalaktycznych wojen. wiadomo, ze kiedy nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o totalna wladze nad wszechswiatem.
    - ktos kto nie je kurczakow jest tresowany i ma wykastrowane poczucie apetytu na to do czego natura go stworzyla – mowi robot.
    - to nie ma znaczenia. wskutek perfidnego zaniedbania rzad galaktyczny wimplantowal pewnej liczbie egzemplarzy wadliwa serie mikrochipow. ten nic nie znaczacy promil ludzi nie jedzacych kurczakow, jest tylko detalem – pomylka, ktora nie zatrzyma imperium. HA HA HA! … [ seria trzaskow ]”
    mlody cyberpsychohaker podsluhalunuje taka rozmowe, kiedy laczy sie z siecia i do jego modemu zamiast modemu tp.sa. odpowiada tajna technologia ai cia ukryta w rozdzielni tepsy w gryfinie, zaraz za stara ubojnia kurczakow.
    pragne poinformowac, ze nie mial racji rozmowca robota: uchroni was tylko szczera prawda i trzezwe myslenie. aby uzyskac te dwa dary ducha swietego zaleca sie: codzienna lekture ksiazek denikena, historii o templariuszach i niszczenie struktur pangalaktycznego spisku od najnizszego szczebla: na swoim podworku, na swojej klatce schodowej, w swoim wlasnym pokoju z glowa schowana pod koldra.
    a juz niedlugo kurczaki beda pochodzily z hodowli klonow, gdzie w przydomowych pieczarkokurczakarniach na specjalnych rurach i konskim gnoju porastac beda tkanki miesniowe kurczakow pozbawionych systemu nerwowego, po zeskrobaniu gotowe do spozycia.

    gdyby doszlo do pelnego rownouprawnienia kobiet i mezczyzn w pilce noznej, tzn zupelnej dowolnosci zatrudniania na wszystkich stanowiskach bez wzgledu na plec, to kobiety-zawodnicy szybko stalyby sie tanim miesem do zapychania dziur kadrowych w najbiedniejszych druzynach najnizszych klas rogrywkowych. tylko nieliczne najsilniejsze sztuki dzieki nadludzkim ambicjom i przykladnemu samozaparciu trafialyby moze do co najwyzej trzeciej ligi, gdzie musialyby rywalizowac z gorszymi technicznie, za to bardziej brutalnymi pilkarzami rodzaju meskiego. nie znam sie na filozofii feminizmu, ale nie wyobrazam sobie zeby nawet najlepsza z najlepszych kobiet po kuracji hormonalnej mogla trafilc do pierwszej ligi – moze tylko w niemczech albo w anglii mogloby do czegos takiego dojsc za jakies 20 lat, albo w chinach i korei polnocnej zakladajac uzycie budzacych groze najstraszniejszych osiagniec inzynierii genetycznej.
    teoretycznie emancypendki moglyby sie sprawdzic jako trenerzy i dzialacze, ale tutaj nie pozwalaja im na to brutalnie czyste zasady wolnego rynku i przejrzyscie jednoznaczne tabele osciagniec ligowych: w odroznieniu od sprzedawania wiesniakom wytworow produkcji masowej, zawodowa pilka nozna nie polega na jezdzeniu na narady, pisaniu raportow w excelu i napierdalaniu w samolotach przez komorke – tutaj trzeba wykazac sie czyms wiecej niz dyplom z uniwersytetu i elegancka garsonka i dlatego trenerami i dzialaczami kobiety nie zostaja nawet w krajach gdzie powszechnie zatrudnia sie je w armii, rzadach panstw i administracji korporacji.
    dlatego w praktyce rownouprawnienie polega na tym, ze do sladowego wymieszania kobiet wsrod mezczyzn w pilce udalo sie doprowadzic tylko na pozycji sedziego (chor kibicow zwawo: polscy sedziowie to kurwy sprzedawczykowie) i nie zanosi sie na zadne kolejne zmiany, bo predzej lezbijska murzynska ateistka zostanie prezydentem texasu niz jakakolwiek kobieta bedzie w fifa, pzpn czy na boisku czyms wiecej niz dekoracyjna marionetka.
    dlatego choc jestem zdecydowana zwolenniczka rownouprawnienia kobiet i mezczyzn w takich dziedzinach zycia spolecznego jak placenie w lokalach za drynki czy pamietanie o prezerwatywach, to w kwestiach bardziej pryncypialnych poglady mam nieco konserwatywne i nie wprowadzalabym na sile pan do futbolu, zostawiajac im pole do popisu w takich widowiskowych dyscyplinach jak np siatkowka plazowa lub zapasy w kisielu.

    orgazm pamietam dokladnie bo nic nie pamietam. bylo to w gorach, w rumunii zdaje sie, rozlozylam namiot na pustkowiu, bylam sama, wypilam wino i troche z nudow, a troche z ciekawosci zazylam posiadana przeze mnie tzw pigulke gwaltu. najpierw bylo mi razno i wesolo, a potem zupelnie film mi sie urwal. kiedy sie obudzilam znalazlam porozrzucane wokol moje ubrania, prezerwatywy, a baterie w wibratorze byly rozladowane. okazalo sie ze zuzylam takze te z latarki i radia tranzystorowego.
    mysle, ze choc nic nie pamietam, to zawsze bede milo wspominala te wakacyjna milostke spod namiotu w karpackim uroczysku.

    zaczelam blogowac cos takiego: „przyszlosc przekroczyla date przydatnosci. future is over. teraz kiedy mam juz 17 lat i czuje sie wystarczajaco staro, azeby zaczac rozgrzebywac przeszlosc, zal czuje. zal mi, ze w mlodym wieku przedwczesnie porzucilam lekcje pianina i popoludniowe zajecia w szkolce lyzwiarskiej. zal ze francuskiego nie posunelam dalej niz pol semestru. rowniez kolka politycznego i dzialalnosci w lidze ochrony przyrody zaniechalam jeszcze pochopniej, bo po zaledwie dwoch spotkaniach. a ilez to kochanek moglo zamienic sie w trwalsza zazylosc, a nie zakonczyc po paru szybkich na klatce lub parkowym trawniku! ile pomyslow zabawnie frapujacych przerodzic w zgrabne notki, jednak lekcewazaco spuscilam je w glab nieswiadomosci haustem wina w rytm muzyki colombian disco. ile okazji zaprzepascilam, aby zostac kims z zagranicznej firmy z warszawy, a znowu ile rzeczy moglabym se kupic, gdyby to tylko w moich dloniach pieniadz nie zamienial sie w szary proch, przez co dzisiaj nie mam nic. i teraz jeszcze nawet nie kwapie sie juz moim blogusiem. och coz, jesien panie, jesien nadchodzi, mlodosc zjelczala, a z zainteresowan i pasji lat dziececych zostal juz chyba tylko alkohol, taka jest prawda i teraz jakbyscie mnie zapytali to nawet bym nie potrafila z pamieci odtworzyc pierwszoligowej tabeli, co kiedys bylo nie-do-po-mys-le-nia…”
    tak zaczelam blogowac jednak juz przy drugim browarku humor mi sie zdecydowanie poprawil i nie widzialam tego wszystkiego tak czarno jak na poczatku notki. dzis armenia zremizowala z portugalia, a belgii udalo sie pokonac serbie, a ponadto przyszedl mi do glowy pomysl na nowe zycie. zauwazylam pewna konwencja blogowa, wynikajaca z problemu jaki wg moich obserwacji trapi wiekszosc prominentnych blogerow polskich. konwencja ta opiera sie na schemacie zdecydowanej realizacji pewnego motywu glownego: „nie mam x” (gdzie x to np. praca, dziecko, sukces, wybitna umiejetnosc, nieslychana wrazliwosc poetycka itd), ale „za to mam y i y jest zajebiste” (np. nieslychana wrazliwosc poetycka, wybitna umiejetnosc, sukces, dziecko, praca itd). i takie mocne akcentowanie „ja mam y, ale za to mam kurwa y” staje sie motywem glownym jak eksponowane w teledyskach cyce piosenkarek, ktore nie potrafia spiewac, ale koniecznie chca byc piosenkarkami i osiagaja to co chca, wlasnie dzieki cycom (y). j@ sama uprawiam te konwencje, to znaczy nie posiadam nic wartosciowego czym moglabym wzbudzic szacunek, podziw i zazdrosc polskich ludzi, ale za to j@ mam siebie, czyli @linke i swietnie mi idzie i przy czwartym czy piatem browarku zdecydowalam, ze moglabym to teraz wykorzystac.
    zapewniam, ze jest to bardzo przyjemne uczucie, bardzo fajnie jest byc @linka i jesli ktos nie posiada zadnych dzieci do cyfrowego upubliczniania, ani nie moze sobie kupic czegos czym moglby sie z satysfakcja brandzlowac on-line, to wydaje mi sie, ze dobrym rozwiazaniem dla niego moglabym byc j@, @linka. moze nie jestem zbyt madra, ale za to jest mi fajnie (znowu x & y do latwego wykorzystania), a to najwazniejsze chyba – jak to jest, wolelibyscie byc madrzy niz zadowoleni? gdyby ktos chcial kupic wirtual bicz to oglaszam, ze sprzedaje sie @linke uzywana razem z haslem, archiwami i dostepem do darmowego serwera obrazkow na interii. do tego „@linka awatar z grono.net + fajne opisy na gg” – gratis. w sklad pakietu wchodzi naturalnie takze rzesza najwspanialszych czytelnikow polskiej blogosfery.
    jak wystawie sie na allegro, to ile myslicie ze mogalbym dostac za oryginalna @linke?

    i sciagalam go w rosnacym przerazeniu godzinami, czujac sie jak zatrzasnieta w ciemnym tunelu mala myszka w morderczym wyscigu do wyjscia scigana przez smierc.

    mysz.jpg

    przysnil mi sie sen nastepujacej tresci: siedze w prawidlowo zaparkowanym aucie z kilkoma czarnymi mieszkancami karaibow, klebia sie geste dymy, milo pulsuje sekcja rytmiczna lintona kwesi johnsona, gdy wtem rozlega sie energiczne stukanie w dach piesci obutej w czarna, skorzana rekawiczke i zostaje wyciagnieta na zewnatrz przez patrol wehrmachtu (mundury zimowe, dlugie plaszcze, helmy wz 1939, uzbrojenie: karabiny jednostrzalowe mauser z bagnetami szturmowymi). zostaje odprowadzona do gmachu chyba gestapo czy innej podobnej instytucji, ale jest juz pozne popoludnie, zbliza sie bozenarodzenie i nie ma tam prawie nikogo, decyzje w mojej sprawie ma podjac jakas sekretarka – krepa karlica kolo piecdziesiatki w bardzo grubych okularach i ekstrawaganckiej trwalej koloru dojrzalej czeresni na glowie. wyraznie spieszy sie zeby juz isc do domu, do swoich garow w kuchni i seriali w tv i specjalnie nie ukrywa, ze nie w smak jej teraz dodatkowy obowiazek po godzinach, przyglada mi sie przez chwile z pelnym zle skrywanego zniecierpliwienia niesmakiem i wydaje dyspozycje: mam zostac rozstrzelana. pomimo moich protestow ze zyjemy w wolnym kraju, patrol wehrmachtu wyciaga mnie na dziedziniec i stawia pod sciana z cegly gdzie umieram od kul krzyczac „niech zyje wolnosc!”.


    • RSS