mydziecisieci blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 10.2007

    ostatnio stalam sie osoba niezwykle wrazliwa na rozne substancje, psychoaktywne jest dla mnie praktycznie wszystko co mozna kupic legalnie w aptece, supersamie czy nawet zwyklym warzywniaku. byle molekula byle czego potrafi przejac nade mna kontrole na dlugie godziny, a nieraz dni. mam omamy wechowe, np siedzac w pracy wyraznie czuje nosem piwo, choc najblizsze jego zrodlo jest w sklepie po drugiej stronie ulicy, okna sa zamkniete a butelki zakapslowane. piwo zdarza mi sie tez slyszec, szczegolnie wieczorami, kiedy jestem sama i jest bardzo cicho. mimo ze nie palilam nigdy papierosow, pewnego dnia troche z glupoty a troche dla szpanu zaczelam zuc gume nicorette, od ktorej teraz jestem uzalezniona i nie potrafie sobie odmowic dwoch-trzech paczek dziennie. niezle odlecialam po babcinych pierniczkach z galka m, musiano nawet karetke wzywac. trafilam na odwyk, gdzie dzielilam pokoj z szescioma dziewczynami uzaleznionymi od kraku i jedna od pasjansa z windows, ale nie moglam zniesc tego piekla i ucieklam stamtad po kilkunastu minutach. uznalam, ze to spoleczenstwo nie ma racji i ze ci ktorzy nie pija ani nie zazywaja zadnych substancji po prostu boja sie stanac twarza w twarz z rzeczywistoscia taka, jaka mogliby zobaczyc, a czlowiek odwazny nie unika zadnych wyzwan ani konfrontacji jakie zycie przed nim stawia. zainspirowana wyzej opisanymi wydarzeniami i przemysleniami opracowalam podwaliny nowej (?) nauki laczacej w interdyscyplinarny sposob elementy klasycznej homeopatii z narkomania sportowa. wymyslilam nowe dizajnerskie ultralajtowe dragi alternatywne, narkotyki smakolyki o samych zaletach i pozbawione wad. wyobrazcie sobie wspaniale mozliwosci jakie otworza przed ludzkoscia nowe wynalazki: litr wody grodziskiej niegazowanej o sile poltora litra finlandii – homeopatyczny produkt bezwonny i bez smaku, ktory mozna wniesc w wiele miejsc i konsumowac bez zwracania na siebie niepotrzebnej uwagi. albo ukryty w plombie zebowej kwantowy mikroinhalator serwujacy po nacisnieciu jezykiem kilotone tetrahydrokannabinolu prosto w kanal. albo jedno male maciupkie magiczne ziarenko niewidocznego golym okiem pylku dodane do grzybka kubkowego knorra, ktore gwarantuje dziesiec do dwunastu godzin trzymajacej w napieciu wartkiej akcji. w rozwoju homeonarkopatii widze szanse na rozwiazanie wielu trapiacych wspolczesnie ludzkosc problemow, takich jak dilerzy, policja, przedawkowanie, nielegalnosc, kontrole moczu, rak, glod, terroryzm, przeludnienie i wiele innych.

    dojezdzajacej absolwentki marketingu, administracji i zarzadzania wyzszej szkoly marketingu, administracji i zarzadzania
    filia w kolbaskowie
    pulsujacy neon napierdala w gore grubym laserem prosto w ksiezyc wytwarzajac niepotwarzalny swiateczny meganastroj. pod czarem laseru przezywam gleboki wizualny orgazm cosmowarszawianki na spidzie zabranej do las vegas: formalnie wymiekam i odpadam, snie o tym jak bierzemy z renia i sabinka udzial w eliminacjach do europejskiej elity. eliminacje odbywaja sie w warszawskim palacu glamuru i sztuki. juz na poczatku przegladu wspolczesnych nisz przed nami trudne spotkanie z zawsze ambitnym kinem ugrofinskim, wystarczy przypomniec, ze wszystkie wybitne dziela tego nurtu celebruja depresje bezrobotnej rozwodki chorej na raka kontemplujacej w szare deszczowe populudnie splywanie gluta po szybie wolno jadacego tramwaju. zaraz po tym spotkaniu czeka nas wizyta w swiecie minimalistycznego teatru eskimoskiego, w wymagajacej maksymalnej koncentracji interpretacji grupy artystow ciezko uposledzonych umyslowo przy domu opieki spolecznej z dallas – zdobycie tam chocby punktu nalezy bedzie uwazac za sukces. po chwili nieco spokojniejszego ogladania zdjec z manifestacji ruchu na rzecz wolnosci i rownych praw do swobodnego wytrysku takze dla kobiet, wchodzimy do audytorium gdzie fragmenty prozy manueli gretkowskiej w tlumaczeniu na jidysz wykona do czwartej kantaty haydna chor kontraseksualistek (nowy prad postlacanowski) z frankfurtu nad odra. w szatni padna mocne slowa ze strony pani szatniarki, ktora nie spodziewala sie bedzie musiala siedziec 10 godzin w ruszajacej sie dwumetrowej owlosionej lechtaczkce rzucanej na nia z czterech stron przez cztery rzutniki przy odglosach stereofonicznych pluskow i gulgotan. po konsultacjach z przedstawicielami gospodarzy udaje sie zamienic slajdy z lechtaczka na projekcje powerpointow z przeslaniami rewolucyjnymi i feministycznymi. w drugiej czesci nieco z gorki: palenie z sziszy, jedzenie falafli, picie kumysu i … niespodzianka – karaoke antyglobalistycznych przebojow z krajow osi zla przy oryginalnej muzyce klubowej z hawany, pfenianu i teheranu. tam trzeba umiec sie zachowac, ale przy odrobinie koncentracji nie powinnismy miec problemu ze zdobyciem kompletu punktow, za to w nastepnej kolejnosci sprawdzi nas niezwykle trudny przeciwnik na niezwykle trudnym terenie, bo w kuchni: klasyczny klasyk, jakiego nie chyba przedstawiac zadnemu konsumentowi postmodernistycznej kultury: porownywalne ze spotkaniem takim jak gornik-legia czy pogon-lech multikuliti salt’n'pepa, spotkanie z autentyczna warszawska mlodzieza przy fondue, specjalnym garnku z rozgotowanym na plyn zoltym serem, do ktorego wszyscy wkladaja swoje chleby, a potem wyciagaja i jedza. to wlasnie tam przyjdzie nam pokazac na co nas naprawde stac i ze nalezy nam sie miejsce w scislej elicie europy. spotkanie tloczone w bardzo wolnym tempie i aby wprowadzic wiecej ozywienia i glamuuru do naszych poczynan, lapiemy sie z renia i sabinka za rece i tworzymy slynny dajmond michniewicza. dodatkowo widoczne korzysci zaczyna przynosic intensywne przygotowanie z kolorowymi pismami, ktore daly na nam dobra znajomosc wielu nazw zagranicznego jedzenia, ze wskazaniem na francuskie i wloskie z morskim robactwem w roli hors d’ouevre, co pomaga nam liczyc na sukces w tym horrorze. na koniec razem z autentyczna warszawska mlodzieza w krzywo obcietych wlosach ubrane w odziez z darow dla powodzian bierzemy udzial w warsztatach bebnienia i kursie jodlowania, zajecia prowadzi slynny podroznik, zdobywca wszystkich koron, trener taichi i ribertingu mariusz czao z lodzi. sa robione cyfrowe zdjecia do pokazania w internecie. i kiedy juz wydaje sie, ze sie udalo, ze europejska elita jest tuz tuz i historycznie wchodzimy do niej, przytrafia sie ten fatalny blad. degustujemy wlasnie z renia i sabinka wino renskie i rozmawiamy o tym, ze w toskanii, wschody slonca najlepiej jest podziwiac wczesnym rankiem i o tym jak podczas ostatniego pobytu w stolicy belgii, w okolicach stadionu krola baduina gdzie gra nasz wasilewski chciala mnie usidlic zamozna pedofilka i rzucamy ploteczki z wyzszych sfer takie tam pierdupierdu ze andrzej strejlau pochodzi z tej samej galaktyki co pierluigi colina, podobno jest nawet z nim spokrewniony, jak to na wernisazu wiecie miedzy dziewuchami wiecie przy winku ej hihihi. ale od tego winska, wkrada sie zbyt wiele chaosu w nasze poczynania i kiedy wydawaloby sie nic nam juz nie moze zagrozic, wtedy sabinka mowi, ze jest zdania, ze szczegolnie podobac jej sie mogla gra na trabce gorana bregovica z zespolu legia warszawa w tym sezonie, a ja jej mowie, ze bregovic jest chorwatem z groclinu i gra na srodku obrony w zespole bladozielonych, a ona ze nie, ze popularny „aco” jest serbem i na pewno gra w legii na trabce. a trzeba wam wiedziec, ze wino renskie o dlugich i skomplikowanych nazwach po niemiecku z zamkiem lub zakonnica na nalepce, bywa zdradliwe i kiedy bylysmy juz tak blisko historycznego awansu niepotrzebnie dalysmy sie poniesc emocjom: w momencie gdy do zacisznej przyciemnionej lozy, gdzie glosy intymnych rozmow mieszaly sie z miekkimi, cieplymi dzwiekami jazzowego sekstetu, ktos postanowil wprowadzic nieco ozywionej slowianskiej atmosfery i pierdolnal szklanka piwa w sciane, nasz pozornie blahy spor o zespol w ktorym gra goran zamienil sie w niekontrolowana wymiane ciosow. dosieglam sabinke piescia w nos, polala sie jej krew na jej zloty szal z dzwoneczkami, z lawki wstala i do akcji wlaczyla sie renia i niestety koniec marzen, druga zolta, a w konsekwencji czerwona i ochrona wyrzuca nas z palacu glamuuru i sztuki. wielki zal ze, w ten przykry sposob konczymy przygode z tymi eliminacjami, brakowalo tak niewiele jak zwykle i mimo, ze nie nalezy tutaj szukac indywidualnych ofiar tej porazki, to mozna jednak zauwazyc, ze to przez sabinke zostajemy wiesniarami przynajmniej do nastepnych eliminacji, a z naszej grupy awansuja moldawia albo macedonia.


    • RSS