mydziecisieci blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 12.2007

    jest wiele powszechnie znanych historii o tym jak to rozne odkrycia dokonane przez powazanych naukowcow sa dzielem przypadku i gdyby nie ten przypadek to pewnie nigdyby na to nie wpadli metoda dlugich badan i analitycznych dociekan. ciekawe ile takich przypadkow mialo miejsce w laboratorium dr evila albo polnocnokoreanskich sluzb specjalnych i zamiast zostac ujawnione i trafic jako anegdotki do podrecznikow chemii dla liceum, posluzyly do rozwoju tajnych technologii, ktore moga zostac uzyte do celow np terrorystycznych. zanim naukowcy bialej strony mocy dojda do tego samego rozwiazania metoda mozolnych badan lub identycznego szczesliwego przypadku minie troche czasu, a to moze sie okazac wystarczajace dla wykonczenia nas przez krewetki z kosmosu.

    w ekskluzywnej restauracji zamawiam po francusku zeby udawac niemca. karta dan malo mnie obchodzi, najwieksza ochote mam przyssac sie do piersi mlodej kelnerki o rzymskim nosie, kiedy pochyla sie tuz za moim uchem, zeby ustawic mi kieliszki. ale jestesmy w europie zachodniej i trzeba zachowac pelna kulture (chociaz jak sie wszyscy juz najebia, to moze sie uda po polnocy troche potarmosic jej cyca). tymczasem przywoluje ja co chwile pod pretekstem ponownego napelnienia mi szkla i studiuje otoczenie obserwujac jak jedza, pija i bryluja zachodni europejczycy. przyznam, ze zawsze podziwialam niemcow za to, ze potrafili sobie okrecic kazda polke dookola malego palca. to samo zreszta dotyczy arabow, murzynow i anglosasow. z kolei polki podobaja sie amatorom niemieckich pornoli, bo wygladaja jak artystki z branzy i jesli niemiec przyjedzie do polskiego miasteczka i trafi na slub albo sylwestra moze zaznac wielu chwil najglebszej ekstazy estetycznej. mi jednak z kazdym nalaniem coraz bardziej podoba sie ta kelnerka, jest smukla, ma kasztanowa skore, dlugie czarne wlosy splecione w warkoczyki i konska twarz o mocnych zebach. wacham ja dokladnie kiedy sie znowu nachyla i postanawiam blizej sie z nia zapoznac najlepiej rzucajac jakis niezobowiazujacy zarcik. przedtem jednak oddaje sie rozmyslaniom. wydaje mi sie, ze chyba na pewno warto znac jezyki obce. o pozytkach wynikajacych z takich znajomosci przekonalam sie juz kilkakrotnie podczas pobytu za granica. na potwierdzenie mojej tezy przytocze tu pare anegdotek z zycia wzietych, posluchajcie: kiedy pierwszy raz bylam w san francisco nie znalam tam nikogo, ale za to znalam angielski i kiedy w parku zauwazylam trzech murzynow z dredami i czerwonymi oczami to zapytalam czy nie wiedza moze where i could get cos do palenia i poczestowali mnie oni ziolowym lolkiem, a drugiego dostalam w prezencie na wynos. gdybym nie mowila po angielsku byloby to zupelnie niemozliwe, zeby taki przyjacielski gest w innych okolicznosciach sie przytrafil. podobna sytuacja miala miejsce w dortmundzie w nocy, bylam sama i nie znalam nikogo, znalam za to niemiecki i zagadalam dwie dziewczyny palace na lawce, zapytalam je o etwas zu rauchen i skonczylo sie na tym ze pomoglam im skonczyc tego, co palily, a drugiego dostalam jeszcze na potem do hotelu. bez znajomosci jezyka niemieckiego na pewno nie udaloby mi sie tak tego rozegrac. w pampelunie rowniez bylam sama i nie znalam nikogo, ale znalam hiszpanski i szli jacys ludzie, od ktorych wyczulam bijacy charakterystyczny zapach i zagailam gdzie moge conseguir algo para fumar, na co oni do mnie ze jasne pegemos y zapalilismy, a potem dali mi jeszcze troche na droge. oczywiscie gdybym nie umiala mowic po hiszpansku to nic by z tego nie wyszlo i zapalic moglabym co najwyzej ordynarnego tytoniu z kiosku. w tuluzie nie znalam nikogo i bylam sama jak ten palec, ale za to znalam francuski i wedrujac po nadbrzezu zauwazylam dwoch araboidalnych najwyrazniej handlujacych stafem, podeszlam wiec i zgailam ze je voudrais acheter i po chwili rozmow wstepnych  zeszlismy na dol po murowanych schodkach na pare chmur, opowiedzialam im kilka wesolych historyjek z egzotycznej i z dalekiej polski i tak im sie one spodobaly, ze dali mi na pozegnanie prawie pelny do polowy woreczek. bez bieglej znajomosci jezyka francuskiego w ogole nie doszloby do takiej sytuacji, a nawet gdyby jakims przypadkiem doszlo, to by sie tak nie skonczylo. kolejny przyklad na przydatnosc znajomosci jezykow obcych pochodzi z padwy, gdzie blakalam sie samotnie nie znajac nikogo, az weszlam do jakiegos lokalu z tanim piwem i muzyka na zywo, po kilku browarach, kiedy zespol zrobil przerwe poszlam do toalety ale w zlym kierunku i zamiast do kibelka trafilam na podworko, gdzie muzycy przygotowywali sie do palenia. gdy mnie zapytali o co chodzi, wyznalam ze cerco qualcosa da fumare, na co oni zaprosili mnie do koleczka, upalili mnie przyjemnie i jeszcze dali garstke na pozniej – tylko dlatego, ze doskonale wladam jezykiem wloskim, moglam w takiej sytuacji tak sprawnie sobie poradzic. zgadzam sie ze zdaniem ekspertow, wg ktorych oprocz glownych jezykow swiatowych, warto znac tez jakis modny jezyk mniejszosciowy, j@ np zalowalam raz, ze nie znam slunskiego, bo jedyne miejsce, gdzie nie udalo mi sie kupic czegos do kurzenia to katowice. poza tym, powtorze, wydaje mi sie, ze chyba na pewno dzieki znajomosci jezykow obcych moge podczas pobytu za granica latwo nawiazac nowe kontakty i dokonac transakcji, ale oprocz tego takze np rozwiac watpliwosci, kiedy usmiechniety obcokrajowiec zaproponuje nagle „wyliz mi chuja”, bo tak go jakis nasz wesoly ziomek nauczyl, ze sie w naszym narzeczu mowi „dzien dobry” albo „do widzenia” albo „szukam czegos do palenia”. jesli chodzi o seks z koniem i jaki zarcik sprawil, ze kelnerka glosno zarzala ze smiechu i zakrecila tyleczkiem to mysle, ze tym przewrotnym tytulem wstepu udalo mi sie zachecic was do przeczytania calej notki i nauki jezykow obcych!

    czlowiek gwozdz

    nadal nie mam komorki. historie o ludziach zatrzasnietych w tunelu, ktorzy dzwonia z komorek po pomoc nie przekonuja mnie do zakupu. niedawno na cmentarzu podeszla do mnie staruszka zgarbiona ku ziemi tak, ze nie widzialam jej twarzy. na glowie miala czerwona chustke w trupie czaszki jak axel z guns’n'roses, ale nie byl to axel. tajemnicza kobieta zwrocila sie do mnie po niemiecku czy nie pomoglabym jej czegos odkopac. w zamian za fatyge oferowala mi 20 euro, a widzac moje wahanie zwiekszyla stawke do 25, na ktora przystalam. poszlismy do kwater niedaleko parkanu i staruszka pokrecila sie miedzy krzakami, zakreslila patykiem w ziemi podluzny ksztalt, dala mi do reki lopate i kazala kopac. po okolo dwudziestu minutach trafilam na cos twardego i wtedy inny twardy przedmiot wyladowal mi na potylicy, zwalajac mnie do swiezo wykopanego przeze mnie grobu. stara kobieta i jej wspolnik, ktorego cien zdazylam dostrzec zanim zasuneli wieko, przysypali mnie metrowa warstwa ziemi. ale nie uleglam wtedy panice, tylko wyjetym z kieszeni korkociagiem cierpliwie wydrazylam najpierw mala dziurke, potem coraz wieksza, a po kilku godzinach nieustepliwego wiercenia wydostalam sie na zewnatrz, troche tylko zgrzana bylam. tak oto, drobny przedmiot do uzytku pijackiego uratowal mi po raz kolejny zycie. czy chcecie teraz uslyszec historie o kocie?

    rgb.jpg


    • RSS