mydziecisieci blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 1.2008

    na poczatku niewielu dawalo szanse skromnej siedemnastolatce z malego miasteczka pod niemiecka granica, a jednak pokazalam niedowiarkom ze potrafie napierdalac blogusia, wygralam te eliminacje i jade na euro do austrii. grupe mamy ciezka: wlochy, rumunia, austria i wegry, mysle ze zdecydowanym faworytem sa tutaj wlochy, wegry sa do ogrania, a o drugie miejsce bede sie bila z rumunami, do walki moga tez wlaczyc sie gospodarze, ktorym jak wiadomo w takich sytuacjach pomagaja nawet sciany teatrow. mimo wszystko licze, ze uda mi sie tam moim wystepem sprawic mila niespodzianke i po kilku ciekawych widowiskach zdobyc dla polski zloto.

    jest niedaleko stad lasek, obok droga, po drugiej stronie osiedle zwykle, pewnie takie jak wasze – bloki, sklepy, kosciol a miedzy nimi parkingi. szlam tamtedy w nocy, kolo trzeciej chyba bylo, z pubu do sabinki, posuwalam sie po tej stronie gdzie jest osiedle i sklepy i zobaczylam jak za szosa z lasku wynurza sie szczupla postac o duzej glowie i ramionach do kolan. pomimo ze dzielila nas odleglosc kilkudziesieciu metrow, obcy nawiazal ze mna lacznosc telepatyczna i powiedzial wyraznie tak, ze slyszalam go jakby nie stal tam po drugiej stronie drogi pod lasem tylko siedzial w samym srodku mojej glowy:
    - witaj @linko!
    i powoli podniosl reke w gescie pozdrowienia. zastanowilo mnie skad zna moje imie. przybysz z innej planety najwyrazniej czytal biegle w moich myslach, bo grzecznie wyjasnil:
    - znamy cie bardzo dobrze @linko, gdyz czytamy i bardzo lubimy twojego blogusia, w naszej galaktyce jestes stawiana mlodziezy za wzor!
    tym wyznaniem zdobyl sobie humanoid moje zaufanie i odwzajemnilam mu sie takim samym gestem, podnoszac powoli w gore dlon na znak pokojowych zamiarow z mojej strony. obcy kontynuowal mowiac do mnie telepatycznie:
    - @linko, jest problem i chcielismy cie poprosic o pomoc. mielismy wyciek paliwa i musielismy ladawac awaryjnie na polanie za tymi drzewami – odwrocil sie i pokazal reka na drzewa – usterke udalo sie usunac, ale straty materialu napedowego okazaly sie jednak tak duze, ze nie damy rady bezpiecznie doleciec do domu. nie mamy ziemskiej gotowki i chcielismy cie poprosic o dokonanie dla nas zakupu.
    - jasne – odpowiedzialam – tylko wydaje mi sie, ze o tej porze nie znajdziecie tutaj otwartej stacji benzynowej.
    - nie chodzi o benzyne – przekazal mi droga telepatii odmieniec – nasza wysoko rozwinieta cywilizacja stawia na czyste i biodegradalne technologie – na przyklad alkohol, cukier trzcinowy, woda poddane procesowi wielowymiarowej kompresji, a nastepnie bezstratnemu spalaniu jader atomow alkoholu we wrzacej plazmie cukru, generuja potezna energie dajaca naped fotonowym silnikom. gdybys byla tak mila i zechciala kupic jedna butelke rumu, to jeszcze dzisiaj moglibysmy wrocic do domu.
    sklep nocny byl zaraz za moimi plecami, oddalony o niecale dziesiec metrow. postanowilam pomoc chlopakom z daleka i kupic im te flaszke. wstapilam do srodka i wzielam jedna butelke rumu do napedzenia statku kosmicznego i dwie puszki piwa do lozka. zaplacilam, ale kiedy wyszlam, obcego juz nie bylo widac pod lasem. pomyslalam, ze moze wystraszyl sie przejezdzajacego radiowozu i schowal za drzewo. probowalam nawiazac kontakt telepatyczny, ale bez rezultatu. postalam tam jeszcze chwile, ale skoro sie nie pojawial to pomyslalam, ze moze jego ziomkowie znalezli na pokladzie jakas zapasowa flaszke i odlecieli do siebie, wiec w koncu j@ tez poszlam do domu napic sie rumu, ktory nie byl juz w takiej sytuacji do niczego potrzebny.
    teraz, kiedy patrze w rozgwiezdzone niebo, milo mi pomyslec, ze jest tam gdzies miliony lat swietlnych stad ktos, kto zna mnie i lubi mojego blogusia, a takze ze nie jestesmy jednak tacy sami w ciemnym i zimnym wszechswiecie.

    znowu pomogla mi przetrwac trudne chwile. sprzedalam ryczaltem w nocnym komisie wszystkie plyty kompaktowe.

    kurt cobain, ktorego smierc moglaby mna potrzasnac jeszcze sie nie narodzil.

    do tej pory nie potrzasnal mna ani kurt ani tupac ani ksiezna diana, o ktorej smierci dowiedzialam sie jedzac sniadanie w restauracji hotelu w wiedniu. towarzyszyla mi pewna angielka, ktora na wiadomosc o smierci lejdi di nawet sie nie wzruszyla. j@ tez sie nie wzruszylam, choc bylo mi jej troche zal, taka byla ladna i dobra z niej ksiezna.

    samobojstwa curta kobaina i johna lenona nie wplynely na moje pokolenie lat 80tych, za to bardzo wstrzasnelo nami zdemaskowanie oszustw vanilla ice ‚a i milli vanilli. po tych wydarzeniach nigdy nie bylam juz taka sama @linka.

    swiat jest tragedia dla ktorzy mysla ze sa bezpiecznie ustabilizowani i komedia dla tych, ktorzy czuja bluesa.

    na sylwestra na ulicy widzialam chyba piercing w brwi zamrozony z kawalkami wyrzyganej zapiekanki przygniecionej glowa do chodnika.

    ciagle kreci mnie najarana anka


    • RSS