mydziecisieci blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 7.2008

    w polsce za chodzenie i filozoficzne usmiechanie sie na ulicy mozesz dostac po ryju

    dochodzila dziesiata, kiedy podjelam decyzje, ze trzeba wyjsc i na wszelki wypadek kupic jeszcze pare browcow. w drodze powrotnej z zakupow stanelam na krawezniku przy pasach czekajac az sie zapali zielone i wtedy doszlo do tego niesamowitego zdarzenia, ktore do tej pory jeszcze odtwarza mi sie samo w glowie na zwolnionych obrotach widziane jakby z wielu katow jednoczesnie. jest ulica, raczej pusta, bo to wtorkowy wieczor, niewielu ludzi na przystanku i pojedyncze samochody. do pasow przy ktorych stoje z dwoch stron nadchodza dwie blondynki okolo 26-29 lat, ktore sa identyczne jak lustrzane odbicia z jednej sztancy, mimo ze jedna jest bardziej myszowata i ma wiekszy cycek, a druga bardziej barbi platynowa i troche wyzsza, to jednak podobienstwo jest uderzajace, na dodatek obie maja spodnice i obie rozmawiaja przez komorki. rozgladaja sie w prawo, w lewo, znowu w prawo i przy czerwonym swietle wbiegaja na jezdnie, aby przebiec przed nadjezdzajacym nieduzym srebrnym autem. auto zbliza sie szybko, jest jednak wystarczajaco daleko, zeby biegnacy truchtem czlowiek, nawet jesli jest nim blondynka w spodnicy i klapkach rozmawiajaca przez komorke, zdazyla dotrzec do drugiego kraweznika zanim znajdzie sie na trasie przelotowej srebrnego szerszenia. ale nie nasze bohaterki, ktore wbiegaja na ulice niemal jednoczesnie i przekraczaja ulice obserwujac tylko ten samochod, az w koncu odwracaja glowy i patrza przed siebie, zeby zobaczyc przed soba swoje lustrzane odbicie. nie identyczne, ale intrygujaco karykaturalne – moglyby pewnie  z miejsca zostac najlepszymi przyjaciolkami do konca zycia lub smiertelnie sie znienawidzic, zaleznie od wystapienia jakiegos zupelnie przypadkowego detalu, np gdyby w momencie spotkania mialy ten sam kolor lakieru na paznokciach, lub bluzki z tego samego butiku, z tym ze jedna z nich drozsza, moglby sie uznac nawzajem za blizniacze dusze lub zalosnie nieudana probe podrobki. musialy zdac sobie sprawe z tego uderzajacego podobienstwa, co pewnie wplynelo na dalszy przebieg wypadkow – w momencie kiedy stanely naprzeciw siebie, dwie tak identyczne jak z tej samej strony tego samego katalogu, nieslychana symetrycznoscia wykazaly sie rowniez ich jaznie, bo kiedy jedna probowala ominac druga z prawej, to ta po drugiej stronie lustra wykonywala dokladnie taki sam manewr tylko w przeciwna strone, rowniez trzymajac telefon przy uchu. wygladaly jak indianie walczacy na noze z druga reka przywiazana do glowy i probujac coraz bardziej nerwowo wyminac sie mniej wiecej posrodku pasow wykonaly serie szybkich unikow w prawo i w lewo, zadnej z nich jednak nie udalo sie przekroczyc niewidzialnej tafli, zwlaszcza ze nerwowa atmosfere i przerazenie potegowal samochod, ktory nadjezdzal wprost na nie i rowniez nie potrafil sie zdecydowac z ktorej strony chce je wyminac i co ciekawe, widac juz bylo w swietle latarni, ze za kierownica siedzi kolejna dwudziestoparoletnia blondynka rozmawiajaca przez komorke. wszystko to trwalo nie dluzej niz zajmuje wam przeczytanie trzech linijek tej notki, ale charakteryzowalo sie takim natezniem chaosu, ze mozna powiedziec, ze czas przestal dla mnie wtedy w ogole istniec, kiedy stalam z siatka browaru na krawezniku i patrzylam na erotyczny taniec ze smiercia dwoch blondynek pieszych i jednej zmotoryzowanej po srodku drogi widzialam w tym zjawisku czysty chaos i takie zageszczenie przypadkowosci i skondensowana nieprzewidywalnosc ze myslalam, ze zaraz zostane wessana do czarnej dziury, ktora sie otworzyla akurat pare ulic od miejsca w ktorym mieszkam. ale nie zostalam wessana – nastapila szybka kulminacja i rozwiazanie – piski opon, przepon, przechodniow i przede wszystkim dwoch mlodych kobiet na tle odglosow blaszanego zderzaka wchodzacego w cztery gladko wydepilowane golenie zmieszanych z hukiem ujedrnionych na silce cial opadajacych na maske fiata ilestam czento. potem dwie wariacje na ten sam temat asynchronicznie rozsypaly sie po asfalcie wsrod klapek, komorek, i innych drobiazgow osobistych rozbryzgujajacych we wszystkich kierunkach z ich torbek i kieszeni. it’s a man man’s world – zaryczal james brown z radia grajacego w samochodzie, ktory zatrzymal sie zeby kierowca i pasazer mogli udzielic pierwszej pomocy, a ja przekroczylam jezdnie po chrupiacych fragmentach wyposazenia, kiedy zapalilo sie zielone swiatlo i bezpiecznie dotarlam do siebie, gdzie spedzilam kolejny bardzo mily wieczor przy piwie butelkowym i muzyce z gatunku power metal.
    notke te zamieszczam, aby sklonic czytelnikow do zadumy i ku przestrodze – naprawde nie warto ryzykowac mlode przeciez zycie przebiegajac jezdnie na czerwonym swietle po to tylko aby dotrzec dwie sekundy wczesniej na spotkanie z autorka poradnikow „nowoczesna kobieta w kuchni” oraz „kuchnia nowoczesnej kobiety”!

    harekriszna, nazywam sie @linka, mam 17 lat interesuje sie buddyzmem i slucham doorsow. nie kupuje produktow pochodzenia duzych korporacji takich jak cocacola, microsoft i carrefour. w przyszlosci pragne zostac freelancowym weterynarzem i przez internet leczyc konie wg zasad ajurwedy. obecnie martwi mnie, ze taki czlowiek zwykly siedzi w pracy osiem godzin albo wiecej, potem siedzi godzine w samochodzie, a potem jeszcze pare siedzi przed telewizorem i idzie spac. a w sobote rano wklada czarny jak obsydian dresik zeby truchtac w snieznobialych adidasach dookola bloku, ale to tylko plaszczyk przykrywka prezerwatywka, bo kiedy podniecenie siega zenitu idzie on do klubu gdzie ma karnet aby uprawiac lubiezny proceder natezonego napinania czyli ruch na stechlym powietrzu czyli gimnastyke na silowni, typowe hobby krypto i jawnopederastow, bo kto inny moglby sie podniecac namietnym wspolstekaniem wsrod innych spoconych napletkow w firmowych nowkach pumy za dwa tysiace, ktorym przemijalnosc zajrzala w oczy, gdy w alpach wloskich chrupnelo cos w kolanie – chyba tylko nieszczesne ofiary damskich pism i seriali o zyciu dobrze urodzonych zagranicznych ludzi, ktorzy nigdy dwa razy nie zakladaja tego samego ubrania i nigdy nie wygladaja inaczej niz szalowo. j@ za to lubie piwo, ale nie mam telewizora, lodowki ani samochodu i dlatego ciesze sie dobrym zdrowiem, do zycia mam usposobienie pogodne, do ludzi wyrozumiale, a dla zwierzat i kobiet wrecz szczodrobliwe i lubie jak wesolo masuja mnie w plecy dobre wibry z kosmosu. a taki zwykly czlowiek siedzi, siedzi, siedzi i pracuje caly tydzien w biurze w mrowkowcu w centrum, a potem w sobote przed poludniem jedzie samochodem do supermarketu, kupuje dwie palety browaru, wsadza je do elektronicznej czterodrzwiowej lodowki z panelem kontrolnym u-boota, ktora to lodowke bedzie splacal 99 lat, zadowolony otwiera jeden browar i siada przed telewizorem w szeleszczacych spodniach za tysiac trzysta i patrzy na amerykanski boks w tvn bravosport. j@ za to chodze po browar codziennie na piechote i jak sikora bogatka nigdy nie kupuje naraz wiecej niz moge uniesc i dzieki temu zachowuje szczupla sylwetke i jedrne, blyszczace wlosy o zapachu kwiatow polnych i tatrzanskiego wiatru. dodatkowo nie zaopatruje sie w najblizej mnie polozonych placowkach sieci obcych nam francuskich korporacji, ale regularnie uczeszczam do malego sklepu prowadzonego przez pana szymka z rodzina. czasami nawet dwa razy dziennie przechadzam sie w rzeskim powietrzu do malej budki polozonej co prawda kilometr dalej niz osiedlowy supersam, ale nagroda za moj trud zawsze jest usmiech i serdeczny uscisk dloni pana karola oraz swiadomosc ze wspieram handel lokalny, a moje nogi nie gnusnieja na pedalach gazu i hamulca, tylko sluza do tego do czego maja sluzyc, czyli wedruja przed siebie. a w domu po paru browcach, kiedy zmeczona jazn nie daje juz rady studiowac tekstow alchemicznych, nie wlaczam tak jak inni telewizora, ktoryby gwalcil brudnymi palcami reklamy moja kosmiczna swiadomosc, ale wchodze w glebszy kontakt z wlasna natura poprzez tance sufickie lub sztacham sie olejkami do aromatoterapii, a czasem nieraz i cos ciezszego nosem pociagne. w wakacje zawsze urzadzam sobie czterdziestoiczterodniowe glodowki piwno-medytacyjne na swiezym powietrzu, spedzane na dzialce, podczas ktorych zywie sie wylacznie piwem „strzelec” i orzeszkami ziemnymi, a caly czas spedzam na kontemplacji przemian zachodzacych nieustannie we wszechswiecie, notuje kronike z zycia mrowiska oraz zaprzyjazniam sie z drzewami, z niektorymi nawet dochodzi do pewnego rodzaju intymnosci. lubie wszystko naturalne, organiczne, noname a brzydza mnie rzeczy sztuczne, syntetyczne i znanych marek – wole suche liscie do zucia od przetworzonego bialego proszku, wole zwykle tanie wino dla ludzi od kosztownych propozycji zdobywajacych wysublimowana popularnosc w warszawskich niszach towarzysko-zawodowowych, wole palic gandzie z ogrodka we wlasnej szafie niz na kleju gotowane brykiety gowna z amsterdamu! w wystroju wnetrz preferuje minimalizm: materac z kocem, pare skrzynek do siadania, umeblowania dopelnia pieniek lub dwa, kilka wielofunkcyjnych cegiel i butelek o roznym przeznaczeniu, z ktorych zaleznie od wymagan chwili mozna zmontowac komplet taboretow, stolik do brydza czy dodatkowe lozko dla goscia, ktory gorzej sie poczul – wszystko oswietlane lagodnym swiatlem nagiej zarowki energooszczednej, yeee-ye-ye! wczoraj wieczorem przechodzilam kolo pewnego uroczegu sklepiku w niezwykle magicznym zaulku przejscia podziemnego i zauwazylam przez szybe jak gruba sklepowa w stylonowym fartuchu posuwisto zwrotnymi ruchami ociekajacej zlotem i tipsami dloni wycierala w szmate przykurzone butelki przecenionego wina bulgarskiego. bardzo mnie podniecil ten przesycony delikatnym erotyzmem widok i nie mogac sie oprzec zaszlam do srodka, gdzie po zapoznaniu sie z atrakcyjna oferta cenowa najnizszej polki skusilam sie na trzy winska – tanio i bez zupelnie niepotrzebnego silenia sie na snobizm i pseudokonesrestwo, bo przeplacanie za butelki drozsze niz 7 zl, wydala mi sie wczorajszego wieczoru niczym wiecej niz zbednym luksusem – taka fajna @linka jak j@ nie potrzebuje kosztownych rekwizytow, zeby sie dobrze czuc, poza tym po pierwszej polowce i tak nie czuc co sie pije, wiec po co niepotrzebnie wydawac – zeby potem sobie popatrzec ach jakie ladne etykietki, kiedy kilka dni pozniej obudze sie, lub powroce z eskapady i bede musiala wyrzucic butelki? podobnie zamiast umawiac sie ze znajomymi na ploteczki przy kawce w kawiarence, wole ze znajomymi posiedziec przed klatka na lawce i popluc. jest to rownie fascynujaca forma spedzania czasu, za to uprawiana na swiezym powietrzu. tematyka i dynamika rozmow sa w obu przypadkach zblizone, roznia sie tylko ceny spozywanych trunkow, a kiedy najdzie mnie ochota na wyzsze aspiracje i zapragne uzupelnic obraz mojej persony o jakis nowy wyszukany szczegol, to nie musze jesc morskich potworow w glutozelu ani popijajac winsko za 249zl, mi wystarczy ze podtrzymuje luske browaru otwarta dlonia od spodu, krecac lokciem lagodne okregi w plaszczyznie poziomej jakby to byl kieliszek wysmienitego koniaku i wtedy od razu czuje sie mniej zwykla licealistka z malego miasteczka plujaca na lawce, a bardziej jak ktos znany z warszawy z telewizji na srodku sceny w studiu, kto opowiada wlasnie milionom telewidzow co ostatnio przezyl na wycieczce zagranicznej. a dzisiaj okradlam ciocie… bylo to tak: babcia kazala mi isc do ciotki i zaniesc wiadro truskawek, co je nazbierala na dzialce. no to zanioslam, ciotka otworzyla i wpuscila mnie do srodka. powiedziala, ze wykupila babci lekarstwa, ktore doktor zapisal i zebym je od razu wziela i babci zaniosla . poszla do pokoju ich szukac, to znaczy tych lekarstw, a j@ stalam w przedpokoju i wtedy zobaczylam ze byla torebka ciotki otwarta, a w srodku brazowa portmonetka. nie namyslajac sie wiele wyjelam z niej banknot dwadziescia zloty i jeszcze kilka monet. za uzyskane z tego uczynku pieniadze poszlam do samu gdzie kupilam dwa wina, ktore potem wypilam samotnie w lasku za miasteczkiem. i wtedy poczulam sie doprawdy zajebiscie, kiedy stalam sama, mala i zupelnie nieznana na skarpie i patrzylam na falujaca trawe, szumiace krzaki, plynace chmury i te rzeczy i nic dookola nie mialo marki, nic nie bylo oceniane jako lepsze czy gorsze, wino bez nazwy, ktora moglabym skojarzyc, a tym bardziej rocznika wchodzilo gladko w przelyk i dalej hulajze w krwioobieg i do mozgu. uzywki i przyroda dzialaja na mnie kojaco, ale nigdy nie potrafilam sie pogodzic z wymogami tego skurwialego spoleczenstwa. w drodze powrotnej zawedrowalam do parku, w ktorym spedzilam kiedys wiele milych chwil – lubilam siadac tam po poludniu, wiatr przeczesywal drzewa dookola, zapalalam dzointa i otwieralam browarek. niebo szarzalo, nie bylo goraco ani zimno, jesien albo wiosna i tak siedzialam zadumana na lawce popijajac w poczuciu blogiego zadowolenia obserwowalam bez specjalnego skupienia staruszki wybierajace z koszy na smieci szklo i aluminium, psy wedrujace po alejkach i dwojki kobiet pchajace w tandemach katamarany wozkow. tak mijaly godzina czy dwie, a potem gdzies szlam – teraz juz zupelnie nie pamietam dokad, do kogo i po co. za to doskonale pamietam wiele tych dni, ktorych popoludnia spedzilam na lawce z milym skretem i zimnym browarkiem, czego nie mozna powiedziec o nudnych i frustrujacych godzinach spedzonych w chujowych biurach nad zadaniami, ktore nie obchodzily nikogo poza ludzmi ktorzy kazali mi je wykonywac, czesto za pieniadze, ktore byly jedyna i demoralizujaca nagroda. nie zamierzam skonczyc jako pracownica biurowa naginajaca karku dlatego ze dostala sie w siedzace tryby zycia i codziennie od rana miazdzy ja babilon – praca w firmie w warszawie zabija czlowiekowi dusze i wyrywa jaja i dlatego byc gdzies etatowym chujem z nadgodzinami to nie dla mnie, nawet za dziesiec tysiecy albo i wiecej. autentycznie przeraza mnie tragizm losow czlowieka wspolczesnego, zatrudnionego na pelnym etacie z ubezpieczeniem zdrowotnym i emerytalnym – to co robi z istota ludzka osmiogodzinne, pieciodniowe, piecdziesieciotygodniowe jarzmo pracy w jednym miejscu to jest czysty satanizm, ktoremu nalezy sie przeciwstawiac wszystkimi dostepnymi srodkami. j@ walcze z tym systemem oddolnie, podkopujac podstawy rezymu i na przeciw wszystkiemu nie poddaje sie – przy kurczacej sie codziennosci i przyspieszajacym rytmie zycia, w coraz bardziej napietym programie dnia, zawsze udaje mi sie wyskrobac te 8-10 godzin na wieczorny relaks przy piwie.
    wpisujcie miasta ktore popieraja szyitow.

    slaba frekwencja na moim blogusiu to juz przeszlosc – od czasu zmiany strategii autopromocyjnej, wszystko jest inne, nowe, lepsze – jak wykazuja statystyki, strone odwiedza coraz wieksza liczba nowych czytelnikow i opuszczaja ja oni coraz bardziej zadowoleni. jestem zadowolna rowniez j@, poniewaz mam duzy trafik. wszystko dzieki agresywnej kampanii promocji blogusia, do ktorej najwazniejszych elementow zaliczylabym:
    - ulotki dodawane do programow wejsciowych na stadion,
    - wyklady w osrodkach monaru, szkolach, noclegowniach,
    - inserty do gazet motoryzacyjnych i mlodziezowych,
    - dwojki sieroce kwestujace metoda door-2-door na dalszy rozwoj @linki,
    - kurwiszony na dlugich nogach rozdajace w superksiegarniach darmowe sample – fragmenty notek odbite na xero,
    - wynajeci komercyjni hiphopowcy skupieni wokol duzego glosnika ustawionego na skrzyzowaniu, rapujacy notki i zachecajacy do regularnej lektury z telebimu,
    - moja twarz na okladce lipcowej „zadzy sukcesu” – dostepnego jedynie w prenumeracie pisma branzowego srodowiska rodzin grajacych w keszflou,
    - dywanowy mailbombing & megaspaming, prowadzony nonstop z baterii serwerow ustawionych na wyspach kokosowych,
    - osobiste wystepy w teatrach krajowych i zagranicznych,
    - i wiele innych.
    mojej obecnej prosperity nie zamierzam zachowywac wylacznie dla siebie, stad stwarzam takze okazje do wykazania sie dla czytelnikow:
    konkurs promocyjny:
    uwaga: kazdy kto napisze pozytywna recenzje mojego blogusia ma szanse na jej publikacje na lamach mojego blogusia!

    wykorzystujac fale wznoszaca popularnosci mojego blogusia, postanowilam wydatnie nasilic swoja obecnosc w internetowej sieci, wyjsc naprzeciw oczekiwaniom czytelnikow i podzielic sie z nimi moimi sekretami na temat sukcesu, majatku i przyszlosci nowoczesnych technologii e-biznesu. sekret jest dostepny w trzech planach, wsrod ktorych kazdy z czytelnikow na pewno znajdzie jeden odpowiadajacy jego zainteresowaniom i mozliwosciom finansowym:

    plan SILVER: 999* jak byc szczesliwym
    plan GOLD: 1999* jak byc bogatym
    plan PLATINUM: 1499* !!!SUPER PROMOCJA!!! jak byc szczesliwym i bogatym – promocja obejmuje rowniez bezplatna pierwsza lekcje kursu „JAK ROBIC SLAWNY BLOG” !!!

    !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! dodatkowo dla tych, ktorzy zamowia darmowy e-biuletyn w miesiacu lipcu podaruje calkowicie gratis  warty 99 funtow e-poradnik pt „jak skutecznie wymigac sie od wojska pracy i malzenstwa” rowniez mojego autorstwa

    w ramach promocji tych promocji @linka lwie serce poprowadzi warsztaty motywacyjne dla blogerow w karkonoszach, cena 499 pln za weekend, wyzywienie w stolowce, mapka dojazdu pksem z jeleniej gory zostanie wyslana emailem, prosze zabrac karimate, spiwor, dresy, cos do picia, palenia i ochraniacze na zeby. w programie wyklady, cwiczenia i zajecia integracyjne, a co noc moc mocnych wrazen.

    *euro

    umyc wam plecy?

    dlugo zwlekalam z ta decyzja. nastaly jednak trudne chwile, kiedy czlowiek zmuszony zostaje przez zycie do zastanowienia nad sprawami takimi jak: pieniadze, pozycja, propozycje itp, a takze ma okazje do zrewidowania swojego stosunku do zagadnien w rodzaju: umieszczanie reklam, prawa autorskie,  niezaleznosc od systemu itd. biorac pod uwage to, ze zostalam slawna oraz ze ceny beczulek ropy, zywnosci, lekarstw i biletow galopuja pod gore i coraz trudniej jest polaczyc siedemnastoletniej uczennicy koniec z koncem, zajrzala mi w oczy przykra koniecznosc skorygowania zasad wg jakich wspaniale ukladaja sie wieloletnie juz relacje miedzy wami a mna. dlatego niniejszym inicjuje proces komercjalizacji mojego blogusia – od teraz na kazda nowa notke przeze mnie dodana musicie mi uzbierac 7 zl na wino i tylko pod takim warunkiem bede napierdalac dalej za darmo. uwazam, ze 7 plnow to kwota niewygorowana i jest was tylu, ze raz na jakis czas taka zrzuta nie zrobi wam specjalnej krzywdy, a ja bede miala z tego winska sporo uciechy i odciaze budzet, takze babci nieco wiecej renty bede mogla zostawiac.
    kwestie logistyczne zwiazane z organizacja zbiorki i przekazywania mi tej kwoty pozostawiam inwencji czytelnikow do uzgodnienia wg uznania we wlasnym gronie. licze na zrozumienie i ze siegniecie glebiej do kieszeni i nie opuscicie mnie w tym trudnym momencie. i nie probujcie tu nic targowac ani kombinowac – to juz postanowione.


    • RSS