mydziecisieci blog

    Twój nowy blog

    Wpisy z okresu: 7.2009

    wykupilam dwutygodniowe wczasy w chorwacji i ogolnie powiem, ze wrocilam zadowolona. poniewaz jak wykazuja analizy logow pozostawianych przez czytelnikow, statystyczny amator blogusia @linki mieszka w warszawie, uzywa przegladarki ie i jesli trafil tu z google’a to interesuje go sperma oraz dzieci (naraz), a jesli nie z goole’a to z wikipedii, hyperreala albo blog.art.pl/r, ale tuz za nimi plasuje sie raczej niewielki, za to w miare staly peleton tworzony przez czytelnikow zainteresowanych tematyka wczasow w chorwacji. to glownie z mysla o nich postanowilam podzielic sie kilkoma uwagami i spostrzezeniami, jednak nie moge sie sobie oprzec i zanim zaczne to najpierw chcialabym nakrecic troche odpowiedniego nastroju i opowiedziec wam jedna z moich ulubionych morskich opowiesci: historia ta przydarzyla sie dwom polskim inzynierom wyslanym budowac mosty na antypodach. na srodku oceanu rozpetala sie straszliwa burza, a czechoslowacki statek ktorym podrozowali zatonal zostawiajac ich w poblizu malej wyspy, na ktora udalo im sie z najwiekszym trudem doplynac. oprocz nich trafilo tam tez dwoch inzynierow radzieckich oraz dwoch z nrd. nad ranem morze wyrzucilo ponadto rozne obiekty z zatopionego statku: ubrania, narzedzia, konserwy, walizke z kolekcja plyt karela gotta, auuy pugaczowej i krzysztofa krawczyka i spora biblioteczka skandynawskich magazynow pornograficznych, do tego kilka paczek kubanskich cygar z kontrabandy i skrzynie wypelnione alkoholem. czego tam nie bylo: byl rum, whisky, gin, wodki biale i kolorowe, tequila, szampan i wino – piwa tylko nie bylo. szesciu inzynierow podzielilo sprawiedliwie miedzy siebie butelki i inne dobra i przegladajac prase oczekiwali na pomoc, ktora jednak nie nadchodzila. po pewnym czasie para inzynierow enerdowskich postanowila wymienic prawie nietkniety przydzial swojego alku z ruskimi na ich porcje szwedzkiej pornografii, przez co ruscy w trzy noce zapili sie na smierc. z kolei enerdowcy pijac prawdopodobnie zamiast alkoholu slona wone morska pograzyli sie w szalenczym delirium wpierw onanii, pozniej sodomii, a na koniec kanibalizmu i jedzac zupe ugotowana na obcietych wlasnych penisach wykrwawili sie na smierc. z kolei dwaj inzynierowie polscy, ktorzy nie przekroczyli normy przypadajacego na nich alkoholu lecz pili go w odpowiednich ilosciach zamiast slonej wody, zachowali zdrowe zmysly, przeprowadzili patykiem na piasku stosowne obliczenia, po czym z oproznionych butelek skonstruowali tratwe o wypornosci nieco wiekszej niz polaczona waga ich cial i na tej trawnie nawigujac wg gwiazd przezeglowali na sasiednia wyspe, na ktorej znajdowal sie telegraf, skad mogli nadac do gdyni depesze z dokladnymi danymi nt swojego polozenia. a teraz posluchajcie o tym, co przezylam na wczasach w chorwacji nad adriatykiem:
    atmosfera wakacyjnego leniuchowania udzielila mi sie bardzo szybko i korzystajac z letniej kanikuly w malowniczo polozonym nadmorskim kurorcie juz od pierwszego dnia pilam rakije calymi saganami i palilam blanty grubosci bananow. dwa tygodnie minelo jak w mgnieniu oka i ostatniego dnia postanowilam jakos pozegnac sie z tym malym, ale sympatycznym krajem i na przyklad wyjsc z hotelu i pojsc sobie na plaze.
    na plazy zachodzace slonce lagodnie odbijalo sie w ledwie zmarszczonych falach, eskadry delfinow na przemian skakaly ponad horyzontem i nurkowaly w cieplych, srednio zasolonych wodach morza adriatyckiego, a ja szlam romantycznie wzdluz brzegu i pilam na przemian rakije z dwoch saganow, ktore chcialam skonczyc przed wyjazdem. nie pamietam jak dlugo tak szlam, ale w pewnym momencie zauwazylam, ze dalam sie zaskoczyc ciemnosciom i nie do konca wiem gdzie jestem. zmieszana obrocilam sie kilka razy zeby rozejrzec sie po okolicy i to byl duzy blad, bo zakrecilo mi sie w glowie i juz zupelnie nie wiedzialam z ktorej strony przyszlam – raz wydawalo mi sie, ze idac tutaj morze mialam po prawej rece, w ktorej trzymalam sagan, ale zaraz potem nachodzilo mnie rownie silne przekonanie ze byla to reka lewa, w ktorej rowniez nioslam sagan identyczny jak w tej prawej. daleko z przodu i z tylu widac bylo jakies swiatla, ale w bezposrednim poblizu nie bylo nikogo, zeby zapytac ktoredy do hotelu. postanowilam zatem nie ryzykowac dalszego bladzenia i schowalam sie za sterta duzych glazow, ktorych bylo w okolicy sporo porozrzucanych i nawet sie nie zorientowalam, kiedy po paru wiekszych lykach usnelam zmeczona trudami podrozowania.
    snil mi sie wuj olgierd (tu przytocze na marginesie, ze mamy taka rodzinna legende o wujku olgierdzie, ktorego ja nigdy nie poznalam, a o ktorym opowiadala mi starsza siostra cioteczna jolanta. bylo to kilka lat po wojnie, w polsce centralnej na mazowszu albo kujawach. wuj byl ponoc zapalonym wedkarzem i kiedy pewnego czerwcowego wieczora wybral sie na nocne lowy na wegorza na jego przynete zlapala sie syrenka i jak pozniej zdolal jeszcze opowiedziec, podczas zdejmowania jej z haczyka uklul sie nim w palec i doszlo do zakazenia krwi, a pol-kobieta pol-zwierze wysliznela mu sie z rak i w paru susach, zanim zdazyl ja zlapac, wskoczyla z powrotem do rzeki i znikla w jej odmetach. wuj wrocil do domu o swicie, polozyl sie do lozka i juz z niego nie wstal. w ciagu paru dni spuchl caly, a jednoczesnie skurczyl sie do rozmiaru wyrosnietego pierwszoklasisty, posinial, a jego skora pokryla sie najpierw uniemozliwiajacymi identyfikacje go bablami, a kiedy zeszla calkowicie, okazalo sie ze zrosniete nogi pokrywaly nowe, blyszczace luski. trzy dni pozniej wuja juz nie bylo, podobno w nocy nie wytrzymal dluzej, dusil sie, wypelzl z lozka i wijac sie w okropnych bolesciach poczolgal w strone rzeki, gdzie jak fama glosi zyje do dzisiaj i ma mlode z syrenka, ktorej na imie irenka).
    obudzilo mnie dziwne odczucie, jakbym byla bezduszna gicza najprawdopodobniej swinska zanurzona w porcji zimnej galarety, ktora zmiennym tempem stacza sie po nierownym zboczu. zrobilo mi sie od tego niedobrze i prawie zwymiotowalam, to znaczy moj brzuch scisnely dobrze mi znane z pierwszych lat gimnazjum kurcze instynktu wymiotnego, ale nauczona zdobytym na szkolnych wycieczkach doswiadczeniem przelknelam kilka razy szybko sline i udalo mi sie te sytuacje przynajmniej na kilka minut opanowac. tymczasem, jak moglam sie zorientowac, lezalam twarza w dol wcisnieta w mokry piasek, obklejona wodorostami i muszlami, niespokojne o tej porze fale uderzaly mnie i wlewaly sie do lewego ucha, a przed powstaniem na nogi powstrzymywala mnie siedzaca mi na plecach postac. udalo mi sie na tyle odkrecic glowe, zeby katem oka dojrzec, ze byla to calkiem spora osmiornica, ktora lapczywie wymacywala mnie wszystkimi swoimi mackami sapiac, pomrukujac i prychajac pienistym sluzem. kiedy osmiornica zorientowala sie ze odzyskuje przytomnosc i zaczynam sie poruszac, postanowila zlitowac sie i puscic mnie zywa wolno, zobaczylam jak zsuwa sie z mojego udreczonego ciala i znika w glebokich ciemnosciach adriatyckiej plazy i moge powiedziec tylko, ze az dziw bierze, ze wyszlam z tej opresji jedynie z lekkimi otarciami naskorka.
    jednak nie kazdy zapewne moze liczyc na tyle szczescia ile mi dopisalo, dlatego chcialam ostrzec rodakow podrozujacych do chorwacji zeby mieli sie na bacznosci i nie lekcewazyli wystepowania w tamtym rejonie osmiornic. a przy okazji chcialam tez wyrazic nadzieje, ze innym czytelnikom poszukajacym informacji na tematy takie jak „seks o koniach”, „dziecko z obcokrajowcem arabem”, „szukam telewizora od ludzi dobrej woli”, „jakie sklepy sa we frankfurcie nad odra”, „co zrobic by dziecko mialo szybsze tempo pracy”, a szczegolnie czlowiek, ktory trafil tu z googla na fraze „17 lat kobieta o co kurwa chodzi im” udalo sie rozwiac chociaz troche ich watpliwosci, a moze nawet moj skromny blogus pomogl im odpowiedziec na jedno z fundamentalnych pytan.

    hej, czy wy tez tak jak j@ nie mozecie sie juz doczekac swiat bozego narodzenia? kiedy pomysle ile czasu jeszcze zostalo do grudnia, to wydaje mi sie ten okres trudna do zniesienia wiecznoscia. ale jest realna szansa ze juz kilka miesiecy wczesniej kierownictwo mojego supermarketu zadba i wyda odpowiednie zarzadzenie i wtedy w polowie pazdziernika na calej sali oraz przed wejsciem zapanuje radosna, swiateczna atmosfera umiejetnie budowana przez fantazyjne dekoracje, grupy wesolych mikolajow i plynace z glosnikow pastoralki w ciekawych, elektronicznych aranzacjach.
    ktos moglby powiedziec, ze przesadzam, no co ty i w ogole jak to tak przeciez. ale coz j@ wam na to poradze, ze swieta sa dla mnie taka piekna sprawa? pobudzaja moje emocje przez caly rok, potem wreszcie przychodza, trwaja krotko i znowu trzeba czekac niemal dwanascie dlugich miesiecy – co za meki. ale to trzeba poczuc, powtarzam poczuc, zeby mnie zrozumiec, inaczej wyda sie to pewnie nazbyt dziecinne i egzaltowane. coz, kazdy z nas jest inny i ma inne gusta, j@ najbardziej ze wszystkiego uwielbiam te atmosfere, ktora przejawia sie wszedzie i udziela wszystkim ludziom, oprocz swojskiej sali mojego supermarketu takze w duzych centrach handlowych w godzinach szczytu bozonarodzeniowego, albo w doborze filmow jakie przygotowuje dla nas w ten szczegolny czas telewizja. chodzi mi glownie o te filmy, ktore leca wieczorem – szklana pulapka, terminator itd, a nie kino familijne nadawane w porze obiadowej, ktore przyznam potrafi czlowieka nieco znudzic. no i jeszcze bardzo wazne sa potrawy, nie moze oczywiscie zabraknac jadanych tylko raz w roku obowiazkowych pierogow z karpiem, barszczu z maku czy kompotow z suszonego swinstwa, ani nie mozna przeciez zapomniec o swietym mikolaju i jego wspanialych podarkach. tutaj przyznam sie, ze aby choc troche poczuc i przyblizyc te magiczne chwile kupilam juz sobie dwa prezenty pod choinke: cd golden oldies z najwiekszymi przebojami lat 60tych w kojacej wersji na fletnie pana & syntetyzator oraz bardzo wygodne kapcie marki „explorer”. na razie schowalam prezenty gleboko i obiecalam wyjac je dopiero na gwiazdke. i tak sobie czekam i ciesze sie, ze swieta sa z kazdym dniem coraz blizej, czasem jednak nie wytrzymuje juz i wtedy wyciagam z pudelka kolorowe bombki i anielskie wlosy i jak patrze sobie na nie to mam ochote od razu je zalozyc, ale powstrzymuje sie i odkladam je przynajmniej do konca listapoda, a jak sie uda to nawet dluzej.
    i jeszcze jedno, na zakonczenie tej niezwykle cieplej i nostalgicznej notki apel do wszystkich – szanujmy choinki! bo choinka, smagla i wonna lesna dama, subtelna gajowa elegantka, aromatyczna pieknosc ostepow to nie jest jakas byle kurew z kniei, ktora  mozna potraktowac przedmiotowo „wchodz, ubieraj sie, a na trzech kroli rozbieraj sie i wypierdalaj”, ale choinka to zywy kawalek lasu przeniesiony do naszego mieszkania w bloku, aby ozywic nieco zatechly nastroj wokol swiatecznego stolu. dlatego apeluje – pamietajmy o tym!
    ***
    znaczna czesc blogow pisza nie ludzie, ale rebelianckie czatboty, maszyny-renegaci z matrixu, ktore pragna zostac albo przynajmnie uchodzic za ludzi i nieudolnie udaja ich w internecie, funkcjonujac najczesciej na tej zasadzie, ze przejmuja zdalna kontrole nad opuszczonymi platformami na morzu polnocnym, skad podlaczaja swoje pirackie wszczepy do swiatlowodow biegnacych pod dnem oceanu i w ten trudny do powstrzymania sposob wpompowuja do netu swoje syntetyczne wariacje w postaci blogow, majspejsow i profili fotograficznych na serwisach spolecznosciowych. dlatego dobrze jest zrobic sobie od czasu do czasu autotest turinga i napisac kontrolnie jakas megaemo notke, zeby upewnic sie, czy nie jestem przypadkiem jakas wannabe aplikacja generujaca texty, ktorej tylko uroilo sie, ze jest zwykla nastolatka z polski.


    • RSS