mydziecisieci blog

    Twój nowy blog

    Wpisy w kategorii: Bez kategorii

    droga dr anno, czy policjanci moga okazywac sobie czulosc w miejscach publicznych? – pyta mlody policjant z poznania.
    dr anna odpowiada: nie.
    komentarze do odpowiedzi dr anny:

    dlaczego nie? a dlatego:
    wyobrazmy sobie taka hipotetyczna sytuacje:

    policjant z nocnego patrolu nachyla sie do ucha pijanego kierowcy i szepce:
    - bukiet czerwonych roz powinien zalatwic te sprawe.
    pragnacy uniknac kary pijak przystaje na te nieprzystojna propozycje i wlacza motor, policjant wsiada do radiowozu i jedzie w slad za swoja ofiara do calodobowej kwiaciarni, inkasuje roze i wreczajac je, mowi do swojego partnera:
    - to dla ciebie, jacku.
    a pozniej zatrzymuja sie w jakims slabo oswietlonym miejscu i caluja sie dlugo i namietnie na przednich siedzeniach przy zgaszonym swietle i sciszonym radiu.
    w tym samym czasie ktos przekracza przepisy o ruchu drogowym, ktos inny dusi rajstopami dwie samotnie mieszkajace emerytki, ktos jeszcze inny organizuje na polach grunwaldu ustawke miedzy zwasnionymi klubami kibica z calej polski, litwy i rusi.

    dlatego spoleczenstwo nie pragnie dyskryminowac policjantow, zna ich potrzeby i rozumie, ze czulosc miedzy partnerami jest wazna dla podtrzymania trwalosci zwiazku, ale z jednym ale – po sluzbie.

    wielu ludzi gubi sie w obliczu dylematow jakie stawia przed nimi wspolczesnosc ponowoczesna. trapia sie:

    - co jest lepsze dla chlopca na pierwsza komunie – rower gorski czy kolazowka?

    szukaja odpowiedzi u specjalistow i szarlatanow, czytaja w ksiazkach o tym, ze na takie pytanie kazdy musi odpowiedziec sobie sam wedlug wskazowek wlasnego sumienia.
    cichy glos sumienia nalezy jednak odroznic od rownie cichych i tak samo brzmiacych podszeptow szatana.
    - co zatem robic, pytacie sie? jak postepowac, chcielibyscie wiedziec? co w koncu wybrac?
    zasiegnijmy opinii u dobrej sasiadki, ktora siedzi z fajka na balkonie i zna sie na filozofii. jej przepelniona duchem niezwykle precyzyjnej ogolnosci odpowiedz wyjasnia niewiele, a jednoczesnie wszystko:
    - w kwestii dawania wiary sceptykom udzielajacym uniwersalnych porad zalecam daleko posuniety sceptycyzm – mowi dr anna.
    i choc nie ufam jej slowom, to sie z nia zgadzam.

    wracajac do domu w godzinach wczesnoporannych wlaczylam sie spontanicznie do znanej akcji „miasta dla pieszych nie dla samochodow” i potracilam kilkanascie aut zaparkowanych zbyt blisko kraweznika.

    kolejny odcinek kultowego serialu produkcji amerykanskiej, w ktorym glownej bohaterce znowu sie udaje!

    podczas wycieczki na syberie zostalam zaatakowana przez tygrysa syberyjskiego. bylo gorace piatkowe poludnie, siedzialam w cieniu drzewa nad jeziorem i piknikowalam, kiedy bestia wynurzyla sie z krzakow i zaczela mnie osaczac. uciekac nie bylo dokad, poza tym i tak nie mialabym szans wygrac wyscigow z dzikim zwierzem. widac bylo, ze wladca tajgi w swoim mateczniku czuje sie jak grupa odzianych w odziez sportowa pijanych junakow w piatek wieczorem na swoim osiedlu. j@ z kolei czulam sie jak przypadkowy przechodzien na tym samym osiedlu o tej samej porze. tygrys zblizal sie powoli lecz fachowo, bijac ogonem po obu stronach wzniecal pyl i paprochy i penetrowal mnie wzrokiem. mozna powiedziec ze zajrzalam smierci w oczy.

    a jednak przezylam.
    pytacie sie pewnie jak udalo mi sie wymknac z pazurow nieuchronnego wydawaloby sie konca mojego zywota. myslicie ze stal sie jakis cud? ze wydalam zwierzowi bitwe majac przeciwko polmetrowym klom jedynie kieszonkowy korkociag? i jak w amerykanskim filmie udalo mi sie wbic go prosto w serce, oko albo krtan? albo ze ktos niewidoczny w kadrze strzelil z boku lub roztrzaskal tygrysowi leb maczuga?
    prawda jest jednak o wiele bardziej prozaiczna, a udalo mi sie przetrwac niebezpieczne spotkanie uzywajac do tego sprytu – w krytycznym momencie przypomnialam sobie fragment z ksiazki podrozniczej, w ktorej alfred szklarski, arkady fiedler albo czeslaw i alina centkiewiczowie uczyli, ze w przypadku bezposredniej agresji drapieznika nalezy udawac osobe martwa. i nie uwierzycie, bo j@ tez bym wczesniej nie uwierzyla ze jestem zdolna do takiego wyczynu, jednak czlowiek nigdy nie wie no co sie zdobedzie przyparty do sciany przez tygrysa syberyjskiego – zalam sie w trupa, zeby przezyc. zanim napastnik zblizyl sie do mnie na odleglosc ukaszenia, udalo mi sie powoli zeby go nie denerowowac wyjac z torby podroznej druga butelke wina, aby nastepnie wypic ja blyskawicznie i pasc jak razona piorunem. a poniewaz obudzilam sie w nocy z wielka suchoscia w ustach ale za to zywa, pokasana jedynie przez komary, to dowodzi ze tygrys dal sie nabrac na taka prosta sztuczke i ustapil.

    do tej pory jednak robi mi sie slabo, kiedy pomysle, ze gdybym miala chocby cwierc promila mniej, trik moglby nie zadzialac i doszloby najpewniej do tragedii.

    - dzien dobry, czy zastalam adomasa?
    - niestety nie ma go, wyszedl.
    - w takim razie z pania ela z kadr poprosze.
    - juz lacze.
    - halo?
    - dzien dobry pani elu, mowi @linka boguslawska z dzialu glupich tekstow pisanych do internetu, chcialam zglosic ze nie moge dzisiaj przyjsc do pracy bo jestem chora.
    - co ci dolega?
    - halucynacje, gwaltowne wymioty, napady niekontrolowanego smiechu, ataki euforii.
    - czy doktor juz byl?
    - tak, byl i potwierdzil zatrucie muchomorem czerwonym (amanita muscaria) u mnie i trojki moich znajomych.
    - dobrze, w takim razie zostan @linko w domu i kuruj sie dziecko. zrob sobie koniecznie goracej herbaty i na kazda szklanke dolej jedna setke koniaku „babuni” i jedna rumu z rumianku „kurpiowski pirat”.

    - dobrze, pani elu.
    - liczymy ze szybko wrocisz do nas znowu i bedziesz cieszyc nas swoimi historiami!
    - niech zyje blog.pl!
    - niech zyje!

    z zachowywaniem tzw umiaru nie nalezy przesadzac i popadac w skrajnosci. uwazam ze umiar to dosc szerokie pojecie i nie ma potrzeby wytyczac tutaj jakichs sztywnych granic. jesli zatem zgodzimy sie z tym zalozeniem, mozemy uznac umiar za pojecie wszechobejmujace kazda ilosc, nie przekraczajaca zbytnio dawki smiertelnej.

    szokujacy coming out: kolega (dorosly, trojka dzieci, pracuje w jakims biurze) powiedzial mi przy ktoryms z kolei browarze, w wielkiej tajemnicy i z calkowita powaga, ze nigdy nie stosowal zadnych narkotykow, ale raz sprobowal marihuane. i mu sie podobalo.
    - no stary – wyszeptalam glosem podziwu i niedowierzania – nigdy bym nie zgadla, ze zdobyles sie na cos tak szalonego!
    usmiechnal sie chytrze, jednak z wyraznym przestrachem obserwujac czy sobie z niego nie zartuje albo czy jeszcze ktos tego przypadkiem nie podsluchal.
    pomyslalam wtedy, ze takich jak on moze byc wiecej, ze sa wsrod na nas i nie maja z kim podzielic sie swoim sekretem, poniewaz sie boja, wydaje im sie ze sa odmienni i dlatego zostana uznani za szalonych, moze nawet niebezpiecznych. aby podzialac na nich osmielajaco i ulatwic im podjecie decyzji, pokazac im, ze nie sa sami, postanowilam spisac
    liste slawnych polakow palacych marihuane

    oto lista @linki:
    1 milosz czeslaw (litwa/usa)
    2 mickiewicz adam (litwa/francja)
    3 sipowicz kamil (warszawa)
    4 smolarek euzebiusz (rotterdam/ao kavala)
    5 rosiek barbara (czestochowa)
    6 liroj (kielce)
    7 krawczyk krzysztof (warszawa)
    8 tusk daniel (gdansk)
    9 villas violetta (belgia/warszawa)
    10 dr anna (gryfino)

    mysle, ze jesli wytezycie odpowiednio pamiec to zdolacie sobie przypomniec jeszcze co najmniej kilkadziesiat nazwisk wybitnych postaci z polski rodem, ktore lubily zaciagac sie gestym szarym dymem z bongosa.

    licze na wsparcie ze strony czytelnikow, po uzupelnieniu zamierzam wpuscic liste do internetu.

    pamietam to jakby bylo wczoraj, chociaz zdarzylo sie przedwczoraj… jest ciepla noc, siedzimy z dr anna na balkonie, palimy ziola i pijemy wina. patrzymy na gwiazdy rozmawiajac o tym ile ich jest, jak daleko sa i co sie znajduje na krazacych wokol nich planetach, kiedy widzimy jak jedna z nich odrywa sie od czarnego nieba, na naszych oczach rozblyskujac wkracza w atmosfere ziemska i z sykiem laduje na trawniku pod balkonem.
    bierzemy szklanki i wychodzimy przed dom ignorujac zagrozenie obcymi formami zycia, jakie mogl przywlec z odleglych galatyk ten gwiezdny przybysz, lezacy teraz na naszym terenie i lekko dymiacy obiekt wielkosci okolo trzech skrzynek piwa. przygladamy mu sie z niedowierzaniem czy to jest na pewno to, czym nam sie wydaje byc i czym pachnie. okazuje sie, ze mamy szczescie – po dokladniejszych ogledzinach oraz probach organoleptycznych dr anna potwierdza, ze jest to wielka bryla skompresowanego na diament alkoholu.
    wspolnymi silami przenosimy nasz skarb do garazu i przy pomocy prostych narzedzi kuchennych pozyskujemy z krysztalu iskierki gwiezdnego pylu. kilka okruchow tego polyskujacego roznymi kolorami zlotego proszku dodanych do wody mineralnej zamienia szklanke zwyklej polczynianki w tequile, rum albo whisky, zaleznie od proporcji skladowych roznych mikroelementow pochodzenia kosmicznego.
    - oto prawdziwy dar niebios – mowi dr anna – jesli ukryjemy dobrze ten magiczny klejnot i uda nam sie dochowac tajemnicy, to wedlug moich wstepnych obliczen, mamy co pic na co najmniej do mundialu w 2106!
    zaczynamy skakac dookola i upajac sie naszym sukcesem. kiedy mija pierwsza fala radosci, chowamy meteoryt i zwolujemy paru znajomkow, zeby uczcic wygrana na kosmicznej loterii jaka jest ladowanie takiego cudu dokladnie tu i teraz przed naszym balkonem.
    kiedy konczy sie alkohol, zamiast isc do nocnego, dr anna wymyka sie do garazu i gdy pojawia sie znowu trzymajac triumfalnie nad glowa trzy butelki rumu, zostaje nagrodzona gromkimi brawami.
    - bum-bum­bum!—bum-bum-bum! – napierdalaja w sciane sasiedzi.
    - we will-we will-rock you! – odpowiadamy im chorem i jest bardzo wesolo.
    i pomimo, ze mialam szczesliwe dziecinstwo, w ktorym niczego nie brakowalo – ani narkotykow, ani piwa i wina, ani rokendrola, to bliskie spotkanie z reprezentantem obcej formy alkoholu jest niewatpliwie jednym z najpiekniejszych zdarzen w mojej siedemnastoletniej wedrowce po ziemi. mala gwiazdka umocnila moja wiare w to, ze ten pozornie zimny, bezosobowy wszechswiat podszyty jest jednak dobrem oraz madroscia i zna nasze potrzeby, a jesli zachowamy czystosc serca, to spelni on nasze skryte tesknoty, tak jak to pieknie opisal pablo coehlo w slynnej ksiazce „alkoholik”.

    kazdy spisek ma trzy strony detalu: te widoczna golym okiem w telewizji i w ktora nikt rozsadny oczywiscie nie wierzy. te ukryta, w ktora trzeba wlozyc troche wysilku i samemu wyszukac w niskonakladowych broszurach i na youtube. oraz te dostepna nielicznym, trzecia strone prawdziwa, dostrzegana przez ludzi potrafiacych myslec miedzy wierszami. podam tu kilka przykladow, wnioski pozostawiajac do wyciagniecia samym czytelnikom:

    a) 9/11: naiwnym spryciarzom wydaje sie, ze to amerykanie sami sobie wysadzili dwie wieze, po to zeby miec pretekst do ataku na irak. jednak kazdy inteligentny czlowiek potrafiacy analizowac wydarzenia w sposob niezalezny od nachalnie podstepnych medialnych sugestii zauwazy natychmiast, ze to wcale nie usa sie skrycie zaatakowalo, ale udajacy niewinna ofiare irak tak to sobie sam zorganizowal napadajac na kuwejt, zeby stworzyc usa pretekst do ataku. celem tego pozornie samobojczego kroku imperium sadama bylo wyciagniecie z wojny z amerykanami pewnych tajemniczych korzysci, o ktorych oczywiscie nie dowiemy sie ani z teleexpresu ani z gazety wyborczej.

    b) rzekomy wirus swinskiej grypy: bierne ofiary latwo dajace sie manipulowac chytrym mediom wierza, ze tajny rzad swiatowy wypuscil w zeszlym roku wirusa swinskiej grypy, aby zdziesiatkowac ludzkosc. jezeli w danym rejonie woda jest nieco mniej niz zwykle nafluoryzowana, mieszkajacy tam ludzie latwo dajacy sie sterowac mediom, staja sie bardziej sklonni uwierzyc w wersje, ze tajny rzad swiatowy wypuscil szczepionki przeciwko wirusowi swinskiej grypy, ktorych prawdziwym celem mialo byc nie powstrzymywanie wirusow, ale zdziesiatkowanie ludzkosci. ten kto jednak potrafi dostrzec oficjalnie ukrywane dzialania anonimowych postaci pociagajacych od gory za pewne sznurki, ten wnet zrozumie, ze w rzeczywistosci tajny rzad swiatowy wypuscil do internetu pozornie wrogich mu zaprogramowanych ludzi szerzacych propagande o szkodliwosci szczepionek, ktore sa jedynym skutecznym srodkiem przeciwko niestniejacemu wirusowi zaprojektowanemu przez wrogow przyjaznego nam tajnego rzadu swiatowego, zeby zdziesiatkowac ludzkosc.

    c) kontrola mediow przez zydow i ich poplecznikow: kto jest gleboko przekonany, ze zydzi kontroluja media juz od 5000 lat, moze podejsc nieco sceptycznie do faktu, ze to zydzi sa kontrolowani przez media od 350.000 lat, czyli od czasu zatopienia atlantydy przez inkarnacje niezwykle poteznego wirusa jhwh-adlf-htlr-h1n1-vsta7-666. nieliczni ocaleni rozdzielili sie na dwie grupy: plemie izraela, ktore pod przewodnictwem lwa judy jako dzaczyldryn wywedrowalo ku ziemi obiecanej i grupe ofiar zbiorowej infekcji swiadomosci, ktora wywedrowala w tym samym czasie w tym samym kierunku i ktory nazywano babilonem. to wersja spiskowa oficjalna, ten kto jednak jest odporny na serwowane mu z ekranu klamstwa, bez problemu bedzie potrafil polaczyc w logiczna calosc takie fakty jak np to, ze bob marley trafnie przepowiedzial date wlasnej smierci, hitler wygnal z rzeszy zydow, zeby mogli w ameryce zbudowac bombe atomowa i wygrac wojne z niemcami, pod grunwaldem polscy katolicy wygrali z miedzynarodowa masoneria dowadzona przez ulricha von jungingena (przyszlego komtura od malego nienawisci do polakow uczyl ojciec, ktory byl rabinem), a jezus byl fakirem zeslanym na ziemie przez frakcje przeciwnych bogu kosmitow (krolestwo niebieskie toczy wojne z krolestwem czerwono-zielono-zlotym).

    z tych przykladow wynika to, z czego kazdy kto potrafi myslec niezaleznie zdaje sobie sprawe od razu: zdemaskowany zostaje tu megaspisek polegajacy na tym, ze tajny rzad swiatowy (ang. nwo government) infekuje umysly ludzkosci teoriami falszywych spiskow aby zniewolic i przejac nad nimi kontrole. celem jest, zeby kazdy czlowiek wierzyl w jakis paranoiczny scenariusz – kalendarz majow przepowiadajacy fluoryzacje wody kranowej, grawitacje niewidzialnej planety wywolujaca mutacje szczepionek albo amerykansko-hitlerowskie ufo z przyszlosci bombardujace swiat infradzwiekami zeby wywolac przebiegunowanie i serie katastrof naturalnych.

    jedyna skuteczna obrona jest nie wierzyc w istnienie tajnego rzadu swiatowego i spiski. tylko ci co nie wierza moga sie wymknac temu niezwykle podstepnemu systemowi i
    uratowac przed nieuchronna zguba przepowiedziana wiele lat temu przez kacykow jukatanskich plemion.

    niestety ludzkosc spi i nie chce sie obudzic, nie chce porzucic kojacych iluzji padajac ofiara megaspisku, o ktorym w polsce oprocz mnie wiedza o tym tylko trzy osoby: waldemar cejrowski, wojciech lysiak i pragnacy zachowac anonimowosc jasnowidz z bydgoszczy.

    napisalam to i wkrotce zostane pewnie zlikwidowana a notki moje usuniete, ale mam nadzieje ze zanim tak sie stanie komus uda sie to przeczytac i sie ocknie.

    swiatlo na klatce nie dzialalo. otworzylam po omacku drzwi do mieszkania i stwierdzilam, ze ciemno jest takze w przedpokoju. weszlam dalej do stolowego i zastanawialam sie gdzie rozpoczac poszukiwania swieczek albo latarki, kiedy nagle rozblysly zarowki we wszystkich lampach i zobaczylam ze dookola mnie na kanapie i w fotelach siedza sean, george, roger, timothy, pierce i daniel razem z eleganckim tuzinem kobiet towarzyszacych. na moj widok wszyscy wstali wznoszac w gore kieliszki wstrzasnietego martini i zaspiewali mi gromkie „stolatstolat”, a pozniej klaskali i gwizdali glosno przez kilka minut.
    polka mi opadla i formalnie wymieklam.
    wielkie dzieki chlopaki, ze pamietaliscie o moich urodzinach, sprawiliscie mi cholernie mila niespodzianke!!!


    • RSS