mydziecisieci blog

    Twój nowy blog

    teraz wiecej smutku! jestem cyber. czuje sie jak stary i nikomu niepotrzebny komp, najchetniej czterobitowy z gumowa klawiatura i magnetofonem. zamiast wlosow mam kable. zamiast palcow mam kable. zamiast zyl mam kable. mysli odmierzam w bitach. moje marzenia zbudowane sa z pikseli. ludzie mowia do mnie w real audio. cala moja jazn jest brutalnie skompresowana ze stanowczo zbyt duza strata jakosci. a ja tak chcialabym wyjsc na jakas umajona kwieciem lake, duszkiem wypic sagan zrodlanej maslanki, wziac do pluc pare machow swiezego, wiejskiego powietrza i pogadac tak normalnie, tak po ludzku. ale juz chyba nie moge, bo jestem wtopiona w kwarcowe drgawki iluzji generujace moja cybernetyczna rzeczywistosc, gdzie czuje sie bezwolna jak glistabobas w matczynej macierzy matematycznego lona, podlaczona do szerokiego kabla pepowiny, ktora sse dane szerokim laczem od jakiejs pracybergretkowskiej. o jezu, moze przesadzam, moze po prostu jestem slaba albo pojebana, ze inaczej zyc juz nie umiem? takie moje czasy, moje losy, moje pokolenie. doomed for tepsa, a mlodosc mija z predkoscia 28800 bps. ech, zobacze co tam na innych blogach ciekawego cybermlodziez pisze nocna pora…

    bo innym pokoleniom to dano chociaz szanse zginac bohatersko na wojnie, albo w czynie spolecznym przy odgruzowywaniu warszawy i budowie zamku, czy pod palkami siepaczy zomo w szescdziesiatym osmym albo chociaz w zadymie na zle zabezpieczonym stadionie cracovii krakow, obecnie trzecia liga. dzisiaj, my jestesmy tak zjebani losem, ze sami musimy sie za kobyle caco rozwalac uzywajac syntetyczne narkotyki, ktore jednak slabo szkodza na zdrowie i niczego do konca nie gwarantuja, zrec amerykanski syf albo liczyc, ze od siedzenia przy kompach pekna nam w koncu zyly w mozgach. i oby to sie wreszcie stalo jak najszybciej bo juz nie moge dluzej. dziekuje ze jestescie o jezu dziekuje!

    czego sie nie dotchne razi mnie prad. swetr, kot, drzwiczki od samochodu. to przez komputer wszystko. ach gdyby tak te impulsy wykorzystac jakos, ktore na marno strzelaja z mych palcow do atmosfery niczym mikroskopijne iskry piorunow, to moze kazdym takim wyladowaniem moglabym wpisac wiecej swojego bolu do blogu? podobno w anglii wkrotce bedzie to mozliwe. laczenie sie z siecia za pomoca palca via gniazdko elektryczne w scianie. marzenia… tymczasem siedze tutaj i place tepsie ostatnie grosze jak chciwemu dilerowi bez uczuc, bez wspolczucia, bez hiphopowego braterstwa. dobrze, ze chociaz wy jestescie, ktorzy mnie wspieracie nocna pora.

    wplatana. pomocy znikad. zyly bitow zaciskaja sie kurczowo na mojej cyfrowej jazni. rozpad funkcji i sensu. drzaczka ramion i podbrodka. czterdziesta czwarta kawa. brak snu, brak jedzenia, brak okresu. tylko modem zostal wierny. noca. tak sie pisze bloga?

    o jezu, obiecywalam sobie, ze juz nigdy wiecej tego nie zrobie, ale nie wytrzymalam. przez cala wczorajsza noc myslalam, zeby rzucic to wszystko, nie wracac tutaj do tego bloga, zanim bedzie za pozno, pieklo i sodoma, ale jak tylko rano otworzylam oko to pierwsze co zrobilam to tutaj przyszlam, zebyc cos dopisac. podobno mecz byl wczoraj i polska wygrala nie wiem z kim i po co to wszystko. takze nie wiem jak to dalej bedzie, na razie kocham was wszystkich za to co mi tu komentujecie pod moimi wpisami i mysle, ze bez tych slodkich wpisow byloby moje zycie puste, smutne, jalowe… czegos by mi brak doglebnie byloby. ale jednoczesnie powoduje to, ze jestem taka zniewolona i trzese sie i drze cala na sama mysl o tym, ze moge sie zalogowac kiedy jestem niezalogowana albo ze moglabym sie wylogowac kiedy jestem zalogowana. nie wiem jak sobie z tym poradzic zupelnie. przeszlam juz pieklo nalogu i wiem co to jest najnizsza ludzka opinia, bo doswiadczylam jej na sobie wielokrotnie, i na boga nie chcialabym, aby sie to tutaj jeszcze raz powtorzylo przez internet. jestem zdruzgotana. gdybym chociaz byla mlodym poeta z warszawy moglabym na swoim zdruzgotaniu gdzies zajechac, a tak to sie bede tylko druzgotac na prozno bo nikt sie tym nie zainteresuje. nawet kotanski mnie ignoruje. chyba ze ktos mnie inny zauwazy, jakas dobra i wrazliwa dusza z pomocna dlonia, ktora potrafi wysluchac i nie oceniac od razu tylko znalezc jakies trafne rozwiazanie. nie wiem czy mam opisywac szczegoly tego wszystkiego, nie wiem czy kogos one zainteresuja. czy w ogole moja osoba kogos interesuje? krzycze do was ludzie w tym temacie na lamach tego bloga. odpowiada mi cisza. glucha, ponura. studzienna. nie ma ludzkiego ucha zdolnego wysluchac moj glos. waiting is sad. chcialabym aby deszcz bebnil o parapet. bardziej rytmicznie. bardziej metalicznie. chcialabym odejsc stad na zawsze. jak wichura, jak kos, jak grab na wietrze. jednak zyc bez tego juz nie moge. nie moglabym. jestem w kleszczach…

    o jezu wrocilam. zmienilam sie, wiele sie dzialo. ale jestem. dziekuje ze czekaliscie. skonczylam z narkotykami i prostytucja a schizofremia mi przeszla juz chyba zupelnie. wyuczylam sie niemieckiego. a dzisiaj kupilam komputer i internet, boze jakie to wciagajace wszystko jest i czuje ze sie juz uzaleznilam. dlatego bede pisac tutaj moj pamietniczek ponownego upadku w szpony nalogu i dzielic sie z wami opisami roznych moich stanow.


    • RSS